Artykuły,Publicystyka

A. Maksymowicz: Wojna o ropę naftową

Nie jest to jeszcze wojna militarna, ale ekonomiczna. Jej przyczyny narastały przynajmniej od czasu zakończenia drugiej wojny światowej. Szybko wtedy rozwijające się państwa Zachodu na czele z USA pilnie potrzebowały dużych ilości ropy naftowej dla swojego przemysłu, transportu gospodarczego i indywidualnego. Własne zasoby i produkcja, choć znacząca, Stanów Zjednoczonych stale jednak nie zaspokajała szybciej rosnącego zapotrzebowania. Ogromnymi jej zasobami dysponowały kraje arabskie. Został zawarty sojusz polegający na ofercie Zachodu techniki, technologii, poszukiwań i eksploatacji bogatych złóż ropy naftowej w tych krajach w zamian za rzekę dolarów, która nieprzerwanie płynęła do skarbców szejków arabskich. Powoli sojusz ten zaczął się psuć ze względu na powstanie państwa Izrael. Pomoc amerykańska i wsparcie polityczne oraz materialne dla tego państwa były przysłowiową solą w oku dla arabskich właścicieli złóż ropy naftowej. Na czele koalicji państw naftowych Bliskiego Wschodu stoi Arabia Saudyjska i będąca pod jej wpływem organizacja OPEC (1960 r.) zrzeszająca jej eksporterów. Kolejne zawirowania polityczne i militarne, jakie związane były z coraz bardziej skomplikowanymi wydarzeniami politycznym w tym regionie, spowodowały, że państwa te względem Zachodu zaczęły wywierać presję cenową. W 1971 roku dochodzi do pierwszego kryzysu naftowego. Cena za jedna baryłkę wzrasta z 2,55 do 3,45 dolara. Odpowiedzią USA jest odkrycie ropy naftowej na Alasce, a w Europie na Morzu Północnym. Następują dalsze odkrycia i wzrost wydobycia ropy naftowej na całym świecie przy stale wzrastających jej cenach, co wszystkie jej poszukiwania czyni coraz bardziej opłacalnymi. Wszystko to jednak nie zaspokaja stale rosnącego popytu. W tej sytuacji w latach 1979 -61 dochodzi do rekordowego wzrostu jej ceny z 3,5 dolara do 34 dolarów za baryłkę. Największy jej import w 2004 roku odnotowują Stany Zjednoczone w ilości 11,3 milionów baryłek dziennie! Cena nadal szybuje w górę. Na początku globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku osiąga ona kolejny rekord – 147 dolarów za baryłkę. Po chwilowym załamaniu cenowym wraca do poziomu około 100 dolarów i tak utrzymała się do połowy trzeciego kwartału 2014 roku. Od tego czasu rozpoczyna się odwrotny cykl cenowy. Dlaczego?

Sprzężenie zwrotne

Dotychczasowi importerzy ropy naftowej nie czekali na kolejne podwyżki cen. Zabrali się do intensywnych jej poszukiwań, aby w miarę możności uniezależnić się od arabskiego dyktatu. Efekty tych prac były coraz bardziej zadowalające. Powstawały kolejne imperia naftowe. Należały do nich Wielka Brytania i Norwegia na Morzu Północnym, a przede wszystkim Rosja, która, eksploatując swoje syberyjskie złoża, prześcignęła pod tym względem Arabię Saudyjską. Działało tu sprzężenie zwrotne. Im cena ropy była wyższa, tym bardziej opłacalna była jej eksploatacja. W wypadku Rosji planowano zagospodarować jej złoża nawet na Arktyce. To wszystko było jeszcze do zaakceptowania. Czarę arabskiej goryczy przelały kolejne dwa wydarzenia. Pierwszym z nich było odkrycie przez Izrael na początku nowego tysiąclecia kolosalnych zasobów ropy naftowej na Morzu Śródziemnym. Państwo to nie tylko stawało się niezależne od arabskich dostaw, ale mogło być jeszcze konkurentem w eksporcie tego paliwa do państw europejskich. Była to niebyt zachęcająca perspektywa do zrealizowania w ciągu najbliższych dziesięcioleci. Do natychmiastowego działania na rynku ropy naftowej zmusiła Arabów sytuacja w USA. Kraj ten od blisko stu lat prowadził badana naukowe nad pochodzeniem, składem i występowaniem łupków na swoim terenie. Ostatnie dwadzieścia lat poświęcono tam na wykorzystanie tej wiedzy do eksploatacji gazu i ropy naftowej z tego środowiska. Efekty były nadspodziewanie dobre. Stany Zjednoczone z dotychczasowego importera ropy naftowej stały się samowystarczalne i rozpoczęły jej sprzedaż na rynkach międzynarodowych. Wobec wysokich cen ropy naftowej wszystkie te prace były nadal bardzo opłacalne, mimo że eksploatacja z łupków była kilkakrotnie droższa niż w przypadku wydobycia ropy ze złóż konwencjonalnych. Na uwagę zasługuje sylwetka twórcy amerykańskiego przełomu w eksploatacji gazu i ropy naftowej pochodzącej z łupków.

Źródło: flickr.com, Global Panorama

Źródło: flickr.com, Global Panorama

Śmierć miliardera

Pod koniec lipca 2013 roku z USA dotarła wiadomość o śmierci twórcy i pomysłodawcy hydraulicznego szczelinowania, amerykańskiego miliardera greckiego pochodzenia Georga P. Mitchella. Był on pionierem wydobywania gazu ziemnego metodą szczelinowania. Założył w 1980 roku firmę Mitchell Energy & Development Corp., która rozpoczęła eksploatację gazu z łupków w Stanach Zjednoczonych z zastosowaniem tej techniki. Pomyślne rezultaty utorowały mu drogę do eksploatacji gazu ze skał o niskiej przepuszczalności. Zapewniło to rozwój firmy, którą w 2002 roku kupił koncern Devon Energy za 3,5 miliarda dolarów. Zmarły miliarder miał 94 lata. W USA cieszył się on zasłużoną sławą. Dzięki jego pomysłowi amerykański gaz stał się o 50 procent tańszy i kraj ten z jego importera przekształcił się w eksportera, zarabiając na tym kolejne miliardy dolarów. Podjęta pod jego adresem krytyka wszelkich ekologów traktowana jest tam jako gospodarczy kabaret, z którego wszyscy się śmieją, ale nikt tego nie traktuje poważnie.

Kontratak

Od połowy minionego roku za sprawą kryzysu ekonomicznego okazało się,, że na globalnym rynku jest zbyt duża ilość ropy naftowej. Nałożyło się na to spowolnienie gospodarcze w Chinach z jednoczesnym uniezależnieniem się gospodarki USA od importu. Cena ropy naftowej i związanego z nią gazu ziemnego zaczęła spadać. Po trzech miesiącach była już niższa o 30 procent. Na początku 2015 roku obniżyła się ona nawet do poniżej 60 dolarów za baryłkę. Katastrofa cenowa tego surowca, który stanowi podstawę transportu i paliwa przemysłowego, prawie w tym samym tempie zaznaczyła się we wszystkich produktach pochodnych i zależnych. Jednym z nich jest sytuacja cenowa węgla kamiennego, którego ceny przed nowym rokiem po raz pierwszy od wielu lat w portach ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) utrzymują się w granicach 60 dolarów za tonę. Podobne relacje związane są z ceną miedzi, która również po raz pierwszy od 2008 roku osiągnęła poziom poniżej 6200 dolarów za tonę. Prognozy dla ropy naftowej nadal są niekorzystne. Wynika to z niskich kosztów jej eksploatacji na Bliskim Wschodzie, która mimo drastycznego spadku cen nadal jest opłacalna i dochodowa. Jeżeli sytuacja ta utrzyma się przez następne kilka lat, to eksploatacja ropy naftowej na szelfach kontynentalnych stanie nieopłacalna. Tacy dotychczasowi potentaci w jej produkcji jak Rosja, Norwegia, Wielka Brytania, Brazylia, Izrael i Wenezuela będą musieli zrezygnować z wielu podmorskich pól i złóż ropy naftowej. Przy okazji obniżających się cen prawie wszystkie notowane na giełdzie surowce będą miały kłopoty z utrzymanie rentowności. Padną te, które wydobywają je najdrożej i w najmniej korzystnych warunkach geologiczno-górniczych.

Kto na tym zyska, a kto straci?

Polskie media, analitycy i politycy zdają się być przekonani, że głównym celem obniżających się cen ropy naftowej jest Rosja, gdyż ona ponosi największe skutki całej tej operacji. Polska jako importer ropy naftowej niewątpliwie zyska na tym. Zysk ten będzie jednak gorzki, bo będą straty związane z górnictwem węgla kamiennego. Prognozy mówią, że ma być jeszcze gorzej. Przygotowywana reforma rządowa tego górnictwa może co najwyżej złagodzić skutki spadku cen, ale ani ich zatrzymać, ani podwyższyć nie jest w stanie. Ten zaś proces jest głównym powodem regresu w polskiej branży węgla kamiennego. Podobna sytuacja zaczyna zagrażać polskiemu górnictwu miedziowemu. Sukcesywny spadek cen tego produktu spowodował, że już obecnie KGHM jest na granicy rentowności. Największym wygranym w wojnie naftowej są po raz kolejny Chiny. Importują one bowiem ogromne ilości ropy naftowej, miedzi, węgla i innych surowców o strategicznym znaczeniu dla gospodarki. Za każdym razem, gdy cena ropy spada o 10%, przekłada się to na kolejne 0,15% wzrostu ich PKB. Chiny zresztą, korzystając z niskich cen, znacznie zwiększyły import ropy o 27%. Nie jest tajemnicą, że USA za swojego najgroźniejszego przeciwnika uważają Chiny, a nie Rosję, pomimo wskazującej na to retoryki. Dlatego byłoby dziwne, gdyby Stany Zjednoczone, chcąc zaszkodzić Rosji, jeszcze bardziej zagroziłyby sobie samym. Straty ponosi nie tylko Rosja, ale również USA, gdzie cena baryłki ropy poniżej 70 dolarów czyni eksploatację z łupków nieopłacalną. Górnictwo węgla kamiennego upada również w USA, mimo że dominuje w nim jego eksploatacja odkrywkowa. To samo dotyczy Australii, która jest również amerykańskim sojusznikiem. Trudno powiedzieć, kiedy arabska polityka obniżania cen ropy naftowej zostanie zatrzymana. Jest to polityka długofalowa i może utrzymać się przez kolejną dekadę. Wzrost cen ropy naftowej i innych surowców nastąpi zapewne wtedy, gdy najgroźniejsi konkurenci arabskich jej producentów zbankrutują.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Wojna o ropę naftową Reviewed by on 28 stycznia 2015 .

Nie jest to jeszcze wojna militarna, ale ekonomiczna. Jej przyczyny narastały przynajmniej od czasu zakończenia drugiej wojny światowej. Szybko wtedy rozwijające się państwa Zachodu na czele z USA pilnie potrzebowały dużych ilości ropy naftowej dla swojego przemysłu, transportu gospodarczego i indywidualnego. Własne zasoby i produkcja, choć znacząca, Stanów Zjednoczonych stale jednak nie zaspokajała szybciej rosnącego

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Sądzę że jest prosty sposób na ratowanie amerykańskiej produkcji ropy z łupków,podnieść cło na import ropy.Jest to tym bardziej pożądane że handel ropą zawsze miał charakter spekulacyjny i uwarunkowany politycznie.

    • Nie jest to za bardzo możliwe, gdyż USA jest czołowym eksporterem tego surowca i promotorem wolnego handlu. Odwetowe działania ograniczyłyby ten eksport i sprawa wróciłaby do tego samego stanu jaki jest obecnie, czyli duszenia gospodarki USA poprzez nadmiar własnej ropy naftowej. Doprowadzi do spadku jej ceny na rynku wewnętrznym, co i tak zrujnuje amerykański przemysł naftowy z łupków.

Pozostaw odpowiedź