Artykuły,Japonia news

A. Szaga: Shinzō Abe – „Japan is back”

Shinzo AbeGdy myślimy o japońskim premierze, przed naszymi oczami nie pojawia się charyzmatyczny polityk lub nietuzinkowa postać. Nie widzimy genialnego mówcy czy osoby zdolnej porywać tłumy. Taki przywódca to ideał, a, jak wiadomo, w życiu nie występują ideały. Niemniej jednak od czasu rezygnacji Jun’ichirō Koizumiego z funkcji premiera w 2006 roku Japonia cierpi na wyjątkowy deficyt wyrazistych liderów. A może wypadałoby powiedzieć „cierpiała”, bo wybrany po koniec 2012 roku Shinzō Abe wedle wszelkich przesłanek wyłamuje się z utartego w ostatnich latach schematu.

16 grudnia 2012 roku japońscy wyborcy dali Shinzō Abemu drugą szansę. Sprawował on bowiem urząd premiera Japonii przez równo rok w latach 2006-2007. Przejmując tę funkcję od swojego mentora Koizumiego, Abe miał wysoko postawioną poprzeczkę. Odziedziczył także po kontrowersyjnym polityku stosunki chińsko-japońskie, które znajdowały się w jednym z najgorszych momentów w powojennej historii. W tak krótkim czasie Abe nie mógł zdziałać zbyt wiele, lecz mimo to odniósł pewne sukcesy. Znacząco uspokoił Pekin i przywrócił relacje z Chinami do normy (i to pomimo tego, że był powszechnie uważany za „jastrzębia”, który stosunki te może jeszcze bardziej zaognić). Za jego premierostwa Japońska Agencja Obrony została przekształcona w Ministerstwo Obrony, kończąc z fikcją, że jakoby nim nie jest. Jednak 26 września 2007 roku, po serii afer, w które wplątani byli politycy jego gabinetu, powołując się na problemy zdrowotne, Abe zrezygnował.

Shinzō Abe swoim odejściem zapoczątkował feralny ciąg tzw. rocznych premierów. Razem z jego pierwszą kadencją aż sześciu japońskich polityków pod rząd przewodziło krajem tylko przez około rok. Sam Abe zaś na kilka lat wycofał się z polityki, by niedawno powrócić w wielkim stylu. Teraz, jako siódmy szef rządu po Koizumim, ma realną szansę zakończyć złą passę.

Japoński Terminator

Tytułowe „Japan is back” to nic innego jak słowa samego Shinzō Abe, które wypowiedział w lutym 2013 r. na spotkaniu w Center for Strategic and International Studies (CSIS), w którym uczestniczył podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Poprzedzone były one jednak słowami „I am back!” (premier przemawiał po angielsku), które zostały nagrodzone gromkimi brawami. To zdanie od razu przywodzi na myśl filmowego cyborga z przyszłości i, jakby się nad tym zastanowić, to Abe faktycznie w pewnym sensie jest do Terminatora podobny.

Siła śmiercionośnej maszyny przywodzi na myśl polityczną potęgę, jaką dysponuje obecnie Abe i Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP). Miażdżące zwycięstwo w grudniowych wyborach dało jej 294 miejsca w 480-osobowej Izbie Reprezentantów, a razem ze swoim sojusznikiem – Kōmeitō – koalicja posiada 325 posłów w niższej izbie parlamentu. Daje to większość ponad 2/3, a dodatkowo, jak dotychczas pokazuje praktyka i deklaracje, LDP może zawsze liczyć na poparcie opozycyjnej Nippon Ishin no Kai, która posiada 54 posłów. Nie jest to jednak pełnia szczęścia, jakiej życzyłby sobie Shinzō Abe. Do niej brakuje jeszcze podobnej większości w wyższej izbie japońskiego parlamentu. Wybory do Izby Radców odbędą się w lipcu tego roku i są one obecnie absolutnym priorytetem Partii Liberalno-Demokratycznej. Zakładając, że wszystko pójdzie po myśli polityków LDP, po zabezpieczeniu sobie pełnej kontroli nad parlamentem, będą oni mogli przeprowadzić wszystkie obiecane w kampanii wyborczej reformy. Jak na razie, po 3 miesiącach rządów, poparcie dla gabinetu Abe wciąż rośnie i obecnie jest na imponującym poziomie 72 %. Do wyborów pozostały cztery miesiące, więc prognozy są jak najbardziej optymistyczne.

