Artykuły

Adam Bruski: Xinbei – i co dalej?

25 grudnia na Tajwanie dokonały się poważne zmiany administracyjne. Właściwie pierwsze tak poważne od 1949 roku. Od tego czasu Tajwan znacznie się rozwinął i dotychczasowa struktura władzy terenowej zaczęła już być zbyt wielkim utrudnieniem. Jak dotąd zdecydowano się jedynie na dwie zmiany: w 1979 podniesiono dynamicznie rozwijający się Gaoxiong do statusu miasta wydzielonego, zaś w 1997 roku większość kompetencji samorządowych przekazano władzom niższego szczebla – zarządzanie państwem ze szczebla prowincjonalnego w sytuacji, gdy rząd kontroluje jedynie prowincję Tajwan i wyspiarskie skrawki prowincji Fujian, było co najmniej niepraktyczne.

Przez ostatnie lata władze zastanawiały się nad rozwiązaniem problemu koniecznych zmian w podziale terytorialnym. Ostatecznie w 2009 roku zdecydowano się na dokonanie z dniem 25 grudnia 2010 roku poważnych przekształceń struktury administracyjnej Republiki Chińskiej.

xinbei

Xinbei, autor:ASDFGHJ, CCBY

Pierwszą – i najważniejszą – była likwidacja powiatu Tajpej, okalającego stolicę Tajwanu. Przedmieścia stołecznego miasta w ostatnich 30 latach nieprawdopodobnie się rozwinęły, tworząc w zasadzie jednolity obszar miejski. Wraz z likwidacją powiatu od 25 grudnia w Azji istnieje nowa metropolia – utworzone zostało miasto wydzielone Xinbei. Z ludnością 3,8 mln i powierzchnią 2052 km kw. jest większe od Berlina. Tajpej, będące dotąd enklawą na obszarze powiatu o tej samej nazwie, jest teraz enklawą w obrębie innego, większego odeń miasta. Warto zauważyć, iż miasto Xinbei jest pierwszym miejscem na Tajwanie, gdzie wprowadzono odgórnie użycie transkrypcji hanyu pinyin do zapisu nazw miejscowych. Członkowie Demokratycznej Partii Postępu rzecz jasna nie odpuścili: najpierw protestowali, by nazwę nowego miasta pisać jako „Sinbei” (byle nie przez to „szatańskie” X), ostatecznie wywalczyli, iż w wersji anglojęzycznej pisana jest ona jako „New Taipei City”.

Oprócz utworzenia Xinbei postanowiono zintegrować najbardziej rozwinięte miasta na wyspie z ich przedmieściami. Zlikwidowane zostały powiaty Gaoxiong, Tainan i Taizhong, które to połączono z miastami o tych nazwach. Tak utworzone trzy potężne aglomeracje posiadają status miast wydzielonych.

To zapewne jeszcze nie koniec zmian administracyjnych na Tajwanie. W planach są projekty na najbliższe lata, a w nich pomysł połączenia utworzonego właśnie Xinbei z Tajpej i Jilong w jedno wielkie miasto, czy połączenie miast Jiayi i Xinzhu z okalającymi je powiatami o tych samych nazwach.

Czy czeka nas w przyszłości likwidacja reliktowego szczebla prowincjonalnego? Ich istnienie pełni jedynie funkcję symboliczną. O ile Guomindang jest dosyć niechętny tym zmianom, nalega na nie Demokratyczna Partia Postępowa. A nie wiadomo, jaki będzie wynik następnych wyborów prezydenckich i parlamentarnych w Republice Chińskiej. Wygrana DPP doprowadzi do ponownego forsowania niepodległości Tajwanu, a zmiany administracyjne na czele z likwidacją prowincji będą wyraźnym sygnałem dążeń separatystycznych. Czy w ciągu najbliższych lat czeka nas kolejna destabilizacja sytuacji na Dalekim Wschodzie? Oby się nie okazało, że kolejna wielka awantura w Azji zacznie się nie od Pjongjangu, lecz od Tajpej…

Adam Bruski

Opinie wyrażone w opublikowanych tekstach wyrażają poglądy autorów i nie reprezentują stanowiska CSPA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Adam Bruski: Xinbei – i co dalej? Reviewed by on 10 stycznia 2011 .

25 grudnia na Tajwanie dokonały się poważne zmiany administracyjne. Właściwie pierwsze tak poważne od 1949 roku. Od tego czasu Tajwan znacznie się rozwinął i dotychczasowa struktura władzy terenowej zaczęła już być zbyt wielkim utrudnieniem. Jak dotąd zdecydowano się jedynie na dwie zmiany: w 1979 podniesiono dynamicznie rozwijający się Gaoxiong do statusu miasta wydzielonego, zaś w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 8

  • Avatar Adam Machaj Bolanren Dagougou

    Nie wchodza mi komentarze, sprawdzam czy teraz mi wejdzie po wyczyszczeniu pola „website” wiec bez merytorycznej tresci bedzie (jak wejdzie)

    • Avatar Adam Machaj Bolanren Dagougou

      Weszlo wiec moze jak komus nie wchodzi to niech tez tak zrobi. Pozdrawiam i narszcie po dlugiej przerwie dolacze do grona dyskutantów ;)

  • Powstaje miasto większe od Berlina, a w naszych mediach cisza. Szkoda że w Polsce mówi się o wszystkim tylko nie o Dalekim Wschodzie…

    • Azja mogłaby dzielić Polaków, a dobrotliwe media chcą łączyć, a nie dzielić.

