Artykuły

Artur Zbilski: Gospodarcze drogi i bezdroża Bangladeszu

Na wstępie kilka słów wyjaśnienia, dlaczego poczyniłem ten artykuł. Otóż Bangladesz to miejsce szczególne. Kraj po wielokroć boleśnie doświadczany przez burzliwą historię i rozszalałe żywioły, kraj uważany przez wielu za centrum azjatyckiej biedy, zarazem zajmujący siódme w świecie miejsce pod względem liczby ludności, wreszcie kraj usiłujący znaleźć swoje miejsce w świecie w dobie postępującej pomimo kryzysów globalizacji, na przekór kasandrycznym przepowiedniom uparcie dążący do zapewnienia swoim mieszkańcom lepszej egzystencji.

Gdybyśmy zapytali przeciętnych Polaków, z czym kojarzy im się Bangladesz, zapewne usłyszelibyśmy o nękających ten kraj cyklonach, powodziach, powszechnej biedzie, upośledzeniu gospodarczym. Ten i ów wspomni o wyzysku, pracy dzieci, analfabetyzmie. Jest to z pewnością wyobrażenie prawdziwe, jednak nie oddające całej prawdy o tym kraju. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że Bangladesz nie jest jedynie wielkim slumsem nękanym żywiołami. Ten nizinny kraj położony w delcie Gangesu i Brahmaputry ma bowiem swój specyficzny urok i koloryt, który w sposób ciekawy, niepozbawiony humoru swego czasu przybliżali polskim czytelnikom tacy podróżnicy jak Olgierd Budrewicz i Jerzy Chociłowski. To ten koloryt i piękno krajobrazu opiewał wiek temu bengalski literat, noblista w dziedzinie literatury, a przy tym wybitny myśliciel i pedagog – Rabindranath Tagore – słowami pieśni: „Mój złoty Bengalu, kocham cię…”. Słowami zawartymi później w hymnie Ludowej Republiki Bangladeszu.

Ale skąd się wziął Bangladesz na mapie świata? Jakkolwiek jest on spadkobiercą prastarej bengalskiej kultury – jednej z najbogatszych na półwyspie indyjskim, to w dzisiejszym kształcie stanowi on dziedzictwo epoki brytyjskiego kolonializmu z bezlitosną eksploatacją, której towarzyszyły zapewnienia o „misji cywilizacyjnej” Europejczyków. Faktem jest, iż Brytyjczycy zwalczali hinduski zwyczaj palenia wdów – sati, rozprawili się z dakoitami (kastą rozbójników), wybudowali koleje (jakkolwiek głównie w celu sprawniejszej eksploatacji kraju i przerzucania wojsk). Jednocześnie jednak na skutek dwóch wieków intensywnej eksploatacji kolonialnej i wyparcia dawnych form własności przez rozwiązania prawno-własnościowe korzystne dla kolonizatorów (z lichwą i rugami włącznie), Bengal – niegdyś spichlerz subkontynentu – stał się swoistym rezerwuarem  nędzy, głodu i taniej siły roboczej, z której skwapliwie korzystał brytyjski i rodzimy kapitał. Ilustracją tego stanu rzeczy był potworny głód w 1943 r., który pochłonął w Bengalu 4 miliony istnień ludzkich…

Dodatkowych problemów nastręczyła stara zasada znana od czasów rzymskich: „dziel i rządź”. Zebrała ona swój plon w postaci rosnącego konfliktu hindusko-muzułmańskiego. W momencie wycofania się Brytyjczyków z tej części świata w 1947 r. przekształcił się on w masowe rzezie, w których zginęło nie mniej niż milion ludzi. W efekcie religijnej nienawiści nastąpił podział całego subkontynentu na zamieszkane głównie przez hinduistów Indie i islamski Pakistan. Podział ten nie ominął też i Bengalu, który rozkrojono na dwie części: 1) indyjski stan Bengal Zachodni ze stolicą w Kalkucie oraz 2) Pakistan Wschodni – prowincję Pakistanu; przy czym stolicą tego tworu prawnoadministracyjnego była Dhaka – dzisiejsza stolica Bangladeszu. Nawiasem mówiąc, Indiom przypadła część bardziej uprzemysłowiona, a założona w XVII w. przez Anglików Kalkuta jeszcze za ich rządów stała się kluczowym w regionie ośrodkiem przemysłu i handlu. Z kolei Pakistanowi przypadły w udziale rozległe obszary rolnicze, w tym plantacje herbaty, juty i innych roślin o znaczeniu eksportowym. W ten sposób zostały zerwane naturalne więzi łączące bengalski przemysł z jego zapleczem surowcowym, co dodatkowo skomplikowało sytuację gospodarczą w obu częściach podzielonego Bengalu.

