Artykuły,Publicystyka

A. Łuszczykiewicz: „Dzieci Indii”. O Polakach w Indiach w czasie II wojny światowej

 „Cóż to za zaszczyt spędzić poranek z ‘Dziećmi Indii’!” – tymi słowami rozpoczął swoją przemowę ambasador Ajay Bisaria podczas inauguracji XVIII Światowego Zjazdu Koła Polaków z Indii. Mówiąc o „dzieciach Indii” miał na myśli Polaków, obecnie siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolatków, którzy w latach 1942–1948 po tułaczce związanej z II wojną światową i wywózką za Sybir, znaleźli schronienie przed wojenną zawieruchą właśnie na indyjskiej ziemi. 22 sierpnia rozpoczął się w Krakowie zjazd, na który przybyło – nie tylko z Polski, lecz z całego świata – pięćdziesiąt jeden osób, dzieląc się wspomnieniami z jednej z najpiękniejszych kart historii polsko-indyjskich kontaktów.  

Od Stalina do „Dobrego Maharadży”

Historia Polaków w Indiach w okresie II wojny światowej to przede wszystkim losy około pięciu tysięcy osób, w tym głównie dzieci, które w latach 1940-1941 zostały wywiezione z rodzinnych Kresów w głąb Związku Radzieckiego. Dopiero polsko-radzieckie porozumienie z sierpnia 1941 roku utorowało drogę do zwalniania Polaków – osadzonych przecież za „przestępstwa nigdy niepopełnione” – z więzień i obozów pracy oraz tworzenia wojsk polskich na terytorium radzieckim pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Wówczas losem Polaków – a w szczególności polskich sierot – zainteresował się Jam Saheb Digvijaysinhji, maharadża Nawanagaru w regionie Gudźaratu, kanclerz Izby Książąt i przedstawiciel Indii w Gabinecie Wojny Imperium Brytyjskiego. To właśnie on otworzył drzwi swojego księstwa dla pierwszej grupy 500 polskich sierot. Drogą wiodącą przez Aszchabad i Meszhed (a więc współczesny Turkmenistan i Iran), dotarły one do granic Indii, a dokładniej: Indii Brytyjskich. Jak wspomina córka Jam Saheba, Harshad Kumari, choć decyzja ta niespecjalnie spodobała się władzom brytyjskim, maharadża jasno zadeklarował, że Polacy będą jego „osobistymi gośćmi”.

Można oczywiście zapytać, dlaczego Jam Saheb zainteresował się losem właśnie polskich dzieci? Być może wpływ na to miała przyjaźń pomiędzy jego rodziną a pewną rodziną polską – okazuje się bowiem, że obok szwajcarskiej posiadłości jego wuja, którego odwiedzał, znajdował się dom wielkiego polskiego pianisty, Ignacego Jana Paderewskiego. Poza Jam Sahebem, rękę do „Indian” – bo tak określają siebie w ramach swoistej kalki z języka angielskiego członkowie Koła – wyciągnął Konsulat Polski w Bombaju, a także Polski oraz Indyjski Czerwony Krzyż. Charytatywnych wpłat dokonali również inni, zaprzyjaźnieni z Jam Sahebem maharadżowie. Sam Jam Saheb wraz z rodziną doglądał budowy i funkcjonowania polskich osiedli – nic dziwnego, że Polacy z Indii do dziś nazywają go z dumą i nieskrywaną sympatią „Dobrym Maharadżą”.

Indie – „kraina mlekiem i miodem płynąca”

Ewakuacja Polaków do Indii rozpoczęła się w lutym 1942 roku. Najważniejsze ośrodki, jakie powstały na terenie subkontynentu, to Balachadi na terenie Gudźaratu oraz Valivade, wznoszone od połowy 1943 roku niedaleko miasta Kolhapur. Docelowo miało się tam znaleźć 6 tysięcy Polaków, głównie ludzi starszych, niepełnosprawnych, a także kobiety i dzieci. Osiedle w Valivade, które z czasem rozrosło się do rozmiarów małego miasteczka, ogłoszono miejscem bezpiecznym, niemal całkowicie wolnym od malarii, a do tego zasobnym w wodę za sprawą płynącej nieopodal rzeki Panchgangi. Pierwsza grupa Polaków przybyła tam 11 czerwca 1943 roku. Osiedle finansował polski rząd w Londynie, pieniędzmi zaś zarządzały brytyjskie władze w Indiach. Z czasem do Valivade trafili też mieszkańcy Balachadi, gdy osiedle to zostało zamknięte.

Przede wszystkim, z rozmaitych artykułów, książek i filmów, zrealizowanych z udziałem „Indian”, jak również z bezpośrednich rozmów przy okazji takich spotkań, jak podczas tegorocznego zjazdu, można się przekonać, że Indie okazały się dla Polaków prawdziwą krainą szczęśliwości. Prezes Koła, pan Andrzej Jan Chendyński, stwierdził podczas otwierającego zjazd przemówienia, że Indie były dla polskich dzieci prawdziwym domem, miejscem, gdzie mogły się uczyć, bawić, angażować w działalność harcerską. Nie powinno dziwić, że po okresie spędzonym w Związku Radzieckim nawet tak biedny kraj, jak Indie, wydał się dzieciom krajem dostatku i radości. Dość gorzko zabrzmiała podobna uwaga poczyniona przez panią Aleksandrę Szemioth, prezes krakowskiego zarządu Związku Sybiraków, która w swoim przemówieniu wprost nazwała je „szczęściarzami” – tak, szczęściarzami (jakkolwiek niedorzecznie to brzmi), ponieważ mimo wszystkich nieszczęść, jakie na nie spadły, spędziły w „czerwonym raju” znacznie mniej czasu aniżeli tysiące Polaków, którzy na swoje nieszczęście utknęli w nim na wiele długich lat.

