Artykuły

A. Maksymowicz: Surowce pomiędzy Dalekim a Bliskim Wschodem

Szybko rozwijające się państwa Dalekiego Wschodu nie są strategicznymi sojusznikami USA. Ich głównym konkurentem są Chiny, które za kilka lat prawdopodobnie staną się pierwszą gospodarką świata.(fot. Krystian Krawczyk)

Szybko rozwijające się państwa Dalekiego Wschodu nie są strategicznymi sojusznikami USA. Ich głównym konkurentem są Chiny, które za kilka lat prawdopodobnie staną się pierwszą gospodarką świata.
(fot. Krystian Krawczyk)

Pierwsza dekada XXI wieku upłynęła pod znakiem niebywałego rozwoju państw Dalekiego Wschodu. Przyczyniła się do tego aktywność gospodarcza największych populacji świata, którymi są społeczeństwa Chin i Indii oraz sąsiadujących z nimi państw. Generalnie trend ten obejmuje prawie wszystkie kraje Dalekiego Wschodu, położone zarówno na wybrzeżu Pacyfiku, jak i w głębi azjatyckiego lądu.

Podstawą ich rozwoju stał się łatwy dostęp do surowców energetycznych. Są one eksploatowane zarówno na ich włsnym terytorium, jak i importowane z krajów całego świata. Zagraniczne dostawy są realizowane przede wszystkim drogą morską, ale także rurociągami gazowo-naftowymi, łączącymi kraje Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Cała ta zmiana i reorientacja gospodarcza odbywa się przy minimalnym udziale najważniejszego mocarstwa świata, którym są Stany Zjednoczone. Budzi to ich zrozumiałe zaniepokojenie.

Wszak szybko rozwijające się państwa Dalekiego Wschodu nie są strategicznymi sojusznikami USA. Ich głównym konkurentem są Chiny, które za kilka lat prawdopodobnie staną się pierwszą gospodarką świata. Pozornie niczego to nie zmienia. Niech sobie będą na czele globalnej gospodarki. Dominująca siła militarna i tak zostanie po stronie USA. Historia jednak uczy, że dzieje się tak tylko do pewnego czasu. Potęga gospodarcza każdego państwa z biegiem lat staje się również wojskowa. Efektem tego stanu rzeczy będzie chińska dominacja w skali globalnej. Jest zrozumiałe, że USA sobie tego nie życzą, aby Chiny w przyszłości dyktowały warunki międzynarodowej współpracy.

Polityka konfliktów

Wypowiedzenie z tego powodu wojny Chinom i ich sojusznikom nie wchodzi w rachubę. To już nie te czasy. Trzeba innych sposobów. Ich nienotowany dotąd wzrost gospodarczy wynika z niczym nieograniczonego wykorzystania liberalnej polityki, z im przetwarzanie surowców na całym świecie. Jej zmiana jest niemożliwa. Dlatego, że zarówno USA, jak i czołowe państwa świata uczyniły z niej dogmat zapewniający im łatwe korzystanie z bogactw naturalnych, których same nie posiadają. Jej słabością jest to, że inni potrafili lepiej z niej korzystać.

Dzieje się tak pod pewnymi warunkami. Do podstawowych należy zachowanie światowego pokoju i bezpieczeństwo dostaw szlakami morskimi.

Nie trzeba być biegłym w tej polityce, aby zauważyć, że najlepszym jej zakłóceniem jest wywołanie konfliktu zbrojnego. Czy jest to takie trudne? Nie, bo sporów o cokolwiek nie brakuje na tym świecie. Wystarczy je tylko umiejętnie wyeksponować, a konflikt jest gotowy. Najpierw wywołano spory o bezludne wyspy na Morzu Południowochińskim. Bierze w nich udział aż sześć państw, które roszczą sobie pretensje do ww. wysp. Są to kolejno: Chiny, Wietnam, Filipiny, Tajwan, Malezja oraz Brunei. Podobny konflikt rozgrywa się pomiędzy Japonią i Chinami. Twierdzi się, że wokół tych archipelagów występują zasobne złoża ropy i gazu. Na razie jednak niczego tam nie odkryto ani nie znaleziono, a jednak konflikt ten się zaostrza. Okazuje się, że nie był on w stanie ograniczyć gospodarki morskiej w tym regionie. Konieczne stało się wywołanie poważniejszego starcia. Okazja do tego zaistniała w Syrii: USA postanowiły zbrojnie zaatakować ten kraj w obronie praw człowieka, które zabraniają używania broni chemicznej.

