Artykuły,Publicystyka

A. Maksymowicz: Szachowa dyplomacja

Słynną dyplomację pingpongową do polityki wprowadzili prezydent Richard Nixon i jego sekretarz stanu Henry Kissinger w 1971 roku, doprowadzając w Pekinie do meczu Chiny-USA, który gospodarze wygrali 3:2. Był to pierwszy krok do tego, aby rok później Nixon mógł przybyć do Chin i uścisnąć rękę Mao Zedonga. Od tego momentu generalnie pozytywna współpraca obu krajów trwa aż po dzień dzisiejszy. Powtórka tej sytuacji aktualnie ma miejsce we wzajemnych relacjach pomiędzy Rosją i Indiami. Czas i okoliczności są już całkiem inne. Podobnie jednak jak poprzednio, wzajemne interesy obu tych krajów nakazują prowadzić politykę ostrożną i oficjalnie najlepiej wyrażaną w sportowych relacjach. Rosja od dawien dawna jest największą potęgą szachową naszego globu. Przez ostatnie dwadzieścia lat nie ma już jednak szczęścia do posiadania korony tej dyscypliny, jaką jest tytuł szachowego mistrza świata. Jednym z tych, którzy pokonali rosyjskich arcymistrzów był indyjski szachista Viswanathan Anand, który kilkakrotnie zdobył ten tytuł. Uważa się go za rosyjskiego wychowanka, gdyż pierwsze szlify w tej dyscyplinie zdobywał on grając w Tal Club w Domu Kultury Rosyjskiej w Madras. Kiedy w 2012 roku zdobył on w Moskwie po raz piąty tytuł najlepszego szachisty świata wraz pokonanym przeciwnikiem został przyjęty przez prezydenta Putina. W kolejnym roku utracił on tytuł na rzecz młodego szachisty norweskiego Magnusa Carlsena, którego uważa się za geniusza 64 pól szachownicy. Anand wygrał turniej pretendentów i w listopadzie zmierzy się z Norwegiem na meczu w Soczi. Rosyjskie media, szachiści i ich sympatycy w tym kraju kibicują indyjskiemu mistrzowi. Jego sylwetka i historia szachowych triumfów jest przez Rosjan dużo bardziej nagłaśniana, aniżeli w jego własnym kraju. Rosjanie z jego zwycięstw cieszą się tak samo, jak ze swoich własnych. I to jest chyba kluczowy element tej „szachowej dyplomacji” mającej na celu pozyskanie indyjskiego mocarstwa. W tym starciu szachowych gigantów przewija się też wątek polski. Sędzią głównym w tegorocznym pojedynku o szachowe mistrzostwo świata w Soczi będzie międzynarodowy mistrz szachowy Andrzej Filipowicz.

Gra o Indie

Pozostając przy terminologii szachowej, Rosjanie rozgrywają partię mającą na celu zdobycie kolejnego po Chinach gigantycznego rynku zbytu dla swoich surowców energetycznych. Pozyskanie Indii wydaje się być jednym z kluczowych celów rosyjskiej polityki. Przede wszystkim dlatego, że jest to kraj o nienasyconych pod tym względem potrzebach. Ich zaspokojenie natrafia na duże trudności. Dotychczas rolę dostawcy uranu dla elektrowni jądrowych i prawie dwóch setek milionów węgla dla indyjskich siłowni dostarczała Australia. Jest prawie pewne, że Indie nigdy nie zrezygnują z australijskich dostaw węgla, ropy i gazu (LNG), tym bardziej, że sami inwestują w tym kraju, miedzy innymi w nowym zagłębiu Galilea, które przygotowywane jest do odkrywkowej eksploatacji węgla. Australia wszystkie swoje towary dostarcza drogą morską i to jest najsłabszy punkt całej tej transakcji. Praktycznie to jedyna droga, która dotychczas otwarta jest dla importu surowców do Indii. Kraj ten od północy od Chin i Rosji oddzielają najwyższe góry świata, jakimi są Himalaje. Centralna Azja jest w sytuacji nieustającej wojny w Afganistanie. Drogą lądową pozostaje na zachodzie stosunkowo bliski Iran i Irak. Ten ostatni kraj to powtórka z Afganistanu, zaś na dostawy z Iranu nie zgadza się USA pod groźbą sankcji. Z Rosją jest inaczej. Jest to kraj stabilny politycznie i gospodarczo. Sankcje dotyczą tylko Rosji, a nie krajów utrzymujących z nią kontakty handlowe. Jedyną przeszkodą są nie tylko odległości, ale bariery przyrodnicze w postaci gór, licznych rzek, pustyń i niestrzeżonych przestrzeni. Indie obok przyjaznej Australii usiłują zdywersyfikować swoje zaopatrzenie surowcowe na wypadek jakichkolwiek trudności na morzu. Mają to być dostawy lądowe. Rosja jest pod tym względem wymarzonym partnerem. Zasoby ma praktycznie nieograniczone, którymi chce się podzielić ze swoimi partnerami.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Ukraiński gambit

Polega on na ofierze na samym początku gry figury, lub nawet kilku z nich, po to, by uzyskać przewagę sytuacyjną i koncentrację sił na wybranym kierunku, który w konsekwencji przy wyrafinowanej grze prowadzi do zwycięstwa. Jest to szachowy blitzkrieg. Trzeba być jednak mistrzem w jego wykonaniu, bo każdy błąd w gambicie nieuchronnie prowadzi do porażki. Rosja od dziesięciu lat prowadzi coraz bardziej aktywną politykę rozwoju Dalekiego Wschodu. Napotyka tam dwie bariery. Pierwsza, technologiczna, związana z potrzebą zastosowania najbardziej nowoczesnych koncepcji i metod rozwoju tego kraju. Próby przyciągnięcia na większą skalę zagranicznych inwestorów praktycznie spełzły na niczym. Jedynym udanym przedsięwzięciem z udziałem kapitału USA i Japonii stał się Sachalin. Z Chinami w nieskończoność debatowano na temat ceny gazu, co skutecznie uniemożliwiało jakiekolwiek inwestycje ukierunkowane na tak chłonny rynek. Podobnie Indie i Japonia też z dużą rezerwą odnosiły się do rosyjskich propozycji dostaw surowcowych. Coś trzeba było zrobić, aby te największe na świecie kraje pod względem potrzeb energetycznych zainteresować rosyjską ofertą. Postanowiono ofiarować Ukrainę, z której Rosja owszem miała pożytek, ale ten z Chin, Indii czy Japonii mógł być przynajmniej dziesięć razy większy. Kraj ten od chwili powstania wydawał się mało stabilny i dla Rosji coraz mniej atrakcyjny. Rewolta, jaka nastąpiła tam w listopadzie minionego roku, poparta przez UE i USA oraz powstałe na tym tle napięcie międzynarodowe zmusiło azjatyckie mocarstwa potrzebujące surowcowych dostaw z całego świata do rewizji swojej polityki zaopatrzeniowej. Odtąd wszelkie zakupy energetyczne postanowiono realizować w najbliższym sąsiedztwie. Tym najbliższym sąsiadem jest Rosja. I o to właśnie chodziło „rosyjskim szachistom”, którzy precyzyjnie rozegrali ten gambit. Stracili Ukrainę, a zyskali Chiny i Indie, a na dodatek jeszcze Japonię. To z przyległościami prawie połowa ludności świata, a Ukraina to zaledwie 0,5% mieszkańców naszego globu. Jest to stukrotne przebicie, a zatem pozostając przy szachach, rosyjski gambit okazał się niezwykle skuteczny. Na dodatek na wydarzeniach na Ukrainie Rosja uzyskała nie tylko Krym, ale też zamówienia z tego kraju na dostawy węgla. Dotąd Ukraina była rywalem eksportowym dla rosyjskiego węgla. Teraz po utracie swoich kopalń w Donbasie zmuszona jest węgiel kupować z Rosji. Jest to o tyle konieczne, że jest on blisko o połowę tańszy od oferowanego Ukrainie węgla z RPA czy też z Polski.

Rosyjska oferta

Jest ona bardzo bogata i różnorodna dla wszystkich krajów Azji Wschodniej i Południowej, cierpiących na brak surowców energetycznych. Rosyjska ofensywa ruszyła podczas ostatniego szczytu APEC, który odbył się w Pekinie na początku listopada. Pierwsze miejsce w ofercie zajmują Chiny. Nowy podpisany z tej okazji kontrakt zwiększa rosyjskie dostawy ropy naftowej o 5 mln ton rocznie (ok. 2,5 mld USD). W przeddzień rozpoczęcia pekińskiego szczytu Gazprom i CNPC podpisały kolejny kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu. Tym razem obok realizowanego już porozumienia o dostawach gazociągiem „Siła Syberii” ma być uruchomiona nowa krótsza zachodnia trasa jego dostaw z Syberii przez Góry Ałtaj do Xinjiangu i dalej do centrum kraju. Trasą tą ma być transportowane kolejne 30 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Przedłużeniem rurociągu do swojego kraju zainteresowane są Indie. Nad nowymi rosyjsko-indyjskimi porozumieniami energetycznymi intensywnie pracują wspólne komisje międzyrządowe. Do poważniejszych prawdopodobnie porozumień dojdzie podczas grudniowej wizyty Putina w Delhi. Ze względu na trudności techniczne Rosja proponuje zwiększyć swoje dostawy gazu LNG drogą morską, co jednak nie zadowala strony indyjskiej. Gwarancjami rosyjskich dostaw maja być kapitałowe udziały Indii w rosyjskich inwestycjach na Arktyce, Dalekim Wschodzie i w nowych rosyjskich instalacjach LNG. Z roku na rok zwiększa się też eksport węgla kamiennego do Chin, wypierając z tego rynku dostawy z Australii. Rosyjski węgiel jest znacznie lepszy jakościowo, tańszy i pewniejszy w dostawach. To tylko sygnał, tego co dzieje się na linii Rosja – Chiny – Indie i Japonia. Ta ostania miała ostatnio zwrócić się do Rosji o pilną realizację gazociągu Sachalin – Hokkaido kosztem ok. 52 mld USD z udziałem japońskiego kapitału. Na szczycie APEC podczas spotkania Putina z premierem Abe została potwierdzona jego wizyta w Japonii.

Druga faza

Trwa druga faza przebudowy po jałtańskiego systemu. Pierwsza zakończyła się 25 lat temu zburzeniem berlińskiego muru i zjednoczeniem Niemiec. Druga ma swój wymiar gospodarczy, który odgrywa decydująca rolę w politycznych porozumieniach. Szkoda, że poza mistrzem szachowym Andrzejem Filipowiczem Polska praktycznie nie uczestniczy w nowym układzie sojuszów mających na celu dobrobyt i stabilizację polityczną decydującą o globalnym znaczeniu uczestniczących w nim krajów.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Przemysł Skalny

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Szachowa dyplomacja Reviewed by on 27 listopada 2014 .

Słynną dyplomację pingpongową do polityki wprowadzili prezydent Richard Nixon i jego sekretarz stanu Henry Kissinger w 1971 roku, doprowadzając w Pekinie do meczu Chiny-USA, który gospodarze wygrali 3:2. Był to pierwszy krok do tego, aby rok później Nixon mógł przybyć do Chin i uścisnąć rękę Mao Zedonga. Od tego momentu generalnie pozytywna współpraca obu krajów

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 3

  • Dziekuje za to sprostowanie.

    Sadze, ze doskonale wyjasnia to dlaczego coraz wiecej Ukraincow, nawet tych rosyjskojezycznych, ma serdecznie dosyc bycia „wyzwalanym przez okupacje” poprzez „sily samoobrony” składajace sie z zolnierzy Federacji Rosyjskiej tlumnie ostatnimi czasy udajacymi sie na urlop wypoczynkowy do Donbasu wlasnie, ktory to odpoczynek nadzwyczaj czesto okazuje sie wiecznym.

    Do opisu zniszczenia kopaln w Donbasie warto dodac fakt wywiezienia przez tak zwany „rosyjski bialy konwoj” co bardziej wartosciowych maszyn, sprzetu i zapasow z magazynow na przyklad z Luganska gdzies na wschod, aby dopelnic obrazu porzadkow rodem z GRU.
    Notabene kradziez maszyn zaaplikowano rowniez na Dolnym Slasku zaraz po II W.S., najwyrazniej wiec metody „wyzwalania” nie ulegly zmianie.

    Moze tylko doprecyzuje, ze moje stwierdzenie o powielaniu propagandowych wrzutek rosyjskiego autorstwa dotyczylo konkretnie slow „Kraj ten od chwili powstania wydawał się malo stabilny”, pojawiajacych sie w kwestii Ukrainy, ktore sa narracja wykreowana przez Kreml.

  • Chciałem tylko sprostować, że powielanie propagandowych wrzutek rosyjskiego autorstwa na temat „niestabilności” Ukrainy pochodzi z portalu węglowego USA „Coal Guru”, który trudno o to posądzać. Przykładem niech będzie notatka z tego źródła z dnia 29.09 2014 „Zastępca ministra Energetyki i Przemysłu Węglowego Jurij Ziukow 28.09 poinformował, że siły samoobrony kontrolują 88 z 93 kopalń w Donbasie. Pracują tylko 24 kopalnie, 60 znajduje się w trybie podtrzymywania działalności, a 7 kopalń jest całkowicie zniszczonych. Kopalnie, które przetrwały działania wojenne w ubiegłym roku wydobyły 32 miliony ton węgla, co stanowi 40 % tego, co osiągnęły one rok wcześniej. Minister Energii i Przemysłu Węgla Jurij Prodan zapowiedział, że podpisano już umowy na import 5,6 milionów ton węgla z RPA. Pierwsze dostawy z tego kierunku nastąpią między 15 a 19.10. Trzy statki dostarczą 250 tys. ton w cenie po 86 USD, a wraz z transportem, po 110 USD. Na podobnych warunkach węgiel dostarcza Australia.” Dodam tylko, ze dzieje się to w kraju, który jeszcze rok temu był poważnym eksporterem węgla na europejskim rynku. Nadchodząca zima powoduje, że dochodzi tam do drastycznych scen napadów na transporty węgla do elektrowni. Na dodatek na większy import, który mógłby zaspokoić zapotrzebowanie w budżecie państwa brakuje pieniędzy.

  • Jesli chodzi o geologie to Pana wpisy sa niezwykle interesujace.

    W kwestii zas ekonomii pozwole sobie na kilka obserwacji odmiennych od Pana opinii:
    – transport morski byl, jest i bedzie tanszy niz transport ladowy, tego sie nie da zaczarowac;
    – pokonanie tej „jedynej przeszkody” w postaci geografii sporo kosztuje na co FR najzwyczajniej nie ma srodkow;
    – oprocz fenomenu urbanizacji nastepuje fenomen littoralyzacji, co oznacza ze efekt taniego transportu morskiego jest jeszcze wzmacniany tymze faktem;
    – reorientacja FR na Azje ma raczej charakter ustawiania sie do eksploatacji poprzez Azje (i junior partnera Chin). Nie bez powodu FR za leasing lasow na Syberii pobiera oplaty tak zwane „royalties” podczas gdy gros sily roboczej, maszyn oraz technologii pochodzi z Chin, finalne produkty zreszta tez tam wyjezdzaja;
    – wczesniej nie godzono sie na partycypacje w udzialach w zlozach teraz FR nie ma wyjscia;
    – w tym swietle proba przedstawiania „polityki na Dalekim Wschodzie”, ktory staje sie de facto zapleczem (wyludniajacym sie w dodatku) surowcowym Chin jako sukcesu, jest co najmniej dyskusyjna;
    – podobnie ma sie kwestia z podpisaniem propagandowo naglosnionych umow na eksport gazu do Chin z cena o wiele nizsza niz ta za ktora kupuje Europa;
    – przypominam ze rurociagu wciaz nie ma i nie jest wiadome kiedy bedzie;
    – do Indii chyba wczesniej jednak poplynie gaz z Iranu niz z FR (ropa juz przeciez plynie), a rozmowy z Iranem trwaja w najlepsze;
    – w kwestii „stabilnosci” politycznej w Rosji dotyczacej kwestii prowadzenia działalnosci gospodarczej zakladam, ze Pan Chodorkowski, czy Magnistki maja/mieliby cokolwiek odmienne zdanie;

    Proba przedstawienia kwestii przegrania Ukrainy i ekonomicznego dobijania Krymu jako strategii przemyslanej i kontrolowanej jest najlagodniej mowiac sporym naduzyciem.
    Skoro FR chciala Ukraine odpusic to po co spinanie sie na konfrontacje, ktora FR coraz wiecej kosztuje? Logicznie najzwyczajniej ten argument jest mocno watpliwy.

    Powielanie propagandowych wrzutek rosyjskiego autorstwa na temat „niestabilnosci” Ukrainy tez traci myszka. Jak na razie to nawet w Donbasie jest coraz wiecej zadeklarowanych Ukraincow (nawet tych mowiacych po rosyjsku) po tym jak zafundowano im porzadki rodem z GRU.

    Problemem nie jest Ukraina, problemem jest nieprzewidywalna i nieobliczalna putinowska elita Rosji, ktora robi wszystko, aby wewnetrzne problemy z zarzadzaniem krajem wyeksportowac na zewnatrz, coby utrzymac sie u władzy dalej konsumujac frukta z rozkradania kraju, ktore notabene w ogromnej czesci lokowane sa na tak zwanym „zepsutym” Zachodzie. Ot, takie kuriozum znane z czasow slusznie minionych.

Pozostaw odpowiedź