Terminator znany jest też z kultowych tekstów. Także Abe operuje szeroką gamą chwytliwych porównań i bon motów. Najsłynniejszym są trzy strzały, które lider LDP, jako miłośnik łucznictwa, utożsamił z trzema elementami planu odbudowy gospodarczej Japonii. Na całość polityki gospodarczej LDP, nazwanej przez media Abenomiką, składają się: agresywne luzowanie polityki pieniężnej, wzrost wydatków publicznych oraz reformy strukturalne, które mają na celu zwiększenie produktywności. Tego typu symboli i przeróżnych gestów Abe używa niezwykle często. Przykładem może być niebieska przypinka, którą premier Japonii stale nosi w klapie marynarki. Mówi on, że ma ona codziennie mu przypominać o tym, że jego zadaniem jest doprowadzenie do powrotu do ojczyzny Japończyków, którzy zostali porwani przez Koreańczyków z Północy w latach 70. i 80. Abe, komentując na przykład stosunki z Chinami, często używa też sformułowania, że drzwi do dialogu dla chińskich liderów są zawsze otwarte.

Silny przywódca z pozytywnym wizerunkiem

Nową jakością w japońskiej polityce jest także zręczny PR, jakim posługuje się Shinzō Abe i Kancelaria Premiera. Co prawda strona Kancelarii na Facebooku została uruchomiona jeszcze za czasów premiera Yoshihiko Nody, ale dopiero od momentu objęcia stanowiska szefa rządu przez Abe ruszyła pełną parą. Aktywność premiera Japonii na największym portalu społecznościowym jest bardzo duża, a co najważniejsze, atrakcyjna. Codziennie wstawiane są nie tylko relacje video z konferencji prasowych szefa Kancelarii, ale przede wszystkim przetłumaczone na język angielski wiadomości od samego Shinzō Abe, zazwyczaj opatrzone także zdjęciami.

To właśnie na Facebooku można zobaczyć, jak działa PR Abego. Stronę „zlajkowało” co prawda zaledwie 16,5 tys. użytkowników portalu, ale ci, którzy tego jeszcze nie zrobili, niech żałują. Omija ich bowiem Abe trzymający w rękach trzy „strzały gospodarczej odbudowy”, unosząc pięść w pewnym geście zwycięstwa czy choćby naśladujący pozę z sumo, pisząc o swoim ulubionym zapaśniku z dzieciństwa. Na profilu Kancelarii Premiera zobaczmy Abe pokazującego swoją nową fryzurę, pijącego sproszkowaną zieloną herbatę (matcha) i rozmawiającego przez telefon na pokładzie rządowego samolotu. Nie należy jednak odbierać tego za działania trywialne. Poza tym, że Abe pokazuje swój ciepły i niezwykle sympatyczny wizerunek, np. stojąc z żoną w ubraniu roboczym na polu golfowym („mój wynik to tajemnica państwowa” – żartuje), na Facebooku zamieszczanych jest także wiele przydatnych informacji, komentarzy przed lub po wizytach zagranicznych czy politycznych deklaracji. Abe potrafi nawet, pod zdjęciem, na którym przegląda warzywa z rolnikiem z Fukushimy, napisać, że w Kancelarii Premiera jada się potrawy przygotowywane są z ryżu pochodzącego z rejonów dotkniętych dwa lata temu katastrofą. Podsumowując, pomysł z Facebookiem jest świetny i bardzo trafiony.

Ambitne plany z dużą szansą na realizację

Nie można jednak dać się zwieść temu wizerunkowi i uznać premiera Japonii za polityka niepoważnego. Nie jest on internetowym celebrytą tylko przywódcą państwa, który ma wizję reform i jest zdeterminowany, by do nich dążyć. Czołowym postulatem LDP jest rewizja konstytucji, która odmawia Japonii prawa do prowadzenia wojny i posiadania sił zbrojnych. Ustawa zasadnicza z 1947 roku zupełnie nie przystaje do dzisiejszych realiów i jej zmiana jest konieczna. Debata na ten temat trwa w Kraju Kwitnącej Wiśni właściwie od lat 70., ale jeszcze nikomu nie udało się wprowadzić poprawek do narzuconej przez Amerykanów konstytucji. Abe ma realne szanse, aby to uczynić.

Krok pierwszy, i najważniejszy, to lipcowe wybory do Izby Radców. Jeśli i w nich Partia Liberalno-Demokratyczna odniesie sukces, to wprowadzenie zmian będzie możliwe. Największą przeszkodą wydaje się być ogólnonarodowe referendum, które musi zostać przeprowadzone, aby ewentualne uchwalone zmiany weszły w życie. Tu pojawia się problem, bo mimo wysokiego poparcia dla rządu Abe, w kwestii zmiany artykułu 9 konstytucji, który zawiera wspomniane zakazy, społeczeństwo jest niemal równo podzielone. Prawdziwa walka o reformy stoczona będzie właśnie w ramach referendum.

Powrót – dokąd i do czego?

Shinzō Abe ogłosił powrót Japonii. Warto więc zadać sobie pytanie – dokąd? Przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych. W tym sensie, że rządy LDP są znacznie milej widziane w Waszyngtonie niż poprzednio sprawująca władzę Partia Demokratyczna, która postanowiła uniezależnić się politycznie od USA. Odnowienie dobrych relacji pokazała już lutowa wizyta premiera Japonii w Stanach Zjednoczonych. Abe został ciepło przyjęty zarówno przez Obamę, jak i środowisko akademickie. Mimo pewnych trudnych spraw w stosunkach japońsko-amerykańskich (przenosiny bazy wojskowej Futenma na Okinawie czy Partnerstwo Transpacyficzne), obie strony są zadowolone z efektów wizyty. Nie bez powodu to właśnie w USA Abe złożył następującą obietnicę: „Przywrócę silną Japonię! Silną na tyle, że będzie w stanie czynić jeszcze więcej dobra dla uczynienia świata lepszym!”.

Do czego powróci Japonia? Na przykład do polityki zacieśniania relacji z krajami takimi jak Indonezja, Filipiny czy Wietnam. Wszystko po to, aby zbudować koalicję, która mogłaby stanowić swoistą przeciwwagę dla stale rosnącej pozycji Chin w regionie i na świecie. Elementem tej polityki były oficjalne wizyty zagraniczne, jakie złożyło trzech najważniejszych polityków gabinetu Abe w krajach Azji i Pacyfiku. Pierwszą podróżą, na jaką wybrał się członek nowego rządu, był wyjazd wicepremiera i ministra finansów Tarō Asō do Birmy. Następnie z zagranicznymi wizytami na Filipiny, do Singapuru, Australii i Brunei udał się minister spraw zagranicznych Fumio Kishida. Wreszcie pierwszym zagranicznym wyjazdem Abe po rozpoczęciu drugiej kadencji była 4-dniowa podróż do Wietnamu, Tajlandii i Indonezji. Tym samym w okresie zaledwie trzech tygodni odbyły się wizyty najwyższego szczebla w 7 z 10 państw ASEAN.

Shinzō Abe wydaje się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Jeżeli wszystko potoczy się zgodnie z planem, w Japonii mogą zostać wprowadzone historyczne reformy. Abe to polityk, który zapowiada się na najlepszego przywódcę, jakiego Japończycy wybrali od lat. Nie ma co popadać oczywiście w zbyt duży optymizm, ale niech podsumowaniem będą słowa Michaela Greena, znanego badacza zajmującego się regionem Azji i Pacyfiku z CSIS, które wypowiedział po wizycie Abego w siedzibie tego think tanku: „Siadałem do rozmów z ostatnimi sześcioma japońskimi premierami i zawsze patrzyłem na ich doradców i wyższych urzędników. Nie widziałem tak pewnych wyrazów twarzy od czasów Koizumiego”.

Adam Szaga

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Notabene

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Szaga: Shinzō Abe – „Japan is back” Reviewed by on 5 kwietnia 2013 .

Gdy myślimy o japońskim premierze, przed naszymi oczami nie pojawia się charyzmatyczny polityk lub nietuzinkowa postać. Nie widzimy genialnego mówcy czy osoby zdolnej porywać tłumy. Taki przywódca to ideał, a, jak wiadomo, w życiu nie występują ideały. Niemniej jednak od czasu rezygnacji Jun’ichirō Koizumiego z funkcji premiera w 2006 roku Japonia cierpi na wyjątkowy deficyt

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Adam Szaga - koordynator działu News, redaktor portalu www.polska-azja.pl. Student drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja wschodnioazjatycka). Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna Japonii, japońskie stosunki z innymi graczami w regionie Azji i Pacyfiku, państwa ASEAN. Swoje pasje rozwijał m.in. podczas pobytu na stypendium w Japonii. Autor artykułów publicystycznych poświęconych wyżej wymienionej tematyce.

KOMENTARZE: 1

Pozostaw odpowiedź