W wyniku coraz większego nagromadzenia w tym regionie wszelkiego rodzaju lotniskowców, krążowników, łodzi podwodnych i ścigaczy oraz wszelkiej innej broni, po stronie rosyjskiej, jak i amerykańskiej występują utrudnienia we wszelkim handlu prowadzonym drogą morską. I to jest konkretny efekt.

Nikt nie może prowadzić go bez zgody tych, którzy mają tu swoje wojenne „zabawki”. W ten sposób Chiny i ich sojusznicy są odcinani od dostaw ropy i gazu oraz innych surowców z najbardziej zasobnych regionów na świecie.

Szczyt ekonomiczny w Petersburgu

Odbywający się szczyt ekonomiczny nieformalnego klubu G-20, zrzeszającego 20 najbardziej rozwiniętych państw świata, odbył się w dniach 3-5 września w Petersburgu. Na „20” przypada 90 proc. globalnego PKB, 80 proc. światowego handlu i 2/3 ludności globu. Choć przebiegał on w cieniu kryzysu syryjskiego, jego konkretnym efektem okazało się chińsko-rosyjskie porozumienia gazowe. Wydawało się dotąd, że do porozumienia tego nigdy nie dojdzie. Rosjanie chcieli utrzymać dla chińskich dostaw ceny europejskie, bo inaczej musieliby je obniżyć na starym kontynencie. To zaś znacząco zmniejszyłoby ich dochody. Tymczasem Chińczycy zaczęli drogą morską sprowadzać płynny gaz po znacznie niższej cenie niż Rosjanie, którzy chcieli dostarczać go ze złóż w Jakucji swoimi rurociągami. Teraz ich główny rywal na, razie tylko ekonomiczny, wywołuje zbrojne zamieszanie na trasach morskich dostaw i sam w każdej chwili może je ograniczyć. W tej sytuacji Chinczycy postanowili w sprawach dostaw gazu przeprosić się z Rosjanami.

Podpisany kontrakt opiewa na dostawę 38 mld m sześć. gazu rocznie. Będzie on sprowadzany nieistniejącym jeszcze rurociągiem „Siła Syberii”. Jego budowa ma się zakończyć w 2018 r. Gazociąg będzie miał długość ok. 4 tys. km. Kosztować będzie 61 mld dolarów. Kończyć się będzie we Władywostoku, skąd skroplony gaz będzie dostarczany do Chin.

Tego rodzaju koncepcja jest dla Rosji najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Ewentualne nadwyżki tego gazu można sprzedawać do dowolnych krajów, dostarczając je tam drogą morską.

Jednocześnie wszelkie zawirowania na rynku gazu i ropy naftowej, powodujące wzrost ich ceny, działają na korzyść Rosji, która jest jednym z najważniejszych ich dostawców w skali światowej. Szczyt ekonomiczny w Petersburgu pogodził w ten sposób rosyjskich dostawców z ich chińskimi odbiorcami.

Węgiel kamienny

Rosjanie mimo znaczącego spadku światowych cen wegla kamiennego intensywnie rozwijają jego wydobycie na Dalekim Wschodzie. Jest on tam jednym z podstawowych surowców, eksportowanych do Chin, Japonii, Korei Południowej i innych krajów tego regionu. Jak się okazuje, możliwości eksportowe ograniczone są technicznymi warunkami w portach przeładunkowych. Pociągi dowożące węgiel muszą długo czekać na swoją kolejkę do rozładowania. W tym celu modernizowany jest port Wanino nad Cieśniną Tatarską, oddzielająca go od wyspy Sachalin. Port ten ma duże znaczenie i możliwości, ze względu na kończącą się tu linię kolejową BAM (Bajkalsko-Amurska Magistrala).

