Artykuły,Japonia news

A. Szaga: Pojedynek czas zacząć – wybory w Japonii

Wreszcie jest! Termin wyborów do japońskiego parlamentu został ustalony. Po porozumieniu się z opozycją w sprawie uchwalenia kluczowych ustaw, premier Yoshihiko Noda ustalił, że głosowanie odbędzie się 16 grudnia. Starcia na scenie politycznej wchodzą więc w kluczową fazę. Mimo że kampania oficjalnie rusza dopiero dwanaście dni przed podaną datą.

Premier Japonii trzymał wszystkich w niepewności od sierpnia, kiedy został zmuszony do złożenia opozycyjnym partiom obietnicy przedterminowych wyborów w zamian za poparcie dwukrotnego podniesienia podatku konsumpcyjnego przez rządzącą Partię Demokratyczną (PD). Przez te kilka miesięcy Noda przy każdej okazji wykręcał się i wzbraniał od podania konkretnej daty rozwiązania niższej izby japońskiego parlamentu. Politykom Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) nieraz puszczały nerwy, gdy szef rządu jak mantrę powtarzał, że dotrzyma słowa i zwoła wybory „w najbliższym czasie”. Czas ten nadszedł w trakcie trwającej obecnie nadzwyczajnej sesji parlamentu, podczas której rząd planuje uchwalić rzutem na taśmę pewne akty prawne.

Ratowanie kraju czy poprawa wizerunku?

Nad jakimi projektami będą obradować japońscy parlamentarzyści? Kluczowe są dwie ustawy, od przegłosowania których Noda uzależnił rozwiązanie Izby Reprezentantów w piątek 16 listopada.

Od kilku tygodni politycy PD podkreślają znaczenie ustawy pozwalającej rządowi na emitowanie obligacji w celu sfinansowania deficytu budżetowego. Rząd powtarza, że w przypadku jej nieuchwalenia kraj czeka spadek z „fiskalnego klifu”, gdyż administracja nie będzie posiadała wystarczającej ilości środków do marca 2013 roku (koniec roku podatkowego). Wartość obligacji ma bowiem wynieść 38 bilionów jenów (475 miliardów dolarów). Ponadto ustawa zezwoli rządowi na bezwarunkowe emitowanie tego typu obligacji do 2015 roku podatkowego.

Drugim projektem jest reforma przepisów prawa wyborczego, które Sąd Najwyższy uznał w zeszłym roku za niekonstytucyjne. Chodzi o zlikwidowanie okręgów, z których do Izby Reprezentantów wchodziła jedna osoba, w pięciu najmniej zaludnionych prefekturach. Prowadziło to do tego, że różnica w wadze głosów pomiędzy największym a najmniejszym okręgiem wyborczym była tak duża, że Sąd uznał ją za niezgodną z konstytucją.

Poza tymi ustawami Noda i lider PLD Shinzō Abe uzgodnili, że podczas przyszłej sesji zwyczajnej parlamentu w styczniu partie zgodnie zagłosują za zmniejszeniem liczby posłów w niższej izbie (ze 480 do 440) oraz cięciami pensji parlamentarzystów. Poczynając od października przyszłego roku, do kwietnia 2015 roku w trzech fazach zarobki polityków spadną o 2,5%.

Powstaje zatem pytanie zawarte w podtytule. Czy powyższe działania są podejmowane, gdyż reformy są kluczowe dla dalszego funkcjonowania państwa, czy PD pragnie coś nimi ugrać w kontekście wyborów? Zdaje się, że po trosze obie tezy są prawdziwe, lecz z naciskiem na tę pierwszą. O wadze ustawy dotyczącej obligacji świadczyć może brak sprzeciwu PLD w stosunku do niej od samego początku. Z pewnością Japonia potrzebuje reform finansowych i dlatego omawiane projekty ustaw mają znaczenie (choćby symboliczne).

