Artykuły

A. Maksymowicz: Trzeci sąsiad Mongolii

Jak wiadomo, Mongolia graniczy z Rosją na północy i z Chinami na południu. „Trzeci sąsiad Mongolii” to nazwa procesu pozyskiwania innych sojuszników tego kraju. Polityka ta realizowana jest od uzyskania pełnej suwerenności, co nastąpiło w 1990 roku. Jej znaczenie zaczęło wzrastać wraz z rozwojem gospodarczym Chin, które w pierwszej dekadzie drugiego tysiąclecia stały się drugą gospodarką świata. Nienasycona potrzeba nieograniczonych dostaw strategicznych surowców do tego kraju, spowodowała górniczy boom Mongolii. Był on uzasadniony położeniem bogactw naturalnych na rozległej Pustyni Gobi graniczącej z Chinami. Są one liczone w miliardach ton węgla i miedzi oraz w tysiącach ton złota, srebra oraz metali ziem rzadkich. Trwają dalsze badania i poszukiwania. Chodzi o złoża gazu ziemnego i ropy naftowej, które Mongolia prawie w całości sprowadza z Rosji. Generalnie rzecz biorąc Mongołom znudziła się monotonia dwustronnych kontaktów gospodarczych tylko z Chinami i z Rosją. Jest to również historycznie uzasadnione, gdyż kraj ten w jakiś sposób nawet formalnie niepodległy od 1911 roku zawsze był protektoratem któregoś z tych dwóch sąsiadów. Wystarczy wspomnieć, że jako podmiot prawa międzynarodowego uznany został dopiero w 1961 roku!

źródło: flickr.com/bdearth

źródło: flickr.com/bdearth

Zmarnowana szansa

Były wszelkie szanse na to, aby tym „trzecim sąsiadem” była również Polska. Obecny Prezydent Mongolii Tsakhiagiin Elbegdorj przybywając do Polski zażartował, że jest tu z wizytą przyjaźni. Było to nawiązanie do mongolskiej inwazji z 1241 roku i pamiętnej bitwy pod Legnicą. Od tego czasu wzajemne stosunki nabrały tak sympatyczny charakter, że Polacy są jednym z najbardziej pozytywnie postrzeganych narodów w Mongolii. W czasach PRL wielu studentów mongolskich uczyło się na naszych wyższych uczelniach. Język polski jest przez znaczących w tym kraju ludzi znany i pamiętany. Polska pomoc dla tego kraju była wtedy pod każdym względem bardzo znacząca. Ich wyrazem były światowe sukcesy polskiej paleontologii, jakie odniosła ona w odkryciu największych jurajskich gadów żyjących na Pustyni Gobi. Polscy geolodzy przez dziesiątki lat sporządzali mapy geologiczne tego kraju. Tak było aż do 1989 roku, kiedy Polska swoje zainteresowania w całości zwróciła w kierunku państw Zachodu. Setki polskich specjalistów pracujących w Mongolii do dzisiaj dobrze wspominają przebyty tam okres swoich pionierskich poszukiwań, prac kartograficznych, geologicznych i mineralogicznych. Szkoda, że z okazji mongolskiej wizyty nie nawiązano do tego okresu. Nie zorganizowano żadnej wystawy polskich prac w Mongolii, ani nie przewidziano spotkań z weteranami współczesnej polskiej penetracji surowcowej na terenie Mongolii. Nie wydano żadnych opracowań, albumów, wspomnień i prac naukowych. Byłoby to o tyle ciekawe, że zarówno Polacy, jak i Mongołowie cieszyli się wtedy z tej współpracy i płynących z niej wzajemnych korzyści. Pod tym względem inni biją nas na głowę.