Kolej ta będzie dostarczać węgiel z kopalń całego Dalekiego Wschodu. Wraz z nowym portem w pobliskiej miejscowości Sowietskaja Gawań ma on przeładowywać węgiel przeznaczony na eksport w ilości ok. 140 mln ton rocznie! Będzie to jeden z największych terminali węglowych w rejonie Pacyfiku, dorównujący pod tym względem australijskiemu portowi Newcastle.

Rosyjski przemysł węglowy uważany jest za strategiczną gałąź gospodarki. Rosjanie uważają, że w następnej dekadzie popyt na węgiel i jego cena będą dramatycznie wzrastać.

Już obecnie przygotowują oni do tego swoje górnictwo, jego zaplecze logistyczne i transportowe. Dzieje się to w sytuacji, kiedy w Chinach spada popyt na gorsze jego gatunki. Kraj ten przebudowuje swoją strukturę wydobycia i jest wielce prawdopodobne, że ograniczy swoje górnictwo węglowe na rzecz zwiększenia importu.

Trzecim czynnikiem perspektywicznym dla węgla kamiennego staje się jego stale rosnący import do Indii. Podobnie jak import do Japonii osiąga on wielkość ok. 140 mln t. W kraju tym stale wzrasta też wydobycie węgla, które obecnie wynosi ok. 0,5 mld t. Indie planują osiągnąć w roku 2017 jego konsumpcję w skali 730 mln t i w następnych kilku latach przescignąć pod tym względem USA, wychodząc na drugie miejsce na świecie po Chinach.

Porzucić zabobony

Polska nie bierze udziału w rozwoju eksploatacji surowców w azjatyckich krajach pretendujących do miana światowych mocarstw gospodarczych. Z zainteresowaniem przyglądamy się temu frapującemu wyścigowi w wydobyciu zarówno surowców energetycznych, jak i wszelkich innych. Kluczową przyczyną polskiej bierności jest brak woli i chęci współpracy z potęgami światowej gospodarki. Ten brak woli wynika z politycznych uwarunkowań, z których dominującym jest państwowa własność kopalń na Górnym Śląsku.

Dla polskich polityków najważniejszy jest tzw. święty spokój i o to dbają oni najbardziej. Na dodatek polskie górnictwo nie jest lubiane w Unii Europejskiej, a nasi politycy nie zamierzają narażać się swoim europejskim idolom. Tyle tylko, że UE ze swoją antywęglową gospodarką stale cofa się w stosunku do krajów Dalekiego Wschodu. Dlatego warto zdobyć się na trochę odwagi i porzucić europejskie antygórnicze zabobony. W wyniku istniejącego sporu o surowce znajdujące się pomiędzy Bliskim i Dalekim Wschodem możemy uzyskać intratne kontrakty. Wszak nawet największe korporacje nie wszystko mogą wykonać własnymi siłami. Wyjdzie to nam tylko na dobre, a przy okazji będziemy mieli szansę na choćby skromny udział w budowie azjatyckich potęg górniczych.

Artykuł ukazał się oryginalnie na portalu nettg.pl.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Surowce pomiędzy Dalekim a Bliskim Wschodem Reviewed by on 13 września 2013 .

Pierwsza dekada XXI wieku upłynęła pod znakiem niebywałego rozwoju państw Dalekiego Wschodu. Przyczyniła się do tego aktywność gospodarcza największych populacji świata, którymi są społeczeństwa Chin i Indii oraz sąsiadujących z nimi państw. Generalnie trend ten obejmuje prawie wszystkie kraje Dalekiego Wschodu, położone zarówno na wybrzeżu Pacyfiku, jak i w głębi azjatyckiego lądu. Podstawą ich rozwoju

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź