BLOGOSFERA

Adam Juchniewicz, Kolejny rok w Chinach: Tradycja mówi: syn. Prawo mówi: jedno dziecko

Pani Huang jest nauczycielką w jednej z publicznych szkół średnich. Pochodzi z prowincji Jiangsu. Zamężna, jedno dziecko. Mieszka w prowincji Fujian, wraz z mężem i jego rodziną.

chinese_boy

źródło: flickr.com

Pani Huang: Dziesięć lat temu urodziłam córkę. Nie syna. Rodzina męża nie może przejść nad tym do porządku dziennego. „Głównym życiowym zadaniem kobiety jest urodzić swemu mężowi syna” – to niepodważalna prawda dla wielu – bardzo wielu – osób tutaj. Jedna z moich szwagierek aż cztery razy przerywała ciążę. Najpierw urodziła dziewczynkę. Przy każdej kolejnej ciąży robiła USG i kiedy okazywało się, że będzie miała kolejną córkę…

Adam: Zaraz, zaraz! Lekarze nie są w Chinach uprawnieni do informowania rodziców o płci oczekiwanego dziecka…

Pani Huang: Dokładnie. Dlatego jeździła na badania do Hongkongu – tam to prawo nie obowiązuje.

Adam: Okazywało się, że to dziewczynka, więc…

Pani Huang: Więc przerywała ciążę. Kiedy po czterech aborcjach znów zaszła w ciążę – kolejna dziewczynka! – lekarze stwierdzili, że tym razem zabieg byłby już zbyt ryzykowny dla jej własnego zdrowia. Nie było innego wyjścia – urodziła. Mają dwie córeczki. Wyobraża Pan sobie, jaka to dla niej tragedia – cztery przerwane ciąże? Czwórka nienarodzonych dzieci? Wszystko dlatego, że „urodzenie syna to główne zadanie kobiety”! Dla rodziny męża to również tragedia – brak męskiego potomka! Ta gałąź rodziny jest bowiem według tradycyjnego światopoglądu skazana na wyginięcie…

Adam: …Wracając do Pani życia…

Pani Huang: Nie chcę drugiego dziecka. Dziecko to dużo wysiłku i dużo hałasu. Po prostu nie chcę. Ale rodzina męża naciska.

Adam: Jest Pani nauczycielką szkoły publicznej – urzędnikiem państwowym.

Pani Huang: Owszem. I jako urzędnik państwowy mogę mieć tylko jedno dziecko. W przeciwnym razie zostałabym zwolniona z pracy. Musimy bardzo skrupulatnie przestrzegać prawa, w tym także regulacji dotyczących polityki jednego dziecka. Mamy być wzorem do naśladowania. Rodzina męża namawia mnie więc, żebym rzuciła pracę i… urodziła syna.

Adam: A co na to Pani mąż?

Pani Huang: On też chce syna. Ale ja mam własne zdanie i podejmuję własne decyzje. Powiedziałam mu, że albo przestanie naciskać, albo się z nim rozwiodę. Poskutkowało.

Adam: Czyli ostatecznie nie zwalnia się Pani z pracy i nie rodzi syna?

Pani Huang: Nie ma mowy!

Blog: rokwchinach.net

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Adam Juchniewicz, Kolejny rok w Chinach: Tradycja mówi: syn. Prawo mówi: jedno dziecko Reviewed by on 2 kwietnia 2014 .

Pani Huang jest nauczycielką w jednej z publicznych szkół średnich. Pochodzi z prowincji Jiangsu. Zamężna, jedno dziecko. Mieszka w prowincji Fujian, wraz z mężem i jego rodziną. Pani Huang: Dziesięć lat temu urodziłam córkę. Nie syna. Rodzina męża nie może przejść nad tym do porządku dziennego. „Głównym życiowym zadaniem kobiety jest urodzić swemu mężowi syna”

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Podobny problem mamy w Indiach. Oczywiście nie ma tu żadnego państwowego przymusu ograniczajacego liczbę dzieci, rząd stara się promować dziewczynki, w wypadku badań prenatalnych lekarzowi nie wolno informować o płci dziecka. Ale życie ma swoje prawa. Jest „nadwyżka” chłopców, choć powoli maleje.
    W dłuższej perpektywie samotni mężczyźni, to bardzo „wybuchowy” materiał. Niespełnieni, z niczym nie związani. Z reguły to żona wybija mężowi z głowy plany rewolucji i tym podobne.

  • Syn, syn i jeszcze raz syn!

    Wśród konfucjańskich doktryn, rodzinna nabożność jest bez wątpienia jednym z najważniejszych przykazań. Nabożność synowska jest jedną z tych wartości, którą Chińczycy najbardziej cenią i która znajduje swe odzwierciedlenie w ustawodawstwie prawnym Chin.
    Największy interpretator myśli konfucjańskiej – Mencjusz- mawiał, że zapewnienie ciągłości rodu rodziny jest fudamentem miłosierdzia.

    W maoistycznych Chinach, kult rodzinny został zastąpiony wiernością w stosunku do rządzącej partii.. a dewiza ‘’bez dzieci – więcej szczęścia’’ naruszyła doktrynę polityki jednego dziecka.

Pozostaw odpowiedź