Komentarz eksperta

Krzysztof Iwanek: Kto nienawidzi Shahrukha Khana? Armia króla kontra król.

iwanekKina otoczone kordonami policji i obrzucane kamieniami – tak wyglądały ostatnie dni w stanie Maharasztra w Indiach. Te niezapowiedziane atrakcje towarzyszyły premierze nowego filmu Shahrukha Khana, bollywoodzkiego aktora, którego zna w Polsce już całkiem sporo osób (i bardzo dobrze). Atakującymi byli członkowie partii Shiv Sena, o której z kolei nad Wisłą mało kto słyszał (i bardzo dobrze).

Shiv Sena to radykalna organizacja i partia zarazem, która swoją ideologię opiera głównie na tożsamości etnicznej grupy Marathów, zamieszkujących stan Maharasztra. Jej członkowie kierowali swoją agresję przeciw wszelkim nie-Marathom napływających za chlebem do stolicy stanu, Mumbaju. Według partii, odbierali oni zatrudnienie ,,rdzennym Mumbajczykom’’ – Marathom. Metody walki o zatrudnienie miewała Shiv Sena niewybredne, na przykład napady bojówek na stragany prowadzone przez nie-Marathów. Jest to zatem organizacja szowinistyczna. Ostatnio Shiv Sena coraz częściej odwołuje się do tożsamości religijnej; do radykalnego hinduizmu. Jej ideologia, poza marackim szowinizmem, jest zatem także nacechowana religijnym nacjonalizmem. Stąd za swoich wrogów Shiv Sena uważa też muzułmanów i, rzecz jasna, Pakistan. Sama nazwa ugrupowania – ,,armia Śiwy’’, jest odwołaniem do osiemnastowiecznego króla Marathów imieniem Śiwadźi (ang. Shivaji). Jego postać dla skrajnych hindusów jest uosobieniem walki z islamem, a dla Marathów historycznym bohaterem lub niemal półbogiem.

Owa ,,armia króla Śiwadziego’’ wypowiedziała niedawno wojnę innemu monarsze: ,,niekoronowanemu królowi Bollywoodu’’, Shahrukhowi Khanowi. Pretekstem był krykiet. Jakiś czas temu zdecydowano, iż pakistańscy gracze nie mogą grać w indyjskiej ekstraklasie, IPL (Indian Premier League). Khan, który posiada swoją drużynę i jest zwolennikiem indyjsko-pakistańskiego pojednania, decyzję tę skrytykował. Shiv Sena odpowiedziała nagonką na aktora, obrzucając go przezwiskami takimi jak ,,zdrajca’’ i ,,wielbiciel Pakistańczyków’’ (Pak-lover). W piątek 12 grudnia premierę miał nowy film gwiazdy (pt. My name is Khan). Obawiano się, iż radykałowie będą próbowali ją zakłócić i to im się po części udało. Choć na wszelki wypadek aresztowano ponad tysiąc żołnierzy Shiv Seny i obstawiono kina,  i tak okazyjnemu ciskaniu kamieniami i paleniu plakatów nie zapobiegnięto.

Po tym wstępie ktoś czujny spyta: a tak naprawdę, to o co chodzi? Bo przecież nie o krykiet, o jednego aktora czy o jeden film.

Trudno wyobrazić sobie zjawisko bardziej przeciwne ideologii Shiv Seny niż Bollywood. Shiv Sena głosiła hasło ,,Maharasztra dla Marathów’’, mumbajskie wytwórnie są zaś wypełnione ludźmi z różnych stron subkontynentu. Shiv Sena podkreśla, że językiem Bombaju  (i całej Maharasztry), winien być jedynie język marathi, jak na złość wytwórnie bollywoodzkie, to jest tworzące filmy w języku hindi, mają siedziby właśnie w tym mieście. Shiv Sena jest otwarcie antymuzułmańska, tymczasem kino hindi bez wyznawców islamu po prostu nie byłoby tym, czym jest. Jednym z wielu przykładów na to jest właśnie Shahrukh Khan.

A właśnie – Shahrukh Khan. Według propagandy hinduskich fanatyków, muzułmanie indyjscy są biedni, zacofani, fundamentalistyczni; mają po cztery żony (oczywiście tylko muzułmanki) i niezliczone dzieci (które na pewno wychowują w radykalizmie). Innymi słowy, są po prostu kulą u nogi indyjskiego rozwoju. Jak na złość, Shahrukh Khan do modelu nie pasuje. Odniósł szalony sukces, nie jest fundamentalistą, nie ma czterech żon (jak większość indyjskich muzułmanów, tak naprawdę). Jedyna kobieta, którą poślubił, to – o zgrozo! – hinduska (Gauri Khan). I jeszcze opowiada się muzułmańsko-hinduską zgodą. Jako wisienka na torcie, aktor mieszka w Mumbaju, ale nie jest Marathą, czyli jego ,,rdzennym mieszkańcem’’ (tak jak co najmniej połowa populacji metropolii). Po prostu wymarzony cel dla radykałów.

Pytanie brzmi zatem nie dlaczego Shiv Sena zaatakowała Shahrukha Khana, ale dlaczego uczyniła to dopiero teraz. Hinduską żonę poślubił dawno. Swoje pokojowe poglądy też wygłaszał już dawno. Co do tematyki filmów, w których grał, to Shiv Sena też mogłaby przebierać w pretekstach do nienawiści: choćby w Main Hoon Na gra zwolennika indyjsko-pakistańskiego pojednania, w Veer-Zaarze obywatela Indii zakochanego w Pakistance itd.  Podobnie zresztą z całym stosunkiem Shiv Seny do Bollywoodu. Pod koniec zeszłego roku (2009) partia zaatakowała film Kurbaan za ukazanie na reklamujących dzieło plakatach nagich pleców aktorki. Działacze partii zamalowywali nawet plecy aktorki na niektórych plakatach. Co ciekawe, nagi tors jej filmowego partnera na tym samym plakacie już im nie przeszkadzał. Chwilę wcześniej krytykowali inny film (Wake up, Sid). A propos tytułu tego ostatniego dzieła: czy żołnierze Shiv Seny obudzili się wczoraj? Przegapili setki innych bollywoodzkich filmów, w których można zobaczyć nagie plecy – lub inne części ciała – kobiet? Owszem, Shiv Senie zdarzało się już wcześniej atakować niektóre filmy i aktorów, ale w zasadzie dlaczego tylko niektóre, a nie większość? Zresztą, założę się – niech będzie, że o wydanie DVD My name is Khan, jak już wyjdzie – że niejeden członek Shiv Seny w skrytości chętnie ogląda filmy z Shahrukhem Khanem, a już na pewno czyni to przynajmniej część elektoratu partii.

Wyjaśnienia zatem należy szukać nie w Bollywoodzie czy poglądach Shahrukha Khana, ale w samej Shiv Senie. To partia ma wielkie problemy, a nie aktor. Kilka lat temu w Shiv Senie nastąpił rozłam. Odłączyła się od niej nowa, jeszcze bardziej radykalna partia-organizacja Maharashtra Navnirman Sena (MNS, ,,Armia odbudowy Maharasztry’’). Na jesieni 2009 r. ,,armia króla Śiwadziego’’ została zdziesiątkowana w wyborczej bitwie o mandaty do sejmu Maharasztry. Jej wynik był najgorszy od wielu lat.

Co zatem ma robić takie ugrupowanie jak Shiv Sena, gdy radykalnie (nomen omen) traci popularność? Gdy mechanizm do wyrabiania sobie publicity zawodzi? Jedną z metod jest podczepić się pod sławę innej osoby, unieść się na balonie jej popularności. Choćby: atakując ją publicznie (,,nieważne czy o nas mówią źle czy dobrze, ważne, by nie przekręcali nazwy naszej partii’’). To trochę jak ze szperaniem w Google: skoro mniej osób  wpisuje ostatnio hasło Shiv Sena w wyszukiwarkę, to trzeba podpiąć się pod hasło Shahrukh Khan, przynajmniej będziemy wypływać wraz z nim.

Ponadto, jak wspomniałem, partia ma konkurenta: MNS. Skoro rywal ma ten sam profil ideologiczny, można albo zmienić swój (czyli: szukać nowego elektoratu), albo mocniej podkreślać dotychczasową ideologię (czyli: wydać rywali agresywną walkę o dotychczasowy elektorat). Przykład z atakiem na aktora dowodzi, iż Shiv Sena zdecydowała się na tę drugą opcję. Pokazuje też, iż – na szczęście – w całym zamieszaniu nie chodzi o to, by kogokolwiek rzeczywiście zamordować czy zastraszyć, ale po prostu by zwrócić na siebie uwagę. Ponieważ obie walczące o ten sam elektorat partie uzyskały niewielką ilość mandatów, w nadchodzących latach należy się spodziewać dalszej brutalnej rywalizacji między nimi. Na celowniku propagandy mogą znaleźć się nie tylko aktorzy, ale i inne osoby. W zasadzie to drugorzędne jakiej profesji; byleby były znane.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krzysztof Iwanek: Kto nienawidzi Shahrukha Khana? Armia króla kontra król. Reviewed by on 14 lutego 2010 .

Kina otoczone kordonami policji i obrzucane kamieniami – tak wyglądały ostatnie dni w stanie Maharasztra w Indiach. Te niezapowiedziane atrakcje towarzyszyły premierze nowego filmu Shahrukha Khana, bollywoodzkiego aktora, którego zna w Polsce już całkiem sporo osób (i bardzo dobrze). Atakującymi byli członkowie partii Shiv Sena, o której z kolei nad Wisłą mało kto słyszał (i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Bardzo ciekawy artykuł pozwala zrozumieć pewien aspekt życia społeczno-politycznego w Indiach.

  • Świetny artykuł wyjaśniający całe zamieszanie (jeśli tak można to nazwać). Dziękować autorowi :)

Pozostaw odpowiedź