W 1970 r. ówczesny Pakistan Wschodni nawiedził cyklon Bhola, powodując śmierć co najmniej 200 tysięcy osób. Wobec niemrawych działań centralnej pakistańskiej administracji w Islamabadzie nastąpiło pogorszenie i tak już napiętych stosunków między władzami a dyskryminowanymi Bengalczykami. Iskrą, która doprowadziła do wybuchu niezadowolenia było niedopuszczenie do objęcia funkcji premiera Pakistanu przez bengalskiego lidera Mudżibura Rahmana, mimo iż jego partia, Liga Awami, zdecydowanie wygrała ogólnokrajowe wybory. Prezydent Pakistanu, gen. Yahya Khan, w cichym porozumieniu z nacjonalistycznym liderem Partii Ludowej Zulfikarem Ali Bhutto, udaremnił zwołanie parlamentu i aresztował szejka Mudżibura Rahmana, jednocześnie ogłaszając stan wyjątkowy w Pakistanie Wschodnim. Zamach na demokrację przerodził się w falę niesłychanie brutalnych represji, które w świetle prawa międzynarodowego są kwalifikowane jako ludobójstwo: w ramach antybengalskiej pacyfikacji armia pakistańska wymordowała w delcie Gangesu ok. 1-1,5 miliona cywilów (niektóre źródła mówią nawet o 3 milionach!). Ze szczególną bezwzględnością polowano na inteligentów, ludzi wykształconych, którzy mogliby przewodzić ruchowi wyzwoleńczemu. Pakistańskie żołdactwo dopuściło się też bezprecedensowej, straszliwej liczby około 200 tys. gwałtów. W ten sposób legł w gruzach mit jedności Pakistanu – kraju indyjskich muzułmanów. Pomordowanych cywilów oraz tych, którzy polegli w walce o wolny Bangladesz, upamiętnia Pomnik Męczenników Narodu (beng. Jatiyo Smriti Soudho) w Savar, około 30 km na północny zachód od Dhaki.

Dnia 17 kwietnia 1971 sformowany został na wygnaniu pierwszy rząd Bangladeszu. W tym czasie żołnierze wschodniopakistańscy, policjanci oraz członkowie innych organizacji militarnych i paramilitarnych, a także uzbrojona ludność cywilna zaczęli formować oddziały partyzanckie, zwane Mukti Bahini, walczące z armią pakistańską. Masakrom i walkom towarzyszył exodus około 10 mln Bengalczyków do Indii. W tej sytuacji rząd Indiry Gandhi energicznie zareagował, udzielając bengalskim powstańcom wsparcia ekonomicznego, militarnego i dyplomatycznego. W związku z tym 3 grudnia Pakistan rozpoczął ofensywę na zachodniej granicy Indii, rozpoczynając trzecią wojnę indyjsko-pakistańską. Jeśli jednak reżim w Islamabadzie liczył na militarne wsparcie sojusznika – Waszyngtonu – to się przeliczył. Co prawda USA wysłały do Zatoki Bengalskiej lotniskowiec „Enterprise” wraz z eskortą – być może by postraszyć Delhi, choć chyba bardziej po to, by pokazać Pakistanowi, że są „wiernym i oddanym sojusznikiem” – niemniej nie miały ochoty bardziej angażować się w konflikt. Zwłaszcza, że ewentualne korzyści byłyby niskie wobec możliwego uszczerbku, szczególnie w sferze moralnej i prestiżowej. W tej sytuacji finał był łatwy do przewidzenia. W ciągu 13 dni oddziały Mukti Bahini wraz z wojskami indyjskimi pokonały wojska pakistańskie w Bengalu. Jednocześnie Hindusi rozgromili Pakistańczyków na froncie zachodnim, a reżim w Islamabadzie został zmuszony do kapitulacji i uznania niepodległości Bangladeszu.

W taki sposób z morza krwi i nieszczęść wyłoniło się nowe państwo: Ludowa Republika Bangladeszu. Kraj ten od razu spotkał się ze wsparciem i współczuciem opinii międzynarodowej. Jednego dnia, 1 sierpnia 1971 r., w Nowym Jorku George Harrison i Ravi Shankar zorganizowali dwa pierwsze w historii rockowe koncerty charytatywne. A pełne emocji nagranie z wykonanego wówczas przez George’a Harrisona utworu „Bangladesh” do dziś porusza serca.

Początkowa euforia z uzyskanej wolności musiała rychło zderzyć się z twardą rzeczywistością. Kraj wyniszczony wojną, przez lata drenowany ekonomicznie, utrzymywany w stanie półkolonialnej zależności przez Pakistan Zachodni, musiał stawić czoła ogromowi trudności. W pewnym stopniu łagodziła je pomoc gospodarcza i humanitarna. Jednak mnogość problemów, a także zawirowania polityczne cały czas, niczym kula u nogi, hamowały postęp Bangladeszu w walce ze skrajnym ubóstwem.

