Artykuły,Publicystyka

A. Łuszczykiewicz: Pielgrzymka przyjaźni czy pielgrzymka interesu? Znaczenie otwarcia przejścia w Nathu La dla stosunków chińsko-indyjskich

W końcu ubiegłego miesiąca indyjskie media rozpisywały się na temat wydarzenia, które świadczyć mogłoby o budowaniu przyjaźni i zaufania z chińskim sąsiadem. 22 czerwca otwarto drugie przejście graniczne między Indiami a Chinami (a dokładniej: między indyjskim stanem Sikkim a Tybetańskim Regionem Autonomicznym), przeznaczone dla hinduskich pielgrzymów. Celem kilkudziesięcioosobowej grupy, która jako pierwsza przekroczyła tego dnia granicę, było dotarcie do dwóch świętych dla hinduizmu miejsc: jeziora Manasarovar oraz góry Kailash leżących na terenie  chińskiego Tybetu. Droga przez Nathu La to zatem jedna z dwóch tras, z których odtąd korzystać mogą hinduscy pielgrzymi – pierwszą opcją jest droga przez Lipulekh w stanie Uttarakhand, która z uwagi na konieczność pokonania części dystansu pieszo uważana jest za bardziej wymagającą; rocznie przemierza ją 18 grup liczących zwykle około 60 osób, podczas gdy nową trasą pojedzie co roku dodatkowych 250 osób.

Otwarcie nowego przejścia dla hinduskich pielgrzymów pozornie może nie wydawać się z punktu widzenia geopolityki i relacji międzynarodowych wydarzeniem wielkiej wagi. Wiedząc jednak o tym, iż w działaniach kształtujących charakter stosunków chińsko-indyjskich zarówno jedną, jak i drugą stronę trudno posądzać o bezinteresowność, warto się zastanowić, jakie znaczenie kwestia ta może mieć dla obu krajów. Innymi słowy: komu i dlaczego otwarcie nowej, liczącej 1500 kilometrów trasy dla indyjskich pielgrzymów się opłaca?

