BLOGOSFERA

Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Ja już swoje „przedziadowałem” i Nadajemy z Hebei

Adam Machaj Chiny Hebei

Ja już swoje „przedziadowałem”

Dynamiczne zmiany w Chinach – bardzo dziś często używane stwierdzenie, w różnych formach, w różnych kombinacjach słownych. Używają go szczególnie osoby opisujące obecną sytuację w Chinach, w tym też i ja. Zmiany zachodzą we wszystkim i wszędzie, czasem niewidoczne z perspektywy dnia stają się wyraźne w dłuższej perspektywie czasowej. Dzisiejsze Chiny to już na pewno nie te same Chiny, które były jeszcze kilka lat temu. Życie Polaka w Chinach też się zmienia. Wpierw był szok, potem długi okres fascynacji, a dziś to już codzienność. Kiedyś byłem w stanie zapłacić więcej, aby przejechać się motorem zamiast normalną taxi, dziś uważam motory za brudne i niebezpieczne. Kiedyś jadłem wszystko co usmażyli uliczni sprzedawcy, dziś już wybrzydzam i coraz częściej zdarza mi się szukać lepszych miejsc lub nawet gotuje w domu. Kiedyś paliłem byle się dymiło, dziś już nie schodzę poniżej 20 rmb za paczkę. Kiedyś lubiłem pogadać po chińsku, mimo że mówiłem słabo, dziś mówię dużo lepiej, ale nie chce mi się już gadać. Kiedyś nie przeszkadzało mi to, że jak wychodzę z metra, to w tym samym czasie wpada stado Chińczyków polujących na miejsca siedzące, taranując przy tym wszystko i wszystkich, a dziś mi to już przeszkadza. Takie oto zmiany widzę w lustrze w perspektywie czasu.

Nie chodzi mi, że Chiny mi się znudziły, że nie jest fajnie itd. Chodzi po prostu o zmiany, które dotyczą wszystkich i wszystkiego i dzięki którym to wiemy, że w ogóle toczy się życie. Nie chcę też tych zmian oceniać, ani tego jak zmieniły się Chiny, ani jak zmieniłem się ja. W sumie to wszystko się zgadza. Rząd w Chinach ruguje palaczy, ja już mniej palę, rząd ruguje moto-taxi, ja już ich nie używam (dla mnie to już tylko atrakcja turystyczna, więc faktycznie jak ktoś nowy przyjedzie, to biorę wszelkie dziwactwo zamiast normalnego taxi, ale to tak, żeby pokazać, a nie dlatego, że sam lubię). Jak grzyby po deszczu otwierają się w Chinach kawiarnie, a mnie zaczyna tam ciągnąć. Kiedyś radykalnie uczestniczyłem w chińskim życiu, zadawałem się prawie tylko z Chińczykami, a dziś coraz częściej mam ochotę, aby w międzynarodowym towarzystwie pójść na… hamburgera (haha). Poważnie. Jednym słowem, ciągnie mnie do życia, w jakim uczestniczą obcokrajowcy w Chinach od początku swojego przyjazdu. Ja mam tę przewagę, że chińskie Chiny znam i potrafię… Ja już swoje „przedziadowałem”. Nikt nie może mi zarzucić, że nie znam życia przeciętnych Chińczyków.  Ja już sam osobiście pluje resztkami na stół, automatycznie. Teraz czas na europejskie życie w Chinach. Jak już wcześniej wspomniałem, nie jest to spowodowane tym, że nie lubię tych chińskich Chin, ale tym, że chcę poznać coś nowego, coś co nadąży za wewnętrznymi zmianami Polaka w Chinach. Oczywiście nie będzie to życie takie jak w Europie, będzie to pewna hybryda, nawet samo określenie „europejskie życie” czy „europejski styl życia” może być mylny, zależnie od interpretacji, więc powiem dosłownie: mam dziś ochotę na wegetariańską kanapkę z Subway’a i dużą kawę, jutro na sushi u Japończyka, a pojutrze na jakieś ciastko i kieliszek czerwonego wina u Włocha – oczywiście zamawiamy i rozmawiamy po angielsku. Może powinienem użyć określenia, że zaczynam światowe życie w Chinach, tylko to z drugiej strony brzmi zbyt patetycznie i ktoś zaraz zarzuci mi zarozumialstwo. Jednak tak to się ostatnio przedstawia. Ogólnie mówiąc, unikam taniej chińszczyzny. Coś dobrego TAK, wizyta w muzeum TAK, dobre spa TAK, dobra herbaciarnia TAK, uliczny grill raczej NIE, chińska tania wódka NIE, dobry tytoń fajkowy z Yunnan TAK, fajki za 5 rmb NIE bardzo, tani pociąg bez kuszetki NIE. Nie znaczy to, że rzeczy wobec których jestem na NIE nie zagoszczą nigdy w moim życiu. Chodzi mi tylko o to, co obecnie dominuje i w jakim kierunku jest tendencja. Nie jest to zamierzone ani celowe, a jednak tendencja ogólna w Chinach pokrywa się z tendencją mojego osobistego rozwoju.

Proszę nie traktować tego wpisu jako mojego zarozumialstwa, ale jako coś, do czego doszedłem w sposób naturalny przechodząc całą ścieżkę „dziadowskiej” chińszczyzny. Powiem Państwu, że te „tanie”, „dziadowskie” Chiny mają swój niepowtarzalny urok i klimat i wszystkim takie Chiny polecam. „Dziadowskie” Chiny to też bardzo dobra lekcja, aby poznać język, normalne życie i przeżyć coś egzotycznego. Nie można spędzić całego życia w skansenie jednak warto od czasu do czasu i do takich miejsc zajrzeć.

=======================================================================================

Nadajemy z Hebei

Wbrew moim poprzednim zapowiedziom, moje plany na weekend uległy zmianie. Miałem jechać do prowincji Shandong, a „wylądowałem” w Hebe,i a dokładniej w Langfang 廊坊. Odbywają się tu właśnie międzynarodowe targi, że tak to nazwę, targi rzeczy różnych. Generalnie nawet sam nie wiem czego dokładnie, bo same targi nie są celem mojej wizyty, a tylko okazją do spotkania kogoś tam. Bardzo duża rozbieżność tematyczna: rowery, alkohole, meble, produkty medyczne, rury kanalizacyjne, małe samoloty, ubrania, instrumenty muzyczne, narzędzia ogrodowe i inne nie związane ze sobą tematycznie rzeczy. Tak czy inaczej jakieś foldery pozbierałem. Nigdy nie wiadomo co i kiedy będzie potrzebne. Żeby była jasność, folderów z samolotami nie mam. Nie wiem jakie ceny i ile palą.

Dowiedziałem się od Chińczyków po raz już chyba setny, że język chiński jest najtrudniejszym językiem do nauki (jako język obcy). Ja uważam inaczej, ale niech im będzie. Ja już przestałem prostować te ich teorie. Poza tym to wspaniali ludzie. Może to już zostało powiedziane setki razy, ale powiem to jeszcze raz ja: Chińczycy są bardzo gościnni i dbają o formę spotkań towarzyskich. Generalnie na spotkania (z reguły są to kolacje) nie żałują pieniędzy. Mniej za to rozumieją, jak to normalny człowiek może nie jeść mięsa, ale tolerują takie zachowanie jako nieszkodliwe dziwactwo.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Ja już swoje „przedziadowałem” i Nadajemy z Hebei Reviewed by on 23 maja 2013 .

Ja już swoje „przedziadowałem” Dynamiczne zmiany w Chinach – bardzo dziś często używane stwierdzenie, w różnych formach, w różnych kombinacjach słownych. Używają go szczególnie osoby opisujące obecną sytuację w Chinach, w tym też i ja. Zmiany zachodzą we wszystkim i wszędzie, czasem niewidoczne z perspektywy dnia stają się wyraźne w dłuższej perspektywie czasowej. Dzisiejsze Chiny to

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Kazde doswiadczenie jest cenne, najwazniejsze by umiec docenic jego wartosc. Gdy jestesmy juz w stanie dostrzec obraz nas samych jako skladowa wszelkich naszych wyborow i przezyc z nimi zwiazanych; gdy znajdujemy sie na wyzszym poziomie poznania samych siebie, mamy potrzebe byc w naszym zyciu bylo wiecej, lepiej, zdrowiej, godniej…

Pozostaw odpowiedź