Nie ulega jednak wątpliwości, że czas działa na niekorzyść Nody i partii rządzącej. Poparcie PD wciąż drastycznie spada, a dalsze odkładanie wyborów pozwalałoby tylko opozycji na coraz głośniejsze nazywanie premiera kłamcą, bo przecież obiecał zwołanie elekcji „w najbliższym czasie”. Dodatkowo im później Japończycy pójdą do urn, tym prawdopodobnie lepiej zaprezentują się nowe partie, takie jak Stowarzyszenie Odnowy Japonii (Nippon Ishin no Kai – w skrócie NIK). Ugrupowanie Tōru Hashimoto będzie miało po prostu więcej czasu na wystawienie i wyeksponowanie swoich kandydatów w całym kraju.

Perspektywy dla nowych graczy

Jeśli mówimy o wyborach, nie sposób nie wspomnieć o fenomenie burmistrza Osaki. Partia Hashimoto będzie się liczyć w grudniowym głosowaniu, co do tego nie ma wątpliwości. Od pewnego czasu lider NIK jeździ po zachodniej części Japonii i intensywnie promuje polityków swojego ugrupowania. Sam Hashimoto mówi, że nie wystartuje w wyborach, ale wiadomo, że to jego postać będzie koniem napędowym kampanii Nippon Ishin no Kai.

Partia z Osaki sukcesywnie buduje swoją pozycję, ale wciąż wielu komentatorów podkreśla, że w skali całego kraju popularność Stowarzyszenia nie jest taka, jakiej by sobie jego członkowie życzyli. Hashimoto, jak na tak krótką obecność w ogólnokrajowej polityce, ma duże poparcie społeczne, jednak przed nim jeszcze wiele pracy. Tym bardziej, że nie ma powszechnej wiedzy wśród Japończyków co do postulatów NIK-u. Partia wciąż jest na etapie kreowania swojego wizerunku.

Pewne jest, że Nippon Ishin no Kai szuka sojuszy. Współpraca z niewielką Minna no Tō jest już niemalże pewna, ale ważniejszy jest inny potencjalny partner. Nie od dzisiaj wiadomo, że Tōru Hashimoto ma bliskie relacje z Shintarō Ishiharą. Były już (25 października zrezygnował) gubernator Tokio także konstruuje swoją partię polityczną. 13 listopada oficjalnie połączył siły z Tachiagare Nippon, przemianowując ją na Taiyō no Tō (Partia Wschodzącego Słońca). Podczas wystąpienia Ishihara mówił, że zamierza zbudować trzecią siłę, która pokona PLD i PD. Środkiem do tego mają być sojusze z innymi małymi partiami. „Taiyō no Tō to tylko kanał do uformowania koalicji, nie zważając na niewielkie różnice” – mówił Ishihara.

W związku z tym rozpatrywana jest obecnie możliwość sprzymierzenia się Hashimoto z Ishiharą. Szczególne ten pierwszy polityk jest bardzo ostrożny w opowiadaniu się jednoznacznie za takim sojuszem. Burmistrz Osaki podkreśla, że chce rozmawiać z drugą stroną, ale widzi wiele różnic programowych nie do pogodzenia. Obaj zgadzają się, co do potrzeby zmiany pacyfistycznej konstytucji, z tym, że Ishihara ogłosił nie tyle rewizję ustawy zasadniczej, co w ogóle napisanie nowej (!). Nie ma zgodnego stanowiska w sprawie energii jądrowej, podatków i Partnerstwa Transpacyficznego. Hashimoto wolałby personalną współpracę z samym Ishiharą, nie ma natomiast chęci współdziałania z politykami nowej partii byłego gubernatora Tokio.

Jako że termin wyborów jest już znany, obie partie będą musiały ciężej pracować, żeby osiągnąć sukces. Wydaje się, że szanse na lepszy wynik ma NIK, gdyż jest dużo mniej radykalna i nie posiada tak wielu zagorzałych przeciwników jak Shintarō Ishihara.