Przede wszystkim decyzja o zwiększeniu ruchu pielgrzymkowego mogłaby stanowić krok w normalizacji stosunków chińsko-indyjskich i próbę załagodzenia konfliktu granicznego, który towarzyszy obu krajom od momentu uzyskania przez nie niepodległości. Warto zauważyć, że uregulowanie spraw związanych z podróżami o charakterze religijnym to, wbrew pozorom, kwestia dla relacji chińsko-indyjskich dość istotna – wszak sławnych Pięć Zasad Pokojowego Współistnienia, na których przynajmniej w wymiarze deklaratywnym zamierzano budować chińsko-indyjskie stosunki, towarzyszyło umowie z 1954 roku dotyczącej między innymi właśnie ruchu pielgrzymkowego. Nie dziwić zatem powinna wypowiedź jednego z uczestników pierwszej grupy pielgrzymkowej, Taruna Vijaya, posła reprezentującego rządzącą partię BJP, który podsumował patetycznie: „To nie tylko pielgrzymka, to pielgrzymka przyjaźni między Indiami a Chinami”. Nie sposób oczywiście zaprzeczyć, że otwarcie drugiego przejścia dla pielgrzymów jest elementem ocieplania relacji chińsko-indyjskich i budowania wzajemnego zaufania, lecz o przyjaźni sensu stricto czy o drodze do całkowitego rozwiązania sporu granicznego raczej nie może być mowy – to, że obu stronom udało się porozumieć w kwestii przepływu zaledwie 250 pielgrzymów rocznie, wcale nie oznacza, że wkrótce uda im się porozumieć w kwestii sporu o ziemie Kaszmiru czy stanu Arunaćal Pradeś (dawnego NEFA). Jeśli więc chodzi o korzyści płynące z otwarcia Nathu La dla pielgrzymów, ewentualna możliwość powolnego rozwiązywania sporu granicznego na pewno nie jest tym aspektem, dla którego Indie i Chiny tego zadania się podjęły.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Drugą sferą, w której szukać można by ewentualnych korzyści, jest sfera ekonomiczna. Choć twierdzenie, że droga wiodąca przez Nathu La (stanowiąca jedną z odnóg Szlaku Jedwabnego) od wieków tętniła życiem, byłoby sporą przesadą, to jak na warunki wysokogórskie rzeczywiście była ona szlakiem uczęszczanym i istotnym z punktu widzenia handlowego i strategicznego już od czasów starożytnych. Tędy przemieszczały się brytyjskie wojska kontrolujące Tybet na przełomie XIX i XX wieku; tędy też uciekali tybetańscy uchodźcy po zdławionym powstaniu w 1959 roku. Niemniej, po wojnie granicznej w 1962 roku, która przyniosła niemal całkowite zamrożenie relacji chińsko-indyjskich, przejście to zostało zamknięte na wiele dziesięcioleci. Do ponownego jego otwarcia doprowadziły rozmowy, które podjął premier Atal Bihari Vajpayee podczas swojej wizyty w Chinach w 2003 roku. W końcu w 2006 roku przejście zostało ponownie otwarte, lecz tylko i wyłącznie dla handlu przygranicznego – okoliczni mieszkańcy po obu stronach granicy mogli w nim uczestniczyć na podstawie specjalnie wydawanych zezwoleń. Teraz więc, wraz z napływem pielgrzymów, południowy Tybet przeżyć mógłby prawdziwy rozkwit. Na trasie między Nathu La a górą Kailash, która liczy sobie 1500 kilometrów, wyrosnąć mogłyby dziesiątki hoteli, restauracji i sklepów, a pracę mogłyby znaleźć setki ludzi – mogłyby, gdyby nie kilka dość poważnych kwestii. Po pierwsze, największą przeszkodę stanowią warunki klimatyczne, które ograniczają możliwość organizacji wypraw do zaledwie kilku w miarę ciepłych miesięcy. Po drugie, w ciągu tych kilku miesięcy zezwolenie na przekroczenie granicy w Nathu La w celach religijnych otrzyma zaledwie 250 pielgrzymów; i choć każdy z nich zapłaci za tę uduchowioną wycieczkę autokarową niemałą sumę (170 tysięcy rupii, czyli około 10 tysięcy złotych), pieniądze, jakie pozostawią oni bezpośrednio u tybetańskich mieszkańców, na pewno nie przyczynią się do rozwoju regionu w sposób rewolucyjny, nie mówiąc już o jakimkolwiek realnym znaczeniu dla bilansu handlowego między Chinami a Indiami. Niewątpliwie więc także i aspekt ekonomiczny nie jest tym czynnikiem, dla którego przejście w Nathu La warto było z punktu widzenia Pekinu lub New Delhi otwierać.

Trzecią kwestią, dla której przepływ pielgrzymów mógłby okazać się dla obu stron opłacalny, jest kwestia PR-u. Wydaje się, że więcej zyskują w ten sposób władze indyjskie aniżeli chińskie, choć i dla tych jest to pod względem wizerunkowym dość korzystny zabieg. Dzięki niemu Chiny pokazują Azji i światu swoje „tolerancyjne” oblicze – są wrażliwe na uczucia religijne obywateli sąsiedniego państwa i choć same pozostają (przynajmniej oficjalnie) krajem mocno zateizowanym, nie prowadzą przy tym polityki antyreligijnej (chińscy chrześcijanie czy tybetańscy buddyści nie mogą być przecież prześladowani, skoro władze dbają o życie religijne nawet obywateli obcego państwa!). Niemniej, otwarcie przejścia w Nathu La zdaje się przynosić więcej korzyści rządowi indyjskiemu – a w kraju, gdzie zdecydowana większość z około 800 milionów hindusów jest bardzo silnie przywiązana do tradycji religijnych, każde działanie służące obronie lub rozwijaniu kultu hinduistycznego zostanie przyjęte z entuzjazmem. Co więcej, umożliwienie dodatkowym 250 osobom rocznie odbycia pielgrzymki do góry Kailash ma wymiar szczególny – jak wierzą hindusi, to właśnie tam mieszka bóg Śiwa, jeden z najważniejszych i najlepiej rozpoznawalnych bogów w hinduskim panteonie. Z religijnego punktu widzenia pielgrzymka do góry Kailash jest więc jedną z najważniejszych pielgrzymek, w jaką udać mogą się wyznawcy hinduizmu, a na pewno najważniejszą dla tych, którzy szczególną czczą otaczają boga Śiwę.

