Artykuły,Polecane,Publicystyka

A. Szaga: Czy Abe gra va banque? Przedterminowe wybory parlamentarne w Japonii

Shinzō Abe, po objęciu władzy w grudniu 2012 roku, jest pierwszym od siedmiu lat premierem Japonii, który przetrwał na stanowisku dłużej niż rok. Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP), której Abe jest liderem, zapewniła sobie pewną większość w Izbie Reprezentantów oraz w Izbie Radców (odpowiednio niższa i wyższa izba Kokkai – japońskiego parlamentu) rok później. Tym samym do 2016 roku w Kraju Kwitnącej Wiśni nie musiało dojść do wyborów generalnych, a rządzący mogli cieszyć się spokojem na scenie politycznej. Niemniej jednak dosyć zaskakująco premier Abe ogłosił 18 listopada, że z końcem tygodnia rozwiązuje japoński parlament i zwołuje nowe wybory.

Japońska prasa od około tygodnia donosiła, że Shinzō Abe poważnie zastanawia się nad przyspieszonymi wyborami jeszcze w tym roku. O ile o tym, że szef rządu nie będzie czekał z rozwiązaniem parlamentu do końca obecnej kadencji, eksperci i komentatorzy mówili już od dawna, o tyle przewidywanym terminem było lato 2015 roku, stąd wtorkowa decyzja lidera LDP jest poniekąd zaskakująca. Ostatnimi czasy jednak administracją Abego wstrząsnęły trzy zawirowania, które razem złożyły się na całkiem pokaźne trzęsienie ziemi, zjawisko skądinąd dobrze znane każdemu mieszkańcowi Wysp Japońskich.

Wstrząsy na różnych frontach

Pierwszym ciosem, jaki dotknął gabinet Abego, były afery z jego ministrami w rolach głównych. Stara bolączka japońskiej polityki, która jak dotąd omijała drugą kadencję obecnego premiera Japonii (przypomnijmy, że pierwsza skończyła się właśnie z powodu fali skandali w rządzie), pojawiła się niespodziewanie w październiku tego roku. Najgorsze było jednak to, skąd przyszło uderzenie. Zaledwie miesiąc wcześniej Abe wykonał pewne przetasowania w gabinecie, z wielką pompą ogłaszając, że w gronie ministrów znajdzie się aż pięć kobiet. Decyzja ta wpisuje się w politykę zwiększania aktywności kobiet w sferze publicznej i gospodarczej, określaną także jako Womenomics. Tymczasem afery dotknęły właśnie włączone do gabinetu Yūko Obuchi oraz Midori Matsushimę. Obie panie po wyjściu na jaw nieprawidłowości w rozliczaniu się z pieniędzy wydanych na kampanię wyborczą (w tym tak kuriozalnych jak rozdanie wyborcom małych, papierowych wachlarzy, co jest jednak zakazane przez prawo, gdyż polityk nie może rozdawać obywatelom niczego, co ma jakąkolwiek wartość materialną…) zrezygnowały z pełnionych funkcji. Spowodowało to sporą rysę na wspomnianej polityce premiera Japonii i przyczyniło się do dużego spadku poparcia w sondażach.

W niedzielę 16 listopada odbyły się wybory na gubernatora prefektury Okinawa. Jest to miejsce szczególne w japońskiej polityce z wielu względów, tym razem jednak skupić się należy na czynniku amerykańskim. Od czasów okupacji Japonii przez Stany Zjednoczone na archipelagu Riukiu stacjonują jednostki sił zbrojnych USA. Istotną sprawą, rozpatrywaną już od wielu lat, jest przeniesienie bazy wojskowej Futenma na Okinawie. Przez lata kwestia ta pozostawała nierozwiązana i gdy w końcu Shinzō Abe przekonał (głównie obiecaniem wpompowania niemałej ilości środków finansowych w prefekturę) urzędującego wtedy gubernatora Hirokazu Nakaimę do przeniesienia bazy, zwłaszcza Stany Zjednoczone miały nadzieję, że umowa zostanie wreszcie zrealizowana. Jak by nie patrzeć, był to też niemały sukces Abego, gdyż udało mu się rozwiązać ciągnącą się od wielu lat sprawę. Jednakże 16 listopada prawdopodobnie praca włożona w przekonanie okinawskich władz lokalnych poszła na marne. Nakaima przegrał bowiem wybory na rzecz Takeshiego Onagi, który jest jawnie przeciwko relokacji bazy z jednego miejsca na wyspie na drugie. Na tej kwestii oparł on swoją kampanię wyborczą i życzy on sobie, żeby Amerykanie zniknęli z wyspy w ogóle, a nie tylko zostali przeniesieni w jej obrębie. Był to niewątpliwie PR-owy cios dla LDP i szefa rządu.

Wreszcie, prawdopodobnie największy problem pojawił się w poniedziałek 17 listopada, kiedy to opublikowane zostały rządowe dane dotyczące gospodarki. Podczas gdy przewidywany wzrost PKB w ujęciu rocznym w kwartale lipiec-wrzesień miał wynieść 2,1%, wszystkich zaskoczyła wiadomość, że japoński produkt krajowy brutto zmniejszył się (!) o 1,6% w tym okresie. Możliwą przyczyną takiego stanu rzeczy było mniejsze niż przewidywane tempo odbudowy wydatków osobistych, które znacząco spadły po podniesieniu podatku konsumpcyjnego z 5 na 8% w kwietniu tego roku. Premier Shinzō Abe od kilku dni wspominał, że właśnie od wyników gospodarczych będzie zależało, czy zdecyduje się na kolejną podwyżkę podatku do 10% w październiku 2015 roku. 18 listopada, wraz z zapowiedzią rozwiązania parlamentu, szef japońskiego rządu powiedział, że do podwyżki w tym terminie nie dojdzie. I na tej właśnie decyzji Abe planuje oprzeć swoje zwycięstwo w nadchodzących przyspieszonych wyborach.

Źródło: flickr.com, Dick Thomas Johnson

Źródło: flickr.com, Dick Thomas Johnson

Problemy gospodarcze

Podniesienie stawki podatku konsumpcyjnego (zbliżony do VAT-u) nie jest projektem ani Partii Liberalno-Demokratycznej, ani administracji Shinzō Abego. Decyzję o jej podwyższeniu podjęli poprzednicy z Partii Demokratycznej (DPJ). Wszyscy japońscy politycy zdają sobie jednak sprawę z jej konieczności. Japonia zmaga się z zatrważającym tempem starzenia się społeczeństwa i niskim współczynnikiem dzietności. Śmiało można powiedzieć, że Kraj Kwitnącej Wiśni zmierza ku katastrofie demograficznej, a być może takowa już nastąpiła. W tej rzeczywistości obecny system świadczeń społecznych staje się zupełnie niewydolny, gdyż liczba osób w wieku poprodukcyjnym staje się zbyt duża w proporcji do osób pracujących. Przy tak niskim podatku konsumpcyjnym nie wiadomo, gdzie szukać ogromnej ilości środków potrzebnych do wypłacenia świadczeń. Z tego też powodu po dojściu do władzy Abe nie próbował porzucić planów poprzedniej administracji i przeprowadził pierwszą fazę podwyżki.

Platformą wyborczą LDP w 2012 roku była polityka gospodarcza, którą szybko media określiły mianem Abenomiki. Składa się ona z „trzech strzał”: agresywnej polityki monetarnej, polityki fiskalnej i strategii wzrostu. Ta metafora nie tylko jest bliska sercu Abe (jedną z jego największych pasji jest tradycyjne japońskie łucznictwo – kyūdō), ale nawiązuje także do starego, japońskiego przysłowia, które mówi, że „pojedynczą strzałę złamać łatwo, ale trzech trzymanych razem nic nie ruszy”. I faktycznie początkowo Abenomika przynosiła wymierne korzyści i wzrost gospodarczy. Pojawiło się ponad milion nowych miejsc pracy, stosunek miejsc pracy do osób jej poszukujących jest najwyższy od 22 lat (109 ofert na 100 aplikantów), a wzrost płac jest najwyższy od 15 lat. Niemniej jednak wielu ekonomistów wskazywało na słabość trzeciej „strzały”, która jest niejasna i bliżej niesprecyzowana. Problem uwydatnił się, kiedy po okresie wzrostu PKB nadszedł II kwartał 2014 roku, kiedy to japońska gospodarka w ujęciu rocznym skurczyła się o 7,3%.

W tych okolicznościach kolejna podwyżka podatku spotyka się oczywiście z głębokim sprzeciwem społeczeństwa. Około 70% ankietowanych jest przeciwna podniesieniu podatku konsumpcyjnego w 2015 roku. Shinzō Abe, którego notowania znacząco spadły i obecnie utrzymują się na poziomie 44% poparcia, nie mógł sobie pozwolić na zwiększenie niezadowolenia społecznego. W celu lepszego zrozumienia problemu konsultował się nawet z noblistą Paulem Krugmanem, który na początku listopada przedstawiał szefowi japońskiego rządu swoje poglądy na temat podwyższania podatków przed uporaniem się z deflacją. Ponoć to spotkanie także mocno przekonało lidera LDP, aby przełożyć wzrost podatku konsumpcyjnego. Abe ogłosił, że nastąpi to dopiero za 18 miesięcy, w 2017 roku, i ta data jest już nieprzekładalna. W swoim bliskim otoczeniu miał powiedzieć, że „żadne państwo nie podwaja podatku konsumpcyjnego w ciągu półtora roku. Ta ustawa zawiera niedoskonałości”.

Głosowanie na półmetku – pomysł dobry czy zły?

Rozwiązanie parlamentu 21 listopada skutkować będzie rozpoczęciem kampanii wyborczej 2 grudnia i głosowaniem 14 dnia tego miesiąca. Tym, co skłoniło premiera Japonii do przedterminowych wyborów, był oczywiście spadek poparcia w społeczeństwie. Można zastanawiać się, czy w tych okolicznościach Shinzō Abe zagrał va banque, postawił wszystko na jedną kartę i uciekł w nieznane. Jednak ten ruch szefa japońskiego rządu jest przemyślany i, jeśli wszystko powiedzie się dla niego dobrze, może przynieść pewne korzyści.

Po pierwsze, moment ogłoszenia rozwiązania parlamentu został bardzo skrupulatnie wybrany. Można by powiedzieć, że jest to właściwie ostatni sensowny moment dla Abego. Spadające poparcie jest w gruncie rzeczy wciąż na wysokim poziomie prawie 50%, co pozwala na założenie, że szanse na zwycięstwo są stosunkowo duże. Partie opozycyjne są bardzo słabe i rozbite i prawdopodobnie nie zdołają zmobilizować się w tak szybkim tempie, aby skutecznie przeciwstawić się LDP. Dodatkowo powiązanie tak popularnej decyzji jak odłożenie podwyżki podatku z ogłoszeniem wyborów może przynieść zamierzony skutek w postaci zwiększenia poparcia. Moment ten jednak nie jest pozbawiony wad. Zaledwie dzień wcześniej ogłoszony został wspomniany zaskakujący spadek PKB w III kwartale 2014 roku. Może to być odebrane przez wyborców jako porażka Abenomiki i zakwestionowanie jej skuteczności.

Po drugie, Partia Liberalno-Demokratyczna nie jest monolitem. Frakcyjność jest cechą charakterystyczną japońskiej sceny politycznej. Oznacza to, że wewnątrz LDP Abe ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Kilku czołowych polityków, takich jak sekretarz generalny Sadakazu Tanigaki, przewodniczący partyjnej komisji badań nad systemem podatkowym Takeshi Noda czy  Hiroyuki Hosoda, otwarcie mówiło, że uważają, że przesuwanie podwyżki podatku jest złym pomysłem. Jeśli LDP zwycięży w grudniowych wyborach, Abe utnie krytykę i wszyscy będą musieli zgodzić się z linią szefa rządu.

Po trzecie, moment wyborów jest także odpowiedni dla lidera LDP na polepszenie swojej pozycji zarówno wewnątrz partii, jak i całej formacji. W przyszłym roku odbędą się wybory na przewodniczącego Partii Liberalno-Demokratycznej i Abe kolejnym zwycięstwem w parlamencie prawdopodobnie przypieczętuje wcale nie tak oczywisty wybór na kolejną kadencję. Poza tym w kwietniu 2015 roku odbędą się ogólnokrajowe wybory lokalne, które szef rządu także zapewne ma na uwadze.

Po czwarte, gdyby Abemu udało się zwyciężyć w grudniu, dojdzie do swoistego resetu zegara wyborczego i lider LDP zapewni sobie spokój aż do 2018 roku. Znajdując w tak dogodnej pozycji, z łatwością będzie mógł działać w ramach Abenomiki i wprowadzać planowane zmiany w innych dziedzinach. Problematyczne może być jednak to, że, przy obecnym poparciu społecznym, trudnym może być utrzymanie większości 2/3 w Izbie Reprezentantów, która zapewnia komfort w głosowaniach.

Źródło: flickr.com, Global Panorama

Źródło: flickr.com, Global Panorama

„Kazus Hashimoto” ?

Przy wielkim szumie medialnym związanym z decyzją Abego właściwie wszyscy skupiają się na kwestiach gospodarczych. Wydaje się, że taki jest właśnie cel szefa rządu i jak na razie należy mu pogratulować sukcesu. Zdaje się bowiem, że Abe za wszelką cenę zamierza unikać teraz tematu, który jest bardzo kontrowersyjny i dzieli społeczeństwo. Mianowicie reform w sferze bezpieczeństwa, które obecna administracja już wprowadziła i zamierza wprowadzać dalej. W tym kontekście warto by się zastanowić, czy w sytuacji gdy Abe przestanie być premierem, znajdzie się osoba, która będzie kontynuowała jego plany.

Przypomnijmy, że za obecnej kadencji Shinzō Abe doprowadził do absolutnie historycznych zmian w japońskiej polityce bezpieczeństwa. Wspomnieć należy ustanowienie Rady Bezpieczeństwa Narodowego na wzór amerykański, wydanie w 2013 roku nowych wytycznych obrony narodowej, przyjęcie pierwszej w japońskiej historii (!) Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, zniesienie w 2014 roku zakazu eksportu uzbrojenia oraz reinterpretacja konstytucji w taki sposób, żeby uznać, że Japonia posiada prawo do zbiorowej samoobrony. Wszystkie te reformy są zupełnie nową jakością w japońskiej polityce bezpieczeństwa i znacząco wpływają na sprawy wewnętrzne, a zwłaszcza na politykę zagraniczną Japonii. Shinzō Abe jest wyjątkowo zmotywowany do wprowadzania zmian w sferze bezpieczeństwa i śmiało można powiedzieć, że jest jednym z japońskich premierów, którzy dokonali najwięcej na tym polu. Pytanie, czy jego następca będzie podążał jego krokami, należy pozostawić jako otwarte, niemiej jednak możliwe jest, że szybko nie znajdzie się polityk, który będzie tak aktywny w tych kwestiach.

Zastanawiające jest, czy Shinzō Abe, z powodu grudniowych wyborów, nie podąży drogą innego japońskiego polityka – Tōru Hashimoto. Obecny burmistrz Osaki jest niezwykle interesującą postacią i być może będzie widoczny także teraz z okazji przedterminowych wyborów, jednak jest to kwestia na oddzielny artykuł. Sednem „kazusu Hashimoto” jest jego osakijska działalność polityczna. Jego największą wizją, którą głosi od kilku lat, jest plan reformy, w myśl której prefektura Osaka i miasto Osaka zostałyby połączone w jeden twór administracyjny. Z tym hasłem wyborczym Hashimoto został wybrany burmistrzem i podejmował wszelkie akcje, aby zmiany zostały wprowadzone. Jednak sprzeciw, jaki napotkał wśród lokalnych władz, spowodował, że zgromadzenie prefekturalne odrzuciło ten projekt. Hashimoto zdecydował się wtedy na niespodziewany krok – zwołał przedterminowe wybory na burmistrza Osaki, w których ponownie startował, aby wzmocnić swój mandat polityczny do reformy administracyjnej. W odpowiedzi żadna większa partia nie wystawiła swojego kandydata i w marcu 2014 roku Hashimoto bez trudu został wybrany ponownie. 28 października zgromadzenie prefekturalne i rady miasta znów odrzuciły plan burmistrza Osaki. Brzmi znajomo?

Ciężko przewidzieć, jak potoczą się przedterminowe wybory i czy Abemu opłaci się jego zagranie. Prawdopodobnym jest, że LDP wygra w grudniu, ale czy jej pozycja nie zostanie osłabiona i zmniejszą się szanse na dalsze reformy gospodarcze i w sferze bezpieczeństwa? Czy tak jak Tōru Hashimoto Shinzō Abe będzie musiał pożegnać się ze swoją wizją reform? A może jednak wszystko potoczy się po myśli lidera LDP? Czas przyniesie odpowiedzi na te pytania, pewnym jest natomiast to, że Abe chciałby utrzymać się przy władzy jak najdłużej i decyzja o przyspieszonych wyborach jest częścią tego planu. Eisaku Satō rządził Japonią siedem lat, najdłużej ze wszystkich japońskich premierów. Abe ponoć wnikliwie studiował jego kadencje i wie, że aż dwukrotnie rozwiązywał on parlament. – Aby zostać długo przy władzy, trik polega na tym, że trzeba po krótkim czasie przeprowadzać wybory – miał powiedzieć szef rządu bliskim współpracownikom. – Ale trzeba je wygrywać – dodał.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Szaga: Czy Abe gra va banque? Przedterminowe wybory parlamentarne w Japonii Reviewed by on 19 listopada 2014 .

Shinzō Abe, po objęciu władzy w grudniu 2012 roku, jest pierwszym od siedmiu lat premierem Japonii, który przetrwał na stanowisku dłużej niż rok. Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP), której Abe jest liderem, zapewniła sobie pewną większość w Izbie Reprezentantów oraz w Izbie Radców (odpowiednio niższa i wyższa izba Kokkai – japońskiego parlamentu) rok później. Tym samym do

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Adam Szaga - koordynator działu News, redaktor portalu www.polska-azja.pl. Student drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja wschodnioazjatycka). Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna Japonii, japońskie stosunki z innymi graczami w regionie Azji i Pacyfiku, państwa ASEAN. Swoje pasje rozwijał m.in. podczas pobytu na stypendium w Japonii. Autor artykułów publicystycznych poświęconych wyżej wymienionej tematyce.

Pozostaw odpowiedź