Trzecia siła na horyzoncie

Do wyborów w Japonii pozostało w gruncie rzeczy niewiele czasu. Nie są one może specjalnym zaskoczeniem dla polityków i wyborców, gdyż wyczekiwane były od sierpnia tego roku. Wiele wskazywało, że jeszcze przed końcem 2012 r. Japończycy wybiorą nowe władze. Dlatego też przygotowania starych i nowych partii do kampanii trwają już od jakiegoś czasu.

W najbliższych tygodniach zapowiada się więc nasilona walka o głosy Japończyków. Sondaże pokazują prawie dwukrotnie większe poparcie dla PLD niż dla PD, lecz jednocześnie blisko połowa ankietowanych nie jest zdecydowana na kogo głosować. Mówi się, że po „eksperymencie” z Partią Demokratyczną powrót Liberalnych Demokratów do władzy jest prawdopodobny. Jednak pojawiają się także głosy, że Japończycy pamiętają „grzechy” PLD i nie są przekonani, czy to właściwa opcja. W tym upatrują swojej szansy Hashimoto i Ishihara – dwie silne osobowości, które starają się zaprezentować, że istnieje alternatywa.

Adam Szaga

Artykuł ukazał się pierwotnie na Portalu Spraw Zagranicznych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Szaga: Pojedynek czas zacząć – wybory w Japonii Reviewed by on 21 listopada 2012 .

Wreszcie jest! Termin wyborów do japońskiego parlamentu został ustalony. Po porozumieniu się z opozycją w sprawie uchwalenia kluczowych ustaw, premier Yoshihiko Noda ustalił, że głosowanie odbędzie się 16 grudnia. Starcia na scenie politycznej wchodzą więc w kluczową fazę. Mimo że kampania oficjalnie rusza dopiero dwanaście dni przed podaną datą. Premier Japonii trzymał wszystkich w niepewności

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Adam Szaga - koordynator działu News, redaktor portalu www.polska-azja.pl. Student drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja wschodnioazjatycka). Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna Japonii, japońskie stosunki z innymi graczami w regionie Azji i Pacyfiku, państwa ASEAN. Swoje pasje rozwijał m.in. podczas pobytu na stypendium w Japonii. Autor artykułów publicystycznych poświęconych wyżej wymienionej tematyce.

komentarze 4

  • Tylko taka uwaga z perspektywy kogoś, kto mieszka w Japonii (Tokio): proszę mi wierzyć, w Japonii nie widać kryzysu ;)
    Sky Tree to największa wieża nadawcza na świecie, otworzona w marcu 2012. Takich rzeczy nie buduje się z kryzysu.
    Ten cały kryzys to my wszyscy mamy chyba w głowie…. bo w realu to nie bardzo widać.

    • Tymczasem dzisiaj opublikowano pazdziernikowe dane bilansu handlowego, oraz rekordowy deficyt w handlu, pobijajacy rekord z września. 549 milionów jenow, dużo powyżej oczekiwań na poziomie 360. Czy sugeruje Pan ze nie jest to real?
      W Hiszpanii nie takie rzeczy budowano tuż przed spektakularnym zawałem, proszę sprawdzić lotnisko Doń Kiszota. :)
      Japonia ma te przewagę, ze zadłużają sie głownie u własnego spoleczenstwa. Zobaczymy, jak długo sie da.

      • Avatar PZ

        Miliardów jenow oczywiscie

  • Interesujący artykuł.
    Najciekawszą informacją wydaje się być kwestia emitowania obligacji. Pokazuje to, że Japonia nadal jest w głębokim
    kryzysie. Od załamania tendencji wzrostu GDP w 1992, praktycznie trwa on dwadzieścia lat. Przeciętna wzrostu za
    ten okres jest poniżej 1%. Mimo, że inflacja w tym wieku przez wiele miesięcy miała wartość ujemna, to kraj ciągle
    jeszcze, można powiedzieć jest w kryzysie strukturalnym.

Pozostaw odpowiedź