Kto się tak troszczy o zachowanie tradycji hinduskich? Większość z zapytanych o to hindusów odpowiedziałaby zapewne, że Narendra Modi – to w ciągu pierwszych miesięcy jego kadencji prezydent Xi Jinping obiecał otwarcie przejścia Nathu La dla indyjskich pielgrzymów. Nie ulega wątpliwości, że poczynione przez Modiego starania doskonale wpisały się w ruch hindutwy, czyli hinduskości; pytanie jednak, czy w ten sposób premier Modi rzeczywiście troszczył się o zachowanie kultu Śiwy, czy też raczej o poparcie wyznawców Śiwy dla swojej partii. Podobnie zresztą przedstawia się sprawa z obchodzonym w tym roku w najróżniejszych miejscach na całym świecie Międzynarodowym Dniem Jogi – warto rozważyć, czy Narendra Modi ćwiczący na najsłynniejszej ulicy New Delhi (a może i całych Indii) bardziej zainteresowany był budowaniem pozytywnego wizerunku Indii na arenie międzynarodowej, umacnianiem pozycji swojej partii w kraju i upowszechnianiem ideologii hindutwy, czy też faktycznie chodziło mu o promocję zdrowego trybu życia i uduchowiania swoich obywateli.

Kończąc wątek PR-owy warto zauważyć, że dzięki sukcesowi związanemu z otwarciem przejścia w Nathu La wizerunkowo zyskał nie tylko premier Modi. Nad szczegółami porozumienia pracowała podczas wizyty w Chinach w lutym tego roku także Sushma Swaraj, minister spraw zagranicznych, jeden z najdzielniejszych i najwierniejszych żołnierzy Modiego, wielka orędowniczka hinduskości (swego czasu niemałą burzę wywołała jej propozycja uznania Bhagawadgity za „narodową księgę” Indii). I chociaż to pewnie premier Modi będzie przez większość hindusów uznany za autora tego swoistego pielgrzymkowego sukcesu, co lepiej zorientowani w kwestiach politycznych obywatele skojarzą z tym osiągnięciem także i Sushmę Swaraj.

Wracając do postawionego we wstępie pytania, należy podkreślić, że otwarcie przejścia Nathu La dla pielgrzymów jest dla Indii i Chin wydarzeniem istotnym przede wszystkim ze względów wizerunkowych, i to zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznej. Trzeba zresztą przyznać, że w kontekście pracy nad rozwojem relacji chińsko-indyjskich sprawianie dobrego wrażenia wychodzi od jakiegoś czasu indyjskim i chińskim politykom całkiem nieźle. Szkoda tylko, że ambasador Chin w Indiach Le Yucheng, obecny podczas przejazdu pierwszej grupy pielgrzymów przez granicę, nie podzielił się z mediami żadnym selfie – ciekawe, jak postąpiłby na jego miejscu Narendra Modi, którego słynne selfie z premierem Li Keqiangiem z majowej wizyty w Chinach obiegło cały świat.

Antonina Łuszczykiewicz – Absolwentka kulturoznawstwa dalekowschodniego, obecnie doktorantka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Laureatka stypendium konfucjańskiego na uniwersytecie Xi’an Jiaotong Daxue. Autorka monografii „Psalmista szowinizmu”. Rudyard Kipling wobec Indii i Indusów (2014). Interesuje się historią relacji chińsko-indyjskich oraz tematyką związaną z funkcjonowaniem uprzedzeń i stereotypów. Pasjonatka języka chińskiego i hindi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Łuszczykiewicz: Pielgrzymka przyjaźni czy pielgrzymka interesu? Znaczenie otwarcia przejścia w Nathu La dla stosunków chińsko-indyjskich Reviewed by on 29 lipca 2015 .

W końcu ubiegłego miesiąca indyjskie media rozpisywały się na temat wydarzenia, które świadczyć mogłoby o budowaniu przyjaźni i zaufania z chińskim sąsiadem. 22 czerwca otwarto drugie przejście graniczne między Indiami a Chinami (a dokładniej: między indyjskim stanem Sikkim a Tybetańskim Regionem Autonomicznym), przeznaczone dla hinduskich pielgrzymów. Celem kilkudziesięcioosobowej grupy, która jako pierwsza przekroczyła tego dnia

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź