BLOGOSFERA

Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Jak zostać lokalnym celebrytą w Chinach

DSCN2061Często wspominam (podobnie jak i inni Polacy znający sytuację w Chinach), że nasz polski potencjał winien być nakierowany nie na Pekin czy Szanghaj, ale na Chiny B,C, itd. Chodzi o takie regiony Chin, dla których nasza oferta jest jeszcze atrakcyjna, gdzie nie ma zbyt dużej konkurencji ze strony silniejszych od Polski państw Europy Zachodniej, Rosji i obu Ameryk. Sytuacja ta odnosi się również do osób fizycznych, czego kilka dni temu stałem się żywym przykładem. Wielu interesujących się Chinami pewnie pamięta, jak jeszcze kilka lat temu furorę w sieci robił artykuł pt. „W Chinach wystarczy być białym, aby dostać pracę”. Artykuł ów mówił o dwóch polskich studentkach w Chinach, które tylko za to, że piły piwo w jednym z barów w Hangzhou, dostawały kilkaset złotych. Piękna fucha, prawda? Ja osobiście nie znam tej historii, ale mogę potwierdzić jej autentyczność na podstawie znajomości innych tożsamych przypadków, w jakich sam brałem kiedyś udział. Np. w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej w RPA osobiście chodziłem w Changsha do jednego z najlepszych hoteli w mieście, piłem i jadłem co chciałem – ZA DARMO! Chodziło tylko bym był, by menedżer hotelu mógł pokazać, że u niego w hotelowym pubie siedzą Europejczycy i oglądają mecze. Było fajnie, ale to się już skończyło, skończyło i nie wróci. W jednym z większych miast usłyszałem kiedyś: „Przepraszamy, ale ten lokal jest tylko dla Chińczyków”! Jednak mowa była o Chinach A, względnie B, a co z miastami z chińskiej ligi C i dalszymi? Tu sytuacja wygląda dużo korzystniej, a historia, która przydarzyła mi się kilka dni temu, jest tego namacalnym dowodem. Tak więc posłuchajcie.

fot. Adam Machaj / Galeria handlowa w Zhuzhou

Jakieś 10 dni temu, po targach w Kantonie, odbyłem podróż do prowincji Hunan celem spotkania się z moją drugą połową. Mimo że pochodzi ona z Changsha (stolica prowincji Hunan), to pracuje w mieście obok, w Zhuzhou. Jeżeli przyjąć, że Changsha to chińska liga C, to Zhuzhou określimy jako Chiny D. Oczywiście spotkanie z narzeczoną to coś więcej niż spotkanie z kumplem, tak więc na kolację udaliśmy się do jednej z lepszych restauracji w mieście, mieszczącej się w jednej z największych galerii handlowych w Zhuzhou, w samym jego centrum. Tam zamówiliśmy jedzenie i w romantycznej atmosferze spędzaliśmy nasz wieczór. W pewnym momencie przy naszym stoliku zjawia się kelnerka i z lekkim zawstydzeniem pyta, czy restauracja mogłaby użyć mojego wizerunku jako reklamy. Ja, myśląc, że będzie to zdjęcie do folderu reklamowego czy coś w tym stylu, wyraziłem zgodę i za bardzo o tym więcej nie myślałem. Kelnerka poinformowała nas również abyśmy zapomnieli o rachunku za naszą kolację, co było oczywiste i zrozumiałe. W międzyczasie podszedł do nas jeszcze właściciel, który zamienił z nami kilka grzecznościowych zdań, wręczył paczkę drogich papierosów i umówiliśmy się, że za pół godziny jak skończymy kolację, to zrobimy kilka ujęć.

Po jakichś dwudziestu minutach do sali wchodzi trzech młodych mężczyzn z całym sprzętem telewizyjnym. Kamera, aparat, mikrofon i oświetlenie. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda już bardzo profesjonalnie. Kelnerki oraz córka właściciela zaczynają nakrywać kolejny stół, a ekipa tłumaczy coś kucharzowi, który ubrany w kucharską czapkę i nienaganny strój, stanie się jak i ja aktorem w filmie, który zaraz zaczniemy nagrywać. Okazało się, że trzech młodych panów z kamerami i sprzętem to pracownicy telewizji państwowej CCTV, oddział Zhuzhou. Czyli już wiemy, że nie będzie to tylko zdjęcie do folderu, ale coś więcej. Całe nagranie przebiega bardzo profesjonalnie, a ujęcia są powtarzane po średnio dziesięć razy, zawsze zrobię coś nie tak. Dodam, że prawie każde ujęcie ma związek z konsumowaniem przeze mnie potraw, które są specjalnością restauracji, tak więc zaliczyłem drugą kolację gratis. Na marginesie dodam, że mieli szczęście, że ich specjalnością są ryby, bo w przypadku mięsa potrzebny byłby dubler (od dwóch miesięcy nie jem mięsa). Po nagraniu usiedliśmy wraz z ekipą TV i właścicielem do kolacji, w moim wypadku trzeciej z rzędu. Trudno mi było określić, ile należy się za ten występ, ale ostatecznie stanęło na tym, że mam dozgonny darmowy wikt w tej restauracji. Bardzo mnie to cieszy, bo nie ukrywam, że już niedługo planuje przeprowadzkę do Changsha, a w Zhuzhou będę często. Zależy mi też na wyrobieniu sobie pewnych, że tak to określę, „układów” w tych miastach, w czym bywanie w tej restauracji oraz znajomość z właścicielem oraz ekipą lokalnej TV bardzo ułatwi mi sprawę. Dodam, że ów film reklamowy będzie wyświetlany na jednym z największych monitorów LED-owych w mieście, który mieści się naprzeciw dworca kolejowego na budynku wspomnianej galerii handlowej.

Myślę, że w Pekinie, Szanghaju, a nawet w Tianjinie zdarzenie takie byłoby bardzo mało prawdopodobne, może w odniesieniu do pięknych przedstawicielek płci żeńskiej, ale w stosunku do mnie… raczej na pewno nie. Do miana celebryty w Chinach pewnie mi jeszcze bardzo daleko, ale w Chinach D, E jest to jak najbardziej możliwe.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Jak zostać lokalnym celebrytą w Chinach Reviewed by on 5 maja 2013 .

Często wspominam (podobnie jak i inni Polacy znający sytuację w Chinach), że nasz polski potencjał winien być nakierowany nie na Pekin czy Szanghaj, ale na Chiny B,C, itd. Chodzi o takie regiony Chin, dla których nasza oferta jest jeszcze atrakcyjna, gdzie nie ma zbyt dużej konkurencji ze strony silniejszych od Polski państw Europy Zachodniej, Rosji

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • @M.M.KOZIOL: Wlasnie taki powinien byc moral tej opowiesci. Pomijajac kilku duzych graczy polskiej gospodarki, Polacy powinni celowac wlasnie w takie miasta jak Zhuzhou (nazwijmy je Chinami D).
    @DOROTA: Dziekuje
    @MARCIN WOJNAR: Prosze dac znac na priv. , wszelkie dane kontaktowe sa u mnie na blogu „Raport z Panstwa Srodka”

  • Wyśmienita historia. A ja właśnie wybieram się na dłużej do Tianjinu. Mam nadzieję, że po przeprowadzce nie zrezygnuje Pan z organizowania/współorganizowania spotkań polonijnych ;)

    Pozdrawiam, mw

  • świetna historia – zyczę dalszych sukcesow nie tylko medialnych w Chinach :)

  • Ma Pan całkowitą rację ponieważ pokazuje Pan ‚nisze’. Tak, spóźniliśmy się w Tier 1. Szkoda, tylko że działamy ( Polacy) jak w XIX wiecznym kapitalizmie. Z jednej strony PAŃSTWO ( nieudolne ) działa w głównych miastach a ‚kapitaliści’ nie myślą o nowych ‚trudnych’, rynkach

Pozostaw odpowiedź