      Poza tym kogo interesuje zacofana Azja i Azjaci, którzy w przeciwieństwie do czarnych nie oskarżają wszystkich wokół o rasizm, zamiast tego po cichu pracują, zarabiają, bogacą się. Nawet nie trzeba do nich wysyłać kontyngentów z pomocą humanitarną, znikają dzieci z wydętymi brzuszkami – Azja nie jest seksowna, Azja jest zbyt normalna, normalniejsza nawet od Europy. Nie ma czego pokazywać, bo jeszcze ludzie zaczną pytać „a dlaczego u nas tak nie jest?”.

      • Avatar Zyggi

        Dokładnie! Azja jest normalniejsza od Europy, a już na pewno od Polski itp. quasi-niepodległych republik Europy Środkowo-Wschodniej.

      • Avatar Jaroslaw Grzegorzek

        Azja oferuje coś innego od tego co zaproponowali Amerykanie/Unia Europejska Europie, a co do tej pory się nie sprawdza, patrz przykład rozwoju Polski w ciągu minionych dwudziestu lat.
        Do tego Niemcy i Francja nie tolerują żadnej konkurencji w regionie. W czasie swojej wizyty w Niemczech przed kilkoma dniami wiceminister Chin Li Keqiang podpisał tam umowy na wartość około 9 mld USD! W ciągu paru dni przehandlowano więcej niż cała Polska wymieniła z Chinami w okresie styczeń- listopad 2009!!! A później komisarze w UE mówią, że w Polsce ci czy tamci nie mogą budować autostrad bo przecież lepiej niech budują firmy niemieckie czy francuskie.

        W Polsce do końca nie ma kto o Azji mówić, a polskie mainstreamowe media dalej serwują np. tylko jedną, anty-chińską perspektywę.

      • Avatar Zyggi

        Szanowny Panie, „nasi” nie tylko uprawiają mają antychińską perspektywę, oni też próbują chore wzorce wyeksportować gdzie się tylko da. Ot, taki „eksport rewolucji” (pardon demokracji), trochę jak Lenin, Mao czy Castro. :-)
        Z Chińczykami czy w ogóle z Azją to się raczej nie uda, ale chociaż z Białorusią próbują. Myśli Pan, że z głupoty? Otóż nie, Łukaszenko gospodarujący tak, że białoruskie zadłużenie jest KILKADZIESIĄT razy mniejsze od polskiego – to sól w oku zachodnich bankierów. Bo jaki pożytek mają ci grandziarze z Białorusi? Praktycznie żaden! Za to z Polski ogromny – co roku ładnych kilka-kilkanaście mld euro z samych odsetek. To w celu ich obsługi polskie „niepodległe” państwo nakłada coraz cięższy haracz na obywateli, zmusza do utrzymywania Zakładu Utylizacji Szmalu czy socjalistycznej służby zdrowia z jej kloacznym poziomem „usług”… To się nie skończy, dopóki zdolni do pracy ludzie albo wyemigrują, albo wymrą albo też wyjdą na ulicę. To ostatnie ma sporą dozę prawdopodobieństwa. Historia uczy bowiem, że społeczeństwu nie można „dokręcać śruby” bez końca, nie dając prawie nic w zamian. Przychodzi ten moment, gdy ludzie czują, że nie mają już nic do stracenia. Np. o Rumunach długo mówiło się, że mają duszę uległych niewolników. Do grudnia 1989, gdy małżeństwo Ceausescu przekonało się na własnej skórze o uczuciach narodu – żołnierze plutonu egzekucyjnego z miłości do „geniusza Karpat” opróżnili wszystkie magazynki… Na nic zdała się propaganda sukcesu gdy Rumuni stali w kilometrowych kolejkach za chlebem. Tak samo teraz, mogą na nic się nie zdać peany na cześć którejś tam rocznicy powołania do życia tzw. „Solidarności” i trąbienie jakim to „potworem” jest Łukaszenko, podczas gdy Polacy czekają po rok i dłużej na nie cierpiące zwłoki zabiegi i operacje. Nasi rządzący zdają się chyba zresztą „czuć bluesa”, skoro świętujący kolejne rocznice „bohaterowie wolnościowego zrywu” są z reguły oddzieleni od „uszczęśliwionego” narodu podwójnym kordonem policji. A to świadczy, że nie są aż takimi idiotami, jak ktoś mógłby podejrzewać… :-)

    • Avatar Adam Machaj Bolanren Dagougou

      Na poparcie Pana tezy wystarczy wejsc na stala rubryka „Azja w TV”. TV publiczna , Polsat i TVN wypadaja bardzo kiepsko wiec w naturalny sposób przeklada sie to na wiedze statystycznego Kowalskiego a jak Kowalski zostanie politykiem to potem skad ma niby wiedziec…Szkoda gadac. Swiat jest w punkcie zwrotnym i Polska ma szanse odbic sie i wejsc w jakis nowy ciekawy uklad ale zeby bylo poparcie spoleczne i nacisk oddolny to ja przy naszych mediach na to nie licze.

Pozostaw odpowiedź