Artykuły

A. Maksymowicz: Mongolia – sukces i porażka

Tavan_Tolgoi_05

Złoża węgla kamiennego w Tavan Tolgoi; commons.wikimedia.org

Poniedziałkowa wizyta Prezydenta RP w Mongolii (21.10) w mediach odnotowana została jako sukces. I niewątpliwie tak jest. Jest to sukces właśnie medialny, propagandowy i wizerunkowy. Mniej dyplomatyczny, jeszcze mniej polityczny, a na pewno już nie gospodarczy. Na ten ostatni aspekt zwróciła uwagę PAP, która w jednym komunikacie podał triumfalną wiadomość o podpisaniu umów na 100 mln USD, a w drugiej jego wersji pominęła tę wstydliwą skalę naszego zaangażowania w tym kraju.

Nie jest to sukces dyplomatyczny, gdyż w delegacji polskiej zabrakło szefa MSZ, odpowiedzialnego za utworzenie ambasady polskiej w Ułan Bator, której jak dotąd nie ma. Sprawę tę dyplomatycznie pominięto w komunikacie, gdyż prawdopodobnie nie życzy jej sobie strona mongolska. I nic tu nie pomogą żadne zaklęcia o odwiecznej przyjaźni, wspólne zdjęcia rodzinne z mongolskimi dziećmi, a nawet wdzięczność Mongołów, którzy kształcili się na naszych wyższych uczelniach. Sprawa jest zbyt poważna, aby Mongołowie wyrazili na to zgodę. Jest to sprawa niepodległości Mongolii, która istnieje tylko dzięki rosyjskim gwarancjom. Inaczej dawno by podzieliła los Tybetu. Zresztą Chiny przy każdej okazji podkreślają, że Mongolia od zawsze należała do ich państwa, a teraz należy do nich tylko jej połowa, która nazywa się Mongolia Wewnętrzna. Polski klucz do Mongolii znajduje się w Moskwie. Jeżeli na tej linii nie nastąpi poprawa, to o kraju tym można zapomnieć.

Można się przeliczyć

Liczymy na współpracę gospodarczą. Pod takim hasłem prezydent RP i towarzyszący mu wicepremier prowadzili wszystkie swoje rozmowy z mongolskimi partnerami. Były one miłe, sympatyczne i przyjazne. Zapewniano się wzajemnie o konieczności większej wymiany towarowej, biznesowej, przede wszystkim w branży górniczej, która jest motorem rozwoju gospodarczego Mongolii. Najwięcej jednak mówiono o demokracji, wolności i pogłębionej współpracy. Czyli tak naprawdę nie mówiono o czymś konkretnym. Z drugiej jednak strony wizytę tę trzeba ocenić pozytywnie.

Polska robi, co może, aby poprawić swoje relacje z Mongolią i wziąć udział w rozbudowie jej potężnego sektora górniczego. Wyrazem tej woli jest powtórne zaproszenie prezydenta tego kraju do złożenia wizyty w Warszawie. Eksploatacją tamtejszych surowców zainteresowane są największe potęgi świata. Zaczyna się od wspomnianej już Rosji, potem są USA, Kanada i Australia, Niemcy oraz Francja. Ostatnio do grona tego dołączyły Japonia i Korea Południowa. Dyskretnie swoje kapitały na górniczym rynku mongolskim starają się zainwestować Chiny. Polska, która w poprzednim okresie miała najlepsze europejskie kontakty z Mongolią, dziś jest na całkowitym marginesie jej zainteresowań. Od strony formalnej przyczynił się do tego wspomniany MSZ, który ze względów „oszczędnościowych” zlikwidował polską ambasadę w Ułan Bator. Teraz nasze interesy w Mongolii reprezentuje ambasada w Pekinie.

Ponieważ Mongołowie z wiadomych powodów wolą unikać chińskiej ingerencji w swoje interesy, ambasada ta ma bardzo ograniczone możliwości gospodarczego reprezentowania nas na tym rynku. Bez tej ambasady, żadne nasze interesy w Mongolii nie mogą się rozwinąć. Dzieje się tak dlatego, że trzeba być tam na miejscu, aby wszystkiego dopilnować w kontekście choćby czysto formalnym i organizacyjnym, jak wizy, spotkania z rządowymi przedstawicielami tamtejszego górnictwa oraz bieżąca obserwacja wydarzeń, które zachodzą w tym kraju. Są to wszystko rzeczy oczywiste. Dlatego bez załatwienia elementarnych spraw konsularnych i reprezentacyjnych z wszystkimi innym można się tylko przeliczyć.

Sto milionów dolarów

Wicepremier Janusz Piechociński w wypowiedzi dla mediów w Ułan Bator pochwalił się podpisaniem kontraktów górniczych na 100 mln USD. Podpisała je katowicka prywatna firma budowy maszyn górniczych Famur, która od dawna już istnieje na tym rynku. Kontrakt ten był przez nią przygotowany i uzgodniony. Obecność wicepremiera i prezydenta na tej ceremonii podnosi wiarygodność firmy, co przekłada się na jej rzeczywisty sukces.

Co do jego skali, jest ona duża jak na tę firmę. Jednak jak na reprezentantów średniej wielkości państwa europejskiego jest to zaledwie symbol biznesu. Na mongolskim rynku górniczym zagraniczne firmy liczą się z inwestycjami liczonymi od miliarda dolarów w górę. Dlatego tak naprawdę nie ma czym się chwalić. Jak wiemy, wicepremier odpowiada za całą polską gospodarkę i całe nasze górnictwo. Popierany w tej sprawie Famur radzi sobie na tym rynku doskonale. Jest on reprezentantem tylko małej cząstki naszego górnictwa. Podstawowe problemy polskiego górnictwa wiążą się z eksploatacją węgla kamiennego, którym zarządzają spółki Skarbu Państwa. Warto zapytać, co dla tej najważniejszej części górnictwa załatwił w Mongolii wicepremier? Od strony konkretów nic. Podpisano zaledwie list intencyjny, w którym podkreślono konieczność rozwoju wzajemnych relacji w sprawach górniczych.

List jak list, nie jest niczym zobowiązującym, to nie umowa na konkretne zamówienia. Czy postulaty tego listu będą wdrażane w życie? Jest to bardzo wątpliwe wobec braku perspektyw na otworzenie polskiej ambasady w Ułan Bator. List ten nikomu nie szkodzi ani nikogo do niczego nie zobowiązuje. Żeby nie wyjechać z mongolskiej stolicy całkiem z pustymi rękami, zdecydowano się na podpisanie chociaż tak mało znaczącego dokumentu.

Górnicze potrzeby Mongolii

Polskie maszyny górnicze są cenione w Mongolii i we wszystkich azjatyckich krajach zajmujących się eksploatacją surowców. Na czele z Rosją i jest to dobra wizytówka naszego przemysłu górniczego. Jednak maszyn na górniczym rynku mongolskim nie brakuje, wszak USA, a szczególnie Niemcy, specjalizują się w ich eksporcie. Brakuje na nim nadal kapitałów inwestowanych w konkretne przedsięwzięcia eksploatacyjne. Dokładniej to Mongołowie chcieliby, aby kapitały te były dla nich wiarygodne i przyjazne, a nie wrogie. Z tym ostatnim przypadkiem spotkali się przy realizacji największego górniczego przedsięwzięcia w tym kraju, jakim jest budowa odkrywkowej kopalni miedzi Oyu Tolgoi, położona na pustyni Gobi. Do kluczowego sporu doszło w sprawie operacji finansowych jej właściciela – firmy Rio Tinto.

Dopiero postawienie tej sprawy na ostrzu noża spowodowało uspokojenie sytuacji i kapitulację australijskiej firmy. Dano jej do wyboru alternatywę albo jej finanse będą prowadzone przez banki mongolskie, albo dojdzie do nacjonalizacji kopalni za pełnym odszkodowaniem. Spór ten bardzo zaszkodził zagranicznym inwestycjom górniczym w Mongolii, które znacznie się zmniejszyły. Jest zatem miejsce, pora i sytuacja, aby to wykorzystać i wejść na mongolski rynek. Kwestia ambasady i porozumienia z Rosją byłaby tego warta. Generalnie w Mongolii można znaleźć wszystkie strategiczne surowce potrzebne dla nowoczesnych technologii. Brakuje jedynie dużych odkryć gazu i ropy naftowej. Są za to kolosalne zasoby węgla kamiennego, który wydobywa się odkrywkowo, na skalę możliwości transportowych. Pokłady o miąższości ok. 40 m zalegają poziomo tuż przy powierzchni terenu. Ich zasoby liczone są w miliardach ton. Mongolska infrastruktura, energetyka i górnictwo rud metali szlachetnych, kolorowych i rzadkich oraz węgla kamiennego i brunatnego czekają jeszcze na swoich inwestorów.

Interesujące fantazje

Pozornie wydaje się, że tego rodzaju propozycje pod naszym adresem są nie na miejscu. Wszak brakuje nam kapitału na własne potrzeby, a co dopiero mówić o lokowaniu go poza granicami kraju. Jak pokonać tę barierę kapitału w Mongolii, pokazuje niewielka kanadyjska firma Ivanhoe, która podjęła się budowy jednej z największych kopalni miedzi wspomnianej Oyu Tolgoi. Nie mając na to kapitałów, przedłożyła ona korzystne oferty szeregowi banków światowym, które udzieliły jej pożyczek w skali kilku miliardów dolarów, przeznaczonych na realizację tego projektu. W końcowej jego fazie sprzedała ona swoje udziały w tym projekcie Rio Tinto, zarabiając na tym kolejne miliardy dolarów oraz spłacając korzystnie wszystkie udzielone jej na ten cel kredyty.

Czy takiej operacji nie mógłby w Mongolii podjąć się największy polski inwestor zagraniczny, którym jest KGHM Polska Miedź SA.? Z jakich powodów w delegacji do Mongolii zabrakło jego przedstawiciela trudno zgadnąć. Wydaje się, że szukanie w Mongolii prostych rozwiązań dla naszych inwestycji już dawno się tam skończyło. Teraz trzeba większego w tym wyrafinowania, i to zarówno politycznego, jak i gospodarczego, a przede wszystkim inwestycyjnego. Właścicielem polskiego górnictwa węglowego jest Skarb Państwa i reprezentujący jego interesy Ministerstwo Fospodarki. Na nich spoczywa obowiązek dobrze przygotowanej naszej inicjatywy górniczej w Mongolii. Bez tego wszelkie postulaty, propozycje i oczekiwania należy uznać za interesujące fantazje.

Artykuł ukazał się oryginalnie na portalu nettg.pl.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Maksymowicz: Mongolia – sukces i porażka Reviewed by on 25 października 2013 .

Poniedziałkowa wizyta Prezydenta RP w Mongolii (21.10) w mediach odnotowana została jako sukces. I niewątpliwie tak jest. Jest to sukces właśnie medialny, propagandowy i wizerunkowy. Mniej dyplomatyczny, jeszcze mniej polityczny, a na pewno już nie gospodarczy. Na ten ostatni aspekt zwróciła uwagę PAP, która w jednym komunikacie podał triumfalną wiadomość o podpisaniu umów na 100

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 3

  • Witam,

    Gratuluję napisania interesującego wpisu. Jak można się z Panem skontaktować?

    Pozdrawiam serdecznie,
    Zoljargal Byambatsogt

    • Panie Zoljargal. Dziękuję za niezasłużone pochwały. Chętnie wymienię z Panem poglądy na temat bliskiej mi Mongolii. Moje namiary kontaktowe są w posiadaniu Redakcji CSPA. Proszę zwrócic się o to do redaktora strony CSPA Oskara Pietrewicza powołując się na moja zgodę wyrażoną tym wpisem: [email protected] lub do koordynatora CSPA Adriany Filipiak pod adresem:ada.filip[[email protected] Moje namiary posiada również redaktor naczelny redakcji górniczej Krystian Krawczyk :[email protected]
      Pozdrawiam serdecznie
      Adam M.

Pozostaw odpowiedź