Artykuły,Japonia news

A. Szaga: „Comfort women były koniecznością”, czyli co chce ugrać Tōru Hashimoto

Toru-Hashimoto-AFPPrzez media na całym świecie przetoczyła się w ostatnich dniach fala krytyki wobec burmistrza Osaki Tōru Hashimoto. Powodem międzynarodowego oburzenia były jego słowa dotyczące niezwykle delikatnego tematu, jakim jest seksualne wykorzystywanie kobiet przez żołnierzy Imperialnej Armii Japonii. Warto nie dać się ponieść emocjom i zastanowić się, co Hashimoto zamierza osiągnąć takimi wypowiedziami.

W poniedziałek 13 maja szerokim echem w światowych serwisach informacyjnych odbił się komentarz Tōru Hashimoto, czołowego japońskiego polityka, który jest współliderem Nippon Ishin no Kai (NIK), ugrupowania będącego „trzecią siłą” w Izbie Reprezentantów, na temat tzw. comfort women (co można przetłumaczyć jako „kobiety do towarzystwa”). Określenie to stosuje się do osób zmuszanych przez japońskich żołnierzy do świadczenia usług seksualnych. Według szacunków ofiarami tych działań padło około 200 tys. kobiet, głównie z Korei, Chin i Filipin, które były na siłę umieszczane w swoistych „domach uciech”. Niewyjaśnioną kontrowersją jest kwestia, czy ten proceder był kontrolowany przez państwo japońskie, czy też były to działania niezależne od przyzwolenia Tokio.

W Azji Wschodniej, gdzie zaszłości historyczne wpływają na współczesne stosunki międzynarodowe prawdopodobnie w większym stopniu, niż w jakimkolwiek innym regionie świata, pamięć o takich wydarzeniach jest bardzo żywa i z łatwością mogą one wywołać napięcia między państwami. W tych okolicznościach pojawiają się słowa Hashimoto, który mówi, że utrzymywanie comfort women było koniecznością, gdyż „żołnierze, którzy ryzykowali swoje życie pod gradem pocisków” musieli przecież „gdzieś odpoczywać”… Burmistrz Osaki przyznał co prawda, że kobiety były wykorzystywane wbrew własnej woli, ale uznał to za „tragiczną konsekwencję wojny”.

Odbijanie piłeczki

Pomimo bycia krytykowanym nie tylko w Japonii, Korei Południowej czy Chinach, ale i w krajach zachodnich, Hashimoto nie wydaje się być zbitym z tropu. Na swoje słowa ma zawsze uzasadnienie i twierdzi jego wypowiedź wcale nie powinna wzbudzać kontrowersji. Na początek zaznacza, że nigdy nie pochwalał praktyk Imperialnej Armii Japonii, stwierdził tylko, że, biorąc pod uwagę specyfikę tamtych czasów, była to smutna konsekwencja działań wojennych i życia na froncie. Wyraził swój głęboki żal i smutek z powodu wykorzystywania kobiet, a nawet (ponoć pod wewnątrzpartyjnymi naciskami) zaplanowano spotkanie Hashimoto z dwiema Koreankami, które stały się ofiarami gwałtów ze strony okupujących ich kraje Japończyków.

Argumentem lidera Nippon Ishin no Kai, z którym ciężko się nie zgodzić (niemniej jednak nie usprawiedliwia on oczywiście słów burmistrza), jest stwierdzenie, że Japonia nie była jedynym krajem w historii, którego żołnierze zmuszali kobiety do usług seksualnych. Podkreśla on, że ani Korea Południowa, ani Stany Zjednoczone nie są bez winy. Faktycznie, jak podkreślają historycy, południowokoreańska armia także utrzymywała podobne do tych japońskich przybytki dla swoich żołdaków podczas wojny koreańskiej. Amerykanie natomiast korzystali z tego typu „usług” na dużą skalę podczas wojny w Wietnamie. To właśnie skłania Hashimoto do publicznego zadawania pytań, dlaczego tylko japoński system comfort women jest krytykowany oraz dramatyzowania, że Japończycy są uznawani w Europie i USA za „naród gwałcicieli” w związku z „kampanią prowadzoną przez Koreę Południową i inne państwa”.

Przemysł pornograficzny lekarstwem na problemy na Okinawie?

W Japonii wielkie wzburzenie wywołał także pomysł Tōru Hashimoto na rozwiązanie problemu przestępstw na tle seksualnym, popełnianych przez amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Okinawie (a dodajmy, że takie incydenty zdarzają się niestety zbyt często). Otóż polityk wyznał, że podczas odwiedzin w bazie wojskowej Futenma zasugerował Amerykanom, aby Marines korzystali z japońskich usług seksualnych. „W przeciwnym razie nikt nie jest w stanie kontrolować seksualnej energii dzikich Marines” – stwierdził Hashimoto. Oficer, z którym burmistrz Osaki prowadził rozmowę, miał opowiedzieć, że zgodnie z prawem żołnierze mają zakaz korzystania z tego typu usług.

Po tym jak Waszyngton uznał wszystkie komentarze Hashimoto za „skandaliczne i obraźliwe”, lider NIK co prawda przyznał się, że popełnił błąd, polegający na niewzięciu pod uwagę innego rozumienia pojęcia „przemysł pornograficzny”, które w USA kojarzy się od razu z usługami prostytutek, jednak nie pozostał dłużnym Amerykanom. „Powiedzmy sobie wprost. Gdy Stany Zjednoczone okupowały Japonię, czy nie wykorzystywały japońskich kobiet? USA powinny stawić czoła temu, co amerykańskie wojsko robiło lokalnej ludności, zwłaszcza kobietom na Okinawie.” – pisał Hashimoto na Twitterze, gdzie obserwuje go około miliona użytkowników.

Walka o przetrwanie

Nie trzeba przekonywać, jak wielkie oburzenie wywołały słowa Hashimoto wśród samych Japończyków. Dlaczego więc burmistrz Osaki zdecydował się na takie kroki?

Po pierwsze, kończy się, albo nawet już się skończyła, fala entuzjazmu osobą Tōru Hashimoto i jego partią, która wyniosła niedawno stworzone ugrupowanie na pozycję „trzeciej siły” politycznej w państwie. Założona zaledwie na miesiąc przed grudniowymi wyborami Nippon Ishin no Kai jest w mediach niemalże nieobecna. Przyćmiona gospodarczymi sukcesami rządu Shinzō Abe, postacią nowego premiera czy jego ambitnymi projektami, partia Hashimoto i Shintarō Ishihary zaczęła znikać z przestrzeni publicznej. Dalsze trwanie w bezczynności oznacza nic innego jak polityczną śmierć. Najprawdopodobniej dlatego też burmistrz Osaki, który jeszcze na jesieni 2012 r. wygrywał wszystkie sondaże na najpopularniejszego polityka w Japonii, postanowił przypomnieć wyborcom o istnieniu Ishin no Kai. Ktoś może powiedzieć, że robienie tego w ten sposób jest przecież szkodliwe dla wizerunku i źle przemyślane. Ale czy na pewno? Partia ta uzyskała trzeci wynik w wyborach do niższej izby parlamentu, zdobywając 54 mandaty. Współlider ugrupowania, Ishihara, od zawsze znany był z nacjonalistycznych wypowiedzi, zresztą tak, jak i Hashimoto. Japończycy znali ich poglądy i mimo to na nich zagłosowali. W wypowiedziach o comfort women nie ma więc nic nieroztropnego. Są to słowa skierowane do konkretnego elektoratu.

Po drugie, program Nippon Ishin no Kai w dużym stopniu pokrywa się z pomysłami rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej (LDP). Żeby przetrwać, NIK musi się wyraźnie odróżnić od partii Shinzō Abe. Hashimoto utwierdza w przekonaniu, że jest politykiem zdecydowanie bardziej prawicowym niż obecny premier Japonii. Mimo dużej zbieżności interesów NIK i LDP, która przejawia się zwłaszcza w dążeniach do wprowadzenia reform konstytucji, kwestią być albo nie być dla partii Hashimoto jest klarowne pokazanie wyborcom, że nie jest ona mniejszą kopią Partii Liberalno-Demokratycznej.

Po trzecie, wewnątrz Nippon Ishin no Kai pojawił się konflikt pomiędzy różnymi frakcjami. Partia ta powstała z połączenia ugrupowań Hashimoto i Ishihary, w związku z czym pojawiają się pewne tarcia. Ponadto osiemdziesięcioletni Ishihara ma ostatnio problemy ze zdrowiem i nie wiadomo, na ile jest w stanie kierować partią. Z tego powodu burmistrz Osaki musiał dać sygnał bardziej radykalnym członkom NIK – środowisku sędziwego polityka – że profil partii jest dalej konserwatywny. Utrzymanie spójności było potrzebne i być może dlatego Hashimoto zdecydował się na tak kontrowersyjne wypowiedzi.

Łabędzi śpiew?

Siła, jaką na dwa miesiące przed wyborami do wyższej izby japońskiego parlamentu dysponuje LDP i premier Abe, zmusza innych polityków w Japonii do kroków ekstremalnych. Ostre komentarze Tōru Hashimoto na temat comfort women są polityczną zagrywką, mającą na celu zapewnienie sobie miejsca w powyborczym krajobrazie. Elekcja do Izby Radców jest kluczowa nie tylko dla Abego, który zwycięstwem otworzy sobie drogę do wprowadzenia reform, ale także i dla Nippon Ishin no Kai. Jeśli partia ta chce na stałe zaistnieć na japońskiej scenie politycznej, w lipcowych wyborach musi uzyskać przyzwoity wynik.

Słowa Hashimoto na pierwszy rzut oka mogą wydawać się przypieczętowaniem porażki w najbliższych wyborach. Jednak po głębszej analizie można dojść do wniosku, że były to przemyślane komentarze, nastawione na osiągnięcie konkretnych celów. Czy przyczynią się one do realizacji tych założeń, czy okażą się łabędzim śpiewem Nippon Ishin no Kai, pozostaje pytaniem otwartym.

Adam Szaga

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene – notabene.org.pl

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Szaga: „Comfort women były koniecznością”, czyli co chce ugrać Tōru Hashimoto Reviewed by on 17 maja 2013 .

Przez media na całym świecie przetoczyła się w ostatnich dniach fala krytyki wobec burmistrza Osaki Tōru Hashimoto. Powodem międzynarodowego oburzenia były jego słowa dotyczące niezwykle delikatnego tematu, jakim jest seksualne wykorzystywanie kobiet przez żołnierzy Imperialnej Armii Japonii. Warto nie dać się ponieść emocjom i zastanowić się, co Hashimoto zamierza osiągnąć takimi wypowiedziami. W poniedziałek 13

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Adam Szaga - koordynator działu News, redaktor portalu www.polska-azja.pl. Student drugiego stopnia w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizacja wschodnioazjatycka). Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna Japonii, japońskie stosunki z innymi graczami w regionie Azji i Pacyfiku, państwa ASEAN. Swoje pasje rozwijał m.in. podczas pobytu na stypendium w Japonii. Autor artykułów publicystycznych poświęconych wyżej wymienionej tematyce.

Pozostaw odpowiedź