Kraj ten pozostaje wciąż z mnóstwem nierozwiązanych problemów. Ale obok nich są też jasne światełka w bangladeskim „tunelu”. Przyjrzyjmy się bliżej jednym i drugim.

Bangladesz to kraj liczący 144 tys. km2. Na obszarze tym, dwukrotnie mniejszym od Polski, mieszka ponad 162 mln ludzi (2010), przy czym sprawę komplikuje utrzymujący się wysoki przyrost naturalny. Jeśli nie liczyć państw-miast takich jak Singapur czy Monako, jest to kraj o największym na świecie zagęszczeniu ludności – 1125 osób/km2.  To oszałamiająca liczba, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jakieś 3/4 tej ludzkiej rzeszy mieszka na wsi. Z drugiej strony trzeba pamiętać, iż gwałtownie rośnie liczba ludności miejskiej. Szacuje się, że w ub. r. zespół miejski Dhaki przekroczył 15 mln mieszkańców. W ogóle Dhaka to istny kocioł ludzkich tłumów, tysięcy kolorowych riksz i coraz liczniejszych samochodów. Miasto to szczyci się też coraz liczniejszymi wysokościowcami. Jednakże boleśnie kontrastują z nimi rozległe dzielnice slumsów, gdzie w warunkach urągającym elementarnej higienie zamieszkują migranci z przeludnionych terenów wiejskich. Dhaka należy do największych miast subkontynentu indyjskiego a zarazem jest jednym z najszybciej rosnących miast świata. Drugi co do wielkości i rangi gospodarczej ośrodek miejski to Ćottogram (dawniej Ćittagong), liczący 4 mln ludności.

bangladesz_ludzie

Bangladesz nie bez powodu jawi się więc nam jako kraj przeludniony. W dodatku jest to słabo rozwinięty kraj rolniczy. Z racji przeludnienia i zacofania cechujący się stałym deficytem żywności, potęgowanym klęskami żywiołowymi, rozwój gospodarczy jest w kluczowym stopniu oparty na kredytach Banku Światowego, Chin, Indii i krajów rozwiniętych oraz darowiznach z krajów OPEC i innych zamożnych krajów (ok. 1–2 mld dolarów USA rocznie).

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Bangladesz zajmuje 48 miejsce w świecie, z PKB w wysokości 256 mld dolarów USA (prognoza na r. 2010). W 2009 r. PKB na 1 mieszkańca wyniósł 1487 dolarów USA – jeden z najniższych w Azji i w świecie. Dla porównania analogiczne wielkości dla Indii i Chin wynoszą odpowiednio: 3015 i 6778 dolarów. Wzrost PKB w 2009 r. wyniósł 5,6%. I jakkolwiek jest to wzrost znacznie wyższy niż w niemal wszystkich krajach rozwiniętych, to pozostaje wyraźnie w tyle za Chinami i Indiami. W strukturze wytwarzania PKB usługi stanowią 53%, rolnictwo 19%, a przemysł 28% (2007). Dla porównania w krajach wysoko rozwiniętych udział rolnictwa w tworzeniu PKB wynosi z reguły 1-3%. W rolnictwie pracuje 45% ludności czynnej zawodowo, w przemyśle 30%, a w usługach 25% (2008).

Wieś – tu bije serce narodu bengalskiego. Rolnictwo to podstawa gospodarki i zarazem wciąż główne źródło dochodów z eksportu. Obszary uprawne zajmują ok. 73% pow. kraju, co jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie. Główne uprawy to ryż (ok. 80 % obszaru zasiewów), pszenica, proso, bataty, juta, herbata (wchodząca często w skład mieszanek typu Assam i herbat granulowanych typu CTC), trzcina cukrowa, orzeszki ziemne, sezam, tytoń, rośliny strączkowe, warzywa, banany, bawełna, palma kokosowa (na południu kraju), przyprawy korzenne (głównie pieprz). Hoduje się bydło, bawoły (siła pociągowa), kozy, drób. Niebagatelne znaczenie mają połowy ryb morskich i słodkowodnych, aczkolwiek flota rybacka składa się głównie ze zwykłych łodzi, które nijak się mają do nowoczesnych trawlerów, jakimi dysponują takie azjatyckie potęgi w branży połowów morskich jak Japonia, Korea Pd., Chiny czy niektóre kraje ASEAN.

Rolnictwo przy swoim kluczowym znaczeniu dla gospodarki stanowi zarazem jej najbardziej zacofany dział. Ok. połowy ogółu gospodarstw zajmuje obszar poniżej 1 ha, ponad połowę ludności wiejskiej stanowią bezrolni. Temu zjawisku towarzyszy rozpowszechniony system dzierżawy ziemi.

Jak z kolei wygląda bangladeski przemysł? Otóż Bangladesz posiada niewielkie złoża surowców mineralnych, torf, wapienie, kaolinit, piaski szklarskie, piaski monacytowe. Wydobywa się ograniczone ilości gazu ziemnego i ropy naftowej ze złóż podmorskich w Zatoce Bengalskiej, a także skromne ilości węgla kamiennego. Na sektor energetyczny składają się głównie niewielkie elektrownie naftowe i gazowe. W 2007 r. w Bangladeszu wyprodukowano 25,5 mld kWh energii elektrycznej (160 kwh na 1 mieszkańca – jeden z najniższych wskaźników w Azji i na świecie).

Jeśli chodzi o przemysł przetwórczy, wiodącą rolę zajmuje w nim przetwórstwo rolne, zwłaszcza przemysł jutowy i bawełniany oraz spożywcze (łuszczarnie ryżu, przetwórnie i pakowalnie herbaty, cukrownie, olejarnie, zakłady tytoniowe); nieliczne zakłady przemysłu chemicznego (nawozy sztuczne), rafineryjnego (dwie rafinerie ropy naftowej), cementowego i maszynowego. Wiodące ośrodki przemysłowe to: Dhaka (łącznie z Narajangandź), Ćottogram, Khulna, Mymensingh. Istotne znaczenie ma rzemiosło (tkaniny, wyroby metalowe i inne artykuły codziennego użytku).

W ostatnich latach Bangladesz stał się również (obok Indii i Pakistanu) jednym z centrów recyklingu stoczniowego: demontażu starych, wycofanych z eksploatacji jednostek morskich i pozyskiwania z nich złomu dla hut stali. Ta branża skupia się w Ćottogram i zatrudnia głównie mieszkańców uboższej, północnej części kraju: bezrobotnych, bezrolnych chłopów, a nawet nieletnich, którzy w ten ciężki, ryzykowny sposób usiłują wspomóc finansowo swoje rodziny.

Co do branży tekstylnej, w całym kraju są setki fabryk, często pracujących na zlecenie zagranicznych firm odzieżowych. Metkę „Made in Bangladesh” często można znaleźć na koszulach, dresach, T-shirtach, dżinsach sprzedawanych w sieciach handlowych Europy. Niestety, bywa tak, że przy produkcji tych artykułów zatrudniane są dzieci. Takie są realia życia w słabo rozwiniętym, przeludnionym kraju, gdzie każda praca, nawet mozolna harówka za głodową stawkę bywa traktowana jak dar niebios…

W dziedzinie infrastruktury też niebogato. Sieć komunikacyjna jest wciąż słabo rozwinięta. W przewozach główną rolę odgrywa śródlądowy transport wodny (ok. 3 przewozów towarowych i pasażerskich). Jak wygląda ten transport – o tym wiele mówi częstotliwość zatonięć promów na skutek przeładowania ludźmi i towarami. Długość linii kolejowych – 2706 km (2003), a drogowych o twardej nawierzchni – ok. 23 tys. km. Z uwagi na zbyt małą liczbę mostów na wielkich rzekach delty Gangesu i Brahmaputry sieć drogowa nie jest spójna. Główne porty morskie to Ćottogram i Khulna, główny port lotniczy znajduje się w zespole miejskim Dhaki. Sieć telefonii stacjonarnej jest słabo rozwinięta. Telefonia komórkowa jakkolwiek prezentuje się lepiej, to też pozostaje w tyle za innymi krajami Azji. Wg najnowszych danych, z września 2010 r., w użyciu było 65,1 mln telefonów komórkowych, co daje 40,2 na 100 mieszkańców (średnia światowa w b.r. – 67,6, w Chinach – 62,5, a w Indiach – 56,6).

Handel zagraniczny jest pochodną kondycji bangladeskiej gospodarki. W 2008 r. Bangladesz wyeksportował towary za kwotę 14 mld USD, przy jednoczesnym imporcie wartości 20,2 mld USD. Ujemny bilans wymiany handlowej jest pokrywany głównie dzięki bezzwrotnym pożyczkom i kredytom. Artykuły eksportowe to przede wszystkim juta i wyroby jutowe, tekstylia, skóry i herbata. Import obejmuje żywność, maszyny i inne środki inwestycyjne, pojazdy, paliwa, chemikalia. Główni partnerzy handlowi to: Japonia, USA, Arabia Saudyjska, kraje Unii Europejskiej  (zwłaszcza Wlk. Brytania), Chiny, Indie i Singapur.

Potencjalnie słabo wykorzystanym źródłem dochodów walutowych jest turystyka. Pod tym względem Bangladesz ma co zaoferować: zabytkowe pałace i rezydencje muzułmańskich radżów w Sonargaon, Park Narodowy Sundarbans przy granicy z Indiami – ostoja bengalskiego tygrysa, region Jaflong na północnym wschodzie, z jego malowniczymi rzekami, wodospadami i ogrodami herbacianymi, górzyste regiony na południowym wschodzie kraju czy też najdłuższa na świecie plaża w rejonie Cox’s Bazaar, ciągnąca się na długości 125 km, położona blisko granicy z Birmą. Mimo to liczba turystów rośnie w żółwim tempie: ze 150 tys. w 1998 r. do 200 tys. w 2006 r. W tymże 2006 r. zyski z turystyki wyniosły skromne 89 mln dolarów. Wyniki, które nijak się mają w stosunku do innych krajów Azji. Wystarczy nadmienić, że taka np. Kambodża w 2006 r. zarobiła na turystyce 1 mld dolarów. W Bangladeszu przeszkodą w przyciągnięciu turystów jest z pewnością brak stabilności politycznej, niski poziom infrastruktury, brak dostatecznej reklamy oraz wciąż peryferyjne położenie na światowej mapie komunikacyjnej. Stąd kraj ten odwiedzają głównie ci, którzy miast podążać utartymi, „oklepanymi” szlakami chcą odkrywać egzotyczne, mało znane kraje.

Tak wyglądają poszczególne działy bangladeskiej ekonomiki. Niezbyt różowo, prawda? Czy jest więc jakieś światło w tunelu? A może jednak Bangladesz pozostanie „międzynarodowym koszykiem pomocowym”, jak ongiś nazwał ten kraj były amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger?

Trudno mi kusić się o jakiekolwiek próby „wróżenia z fusów”. Chcę natomiast zwrócić uwagę na pewien istotny sukces Bangladeszu, który przyczynił się do aktywizacji gospodarczej sporej części jego najuboższych mieszkańców. Sukces tym bardziej zwracający uwagę, że postanowiły go powtórzyć inne kraje trzeciego świata, a nawet… Unia Europejska i Stany Zjednoczone. Chodzi o mikrokredyty.

Czym jest mikrokredyt? Otóż jest to niskokwotowy kredyt przeznaczony dla osób ubogich (najczęściej pozbawionych zdolności kredytowej w tradycyjnych bankach), którym wystarczy niewiele pieniędzy, by rozwinąć jakiś biznes.

Pionierem w dziedzinie mikrokredytów jest bangladeski ekonomista i wykładowca na uniwersytecie w Ćottogram, profesor Mohammad Yunus, który za swoje osiągnięcia na tym polu otrzymał w 2006 r. Pokojową Nagrodę Nobla.

Jak wyglądała droga do sukcesu Mohammada Yunusa i jego mikrokredytów? Zaczęło się w latach 70-tych. W 1976 roku w ramach projektu badawczego trafił wraz z trójką swoich studentów do jednej z dziesiątek tysięcy bengalskich wsi. W owej wsi kobiety wytwarzały bambusowe stołki, zarabiając po 2 centy dziennie. Nie stać ich było na zakup materiału za 20 centów, toteż musiały pobierać surowiec od przyszłego nabywcy. Yunus postanowił temu zaradzić, pożyczając im pieniądze. Eksperyment udał się i po pomyślnym powtórzeniu go w innych miejscowościach, Yunus założył Grameen Bank, udzielający ubogim mieszkańcom Bangladeszu niewielkich kredytów na rozkręcenie drobnego biznesu, zakup niezbędnych surowców itp. Grameen Bank nie wymaga zastawów, a jego klientami są najczęściej kobiety (96%), pożyczające przeważnie po kilkanaście dolarów. Najwyższe pożyczki nie przekraczają 300 dolarów. Mimo stosunkowo wysokich odsetek spłacanych jest prawie 98% kredytów. Grameen Bank udziela też kredytów grupowych, w których cała grupa solidarnie poręcza spłatę zobowiązań każdego ze swoich członków.

Mikrokredyty okazały się dla wielu mieszkańców Bangladeszu zbawienne. Dla ludzi biednych jest to często jedyna droga do wyrwania się z błędnego koła nędzy. Jednocześnie pozwala na ekonomiczną emancypację kobiet. Dzięki mikrokredytom kobiety mają możliwość się usamodzielnić, gdyż same zaczynają zarabiać na swoje utrzymanie. Możliwe staje się rozpoczęcie własnego biznesu – ulicznej sprzedaży gazet, czyszczenia butów, fryzjerstwa, warsztatu tkackiego lub prowadzenia własnego sklepiku. Dzięki takiej aktywności zawodowej kobiety nie są zakładniczkami dochodów uzyskiwanych przez mężów. W kraju o przewadze muzułmanów, jakim jest Bangladesz, ma to znaczenie wręcz rewolucyjne. Dodatkowym czynnikiem pozytywnym jest to, iż ubodzy dzięki prowadzeniu własnej działalności gospodarczej uczą się przedsiębiorczości, polegania na własnych siłach. Co ważne, praca na własny rachunek często umożliwia mi odłożenie trochę pieniędzy na „czarną godzinę” bądź sfinansowanie edukacji dzieci. Oczywiście niektórzy biorą mikrokredyt po to, by zań kupować dobra konsumpcyjne lub spłacać wcześniejsze zobowiązania. Generalnie jednak są to raczej odosobnione sytuacje.

Mikrokredyt udzielany jest często na warunkach gorszych dla kredytobiorców niż w wypadku tradycyjnych kredytów. Niskie wymagania i ryzyko są równoważone wysokim procentem i krótkim czasem spłaty. Wielu kredytodawców odkryło, że ta forma usług finansowych jest wysoce dochodowa. Nic więc dziwnego, że wg danych „The Economist” istnieje już na świecie około 10 tysięcy instytucji udzielających mikropożyczek na średnią kwotę 300 dolarów ponad 40 milionom klientów.

W uzasadnieniu przyznania pokojowej Nagrody Nobla Mohammadowi Yunusowi Komitetu Noblowskiego stwierdził, że „nie będzie można osiągnąć trwałego pokoju, dopóki duże grupy ludności nie znajdą sposobu na wydostanie się z nędzy”.

Ta opinia jest zbieżna z odczuciami samych zainteresowanych. Susan Sayori, klientka Jamii Bora, kenijskiej kasy pożyczkowej, mówi: „Mikrokredyt pomaga, nie upokarzając. Dzięki Jamii Bora (nazwa kasy pożyczkowej) przestałam myśleć jak żebraczka. Nikt nie może wydobyć ubogiego z nędzy. Tylko on sam może to zrobić”.

Otóż to: skutecznie pomóc ubogiemu dając mu wędkę, a nie rybę…

Jak widać, Bangladesz, kraj, który sam wypatruje „światła” w ekonomicznym tunelu, sam podzielił się swoistym „światłem”, skoro z jego cennych doświadczeń korzystają inne kraje, nawet te zamożne. Ten tak ciężko doświadczony przez naturę i historię kraj ma prawo do lepszego jutra, zwłaszcza że jego mieszkańcy co dzień wylewają litry potu trudząc się dla swoich rodzin, dzieci, starych rodziców, wreszcie dla kraju. Zwłaszcza, że Bengalczycy to mimo swoich trudów sympatyczni ludzie, pełni radości, ciekawości świata i miłości do swojej ojczyzny. Wszystkich, którzy jak ja zarazili się sympatią do tego kraju i narodu pociesza myśl, że pierwsze kroki na drodze do lepszego jutra już uczyniono, dzięki inicjatywie skromnego profesora ekonomii z Ćottogram.

Artur Zbilski

Udostępnij:
  • 11
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    11
    Udostępnienia
Artur Zbilski: Gospodarcze drogi i bezdroża Bangladeszu Reviewed by on 24 listopada 2010 .

Na wstępie kilka słów wyjaśnienia, dlaczego poczyniłem ten artykuł. Otóż Bangladesz to miejsce szczególne. Kraj po wielokroć boleśnie doświadczany przez burzliwą historię i rozszalałe żywioły, kraj uważany przez wielu za centrum azjatyckiej biedy, zarazem zajmujący siódme w świecie miejsce pod względem liczby ludności, wreszcie kraj usiłujący znaleźć swoje miejsce w świecie w dobie postępującej pomimo

Udostępnij:
  • 11
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    11
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Avatar Wlodzimierz Madziar

    Troche przesadnie wydaje mi sie przedstawiono negatywny wplyw rzadow angielskich. Historycy do dzis sie spieraja, czy byly one kleska, czy dorodziejstwem, ale to nie nasze zmartwienie. Brytyjczycy przyniesli natomiast jedno – leki i postep w medycynie. Paradoksalnie dla wielu krajow okazalo sie to kleska, gdzyz nastapila eksplozja demgraficzna. Bangadesz jest krajem przerazliwie zaludnionym. Z podanych przez Autora danych to 8 razy wiecej niz Polska. Wyobrazmy sobie, ze przy naszych zasobach materialnych zyje 8 razy wiecej ludzi.
    To jest problem nie tylko dla Bangaldeszu, ale przede wszystkim dla Indii i wielu innych krajow. Kiedys jeden z biznesmenow zapytal mnie, czy moge pomoc w zalatwieniu wiz dla ludzi, ktorzy leca jako zmiana zalogi na statek do Polski. Zapytalem jaki to statek, uslyszalem, ze duzy – 600 m dlugosci. Takich statjkow nie ma. A ci ludzie pewnie byli takimi marynarzami i jak ten statek statkiem.
    Niestey Bangladesz gnebi tez plaga korupcji. I to tzw. korupcji niezorganizowanej. To znaczy, kiedy prowadzi sie jakakolwiek dizalalnosc gospodarcza, zaraz pojawia sie cala armia wszelkiego rodzaju wydrwigroszow, ktorzy usiluja cos wyrwac dla siebie. Np. jest fabryka. Nie zaplacisz, to pod jakims pretekstem wylacza Ci wode, prad, cudow mozna wymyslec mnostwo. Krajow o taniej sile roboczej jest wiecej, sa lepiej zorganizowane i sa one w stanie przyciagnac inwestycje.
    Nie mozemy porownywac Bangladeszu pod wzgledem gestosci zaludnienia z Singapurem, Luksemburgiem, czy innymi podobnymi miejscami. To sa bowiem enklawy, a wokol ludzi jest mniej, a w Bangladeszu sa wszedzie.
    Jezeli Bangladesz nie powstrzyma przyrostu naturalnego, to zadne reformy, inwestycje, czy programy ekonomiczne mu nie pomoga.

  • Mój znajomy wiele lat temu opowiadał mi historię dotyczący Polaków w Bangladeszu.
    Ten znajomy był przedstawicielem w latach 70-tych lub 80-tych, któregoś z większych
    polskich producentów i rezydował w Pakistanie ale firma miała też jedną inwestycję
    w Bangladeszu. Była to. już nie pamiętam dokładnie, cukrownia czy cementowania.
    Któregoś dnia pojechał do Bangladeszu. Na miejscu zobaczył gromadkę małych dzieci
    o rysach zbliżonych do słowiańskich. Co się okazało.
    Inwestycja położona była gdzieś w środku delty, gdzie islam nie dotarł i gdzie żyły plemiona aministyczne. Te plemiona żył m.in. z połowu ryb. Nierzadko przychodził
    jakiś tajfun i zatapiał taką flotyllę łodzi. Po rybakach zostawały wdowy, zazwyczaj
    liczące, jak mi powiedziano lat ca. osiemnaście. Wódz wioski nie mając co z nimi robić oddawał je Polakom za przysłowiowe „świecidełka”. Kiedy kończyła się zmiana i polski macho wracał do kraju to na jego miejsce przyjeźdzał następny i wchodził
    w rolę poprzednika.
    .

    • ….to świadczy niestety żle o Polakach pracujących tam ..widać złe traktowanie kobiet nie jest tylko domeną muzułmanów ,ale i katolików .Minie jeszcze sporo lat zanim kobiety wywalczą sobie taką pozycje jak w Europie i innych rejonach świata ..
      .życzę temu krajowi aby wyszedł z trudności gospodarczej i aby postawił na turystykę ,,,,to piękny i ciekawy kraj ….

      • Avatar Snii

        Pani Danuto,

        Bangladesz, jak każdy kraj muzułmański nie postawi na turystykę (są 3 wyjątki-jakie???) ani na przemysł ani w ogóle na nic. O pozycji kobiet w tymże kraju można wnioskować na podstawie: liczby ludności, zagęszczenia tejże i PKB na osobę. Zgodnie z ideologią islamu kobieta jest od rodzenia, wychowywania dzieci, remontu domu etc, etc a jej Pan i Władca zarządza nią wg własnej woli.

        Trudno by w kraju o takim podejściu do kobiet panował dobrobyt, prawda?

        Natomiast nie wiem po czym Pani wnioskuje o złym traktowaniu kobiet przez katolików. Religia Katolicka jest chyba najbardziej sfeminizowaną z głównych religii. Najlepszym przykładem jest tutaj chyba Polska, o nienaturalnie (czyli ponadrynkowej) pozycji kobiet:
        -obciążenia zdrowotne i emerytalne obu płci jest równe
        -sądy rodzinne przyznają dziecko matce w 95%
        i najważniejsze
        -pieniędzmi rodzinnymi zarządzają kobiety. To one podejmują najważniejsze decyzje konsumpcyjne-rzecz nie do pomyślenia nawet w Holandii czy Szwecji

      • Avatar wute

        p. SNII
        Wyjątkiem jest Egipt gdzie wpływy z turystyki są oprócz opłat z Kanału Sueskiego głównym źródłem dochodów w relacji z zagranicą. Można też wspomnieć o Tunezji.

      • Avatar wute

        Pani Danuto,

        Jestem lekko zaskoczony, że po półtora roku odnalazła Pani i skomentowała mój post.
        Generalnie podzielam Pani opinie, że kobiety są na świecie dyskryminowane. Jednakże stopień dyskryminacji jest różny, w różnych cywilizacjach. Ponieważ wiele jeżdziłem po świecie, więc mam wiedzę nie tylko tzw. książkową, ale tez praktyczną odnośnie funkcjonowania różnych społeczeństw. We wszystkich cywilizacjach poza Zachodnią, kobieta jest znacznie gorzej traktowana niż mężczyzna. W islamie, jak podał SNII nierówność jest wpisana w religię, a religia u muzułmanów jest nie tylko wiarą, ale też sposobem na życie. Szanse, żeby to zmienić są znikome. U Hindusów podporządkowanie, u Chińczyków (konfucjanizm), zgodnie z zasadą 5 relacji żona podlegała mężowi. W Afryce, w życiu plemiennym, lepiej nie mówić.
        Tylko u nas, w chrześcijaństwie zaczęto inaczej traktować kobiety. Już w średniowieczu kościół apelował: Nie bij żon,y bo to też stworzenie boże.
        W Polsce jest szczególny stosunek do kobiet. Znacznie lepszy niż na Zachodzie (pomijając warunki materialne).
        U nas generalnie kobiety od wielu pokoleń cieszyły się uznaniem.
        Zewnętrznym wyrazem szacunku było i nadal częściowo jest:
        – przepuszczanie kobiet w drzwiach
        – całowanie w rękę
        W pracy zawodowej jeszcze klika lat temu odnośnie prowadzenia własnego biznesu to Polska zajmowała 1 miejsce
        odnośnie udziału kobiet. Na 100% osób prowadzących własny biznes 38% stanowiły kobiety. Teraz chyba jesteśmy na drugim miejscu w Unii.
        Pan SNII podał kilka przykładów pozycji kobiet. Ja chciałbym dodać jeszcze jeden: sfeminizowanie wielu zawodów i przeto dyskryminacja mężczyzn.
        Taka a nie inna pozycja kobiet w Polsce powoduje, że nie ma u nas zapotrzebowania na feminizm. Z tego powodu
        polskie feministki zajmują się problemami zupełnie innymi, jak np. sprawami mniejszości seksualnych. Inna sprawa,
        że polskie feministki to są zazwyczaj dobrze zarabiające panie, nierzadko należące do elity, które prawie nic nie mają wspólnego z problemami ogromnej ilości Polek, takich jak mąż pijak czy życie do pierwszego.
        PS.
        W Europie Zachodniej zwiedziłem kilkadziesiąt firm, spotkałem jak sądzę, że dwustu menadżerów, w tym były tylko dwie kobiety. W Polsce, gdzie mieliśmy ca. 15 klientów poznałem kilka dyrektorek z naszej branży.

  • Szanowny Panie Ciekawy. Otóż ja mam nieprawdopodobie wybujałą wyobraźnię ale mimo tego nie mogę sobie wyobazić takiej sytuacji- mam na myśli jakąkolwiek formę aneksci Bangladeszu przez Indie. Natomiast nie mam żadnych problemów z wyobrażeniem sobie sytuacji odmiennej, otóż takiej w jakiej dzisiaj już znajdują się np. Sri Lanka czy Nepal. Obydwa te kraje dzięki swemu położeniu są wręcz obdarowywane przez Chiny i Indie różnorakimi fruktami w postaci a to inwestycji a to róznorakich kontraktów czy innych propozycji współpracy na wszelkich możliwych szczeblach. Będę musiał o tym kiedyś napisać, bo ten wyścig do serc, umysłów i …zasobów naturalnych a także wyścig polityczny czyni nagle małe, niepozorne i biedne państwa beneficjentami wzrostu potęgi tych azjatyckich mocarstw. Podobnie będzie z Birmą czy Bngladeszem jak i innymi krajami tego regionu. Taka jest moja wizja rozwoju sytuacji. w tym regionie. Ciekaw byłbym zdania p. Lubiny na ten temat, jako że b. mocno osadzony jest w realiach birmańskich.

    • Zgadzam się z Panem, że Bangladesz zapewne będzie w jakimś stopniu beneficjentem wzrostu gospodarczego Indii. Z tym, że w wypadku Bangladeszu mówimy o kraju niemal ludniejszym od Niemiec, stąd aby inwestycje lub inne wsparcie z zagranicy miało znaczenie, musi miec charakter masowy.

  • Cenny artykuł i ponownie wyrażę ubolewanie z powodu nieudolnej ekspozycji swoich już bardzo rozbudowanych zasobów. Wydaję mi się, że jeśli cokolwiek hamuje rozwój portalu to kwestie techniczne są na czołowych miejscach.
    Wracając do artykułu brakuje w nim polityki zagranicznej, a przede wszystkim stosunków z potężnym sąsiadem. Istnieją obawy, że Bangladesz zostanie wręcz wchłonięty przez Indie. Nie mam tu na myśli aneksji, ale całkowite gospodarcze i polityczne uzależnienie.

  • Myślę, że taki sposób pisania o kraju „zapomnianym przez Boga i ludzi” jak zrobił to Pan Ziggi vel Zbilski oraz Pan Lubina – najbardziej mi odpowiada. Recepta na dobry artykuł o jakimkolwiek kraju lub regionie jest śmiesznie prosta: trzeba Go lubić. Obydwaj Panowie „czują” miejsca o których piszą i dlatego te teksty są takie dobre. Jak ja lubię czytać dobre teksty!!! Pytanie: czy w myśl tej recepty mógłbym uznać tekst o USA za dobry tekst??? Odpowiedź niewprost. Kardynał Richelieu do malującego Go malarza: nie maluj mnie synu na klęczkach, maluj mnie dobrze.

Pozostaw odpowiedź