Wypędzeni z raju

Podobnie jak Polska państwo mongolskie znajduje się między dwoma mocarstwami, które obecnie zdominowały wzajemne kontakty handlowe i gospodarcze. Mongolia stara się z nimi utrzymać jak najlepsze stosunki i wykorzystać dla siebie szybki rozwój Chin i podobną sytuację w Rosji. Chcąc jednak uniknąć ich dominacji usiłuje ona pozyskać też inne kraje dla rozwoju swojej gospodarki, a przede wszystkim górnictwa, które decyduje obecnie o najszybszym na świecie rozwoju tego państwa. Polska jest tu postrzegana jako partner, który może odegrać ważną rolę w swoistej dywersyfikacji mongolskich koncesji na eksploatację tamtejszych surowców. Ich zasoby są niemałe. Wystarczy tu wspomnieć, że Mongolia pod względem zajmowanego terytorium jest pięć razy większa od Polski i odwrotnie w ilości mieszkańców jest ich blisko piętnaście razy mniej. Dotychczasowy największy kontrakt górniczy na budowę kopalni miedzi i zakładów przetwórczych Oyu Tolgoi na Pustyni Gobi wygrał międzynarodowy koncern Rio Tinto. Jego skala produkcji miedzi odpowiada KGHM przy znacznie niższych kosztach wydobycia rudy z kopalni odkrywkowej. Eksploatacja tego złoża planowana jest na około pół wieku. Zamiast naszego srebra towarzyszącego rudom miedzi, tam w zbliżonej ilości jest złoto. Na tej samej pustyni tuż przy chińskiej granicy znajdują się kolosalne złoża węgla kamiennego Tavan Tolgoi. Jego odkrywkowa eksploatacja stale wzrasta i wypiera australijski eksport węgla do Chin. Udokumentowana wielkość tego złoża z dominującymi zasobami węgla koksowego wynosi ok. 6 miliardów ton. Złoże to nie jest do końca rozpoznane i prawdopodobnie zawiera ono jeszcze wiele razy więcej tego surowca. Jedyną jego wadą jest transport węgla ciężkimi wielkogabarytowymi samochodami do Chin. Potrzebna jest kolej, potrzebna jest elektrownia dla zasilania stale nowo budowanych tu obiektów. Jest to Eldorado porównywalne do syberyjskich zasobów. Dużo korzystniej położone w stosunku do światowego centrum gospodarczego, jakim są Chiny. O zagospodarowanie bogactw naturalnych Mongolii walczą kraje azjatyckie oraz USA, Kanada i Australia. Oferują oni darmowe szkolenia mongolskiej kadry górniczej, stypendia dla studentów, a nawet szkolenie oficerów armii w USA. Polska chcąc powrócić do dawnego znaczenia w tym kraju nieudolnie już po raz trzeci stara się o otwarcie swojej ambasady. I to wszystko na co nas stać w tym kraju. Pod tym względem możemy czuć się jak Adam i Ewa, którzy zostali wypędzeni z raju.

Powrót Tyranozaura

Symbolem znaczenia Mongolii na świecie jest triumfalny powrót liczącego sobie około 70 milionów lat szkieletu górno-kredowego dinozaura rodzaju Tyranozaur batar z Nowego Jorku do Ułan Bator. Jest to szkielet jednego z największych drapieżników w historii ziemi. Tyranozaur był niezwykłej wielkości. Jego szkielet liczy sobie 24 m długości i 8 metrów wysokości. Kilkadziesiąt zakrzywionych zębów w jego ogromnej czaszce posiada długość dochodzącą do 0,5 m. Został znaleziony w Mongolii w roku 1995 i następnie nielegalnie w częściach przewieziony do Wielkiej Brytanii. Stąd w 2010 roku dostał się do USA, gdzie wystawiono go na aukcji z ceną wywoławczą około 1 miliona dolarów. Amerykańscy prawnicy i paleontolodzy złożyli wniosek do prokuratury o wstrzymanie aukcji jako szkieletu pochodzącego z kradzieży. Do protestu dołączył się prezydent Mongolii. Sąd w NY nakazał zwrot szkieletu prawowitemu właścicielowi, którym jest Mongolia. Było to o tyle uzasadnione, że prawo mongolskie zabrania wywozu za granicę wszelkiego rodzaju skamieniałości bez odpowiedniego zezwolenia. W pobliżu siedziby ONZ w dniu 6 maja ubiegłego roku odbyła się podniosła uroczystość przekazania władzom Mongolii szkieletu tego gada. Wzięli w niej udział przedstawiciele prezydentów obu krajów. Przy tej okazji Mongolia postanowiła utworzyć jedyne na świecie Muzeum Dinozaurów w Ułan Bator, którego otwarcie ma nastąpić w czerwcu bieżącego roku.

USA – czwarty sąsiad

Powrót Tyranozaura z USA do Mongolii był jakby symbolem coraz lepszych relacji między obu tymi krajami. Stany Zjednoczone bezpośrednio dla swoich celów nie są zainteresowane bogactwami naturalnymi Mongolii. Mają ich u siebie w wystarczającej ilości. Starają się jednak pomóc swoim firmom górniczym usadowić się na tym rynku, aby być jednym z liczących się partnerów handlowych z Chinami. Na szeroką skalę finansują one poszukiwania złóż złota na tym terenie. Wstępne wyniki badań geofizycznych są wielce zachęcające. Konkurencja rosyjska jest tu bardzo słaba, ze względu na to, że Rosjanom brak kapitałów na zagospodarowanie swoich potężnych zasobów na Syberii. W czwartek 10 kwietnia złożył wizytę w Mongolii sekretarz obrony USA Chuck Hagel. Podpisał on ze swoim mongolskim odpowiednikiem Dashdemberel Bat-Erdene oświadczenie o rozszerzeniu współpracy wojskowej poprzez wspólne szkolenia i pomoc wojskową. Przy tej okazji Hagel oświadczył, że: „Silny związek obrony USA i Mongolii jest ważną częścią amerykańskie polityki przywrócenia równowagi w regionie Azji i Pacyfiku”. O wzajemnych pozytywnych relacjach świadczy mongolski udział wojskowy w sile 350 żołnierzy w Iraku i w Afganistanie. Stany Zjednoczone wydają około 2 mln dolarów rocznie na zakup pojazdów wojskowych i sprzętu łączności dla Mongolii oraz 1 mln dolarów na szkolenia 10 tys. armii tego kraju. W ten sposób tym trzecim sąsiadem zostały Stany Zjednoczone.

Powrót Dżingis Chana

Mongolia ma ambicje powrotu do znaczenia w Azji z czasów Dżingis Chana. Jeżeli pod względem militarnym jest to już niemożliwe, to przynajmniej gospodarczym jak najbardziej. Wywołuje to niezadowolenie jej sąsiadów. Po stronie rosyjskiej odchodzi do nieciekawych incydentów granicznych. Chiny starają się utrzymać jak najlepsze stosunki z Mongolią chcąc korzystać z niezwykłych bogactw należącej do nich Mongolii Wewnętrznej, o której Mongolia nigdy nie zapomniała.

Artykuł pierwotnie ukazał się na portalu Przemysł Skalny.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Trzeci sąsiad Mongolii Reviewed by on 1 maja 2014 .

Jak wiadomo, Mongolia graniczy z Rosją na północy i z Chinami na południu. „Trzeci sąsiad Mongolii” to nazwa procesu pozyskiwania innych sojuszników tego kraju. Polityka ta realizowana jest od uzyskania pełnej suwerenności, co nastąpiło w 1990 roku. Jej znaczenie zaczęło wzrastać wraz z rozwojem gospodarczym Chin, które w pierwszej dekadzie drugiego tysiąclecia stały się drugą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Tylko w ostatniej sprawie, to nie są opóźnienia w kwestii łupkowej. To wyraźne zaniedbania i „chciejstwo”, które nie ma przełożenia na realia. Skutkiem tego postępowania są opóźnienia. Nie jeden już raz pisałem na ten temat ze skutkiem jak wyżej. Pisałem o skandalicznych zachowaniach decydentów w kwestii prawa geologicznego i górniczego. Matactwa wokół tego prawa to standard. Ostatnio z tego powodu kolejna spółka z USA zapowiedziała wycofanie się z naszego rynku. Oczywiście, że trzeba dogadać się z Chinami lub FR. Można nawet z Niemcami, Brytyjczykami, czy innymi podmiotami mającymi tam swoje interesy. Rzecz jednak dotyczy tego, ze z naszej strony musi być interesująca propozycja takiej współpracy. Jak nic nie wiemy na ten temat, to też nie ma żadnej inicjatywy. Jestem przeciwny utrzymywaniu tego stanu rzeczy jako zadowalającego. Moim zdaniem trzeba to zmienić i zając się Azją również od strony naukowej, technicznej oraz przemysłowej i gospodarczej, pozostawiając w przedpokoju uprzedzenia, poglądy i stanowiska polityczne. Pod tym względem portal CSPA wypełnia częściowo tę próżnię, ale nie może wyręczać instytutów, wydawnictw, wyższych uczelni, polityków i specjalistów, których w tej materii jak na lekarstwo.

