Artykuły,Na podbój Azji

Adam Machaj: Polak z Chin do Polaków na Wyspach

blogirlandia2Piszę ten post z myślą o osobach, które wyjechały na Zachód celem odbicia się od dna i z planem powrotu po kilku latach do Polski, gdzie dzięki odłożonym środkom, będą mogły zacząć nowe życie, startując z dużo wyższego pułapu niż przed wyjazdem: kupno mieszkania, własny biznes lub przynajmniej jakiś znaczący wkład po powrocie do Polski. Myślę, że taka idea przyświecała wielu osobom, które wyjechały do pracy na Zachód. Mimo że żadna praca nie hańbi, Polacy na Zachodzie muszą często zaczynać swoją karierę zawodową od przysłowiowego zmywaka lub fabrycznej taśmy i szczerze mówiąc, nie mają też dużej perspektywy awansu.

Zarobki też nie przyprawiają o zawrót głowy, mimo że fakt faktem na ubranie i jedzenie starcza, no i co najważniejsze odłożyć też coś tam można. Mieszkanie w wynajętym pokoju, poczucie bycia obywatelem drugiej kategorii jest przecież tylko przejściowe i ma swój wyższy cel, o którym wyżej wspomniałem i jeszcze raz wspomnę: po kilku latach powrót do Polski i odmiana złego losu, kupno mieszkania, samochodu, własny biznes i zazdrość sąsiadów. Jednak otrzeźwienie przychodzi z czasem, kiedy to nasz plan nie zamyka się w czasie i trzeba jeszcze zostać rok, dwa a może nawet trzy. No i oczywiście trzeba również zmodyfikować plan. Już nie mieszkanie, samochód i biznes, ale po prostu mieszkanie, a jak się nie uda to może tylko samochód — sąsiad, tak czy inaczej, będzie zazdrościł. Po kilku latach okazuje się, że ceny nieruchomości w Polsce poszły znacząco do góry, a euro nie ma już też tak korzystnego przelicznika, jak to było w czasie, kiedy układaliśmy nasz plan. Jednym słowem nie ma po co wracać, tym bardziej że nie ma nas na tzw. polskim rynku, więc nie ma już dawnych kontaktów, znajomości ani tej dawnej orientacji co, gdzie i kiedy. Z braku innych możliwości podejmujemy decyzje o pozostaniu. Może w perspektywie czasu awansujemy na kierownika zmiany i jakoś to będzie. Niestety tym oto sposobem marzenia zostały pogrzebane. Dla jednych to codzienność, dla innych strata życia i całkowita kompromitacja. Gdyby to było jak 10 lat temu — duże przebicie waluty i różnica cenowa — wszystko wyglądałoby inaczej, a tak koniec.

Jednak, jak to mówią, chcieć to móc. I powiem, że nic nigdy nie jest do końca stracone i nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba się tylko nie bać i mieć trochę szersze horyzonty. Jak pisał Adam Mickiewicz: Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, Łam czego rozum nie złamie, Młodości! Orla, twych lotów potęga, Jako piorun twoje ramię. I nim przejdę do konkretów, zadam tylko krótkie retoryczne pytanie: kto powiedział, że nasze marzenia możemy realizować tylko w Europie i dlaczego by nie zrobić w życiu czegoś pożytecznego, a zarazem ciekawego, zupełnie innego? Trzeba sobie na to odpowiedzieć i jasno uzmysłowić, że świat nie kończy się na Unii Europejskiej i USA, a wręcz przeciwnie, to tylko namiastka naszej planety i to właśnie chyląca się ku ekonomicznemu upadkowi. Po co siedzieć na gałęzi, która jest już spróchniała i w każdej chwili może się złamać.

Do rzeczy! Namawiam wszystkich do przyjazdu do Chin, gdzie znajdziemy całkiem nowe możliwości, o których nie mieliśmy pojęcia, będąc w Europie, nie interesując się prawie niczym i pracując od rana do wieczora 6 dni w tygodniu. Wiadomo, że nic nie jest za darmo, więc również i w Chinach trzeba mieć jakąś gotówkę na start, ale jest ona niewspółmiernie niższa od tej, którą trzeba by było posiadać, aby zrealizować to samo w Europie. Następnym plusem jest to, że jako Europejczycy jesteśmy traktowani nieco lepiej niż normalni obywatele, co jest całkowitym przeciwieństwem sytuacji Polaków na zachodzie Europy. Ceny nieruchomości są znacznie tańsze, za 30 000 euro jesteśmy w stanie kupić 60-80-metrowe mieszkanie, a wynająć takie same za 140-200 euro miesięcznie. Jakość życia jest taka sama jak w Europie, ale pod wieloma względami inna. Podstawowe potrzeby życiowe jak mieszkanie i jedzenie, służba zdrowia są dużo tańsze niż w Polsce. Dla Europejczyka jest wiele możliwości na godne życie i nie ma większego problemu ze znalezieniem pracy lub rozpoczęciem swojego biznesu, choć ten ostatni wymaga przejścia pewnej procedury.

Muszę jeszcze wspomnieć, że mimo iż istnieje biurokracja i przepisy regulujące różne sfery życia, nie ma to tak ograniczającego wpływu na życie przeciętnego obywatela, jak ma to miejsce w Europie. Jednym zdaniem wolność gospodarcza jest faktem. O nękaniu małych biznesików przez sanepidy, pihy, urzędy skarbowe, zusy nie słyszałem. Za to wiem i widziałem np.: że nie ma obowiązkowego ubezpieczenia typu ZUS, nie ma de facto czegoś takiego jak sanepid, nie ma czegoś takiego jak to, że w imię twojego dobra zakazuje się Ci kupowania/sprzedawania jedzenia z grilla ot tak na ulicy (bardzo powszechne). Wszystko w myśl zasady, że masz to, za co zapłaciłeś. Chcesz ekskluzywną restaurację, to nie ma problemu, tylko odpowiednio w niej zapłacisz. Ja byłem w wielu knajpach, gdzie nie ma toalety, ale za to cena jest naprawdę niska i adekwatna do inwestycji przeprowadzonej przez właściciela. Człowiek powinien mieć prawo wyboru! I tu ten wybór ma.

Kolejną ciekawą propozycją na życie tutaj jest zostanie nauczycielem języka (głównie angielskiego). W ostatnim czasie, może to zabrzmi niewiarygodnie, bardzo dużo Amerykanów przyjeżdża do Chin, aby żyć tutaj i pracować jako nauczyciel i dzięki pensji ok. 800 euro żyć na dużo lepszym poziomie niż w USA, no i zawsze to szanowany pan nauczyciel, a nie chłopak ze zmywaka w knajpie. Inne możliwości to handel i pośrednictwo w sprzedaży towarów do Europy, nie będę tego nawet rozwijał, bo zbyt oczywiste. Wspomnę również o mniej ważnych aspektach życia, które jednak podkręcają dobrą atmosferę, a mianowicie: bezpieczeństwo na ulicy, wysoko rozwiniętą infrastrukturę w miastach (komunikacja, życie nocne, sklepy, internet, komórki, tanie hotele, szybka kolej, metro, usługi), brak zakazu palenia i picia w miejscach publicznych. Powszechny luz i wolność. No i co jeszcze bardzo ważne to to, że ludzie mają w Chinach gotówkę, a nie kredyty, a ludzi jest tu trochę więcej niż w Europie.

Nowe horyzonty, nowe znajomości, podłapanie języka oraz wielka przygoda. Oto moje argumenty za przyjazdem do Chin. Osoby, do których się głównie zwracam w tym poście to osoby, które mają już doświadczenie w byciu emigrantem, powiem żartem, że leciały już nawet samolotem, więc mają już jakąś zaprawę. Teraz czas na krok dalej, duży skok… tym razem na Wschód.

Oczywiście wszystkim odważnym służę radą i wsparciem. Kontakt do mnie: [email protected]

Wpis pochodzi z 14 marca, 2010 z autorskiego blogu Adama Machaja, http://raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl/

 

Adam Machaj

Strona www.polska-azja.pl służy jako platforma do swobodnej prezentacji własnych poglądów i ocen. Powyższy tekst nie wyraża opinii redakcji portalu, lecz opinię autora. Jeśli się z nim nie zgadzasz, zachęcamy do polemiki, którą chętnie opublikujemy na naszej stronie.

Udostępnij:
  • 23
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    23
    Udostępnienia
Adam Machaj: Polak z Chin do Polaków na Wyspach Reviewed by on 12 kwietnia 2010 .

Piszę ten post z myślą o osobach, które wyjechały na Zachód celem odbicia się od dna i z planem powrotu po kilku latach do Polski, gdzie dzięki odłożonym środkom, będą mogły zacząć nowe życie, startując z dużo wyższego pułapu niż przed wyjazdem: kupno mieszkania, własny biznes lub przynajmniej jakiś znaczący wkład po powrocie do Polski.

Udostępnij:
  • 23
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    23
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 57

  • Zapomniałem dodać, wynajem mieszkania w Dżakarcie – 80-100 USD / miesiąc.

  • Panie Michale, najbardziej przeludnione kraje świata to Watykan, Monako, Singapur i Bangladesz, więc nie wiem, co ma gęstość zaludnienia do perspektyw rozwojowych. Tym bardziej, że niektóre kraje zaludnione gęściej od Chin (Japonia, Korea Pd., Tajwan, Holandia, Belgia, W. Brytania) jakoś nie miały problemu z osiągnięciem wysokiego poziomu rozwoju i życia obywateli. Tymczasem niektóre kraje słabo zaludnione klepią biedę (vide: Mongolia, Czad, Boliwia itd). Owszem, Chiny to kolos i nie będzie im łatwo. Ale już dziś widać, że jest to możliwe. Spójrz Pan na bogate prowincje Jiangsu, Zhejiang i Guangdong. Poza tym potencjalny imigrant może wybierać między bogatym (i drogim, choć nie droższym od Europy) Szaghajem, Pekinem czy Kantonem, a tanszym, ale i dużo skromniejszym życiem „w terenie”, gdzieś w prowincjach Henan, Syczuan, Gansu. Oczywiście zwłaszcze w wypadku życia na prowincji, bez znajomości podstaw urzędowego mandaryńskiego żyć się raczej nie da, ale zakładam, że potencjalni imigranci do Chin wiedzą, co robią. ;-)
    Mówiąc o emigracji do Australii, Kanady czy USA zgrabnie ominął Pan kwestię możliwości legalnej imigracji do tych państw. Trzeba wiedzieć, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat sporo się zmieniło i dziś kraje te stosują dość restrykcyjną politykę imigracyjną. I co prawda Kanada od jakiegoś czasu nie wymaga od Polaków wiz turystycznych, jednak to wcale nie oznacza, że każdego Polaka wita z kwiatami i zachęca do osiedlenia. A już na pewno nie do prowadzenia beztroskiego, nieśpiesznego życia! :-)
    Ze swej strony chyba dość perspektywicznym miejscem byłaby indonezyjska Dżakarta, gdzie w porównaniu do innych metropolii życie jest stosunkowo tanie, a przyzwoite mieszkanie można wynająć za 80-100 USD. Ponadto niektóre miejscowe firmy są gotowe zatrudnić Białego choćby po to, by swoją obecnością „podbijał” prestiż firmy. Oczywiście do tego potrzebna jest biegła znajomość angielskiego i/lub Bahasa Indonesia – jednego z łatwiejszych języków, w dodatku pisanego alfabetem łacińskim. No i oprócz sprytu też trochę szczęścia w poszukiwaniu pracy względnie prowadzeniu własnego interesu. Nie bez znaczenia jest też posiadanie miejscowych przyjaciół, którzy mogliby pomóc.

  • Powiem krótko. Nigdy nie byłem w Chinach, ale na podstawie statystyk gęstości zaludnienia wnioskuję, że jest to kraj przeludniony. Ten fakt w znacznej mierze będzie ograniczał perspektywy egzystencjalne przeciętnie zarabiających mieszkańców tego kraju. Moje pytanie jest takie. Faktem jest iż najlepsze perspektywy dla imigrantów (którzy są do pewnego stopnia finansowo niezależni i są w stanie pracować na własny rachunek) oferują regiony z niewielką gęstością zaludnienia, np. Kanada, Western Australia lub środkowe stany USA. Przykład: za cenę skromnej klitki w Londynie, Nowym Jorku lub Szanghaju można kupić 4-sypialniowy domek z dużym trawnikiem w Kansas, Nevadzie lub Kentucky (do wyboru). Dlaczego proponować przyjazd do najbardziej przeludnionego kraju świata, gdzie walka o byt i egzystencję musi być zacięta, podczas kiedy istnieje wiele naprawdę atrakcyjnych rejonów na świecie, gdzie człowiek nie będzie jedynie jedną z milionów zabieganych, walczących o byt mrówek?

  • To od namawianie na przyjazd do Chin to tylko dlatych chyba którzy są w stanie otwierać tam własne firmy bądż rozwijające handel.Jak zwykły Polak może tam rozpocząć życie?!!Zapisze sie na kurs języka a praca?Nawet jeśli ma jakieś oszczędności z innego kraju np UK i chciałby je póżniej zainwestować to z czego ma żyć teraz?Jak ma zarabiać ucząc się języka?Sami nauczający angielskiego mają tam jechać?Jak ma egzystować ktoś kto zaczyna przygode w Chinach??To chyba tylko dla tych co są gotowi od razu inwestować i do tego znają chiński lub maj,a tłumacza na którego ich stać skoro mają robić biznesy.Skoro autor namawia niech przzedstawi kika logicxznych opcji na życie tam a nie tak naprawde odwołuje sie do biznesmenów których stać na biznes tam na wejściu.Ciekawe,chyba nie przemyślał tego postulatu……

  • Witam.

    Przeczytałem z zapartym tchem artykuł oraz dyskusję jaka się wywiązała i mam kilka pytań.

    Mianowicie stoję przed wyborem studiów i chciałbym się poradzić czy w państwach o których panowie rozmawiają jest miejsce dla zawodów innych niż techniczne (informatyki wszelakie etc.), lub prowadzenia własnej działalności?

    Czy potrzebni są tam ludzie, nazwijmy to od stosunków zachód-wschód? W sensie jakiegoś pośrednictwa między firmami, doradztwa w sprawach kontaktów handlowych itp.

    • Zalezy z jakiej pozycji Pan pyta. Tak czy inaczej zawody techniczne sa bardziej poszukiwane w Chinach (wsrod obcokrajowców). Wiaze sie to z tym ze Pan „przywozi” ze soba nowa technologie, inne podejscie. Od spraw teoretycznych jest KPCh i inne gremia, które nie beda zbyt ufne z naturalnych wzgledów. Ale rozwijaja sie angielskojezyczne (i nie tylko) media. Kwestia posrednictwa handlowego to kwestia jak rozwinie sie sytuacja gospodarcza na swiecie. Oczywiscie dzidziny takie jak prawo miedzynarodowe i inne tego typu (z głodu Pan nie umrze to na pewno). No i trzeba byc mobilnym. „Zawsze” mozna znalezc prace gdzie przy polskiej dyplomacji, agencjach rzadowych, MSZ, izbach gospodarczych lub unijnych odpowiednikach. Pan chce dopiero wybrac studia a czyli perspektywa co bedzie za 5 lat to ma dla Pana znaczenie a my nawet jeszcze nie wiemy kto bedzie polskim prezydentem. Ja doradzam nie patrzec za bardzo na otoczenie ale na siebie. Robic to co Pana interesuje, wtedy duzo łatewiej sie wybic. Powiem wiecej , ja studiowałem w Polsce ale w sumie nic nie skonczyłem a ze moja pasja sa Chiny jakos sie odnajduje i jakies małe suckesy powoli osiagam.

  • @Adam Izydorczyk
    Ma Pan racje, ze wszytsko zalezy od predyspozycji. Prosze zwrócic uwage do kogo adresuje mój post. To sa ludzie z regóły młodzi (20-30lat), single, znaja w jakims stopniu angielski (raczej w dobrym), nie maja za bardzo perspektyw w Polsce, sa w stanie odłozyc w niedługim czasie jakies euro. No i z rególy oni juz sa od rodzin odseparowani wiec sprawa rozłaki jest dla nich chlebem powszednim. Do tego oczywiscie nie kazdy sie nadaje ale ja chciałem przedstawic pewna nowa droge o której wie bardzo mało osób a to jest w jakims stopniu przyszłosc.Uwazam ze promocja wszelkich aspektów polsko-azjatyckich jest wazna i korzystna. To ze sukces osiagnie mały procent osób to jest niezalezne od miejsca pobytu. Czy to w Chinach czy to w Polsce czy tez w Anglii. Gro osób zyła, zyje i bedzie zyla z dnia na dzien. Kazdy musi sam zadecydowac i przeanalizowac, poznac i zaryzykowac lub nie.Ja pokazałem ze istnieje taka droga. Mam wiele e maili od ludzi którzy nie widza nadzieji w Polsce lub po prostu szukaja z zyciu czegos nowego i nie bardzo wiedza co, gdzie i jak a po przeczytaniu mojego postu zuwazyli w ogóle ze Chiny i inne panstwa Azji istnieja i ze sa tam jacys Polacy. Taki był mój cel. Ma Pan duzo racji
    ale to sie tyczy kazdego kraju choc oczywiscie Chiny sa całiem inne. Ja przed przyjazdem do Chin na dłuzej byłem tutaj turystycznie 4 razy, duzo czytałem, intersowałem sie wszystkim zwiazanym z Chinami, poznałem Chinczyków w Polsce, moja narzeczona od 2 lat to Chinaka (mieszka we Francji), liznałem troche jezyka, mam znajomych w prawie kazdym miescie w Chinach to wszystko dało mi przed przyjazdem pwien obraz i podstawy. Dodam, ze nikomu kto kupi po prostu bilet i przyleci nie uda sie bo niby jak? Trzeba sie przygotowac ale to juz osobista sprawa kazdego chetnego. Problemem wielu ludzi jest to ze nic w zyciu nie robia pozatym co musza a rozrywka to TV, piwo z sasiadem i gadka o niczym. Tacy ludzie faktycznie niech sie lepiej do Chin nie wybieraja. Ja jeszcze nie wiem czy mi sie uda czy nie ale samo bycie tu to ogromny autorozwój i na pewno moge stwierdzic ze sie opłaciło (nie mam na mysli tylko finansów). A prespektywy coraz lepsze.
    Nie zniechecajmy ludzi , wiecej optymizmu. Lepiej ostrzegac ale równoczesnie zachecajac niz tworzyc czarny PR.
    Pozdrawiam i do zobaczenia gdzies tam w Chinach.

    • Ja też zachęcam do przyjazdu do Chin !! tylko tak jak Pan powiedział odpowiednie przygotowanie oraz plan działania.
      Panie Adamie, jak Pan wspomniał interesował się Pan Chinami, czytał książki, podróżował turystycznie etc.etc. i to jest bazą do wyjazdu do Chin.
      Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś wyjedzie do Chin jak do UK, szczególnie prości pracownicy fizyczni, którzy nawet nie znają języka angielskiego lub znają go w stopniu podstawowym.( a takich jest wiele w UK). Inna kwestia to narzucanie pewnym wartości oraz zainteresowań !! jeśli ktoś lubi pić piwsko i oglądać TV to jest jego wolna wola i trzeba to uszanować.
      Nie mam zamiaru tworzyć czarnego PR, tylko przestrzegam wszystkich przed hurra-optymizmem !!
      Podałem też przykład Nowej Zelandii Australii Hongkongu oraz Singapuru jak miejsce docelowe. Tak samo interesujące a niewymagające nauki dodatkowego języka :)
      (a niestety w wielu przypadkach znajomość przynajmniej podstawowego j, chińskiego jest obowiązkiem)

      Pozdrawiam

      • Avatar W4rbird

        No niby tak, ale jak już tu ktoś trafnie zauważył (gdzieś w komentarzach), w Anglii ci pracujący na zmywaku to margines społeczny… tyle, że to jest 80% naszych emigrantów. Oczywiście, że do Chin nie można tak od hop siup, pewne przygotowanie jest wręcz wskazane. Zatem do Chin jadą już osoby poniekąd wykształcone. W takim razie, w którym kraju emigranci bardziej czują się obywatelami „drugiej kategorii”? W jakim kierunku wybiera się „inteligencja”? Gdzie jest większe parcie na mamonę, a gdzie na coś więcej? I jeszcze to, w któym kraju Polacy (garstka, bo garstka, ale lepsze to niż masa tłuków) wyrabiają sobie lepszą opinię?
        Emigrant emigrantowi nie równy, to chcę powiedzieć.

        pozdro dla wszystkich fanów Chin

  • @ Adam Izydorczyk
    A ja nie mam zamiaru pracowac w korporacjach bo to najwieksze niewolnictwo tego swiata. Nowa forma niewolnictwa (mozesz wrócic do domu i zamiast miski zarcia dostajesz kase na miske zarcia-taka róznica wzgledem niewolnictwa w dawnej formie). Shanghai, Shuzou – bardzo drogo, Chengdu – drogo wiec po co ? Bo tam sa korporacje? Jest masa duzych miast , tanich. Np Fushun 40 km od Shenyang gdzie metr kwadratowy nowego mieszkania od 2 tys RMB. Jak na polskie warunki to miasto duze i nowoczesne, praktycznie juz zlane z Shenyang. Wezcie sie za realna robote na własny rachunek a nie zawsze kazdy szuka pracy a potem narzekanie jak wszystko drogie.

    • Zdanie: „Wezcie sie za realna robote na własny rachunek a nie zawsze kazdy szuka pracy a potem narzekanie jak wszystko drogie.” nie adresowałem czasami bezposrednio do Pana Adama Izydorczyka tylko ogólnie do wszystkich czytajacych i komentujacych.

    • Zdanie:”Wezcie sie za realna robote na własny rachunek a nie zawsze kazdy szuka pracy a potem narzekanie jak wszystko drogie.” , nie kieruje bezposrednio do Pana Izydorczyka tylko do wszystkich czytelników jako moja rada i opinia.
      Praca w korporacji to niewolnictwo XXI w. – zamiast trzymac ludzi pod bronia , trzymaja ludzi wdługach. Pensja starcza na biezace zycie wiec to samo co niewolnik miał kiedys (jedzenie, spanie, czasem dzien wolny i rozrywka). Dzis mniej wiecej to samo tylko w innej formie.

      • Panie Adamie
        Przypuszczam, że naczytał się Pan Rifkina i dlatego uważa Pan każdą korporację za wroga społecznego numer 1.
        W przypadku korporacja działa efekt skali dlatego nawet duża korporacja potrafi upaść lub mieć problemy z płynnością
        Przykładem mogą być amerykańskie firmy motoryzacyjne !!!
        Czy w którymś z postów adresowanych do Pana , Panie Adamie zmuszałem Pana do pracy w korporacji ??
        Podałem tylko kilka przykładów płac i to wszystko.
        Kolejna sprawa warta komentarza !!
        Dlaczego ludzie zabijają się o pracę w korporacji ??
        Bo w większości korporacja proponuje lepsze warunki i perspektywy niż praca w małej firmie lokalnej.
        Oczywiście można powiedzieć : „pracujcie na własny rachunek ” ale to zależy od predyspozycji indywidualnych jednostki : skłonności do ryzyka, przedsiębiorczości, preferencji czasowej etc.etc.” a to nie każdy posiada i trzeba sobie to uzmysłowić.
        Podał Pan miasta do których warto się przeprowadzić OK
        Ale zapomniał Pan o jednym istotnym czynniku środowiskowym !! RODZINA
        Jak mniemam jest Pan wolny jak ptak, więc wszystko zależy od Pana, a w moim przypadku sytuacja jest troszeczkę inna :)
        Pozdrawiam

        P.S na przybyszów z innych miast mamy w Szanghaju specjalne określenie (YP )

  • „Ceny nieruchomości są znacznie tańsze, za 30 000 euro”
    Panie Adamie 2000 euro kosztuje 1 (dosłownie jeden) m^2 w Szanghaju (z 30 km od centrum) gdzieś na zadupiu ( gdzie w dalszej perspektywie widzi Pan Pola)
    w SuZhou cena za meter to 1000 euro … więc nie wiem jak to się ma do cen ,które Pan podał !! ale dla weryfikacji jutro zadzwonię do brata mojej żony z pytaniem o ceny mieszkań ( brat mieszka w Chengdu)
    Może i faktycznie ktoś da radę zarobić 800 euro nauczając języka angielskiego ale ja Panu podam jakie są płace w Szanghaju w Unilever ( stanowisko Planner) z 5-letnim doświadczeniem to kwota rzędu 8000rmb brutto
    Pracownik fizyczny w fabryce Unilever w HeFei (12 godz dniówka) to 1700 rmb
    Teść, który jest lekarzem w SH zarabia po opodatkowaniu 5000 rmb
    więc nie ma co wciskać kitu, że jest super … wszędzie jest chleb o dwóch skórkach :) jak głosi stare polskie porzekadło

    Pozdrawiam

    • 8000 rmb to jakiś żart/żal.
      Na ‚praktyce’ AIESEC w Chinach można zarabiać spokojnie powyżej 5000 rmb. I to oczywiście bez żadnego doświadczenia, bo to przecież praktyka.

      • W4rbird ty raczej mówisz o przypadku gdzie pracujesz gdzieś w Europie i zostajesz przeniesiony do Chin ze swoją dotychczasową pensją :+)
        A jeśli chcesz mi wmówić jakie zarobki występują w korporacjach w Szanghaju to mogę ci podać maila do moich kolegów/koleżanek możesz popytać się o ich płacę
        (opinię opieram na podstawie firm Unilever/Philips/ISSI w Szanghaju)

    • Nie, nie, ja mówię o przypadku praktyki studenckiej. Takie są fakty. A Unilever to firma niemiecka, a nie chińska, zatem widać już kto więcej zdziera pieniędzy ze swoich pracowników. I uspokój się z tym Shanghaiem, tam nie tylko Unilever „kręci lody”.

      • Po pierwsze Unilever to korporacja Brytyjsko-Holenderska !!
        Czy możesz mi wytłumaczyć czym jest zdzieranie pieniędzy ze swoich pracowników ?? Dochodzi do swobodnej wymiany i nikt tutaj nikogo pod pistoletem nie trzyma !! Po 3 wszystko zależy od krańcowej produktywności pracy i stawki we wszystkich firmach są dość podobne … czy to P&G czy Unilever czy HP czy Philips robisz za podobne wynagrodzenie ( czyli płacę rynkową )
        I jeszcze jedna sprawa aby wyjaśnić wszystko do końca
        AIESEC głęboko siedzi w kieszeni UE tak samo jak większość organizacji ekologicznych , więc nie ma to nic wspólnego z normalną pracą etc.etc. to jest zwykła redystrybucja od reszty płatników podatków w UE do studentów, którzy mają wyjazdy do chin i innych krajów !!
        Tak okiem wolnorynkowca :+)

  • Mam pytanie o tą wolność gospodarczą:
    1. Nie ma obowiązkowej składki na ZUS. Ale jak rozumiem Chiny nie zapewniają ani emerytur ani rent, również tym, którzy stali się niepełnosprawni w wyniku wykonywanej pracy. A czy jest bezpłatna i łatwo dostępna służba zdrowia również dla obcokrajowców?
    2. Nie ma czegoś takiego jak sanepid. A jak jest z bezpieczeństwem żywności, w końcu co mi po wolności wyboru restauracji skoro do kuchni i tak nie zajrzę? Czy mięso, które jesz jest sprawdzane pod kątem pasożytów czy chorób? Rozumiem, że nie ma mowy o humanitarnym uboju zwierząt, dobrym traktowaniu np. bydła, które wymusza taka Unia Europejska. Pewnie panuje pełna swoboda producenta żywności. Pytam, bo np. w Hanoi, gdzie mieszkałem pół roku można było jeść na ulicy, sanepidu też pewnie nie mieli za to regularnie 1-2 razy w roku epidemię cholery.
    3. Urząd skarbowy nie nęka. Ale podatki od działalności płacić trzeba? Jak rozumiem, jeśli przychodzi kontrola to jest miła i wyrozumiała?
    4. Co z wymuszaniem haraczy przez lokalne władze/gangsterów, nie ma z tym problemu?

    • 1) ril oczywiście że ci potrącają ( z 10 000 rmb brutto masz 7480 rmb netto) jak myślisz na co idą te pieniądze :+)
      Moja teściowa np. otrzymuje emeryturę 1500 rmb :+) Teść dalej pracuje jako lekarz
      Fakt był taki czas po reformach XiaoPing’a że zniesiono przymus płacenia ale to na składkę zdrowotną/rentową i inne mać !! Ale na emeryturę dalej ściągali :+)
      To w HongKongu nie ma przymusowych ubezpieczeń społecznych !!!
      2)Nie było Sanepidu do 2007 roku teraz takie gówno powołali aby dbać o swoich obywateli (złowrogi śmiech)
      3) Urząd Skarbowy zawsze nęka bo taka jest zasada funkcjonowania tych wrednych skur…… :+) tylko że tutaj nęka w mniejszy sposób
      4) Ja swoje opinie opieram na życiu w Szanghaju ( i tutaj nigdy z takim czymś się nie spotkałem) ale jak jest na prowincji ?? to sam nie wiem ( niech się inni wypowiedzą co wiedzą lepiej)

    • tutaj dodam dla wyjaśnienia i uściślenia że podatek dochodowy dla płacy brutto 10 000 rmb to 1625 rmb co daje 8375
      różnica pomiędzy 8375 rmb a 7480 rmb to składka emerytalna /zdrowotna ( emerytura, która ci przysługuje to grosze gdzieś w granicach 1000 rmb )

  • Hmm… kilka terminów – Great Firewall of China, Cenzura, wolność wypowiedzi… sorry, Chiny gospodarczo są dużo bardziej wolnościowe od Europy. Jeśli dla kogoś priorytetem jest kasa… to proszę bardzo. Made in China – to też jakiś sposób na życie…

    • Pan oczywiście żartuje z tą wolnością gospodarczą w Chinach ?? w którym miejscu VAT 17 % czy luxury tax w wysokości 15 % , CIT 33 % ??
      Jedynym atutem Chin jest za mała ilość urzędników do skontrolowania wszystkich przedsiębiorców !! gdyby w Polsce utrzymać ilość urzędników z 1989 i reformy wilczka to dzisiaj Optimus JTT nadal istnieją !! bo który urzędnik miałby czas dowalić przedsiębiorcy szczególnie temu małemu, który zatrudnia do 10 pracowników !!!
      W Chinach są niskie koszty pracy i to jest główny powód dla którego wiele firm poprzenosiło produkcję do chin !! pewne projekty oczywiście będą tam bardziej opłacalne niż tutaj w europie biorąc pod uwagę naturalną stopę procentową !!
      kolejna sprawa to absolwenci uczelni wyższych a każdego roku jest ich prawie 4 mln i to w tych kierunkach w których są potrzebni a nie socjologie psychologie politologie i inne śmieszne, które nawet nie są nauką !! o wolności gospodarczej można mówić w przypadku HK, Singapur brak VATu albo niski VAT do 5 % , mała ilość koncesji a nie tak jak w Polsce 270 etc.etc.

      • A propos koncesji w Polsce, to wpadła mi ostatnio w ręce wewnętrzna gazeta PO „POgłos” i było tam napisane, że obecnie jest już 400 koncesjonowanych dziedzin życia gospodarczego. A dokładnie 168 różnych ustaw nakłada obowiązek uzyskania koncesji w 400 przypadkach!

      • i pomyśleć że za ustawy wilczka było tych dziedzin tylko 18 ( w tym tak hardcorowe jak obrót bronią , hurtowa sprzedaż leków etc.etc.) a reszta było wolna wolna wolna :+)

  • Jako autor postu odpowiem na kilka komentarzy zbiorowo
    1. W Chinach coraz wiecej osób mówi po angielsku i w duzych miastach, dobrych hotelach i restauracjach nie ma problemu z komunikacja. Wszystkie dzieci ucza sie w szkole angielskiego i to juz od dłuzszego czasu. Fakt ze wymowa kiepska, fakt ze nawet jak znaja to wstydza sie mówic ale nie jest zle (z rok na rok lepiej)
    2.Zdaje sobie sprawe ze Polacy na Wyspach osiagaja sukcesy a ja celowo przejaskrwiłem sytuacje zeby troszke dac do myslenia. Na wyjazd do Chin nadaje sie moze tylko niewieli % Polaków, którzy mieszkaja na Wyspach (zdaje sobie sprawe) ale ten niewieli % to na tyle duza liczba ze uwazam ze warto poinformowac o tej mozliwosci. Zycie to nie bajka wiec oczywiscie jak wszedzie tak i w Chinach napotkamy na problemy ale jest to pewna alternatywa o której ludzie nie wiedza wiec postanowiłem wyłowic z tej masy polskich emigrantów tych kilkanascie , kilkadziesiat osób, które przetra szlak i poinformowac o takiej mozliwosci. wyjazd do Chin to faktycznie szok kulturowy i inne tego typu sprawy ale jest % ludzi którzy lubia cos takiego, szukaja takich „zwariowanych” mozliwosci. Faktem jest równiez to ze wiele osób nie odnalazła sie na Wyspach i szuka czegos innego.
    3. Ludzie na Zachodzie jak pisze jeden z uzytkowników wynajmuja dobre mieszkanie i na wszystko ich tam stac ale mi chodzi zeby kupic mieszkanie. Tu w Azji jest duzo taniej wiec moze dorabiajcie sie na Zachodzie a inwestujcie i zyjcie w Azji – moze w ten sposób.Bo przelicznik euro do walut azjatyckich jest bardzo korzystny. Mozna sobie kupic mieszkanko w jakims mniejszym kurorcie w Tajlandii, Wietnamie czy Chinach majac w kieszeni 100 000 zł. Mozna je wynajmowac. A to ze znaczenie Azjni w swiecie rosnie jest oczywiste i taka inwestycja zwróci sie z dobrym zyskiem.
    4. Ja pokazuje pewien kierunek bo wiele osób wogóle nie zdaje sobie sprawy ze taka mozliwosc istnieje. A co do szczegółów to juz zalezy od osobistych preferencji.
    5.Fakt faktem ze w Azji jest duzo taniej i łatwiej pod wieloma wzgledami. Bariera to jezyk ale nie zawsze i inna kultura (co tez jest magnesem).Zeby nikogo nie zwodzic powiem ze jest po prostu INACZEJ wiec jezeli komus nie pasuje zycie w Unii to namawiam na Azje.

    • Panie Adamie
      Przepraszam ale nie mogę się zgodzić z pańską tezą dotyczącą niskich cen (oczywiście one dotyczą kurortów) ale po ostatnim kryzysie można kupić przyzwoite mieszkanie w Bułgarii za 80 tyś pln lub w Hiszpanii za ponad 100 tyś pln w miejscowościach turystycznych !! więc jak widać ceny są dość podobne.
      Natomiast co do cen w Szanghaju to jakieś szaleństwo i nie znam osoby, która nie wzięła kredytu na następne 30 lat !! wiem jakie są cenu u mnie na LongBai !! już nie wspominając o miejscówce bliżej centrum ( te domy na przeciwko Marriotta schodziły po 2 mln euro )
      tylko czekać kiedy ta bańka pęknie i ludzie przestaną spłacać kredyty ( bo taka możliwość istnieje jeśli EU oraz USA wprowadzą wysokie cła ( a na to się zapowiada w najbliższej przyszłości)
      I jeszcze jedna kwestia, która nie została przez ciebie poruszona ? Co jeśli w Vietnamie Tajlandii dojdzie do jakiegoś przewrotu ? szczególnie Tajlandia (sprawa jest napięta)
      Co jeśli Chiny zaczną bawić się w coraz większy socjal a na to się zapowiada ( ostatnio na CCTV) podawali informacje o wielkim pakiecie socjalnym ( jeśli to plotka dla mas to spoko , ale jeśli to prawda O_o ) to Chiny będą robić dokładnie to samo co Europa
      Ja namawiam na Nową Zelandię Australię Singapur oraz HongKong jeśli jesteście specjalistami w swoich dziedzinach !!

  • Że nie wspomne o tym, że w UK jest mnóstwo Słowaków i Czechów (których towarzystwo preferuje bardziej od polskiego) z którymi bardzo łatwo się porozumieć.

  • Na wyspach jest prawdopodobnie procentowo więcej osób mówiących po polsku niż w Chinach komunikatywnie po angielsku.Sądzę że nieznający chińskiego muszą być w Chinach skazani na okrutną długotrwałą wegetację towarzysko-kulturalną.A tego nie wynagrodzą żadne oszczędności.

    • 到中国去的人谁已经知道基本的中文,所以语言障碍,是不是真正的障碍。不像在英国大多数波兰人不懂英文,并开始为零。结束。

      PS。请别用谷歌翻译的。

  • „Mieszkanie w wynajętym pokoju, poczucie bycia obywatelem drugiej kategorii jest przecież tylko przejściowe”

    Pieprzenie. Ja pracuję w fabryce, zarabiam 250f/tyg. i z dwójką znajomych wynajmujemy trzypokojowy+salon, kuchnia i lazienka DOM za 85f. Dlaczego miałbym czuć się obywatelem drugiej kategorii?? Płacę podatki, rachunki kupuje sobie jedzenie, stać mnie na rzeczy na które w Polsce nigdy nie mógłbym sobie pozwolić (np. tenis), a dodatkowo średnio miesięcznie odkładam 400f czyli ponad 1600 zł.

    „Polacy na Zachodzie muszą często zaczynać swoją karierę zawodową od przysłowiowego zmywaka lub fabrycznej taśmy i szczerze mówiąc nie mają też dużej perspektywy awansu.”

    Nie muszą. Oczywiście jeśli znają język tylko w stopniu podstawowym, to nic dziwnego, że pracują w fabrykach. Ale i tam nie jest wcale ciężko po podszlifowaniu języka zostać liderem, czy potem supervisorem.

    „Z braku innych możliwości podejmujemy decyzje o pozostaniu.Może w perspektywie czasu awansujemy na kierownika zmiany i jakoś to będzie.”

    Czemu zakładasz, że wszyscy chcą stąd wracać? Ja mimo, że zarabiam najniższą krajową radzę sobie bardzo dobrze i jeżeli będe chciał wrócić to po prostu wrócę. Dołuje mnie jednak myśl, że w UK w miesiąc odkładam tyle ile w Polsce bym zarobił…

  • ładnie masz na chacie ASD:aD:saD:ds:DSASD

  • Prosze wybaczyc, ale absolutnie sie nie zgadzam z tym tekstem.
    Moim zdaniem Pan troszke sie zapedzil… mieszkam na Wyspach i wiem jak zycie tu wyglada, ludzie ze zmywakow to margines i „opowiesc ludowa”. Wielu Polakow zarabia calkiem przyzwoite pieniadze i radza sobie bardzo dobrze.

    Co do Chin to ja sobie tego nie wyobrazam, wiekszosc Polakow nie potrafilaby sie tam zaklimatyzowac i zzyc ze spoleczenstwem. Jezyk jest tak trudny i egzotyczny, ze nie wyobrazam sobie, ze mozna sie go nauczyc w mniej niz 5 lat. A co do tego momentu? Pani na kasie w markecie mowi po angielsku? Nie sadze…

    Ja za to polecam wszystkim Wyspy:). Jesli ktos ma w miare dobry zawod i zna angielski mozna tutaj porzadnie zyc. Swoj wyjazd traktuje jako przygode i musze przyznac, ze jestem pozytywnie zaskoczony. Zarabiajac 2,5K£ odkladam 1k£ miesiecznie utrzymujac siebie, zone i 2 mieszkania, tutaj i w Polsce… i prawde mowiac nawet nie staram sie oszczedzac.

    Artykul jest baaardzo stronniczy i nieobiektywny.

  • Co sądzicie o Kazachstanie? Mam okazję ze względu na obywatelstwo żony. Podobno rynek jest jeszcze otwarty na własną działalność, niestety, jak mawia żona, sporo kosztuje utrzymanie takiej działalności (korupcja, mafia)

    • Wczoraj rozmawiałem z koleżanką z Astany i też się nad tym zastanawiam. Aczkolwiek w moim przypadku priorytetem jest Japonia, bo stamtąd dla odmiany pochodzi moja żona. Ale kto wie, może za sprawą Polaków da się połączyć Kazachstan z Japonią :-)

    • Napisałem kilka dni temu do Polaków w Kazachstanie (do redakcji „Głosu Polskiego”). Nie dostałem jeszcze odp. ale jak cos to podziele sie informacjami. Zasugerowałem im równiez aby pisali wiecej o terazniejszosci. Mozliwosciach biznesu Kazachstan Polska. Mniej nostalgi i wspominania (to równiez wazne, szczególnie dla nich) a wiecej o terazniejszosci i przyszłosci. Oni pisali na łamach GP kiedys zalac sie ze Polacy w Polsce mysla ze Oni klepia totalna biede i zyja w zacofaniu a Oni przeciez robia biznesy, zyja we wzglednym dostaku, zajmuja stanowiska i studiuja. Wiec odpisałem im zeby na łamach GP pisali o tym a nie tylko o Kosciele , wojnach, powstaniach i tradycji (czego nie neguje ale co za duzo to …). A przeciez z Nimi mozna by wejsc w rózne biznesy a jak biznesy wyjda to i zycie kulturalne na tym skorzysta. „Głos Polski” mozna czytac w PDF na ich stronie. Polecam wygooglowac „Głos Polski Kazachstan” czy cos w tym stylu.

  • azja to chyba dobry pomysl

  • TAJLANDIA, WIETNAM I LAOS TO KRAJE O WIELE LEPSZE DO ŻYCIA NIŻ CHINY. KOSZTY ŻYCIA SĄ MNIEJSZE JAK W CHINACH JAK I TEŻ LUDZIE TROCHĘ LEPSI. TAJOWIE PRZWYŻSZAJĄ KULTURĄ OSOBISTĄ CHIŃCZYKÓW. MAM ŻONĘ TAJKĘ, PRZEZ CO PÓŁ ROKU TAM MIESZKAŁEM, W ZWYKŁYM CONDO (BLOKU MIESZKALNYM) NA PRZEDMIEŚCIACH BANGKOKU. ŻYWNOŚĆ I KOMORNE SĄ ŚMIESZNIE TANIE. NO I JEST TAM WIEKSZA WOLNOŚĆ. TAKA SAMA SYTUACJA PANUJE W LAOSIE I WIETNAMIE. KAMBODZA TO INNA HISTORIA (KRAJ JEST JESZCZE ZA BIEDNY I ZBYT ZDEWASTOWANY PRZEZ WOJNĘ ABY MÓC Z INNYMI KONKUROWAĆ).
    CHINY SĄ DROŻSZE I LUDZIE MNIEJ PRZYJEMNI, CHINCZYCY (POZA PEWNYMI WYJĄTKAMI) MIERZĄ CIĘ, ILE MOŻNA NA TOBIE LUB Z TOBĄ ZAROBIĆ. LUDZIE AZJI PLD. WSCH. SĄ BARDEZIEJ UDUCHOWIENI.
    ZA KAŻDYM RAZEM JAK BYŁEM W CHINACH, ZAWSZE CHCIAŁEM WRACAĆ DO UKOCHANEJ TAJLANDII.

    • Nie powiem ze nie Pan racji i w sumie mam wiele pytan wiec zapraszam do kontaktu bezposredniego moj e mail to [email protected] . Ja poprostu Chiny wybrałem i traktuje je powloi jako druga ojczyzne z wielu wzgledów, wiec takie to juz losy człowiecze. Dla mnie nie jest wszystko jedno gdzie ale mnie intersuja konkretnie Chiny ale zyc i interesy robic mozna wszedzie.Prosze o kontakt na e mail , mam mase pytan do Pana. Pozdrawiam i czekam na odp. Intersuje mnie Wietnam , Tajlandia, Laos i Kambodza.

    • Czy moglbys podac przyblizone ceny wynajmu mieszkania w Bangkoku (ale w centrum… najlepiej w scislym centrum), podstawowych produktow spozywczych, importowanych alkoholi i samochodow? W dowolnej walucie, potem sobie przelicze.

      Bede bardzo wdzieczny.

      P.S. Co do Wietnamu sie zgadzam, fajny kraj z potencjalem, maja przed soba jeszcze wiele lat rozwoju. Laosu i kambodzy niestety nieznam.

      • Avatar W4rbird

        Roman i co ty się czepiłeś Pekinu? Mieszkałem tam przez miesiąć i miasto bardzo mi się podobało i ludzie spoko. Pogoda to kwestia gustu. Na pewno i lepsza pogoda, i ludzie przyjaźniejsi i ulice czystsze niż w stolicy Krainy Zmywaków, także… wybór należy do Ciebie. Aha i nie przesadzaj z państwowymi molochami, bo one są w każdym chińskim mieście. No, ale w czym problem?

      • Avatar KABILA

        WITAM

        W TAJLANDII CZĘSTO BARDZIEJ OPŁACA SIĘ KUPIĆ NIZ WYNAJMOWAĆ.

        NA PRZEDMIESCIACH WYNAJEM W CONDO (BLOKU) TO KOSZT1500-2000 BATH (170 ZŁ/MIESIĄC)
        JEŻELI KUPUJEMY LOKAL W CONDO TO KOMORNE WYNOSI OD 50 DO 100 ZŁ/MIESĄC !
        (W TAJLANDII JAK KTOŚ MAŁO ZUŻYWA PRĄDU TO RZĄD POKRYWA POŁOWĘ OPŁAT).
        W CENTRUM BKK KOMORNE JEST MNIEJ WIĘCEJ TAKIE SAME ! WIĘCEJ SIĘ PŁACI ZA WYNAJEM LUB KUPNO.
        WILLĘ W BKK MOZNA MIEĆ JUŻ ZA 100.000 ZŁ. IM DALEJ OD CENTRUM TYM TANIEJ.
        PRODUKTY SPOŻYWCZE TO KOSZT 80 ZŁ NA TYDZIEŃ LUB 2 TYGODNIE W ZALEŻNOŚCI OD INDYWIDUALNYCH POTRZEB.
        JEDZENIE NA ULICY TO ŚMIESZNIE MAŁE KOSZTY
        (SZCZEPIENIE NA ŻÓŁTACZKĘ OBOWIĄZKOWE !)
        O ALKOHOLACH I SAMOCHODACH NIE MAM POJĘCIA.
        ZAŁATWIANIE FORMALNOŚCI POBYTOWYCH DLA FARANGA JEST ŁATWE. TAJOWIE SĄ UCZULENI NA AFRYKANÓW.

      • Avatar KABILA

        CHACIAŁEM JESZCZE POWIEDZIEĆ ŻE OBECNIE W TAJLANDII NIE WIADOMO CO SIĘ BĘDZIE DZIAŁO BO OPOZYCJA JEST GOTOWA WALCZYĆ O WŁADZĘ A RZĄD PREMIERA ABHISITA O JEJ UTRZYMANIE.
        HANDLOWE SERCE BKK CZYLI SILOM I PRATUNAM SĄ ZABLOKOWANE.
        CZERWONI ODESZLI Z PANG FA. PRZED WYJAZDEM RADZĘ ŚLEDZIĆ INFORMACJE NA TEN TEMAT BO NIE WYKLUCZONE ŻE OPOZYCJA ZAJMIE LOTNISKO (ZNOWU) I W OGÓLE MOŻE SIĘ POLAĆ KREW (TAK JAK W 1976 I 1992).

    • Jeszcze jedno, ja tez powaznie myslałem nad Witnamem ale to tylko pod katem biznesu i taniego zycia (poprostu uwazam ze Wietnam to takie Chiny 5-10 lat temu a co za tym idzie białemu łatwo zaistniec i to z duza mniejsza zawartoscia portfela niz planujac takie same inwestycje w Chinach). Ale prócz spraw osobistych, które łacza mnie z Chinami to dochodzi nauka jezyka, którego bedac w Wietnamie nie naucze sie no i fakt znaczenia politycznego Chin na swiecie. Majac jakies tam znajomosci w Chianch , bedac obeznanym z realiami chinskimi, władajac w jakims tam stopniu jezykiem chinskim to duzo bardziej uzyteczne niz to samo w odniesieniu do Wietnamu. Z drugiej strony Wietnam , Tajlandia itd to jakas nisza która warto sie zainteresowac szczególnie jak sie nie ma do tej pory jakiegos zahaczenia w Chinach bo tanie i łatwo dostepne Chiny juz sie koncza. Namawiam i prosze o wiecej info na temat krajów taich jak Wietnam Laos Kambodza Tajlandia pod katem zycia „prostego” człowieka bo górnolotne analizy typu bilans handlowy kraju za duzo mi nie mówia i czesto nie przkaładaja sie na codzienne zycie zwykłego obywatela czy emigranta z Europy. Oczywiscie informacje takie daja jakies ogólny zarys ale prosze o konkrety typu ile kosztuje mieszkanie (kupno wynajem) , mozliwosci zarobkowania od takich prostych po wieksze ale które wciaz sa w zasiegu prywatnej osoby. Koszt zycia na codzien , podstawy prawa emigracyjnego itd.Ogólna atmosfera. Prosze o rady i wiadomosci. Pozdrawiam i czekam na odp na e mial [email protected] lub skype szczecin.adam lub tu w komentarzach.

    • Chcialbym nawiazac kontakt z kims z Tailandii. Kiedys bylem na wczasach w Ptaii. Zajmuje sie biznesem. Mam zamiar pojechac do Bankoku. Pozdrawiam Hehryk

      • Avatar KABILA

        WITAM

        JEŚLI MA PAN PYTANIA DOTYCZĄCE ŻYCIA W TAJLANDII Z CHĘCIĄ UDZIELĘ INFORMACJI:

        [email protected]

    • KABILA przepraszam :+) ale to jest twoja subiektywna opinia (ponieważ masz żonę Tajkę )
      Po 2 co jest złego w tym że ktoś jest przedsiębiorczy ?? lub lubi maksymalizować zysk ?? Te osoby po prostu mają inną preferencję czasową niż ty ( ale tak jak mówię takie jednostki są bardzo potrzebne w społeczeństwie) gdyby nie osoby z niską preferencją czasową które są przedsiębiorcze ! akumulują kapitał ! to dzisiaj żyjemy w jaskiniach i ganiamy za mamutami !!

  • Przepraszam za powtorzenia i bledy stylistycznie, nie sprawdzilem przed wysylka calosci tekstu, a na tej stronie nie zaostala, niestety, zaimplementowana mozliwosci edycji.

    Pozdrawiam

    Roman z Kantonu

    • Pragne skontaktowac sie z Panem.28 tegomiesiaca bende w Hong Kong a pozniej mam byc wfabryce kolo Kantony. Z powazaniem Henryk

  • A ja sie zgadzam, ale tylko czesciowo.

    Pomijajac chaos i jezykowa slabosc tego „manifestu” i jak najbardziej prawdziwe informacje dotyczace szeroko rozumianej wolnosci obywatelskiej autor bardzo wyolbrzymia korzysci z bycia nauczycielem angielskiego w Chinach.

    Mieszkam w Azji od kilku lat, w Chinach od dwoch i chociaz pracuje na wlasnych rachunek to cos na poruszony temat wiem.

    Wielu moich znajomych paralo sie lub para praca dla chinskich firm, najczesciej wlasnie jako nauczyciele.
    Zeby zarabiac kwoty wystarczajace do utrzymania sie np. w Szanghaju (wbrew pozorom calkiem drogim miescie, mieszkanie za rownowartosc 200 euro w fajnej dzielnicy to conajwyzej brudna klitka – chyba, ze sie wynajmnie cos w kilka osob) trzeba dosyc dlugo budowac swoja pozycje, zdobywac nowych uczniow, pracowac solidnie i regularnie.
    Zwlaszcza, ze poszukiwani sa glownie tzw. „native speaker” czyli osoby urodzone w krajach anglojezycznych (co nie jest przeszkoda, ale utrudnia start w tym zawodzie).

    No i skoro Adam Machaj pisze, ze praca w Anglii z perspektywa odlozenia pieniedzy do kkreatywnego wykorzystania w Polsce jest zlym pomyslem to jak nazwac pomysl wyjazdu do Chin celem nauczania angielskiego skoro na takim stanowisku zarobic mozna maksymalnie (chyba, ze jest sie tytanem pracy) 10 tys. juanow a zycie w Szanghaju czy Pekinie pochlania miesiecznie bezproblemu 7-8 tys, (jezeli lubi sie ladnie mieszkac, dobrze zjesc, czasem pojsc na impreze, kupic fajny ciuch).
    Zostaje 2 tys juanow czyli w przeliczeniu 800 zl.

    Dopoki sie jest w Chinach mozna sobie zyc z dnia na dzien, ale co potem? A jak nie przedluza wizy? A jak sie zmieni sytuacja? A jak zmniejszy sie zapotrzebowanie/wzrosnie konkurencja?

    No i z tym zakupem mieszkania tez troszeczke autor odlecial na marsa, bo nawet zakladajac, ze uda sie znalezc mieszkanie za 30 tys. euro (jezeli to ma byc w miescie i bez karaluchow to przy obecnym poziomie cen mieszkan za tyle mozna kupic 2 niewielkie pokoje min. 50 km od Szanghaju, Pekinu, Kantonu czy HK) taki nauczyciel musialby odkladac cala maksymalna pensje (rzeczone 10 tys. juanow) przez 28 miesiecy.

    Realne ceny za porzadne mieszkania w duzych miastach, w dobrej lokalizacji to 2-3 mln juanow czyli okolo miliona zlotych. Na to sie nie da tutaj zarobic z pensji nauczyciela, a obcokrajowiec kredytu hipotecznego nie dostanie.

    Miieszkanie w Chinach czy w ogole Azji jest czyms calkowicie odmiennym od mieszkania w Europie, nie kazdy sie zaadoptuje.

    Wrecz nie wolno przeprowadzac sie w ten rejon swiata bez dokladnego planu i pomyslu na swoje zycie tutaj bo sie straci oszczednosci i wroci z poczuciem porazki.

    Czasy, ze za bycie bialym dostawalo sie pieniadze za pozorowanie pracy dawno sie skonczyly, oni maja coraz wiecej wyksztalconych kadr, pracujacych za stawki, za ktore obcokrajowiec bez zaplecza nigdy sie nie utrzyma.

    Konczac ten przydlugi elaborat, zalecam raz jeszcze ostroznosc przed podjeciem decyzji o przyjezdzie do jakiegokolwiek azjatyckiego kraju na cos wiecej niz wakacje.

    • Jako autor odniose sie.
      1.O byciu nauczycielem tylko wspomniałem (tylko dwa zdania), nie polecam tego jako pracy na dłuzsza mete. Chodzi jednak ze z pensji nauczyciela mozna wyzyc a przy okazji byc w Chinach i uczyc sie jezyka – nie trzeba nic inwestowac, zadnych oszczednosci.Na pewno nie odłozy sie pieniedzy na inwestycje w Europie – zgadzam sie w 100%. Ale w tym czasie mozna sie nauczyc jezyka , złapac znajomosci w Chinach i to jest ten kapitał, z którym wrócimy do Polski. Moim zdaniem to duzo wiecej warte niz mozemy odłozyc gotówki w tym samym czasie pracujac na Wyspach.

      2.Roman z kantonu:”No i z tym zakupem mieszkania tez troszeczke autor odlecial na marsa, bo nawet zakladajac, ze uda sie znalezc mieszkanie za 30 tys. euro (jezeli to ma byc w miescie i bez karaluchow to przy obecnym poziomie cen mieszkan za tyle mozna kupic 2 niewielkie pokoje min. 50 km od Szanghaju, Pekinu, Kantonu czy HK) taki nauczyciel musialby odkladac cala maksymalna pensje (rzeczone 10 tys. juanow) przez 28 miesiecy.”
      Wiec ja sie pytam czy nauczyciel w Polsce odkładajac swoja pensje (cała) przez 28 miesiecy odłozy na 2 pokojowe mieszkanie?

      3. Prosze nie zapominac ze Chiny to nie tylko Shanghai, Pekin , Kanton – ja mieszkam w Changsha gdzie cena metra kwadratowego jest połowe tego co w /w miastach a pensje moze nieco nizsze ale nie az o połowe w stosunku do w/w miast.

      • Avatar W4rbird

        No dokładnie, też chciałem powiedzieć, że nauka angielskiego jest tylko przykładem. Osobiście uważam, że nauczanie języka w żadnym kraju nie przynosi dużych korzyści finansowych. Dobrze wiadomo, że w Chinach szukają specjalistów, a nie jakiegoś tam nauczycielinę :P angielskiego. I z miastem też się nie do końca zgadzam z Romanem. Shaghai jest drogi, ale Pekin już w cale nie. Poza tym w Chinach można dobrze żyć już za 6000 yuanów. Także to po prostu zależy jaki kto jest, czy umie oszczędzać, czy umie się wyzbyć jakichś tam zbędnych pokus. Każdy ma inną granicę oszczędności i dlatego jedni żyją lepiej drudzy gorzej tra la la :P

      • Avatar Roman

        Z mojego doswiadczenia wynika, ze jezeli chcesz robic w Chinach rzeczy, nazwijmy je „konkretne” (biznes, praca w porzadnej firmie) i zyc mniej wiecej jak w europie (pod wzgledem komunikacji, dostepnosci produktow itp.) to pozostaje Szanghaj, Kanton, Shenzhen, Hong Kong i do pewnego stopnia Hanzhou i Ningbo.

        Pekinu nie wymieniam, poza panstwowymi molochami biznes tam brak, do tego miasto beznadziejne do mieszkania (korki najwieksze w Chinach, pogoda zmienna (ze zlej na gorsza i tak w kolko), syf na ulicach, chyba najmniej ciekawa ze wszystkich w Chinach kuchnia).

        Oczywiscie, wszedzie mozna cos „podlubac”, ale jestem tu wystarczajaco dlugo, zeby wiedziec, ze kazdy, kto sie wiaze z tym krajem na dlugo zawsze trafia do jednego z tych miast. Changsha nawet ladne jest ale nie jest liczacym sie osrodkiem produkcyjno-handlowym na dzien dzisiejszy, zycze Ci z calego serca powodzenia w tym miescie, ale mysle, ze przeprowadzisz sie szybciej niz myslisz…

        Jasne, ze znajomosc jezyka jest kapitalem (bo znajomosci biznesoweto sie wyrabia tutaj duuuzo dluzej niz w Europie, kultura Guanxi sie klania) ale opanowanie jezyka perfekt (a takiego wymagaja czesto potencjalni pracodawcy w Polsce) jest baaardzo zmudne i dlugotrwale, to zadanie dla wybrancow obdarzonych miloscia do nauki.

        A do akapitu o nauczaniu jezyka odnioslem sie dlatego, ze to faktycznie najpopularniejsza forma zarobku wsrod bialych, ktorzy nie robia tu biznesu, i podalem pewne dane, zeby pokazac, ze to nie jest takie rozowe i wesole.

        Na koniec – nie porownuj prosze nauczyciela angielskiego z zachodu (towar poniekad luksusowy i deficytowy) z nauczycielem w Polsce pod wzgledem sily nabywczej. Porownaj chinskiego nauczyciela (nawet akademickiego) z jego odpowiednikiem w Polsce. Wyjdzie Ci, ze oboje nie moge sobie pozwolic na zakup mieszkania bez kredytu…

        Pozdrawiam

      • Do Romana:
        Nie moge dac odpowiedzi na Panska odpowiedz bo chyba drzewko komentarzy moze miec tylko 3 stopnie wiec odpowiem tutaj:

        1.Jezeli Chodzi o miasta które Pan wymienia to nie jest tak do konca. Ale domyslam sie ze dla Pana biznes to głównie handel Wschod-Zachod, posrednictwo handlowe itd., dla mnie to pojecie jest duzo szersze choc w/w dziedziny równiez sie w nim mieszcza. Zreszta wiekszosc ludzi dzis tak rozumie biznes. Studiuja biznes a potem sa „biznesmenami” a tak na prawde zwykłymi pracownikami w duzych firmach, które z regóły zajmuja sie handlem. Ja rozumiem przez słowo biznesman kogos kto pracuje na swój rachunek i nie zatrudnia sie w duzych korporacjach (co jest marzeniem niemal kazdego studenta kierunku zwiazanego z biznesem) bo jezeli tak rozumiemy robienie biznesów to faktycznie miasta wymienione przez Pana Romana sa najlepsze. Mnie bardziej intersuje działalnosc stacjonarna czyli sklep, bar , szkoła jezykowa itd. i w tym wypadu miasto typu Changsha, Shenyang, Xi an, Jinan itd nadaja sie do tego bardzo dobrze a to jest nisza nie wypełniona jeszcze przez białych. Ale jezeli ktos ma ochote na posrednictwo, handel itp. to ma Pan całowita racje co do wyboru miasta ale ja patrze nieco szerzej na biznes niz tylko w kontekscie handlu. W artykule wyraznie wspomniałem ze na inwestycje trzeba miec srodki ale sa one mniejsze niz na ten sam kaliber biznesu w Europie.

        2. Nie intersuje mnie w tym przypadku siła nabywcza chinskich nauczycieli bo tekst mój adresowałem bardzo wyraznie do Polków z Anglii i Irlandii wiec intersuje mnie siła nabywcza ich zarobków w Chinach i to sa Pana słowa a nie moje ze musza odkładac cała pensje przez 28 miesiecy, wiec uwazam ze to dobra perspektywa w porównaniu z Wyspami lub Polska.

        3. Nie wyolbrzymiłem w artykule korzysci z bycia nauczycielem angielskiego w Chinach, jak Pan to sugeruje ale wskazałem, ze jest taka mozliwosc. A to fakt bezsprzeczny.

        4. Co do nauki jezyka to Pan odnosi to do wymogów pracodawców (moze i słusznie) ale ja uwazam ze człowiek powinien dbac o autorozwój i starac sie byc w miare niezalezny a nie myslec zawsze pod katem pracy u kogos. Preferuje zycie na własny rachunek. Tak czy inaczej jezeli ktos ma podejscie takie jak Pan sugeruje to w 2-3 lata spokojnie nauczy sie płynnie mówic po chinsku jezli ma taki plan i bedzie sumienny.Oczywiscie ze jak mówiac brutalnie ktos oleje sprawe to nic nie zyska i straci czas.

        5. Dodam jeszcze od siebie, ze jestem zwolennikiem przyjazdu jak najwiekszej liczby Polaków do Chin bo nas tu nie ma i to tez nie jest dobrze dla tych co tu sa bo wazne jest aby wykształcic w Polsce cos na kształt mody, trendu na Wschód. Jest nas tu tak mało ze o konkurencji nie ma co wspominac a na prawde przydałaby sie wieksza swiadomosc na temat Azji wsród Polaków. Pan przedstawia czarne scenariusze i ma Pan racje ze takie zdarzenia beda miały miejsce ale ile niepowodzen odnosza Polacy na Wyspach czy w samej Polsce, ile bankructw i zmarnowanego czasu. Tak juz niestety jest ze udaje sie mniejszosci ale nie ma zawyciestwa bez próby. Mysle ze Polacy, którzy faktycznie decyduja sie na Azje , procentowo rzecz ujmujac odnosza wiecej sukcesów niz Polacy w innych czesciach swiata.

        Dziekuje Panu za komentarze bo zartem mówiac nie wazne jak pisza ale ze wogóle ktos zauwazył i chciał sie odniesc i za to dziekuje. Mam nadzieje ze kiedys spotkamy sie osobiscie i porozmawiamy.Mysle równiez ze oboje znamy realia zycia w Chinach w miare dobrze. Kwestia tylko podejscia do pewnych spraw. osobistych priorytetów i oczekiwan a nawet nastroju. Moze ja zbyt optymistycznie podchodze a Pan zbyt pesymistycznie. Czas zweryfikuje.

  • Kompletnie się zgadzam z tym artykułem! I już go udostępniam na Facebook’u.
    赞赞赞赞赞赞赞!

    波兰人让我们醒来吧!拒绝西方了!

    PS. Mały błąd ort. :P –> (c)horyzonty ;) Ale to nic, artykuł i tak jest świetny.

Pozostaw odpowiedź