    • Panie Adamie,
      Chyba nie do konca mnie Pan zrozumial. Moja ocena tego co Polska na szczeblu rzadowym jest w stanie w Azji uzyskac to nie zgoda na utrzymywanie obecnego pasywnego stanu rzeczy, a tylko i wylacznie realna ocena obecnych mozliwosci potwierdzonych dotychczasowymi dokonaniami (a wlasciwie ich brakiem) na tamtym kierunku. Nic wiecej, gorzkie ale niestety prawdziwe.

  • Wydział Promocji I Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Moskwie jest pod tym względem dużo bardziej ostrożny i wstrzemięźliwy od prezentowanych w tej dyskusji poglądów dotyczących naszych możliwości na rosyjskim rynku. Podzielam w tej sprawie stanowisko ekspertów WPHI. Pragnę jednak zwrócić uwagę na rekordowy w minionym roku import tego kraju wynoszący 313 mld dolarów. Jest to suma kolosalna i warto niezależnie od naszych sympatii i poglądów politycznych zadbać o jak największy udział naszego eksportu do tego kraju. Rosja stwarza problemy wszystkim znajdującym się na tamtym rynku. My pod tym względem nie jesteśmy wcale lepsi. Przykładem nich będzie gaz łupkowy, którego poszukiwania zostały zaniechane przez światowe giganty ze względu na nieprzewidywalność polskiego prawa geologicznego i górniczego, które non stop jest nowelizowane mniej więcej z częstotliwością, co pół roku. I co tu mówić o przewidywalności naszego prawa. Zarzucamy Rosjanom to, co sami czynimy z równym im upodobaniem. Ktoś jednak te 313 miliardów dolarów mimo tych wszystkich trudności zgarnia. Na tym tle chciałbym zauważyć, ze trudności są po to, aby je pokonywać, a nie tylko na nie narzekać. Owszem Mongolii, ani nikomu innemu nie należy nic narzucać, ale proponować można. od tego, aby zrobić to w sposób umiejętny jest dyplomacja i kultura szanująca naszego partnera. Po prostu trzeba chcieć i stale nad tym pracować. Tu wrócę do sprawy polskiej ambasady w Mongolii , która całkiem niedawno była dwa razy likwidowana. a teraz nie można jej odtworzyć mimo nieustannych zabiegów w tej sprawie. Nasze górnictwo w Mongolii to, nie tylko kombajn ścianowy i inne maszyny górnicze. To również możliwości poszukiwań surowców na tamtym terenie, w czym mamy już wieloletnią praktykę jeszcze z czasów PRL. Chodzi tu o to, że jednym z tych „trzecich sąsiadów” tego kraju mogłaby być również Polska. Jednakże braki naszej dyplomacji są pod tym względem uderzające. Proszę zauważyć, ze w czasie ostatniej wizyty prezydenta Mongolii w Polsce w żaden sposób nie nawiązano do wieloletniej naszej obecności w tym kraju z zakresie poszukiwań surowców. Nasza obecność została tam jak najlepiej przyjęta, Nie zorganizowano żadnej wystawy, żadnych spotkań z żyjącymi jeszcze uczestnikami wypraw do Mongolii. O jakichś wydawnictwach, filmach, czy też podsumowaniach naszej obecności w tym kraju nie wspominając. Po prostu samych siebie nie szanujemy, a chcielibyśmy, aby inni nas szanowali Skutek tego jest taki, że inni sprzątają nam z przed nosa intratne kontrakty, których założenia i podstawy opracowaliśmy już kilkadziesiąt lat temu. .

    • Panie Adamie,
      Polska ma wymiane handlowa z Rosja na poziomie Czech. Stapajac twardo na ziemii warto podawac pewne dane w obiektywnym kontekscie, zamiast uzywania subiektywnych okreslen typu gigantyczne,wielkie, duze i tym podobne. Dla porownania Niemcy maja wymiane handlowa z FR na poziomie zblizonym do Polski. Powinno to skłonic przede wszystkim do odmitologizowania „wielkiego” rynku w FR, ktory bez obecności w Rosji klasy sredniej najnormalniej nigdy nie zrealizuje swojego potencjalu. Pomiedzy rusobia, a rusofilia jest caly wachlarz postaw w tym twardego realizmu opartego na faktach. W tej chwili Polska nie jest w stanie z Rosja niczego uzyskac, jestesmy na to zbyt słabi, a FR zbyt konfrontacyjnie nastawiona do Zachodu w tym Polski. Skonczylibysmy albo jak Bialorus calkowita wasalizacja, albo w gorszym przypadku jak Ukraina. Powrot do czasow slusznie minionych to cena nie do przyjecia dla kogokolwiek majacego dobrobyt Polski na mysli, aby układac sie na zasadach ktore beda nam narzucone. Ogrywana jest Ameryka, ogrywani sa Niemcy, wiec twierdzenie ze ustawienie trampkarskich zachowan premiera wobec ultramacho Putina, oraz uber-narcystycznych bajek MSZ wobec jednego z najlepszych (o ile nie obecnie najlepszego) szefa dyplomacji na swiecie jakim jest Lawrow, jest w stanie cokolwiek pozytywnego Polsce załatwic to po prostu marzycielstwo. Trzeba sobie niestety zdac z tego sprawe, a polityczne afiliacje nie maja z tym nic wspolnego.
      Aby byc obecnym w Mongolii w sposob jaki ma Pan na mysli trzeba sie dogadac albo z Chinami albo z FR. Z FR sie nie da, z Chinami najwyrazniej jeszcze nie chcemy.
      Nie sadze, aby porownanie spraw Chodorkowskiego, Politkowskiej, Litwinienki bylo na miejscu wobec opoznien legislacyjnych odnosnie gazu łupkowego, badzmy powazni.

  • Przede wszystkim chyba należy pewne rzeczy zdefiniować.
    Czytamy o Mongolii i jej surowcach i szansach tam polskich firm.
    Jeżeli chodzi o potencjalne mozliwości działań polskich firm eksploatujących surowce, to tu one są i nie ma o czym dyskutować. Polska firma jest zainteresowana lub nie, ale nie mamy prawa im tego zainteresowania narzucać.
    Natomiast rynek maszyn górniczych to zupełnie inna sprawa. Mongolia to nie Indie czy Chiny, które maja potężne państwowe lub miejscowe prywatne firmy wydobywcze i na miejscu podejmowane są decyzje.
    Przypuszczam, że złoza eksloatowane są pzrez firmy zagraniczne, które posiadaja odpowiednie koncesje rzadowe. Kombajn ścianowy, to nie mała maszynka, o której zakupie decyduje miejscowy majster, ale decyzja podejmowana na wysokich szczeblach zarządzania. Wobec tego być może decydenci nie zasiadają w Mongolii, a w Niemczecch, USA, Kanadzie czy innym kraju. Być moze nawet jesteśmy już w Mongolii, tylko tego nie wiemy, szczególnie jezeli amszyna trafiła przez kraje trzecie.

    • Dokladnie tak, podwykonawcami i owszem polskie firmy moga byc lub nawet juz sa.

      Natomiast ja odczytalem przeslanie artykulu, jako mozliwosc dolaczenia Polski do grona decyzyjnego oraz eksploatujacego zloza posiadajacego koncesje rzadu Mongolii na to. Pomimo tego, ze potencjal moze i jest to po prostu obecni sa tam wieksi od nas wiec realizacja tego potencjalu jest wedlug mnie na tym etapie watpliwa. KGHM zainteresowany nie byl. Cos robi/robil DSS w kwestii „rare earth”, ale jest w upadlosci. To wszystko o czym wiem, ale chetnie dowiem sie jesli sa jakies inne polskie akcenty w Mongolii na poziomie eksploatacji zloz.

  • Surowców trzeba szukać tam, gdzie one są, a nie tam, gdzie nam się to podoba. Rynek mongolski nadal uważam za bardzo dla nas atrakcyjny. Przede wszystkim dlatego, że zaopatruje on drogą lądową Chiny. Ta droga jest najbardziej korzystna, pewna i stabilna oraz perspektywiczna dla chińskiej gospodarki. Zarówno z Chinami, jak i z Mongolia mamy poprawne stosunki polityczne i gospodarcze, jednak nic z tego nie wynika. Przede wszystkim dlatego, że na kierunku tym nasza inicjatywa jest bardzo nieudolna. Pod tym względem wyprzedza nas nawet Białoruś, ze zniesieniem wiz i programem edukacyjnym, co nie jeden raz odnotowywano na stronach CSPA. Co oferuje Polska? Nic! To też nic w zamian nie otrzymuje. Dotyczy to również Rosji. Jej polityka owszem zależy od humorów na Kremlu, ale także i od takich samych humorów w Berlinie, Waszyngtonie , czy też nawet w Warszawie. Polityka bez humorów nie istnieje. Jest to więc temat poza dyskusją. Istniejące na Syberii w każdym większy szanującym się mieście muzea dokumentujące wkład naszego kraju w cywilizacje tego regionu mówi sam za siebie. Niezależnie od stanu naszej polityki Polacy są tam zawsze szanowani, cenieni i dobrze wspominani. Tego nie ma nigdzie na świecie. Czy można to wykorzystać dla nawiązania kontaktów gospodarczych? Można. Owszem trzeba być ostrożnym, ale proszę o zwrócenie uwagi na to, że w polskim społeczeństwie wiedza o tych krajach jest na poziomie absolutnego minimum. Brak jest wydawnictw, książek, monografii gospodarczych i analiz surowcowych, kulturowych i wszelkich innych. Ostatnie z nich wydane były jeszcze w czasach PRL. Od tego czasu zmieniło się tam prawie wszystko. Nic więc dziwnego, że nie znając tych krajów popełniamy kardynalne błędy, które nie są akceptowane przez ich gospodarzy. Zanim rzuci się w kogoś kamieniem warto najpierw popatrzeć, czy samemu nie popełnia się jeszcze większych błędów, zaniedbań i braku sensownej inicjatywy w stosunku do naszych syberyjskich i azjatyckich partnerów. To „gdzie indziej” należy rozumieć, że nigdzie. Europa i Ameryka nie potrzebuje polskiej techniki ,technologii, ani nawet kapitału, bo sama sobie z tym doskonale radzi. Pozostaje tylko Afryka, gdzie Chiny zdobywają sobie pod każdym względem pierwsze miejsce przynajmniej w interesującej mnie polityce surowcowej. Konkurencji z nimi tam nie wygramy. Być może, że w innych branżach jest trochę więcej luzu. Moim zdanie jednak Azja winna być zawsze dla nas na pierwszym miejscu. Tam przesuwa się obecnie centrum polityki i gospodarki światowej, a nie do Afryki. Tam są największe obroty, największe zyski i najnowocześniejsze technologie. Niestety, tam nas akurat nie ma i wychodzi nawet na to, że nie bardzo wiemy, jak się tam znaleźć.

    • Wlasnie dlatego, ze nie znamy Azji uwazam, ze po prostu nie mamy tam mozliwosci, o ktorych Pan pisze. Nic poza tym. W Birmie Polska byla na doskonalej pozycji startowej i mozna bylo probowac, takze z poparciem Amerykanow, a na razie jest jak kazdy widzi.
      Problemem humorow Kremla jest brak jakichkolwiek przewidywalnych ram, rowniez prawnych, na bazie ktorych podejmowane sa decyzje. Przekonal sie o tym Chodorkowski, jak rowniez chociazby BP. Tego nie sposob porownac z jakimikolwiek normami cywilizacyjnymi zarowno w Waszyngtonie, Berlinie, czy nawet Warszawie. W tej kwestii nie powinno byc zadnych zludzen.
      Problemem w kwestii Syberii nie jest to jak pamietaja tam Polakow, ale fakt, ze Polacy rowniez doskonale pewne kwestie pamietaja i niekoniecznie sa to wspomnienia miłe i przyjemne. Nigdy nie nalezy o tym zapominac.
      W Argentynie jest Dzien Polaka jako swieto Panstwowe, wiec nie do konca prawda iz Polakow nie docenia sie nigdzie indziej na swiecie, szczegolnie ze Rosja historycznie dosc specyficznie potrafila i najwyrazniej nadal potrafi ten „szacunek” Polakom okazywac. Choc to akurat temat szeroki i niekoniecznie zwiazany z watkiem.
      Tak zwani partnerzy syberyjscy to przeciez tylko i wylacznie Rosja, a tutaj o zadnym partnerstwie mowy nie ma. Jest tylko i wylacznie mozliwosc podporzadkowania i wasalizacji Polski, czego ustroj slusznie miniony powinien byc jednoznacznie i finalnie dowodem.
      Azja tez nie potrzebuje technologii z Polski, bo ma ja z Chin, Japonii i Korei. Niemcy zas sprzedaja technologie Rosji, wiec ta kwestia tez odpada. Rosja to nie Azja, a Azja to nie Rosja. O ile w samej Azji Polska moze cos uzyskac, to w Rosji niestety w chwili obecnej nic. Nie ma zadnego sensu pakowac sie z deszczu pod rynne, szczegolnie ze w tej samej kaluzy bylismy nie tak dawno przez circa 50 lat i nic dobrego z tego nie wyniklo.

    • Jesteśmy w stanie zaistnieć zarówno w Mongolii, jak i na Syberii. Potrzebna jest w tej sprawie zmiana polityki uwzględniającej realia zarówno na jednym, jak i na drugim rynku surowcowym. Sęk w tym, że polska polityka zagraniczna nie jest nastawiona na ekonomię, zyski i gospodarkę dlatego nie można się dziwić temu, że jest, jak jest. Proszę zauważyć choćby neutralność Mongolii w stosunku do tego co dzieje się na Ukrainie. Polska po prostu na własne życzenie politycznie rezygnuje z intratnych azjatyckich kontraktów górniczych i możliwości ekspansji na tamtejszym rynku. W zamian uzyskuje nic nie dające nam ekonomicznie uznanie UE i USA. Zresztą jak zwykle.

      • Avatar PZ

        Panie Adamie,

        Mongolia nie graniczy z Ukraina nie dziwi wiec, ze tak odlegly kraj nie jest w centrum zainteresowania mongolskich politykow i moze sobie pozwolic na nieinteresowanie sie Ukraina. Polska natomiast z Ukraina graniczy, wiec obojetna pozostac nie moze, szczegolnie, ze to wydarzenia jak najbardziej wplywajace na pogorszenie bezpieczenstwa Polski.
        Krytyka Wuja Sama jest o tyle chybiona, iz jak sam Pan zauwazyl w artykule Mongolia bedac pomiedzy dwoma kolami mlynskimi (podobnie do Polski) szuka wsparcia w USA, czyli robi dokladnie to co Polska, a wiec zachowuje sie racjonalnie. UE natomiast mozna krytykowac w tej chwili przede wszystkim za fakt, iz zostala przejeta przez Niemcy, ktore ponad glowami chca sie dogadywac z FR, a z tego nigdy nic dobrego dla Europy nie wyniklo.

        W kwestii tego, ze Polska jest w stanie zaistniec i na Syberii i w Mongolii mam inne zdanie i jestem bardzo sceptyczny. Na probie wspolpracy z coraz bardziej nieprzewidywalna FR stracili duzo powazniejsi gracze. Pora sie pogodzic z tym, ze otoczenie i klimat biznesu w FR jest tak nieprzewidywalny, a na dodatek w kazdej chwili moze byc wykorzystany do naciskow politycznych, ze ponoszone ryzyko nijak nie kalkuluje sie wobec potencjalnych zyskow, zaleznych glownie od humorow na Kremlu. Najzwyczajniej wiec szukac mozliwosci trzeba gdzie indziej.

Pozostaw odpowiedź