IMG_20160906_100858

Chociaż pobyt w Indiach uważają uczestnicy zjazdu za niezwykle radosny okres, w końcu, po zakończeniu wojny i odzyskaniu przez Indie niepodległości w 1947 roku (co zresztą Polacy hucznie świętowali wraz z Indusami) przyszedł czas na podjęcie życiowych decyzji. Zgodnie z opowieściami „Indian”, w kraju nad Gangesem została tylko jedna Polka, Wanda Nowicka, która wyszła za mąż za Indusa i po kilkudziesięciu latach prawdopodobnie jako ostatnia spoczęła na niewielkim polskim cmentarzu w Valivade. Pozostali albo wyemigrowali do rozmaitych krajów anglojęzycznych (głównie do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii i Australii), albo wrócili do Polski. Ci ostatni – podobnie jak wielu innych powracających z różnych stron świata rodaków – musiało stawić czoła rozmaitym problemom wiążącym się z nowym ustrojem państwa. Podczas spotkania ze studentami Uniwersytetu Jagiellońskiego w październiku 2014 roku obecny na zjeździe pan Lech Trzaska wspominał, jak jeden z nauczycieli pytał go ironicznie: „Gdzie jest twój Anders?”. Z kolei pani Maria Gabiniewicz, która sześć lat spędziła w osiedlu w Rodezji Północnej, przyznała w rozmowie, że gdy jako 15-latka dotarła w 1949 roku do Polski, najpierw była przesłuchiwana, później zaś, ze względu na wojenne losy, nie dostała się na studia – dopiero dzięki pomocy doceniających jej dobre wyniki w nauce wykładowców została przyjęta na Uniwersytet Warszawski. Oczywiście, podobnie jak wszystkim Sybirakom, także i „Indianom” zabroniono mówić o doświadczeniach wywózki w głąb Związku Sowieckiego.

Wielki rok dla Polaków z Indii

Jednym z najważniejszych elementów XVIII Światowego Zjazdu Koła Polaków z Indii było wręczenie przez przedstawiciela Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych medali „Pro Patria” – odznaczenia cywilnego, którym honoruje się osoby szczególne zasłużone przede wszystkim w kwestii kultywowania pamięci o walce o niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej. Odznaczonych zostało 14 Polaków, mieszkających zarówno w kraju, jak i za granicą. Osoby te przez lata upowszechniały wiedzę na temat losów Polaków w czasie II wojny światowej za sprawą wystaw czy publikacji, a także wspierały rozwój polskiej kultury w innych krajach, między innymi zajmując się organizowaniem nauki języka polskiego dla potomków wojennych emigrantów.

Niemniej, nie tylko zjazd był w tym roku dla Polaków z Indii wielkim wydarzeniem. W siedzibie ONZ w Nowym Jorku od 22 do 29 kwietnia można było oglądać wystawę „Droga do Indii. Polskie osiedla w Balachadi i Valivade 1942-1948″, która przygotowana została przez Muzeum Historii Polski oraz Stałe Przedstawicielstwo RP przy ONZ w Nowym Jorku. Ekspozycja składała się z 23 plansz, opowiadających o rozmaitych aspektach życia Polaków w Indiach. W otwarciu wystawy wzięła udział premier Beata Szydło.

Jeśli chodzi o jeszcze jedno ważne dla „Indian” wydarzenie, nieco nieśmiało można zacząć mówić o planach nowej polsko-indyjskiej produkcji filmowej. Obecny na otwarciu zjazdu Anuj Sharma, przedstawiciel filmowej ekipy, zdradził jedynie tyle, że w przeciwieństwie do poprzednich produkcji, jakie powstały na temat Polaków w Indiach (wśród których warto wymienić „Małą Polskę w Indiach” w reżyserii Anu Radhy z 2013 roku), tym razem film ma być utrzymany w „bardziej bollywoodzkim” stylu. Być może więcej szczegółów zdradzi wkrótce reżyser, który miał przyjechać do Polski na początku września.

***

Kolejne dni zjazdu uczestnicy spędzili niezwykle aktywnie – oprócz zwiedzania samego Krakowa mieli w planach między innymi wyjazd do Kopalni Soli w Wieliczce czy Wadowic. Wszyscy, niezależnie od tego, czy mieszkają w Polsce, w Stanach Zjednoczonych, Anglii czy RPA, podeszli do zwiedzania bardzo emocjonalnie – ze względu na to, iż ich rodzinne miasta, miasteczka i wsie znalazły się po wojnie poza granicami Polski, traktują podróże po kraju nieco inaczej niż przeciętni turyści. Zresztą i do losu tułacza – tak bowiem określają swoje doświadczenia – patrzą przez pryzmat pomocy i gościnności, jakiej doświadczyli w Indiach od Jam Saheba oraz indyjskich lekarzy, którzy po okresie głodu i nędzy na Syberii przywracali ich do zdrowia. Jeden z uczestników zjazdu zaapelował na koniec, by wzorem Jam Saheba i innych Indusów, którzy przyjęli polskich tułaczy, teraz Polacy zapraszali do siebie dzieci z krajów ogarniętych wojną. Apel ten przyjęli uczestnicy zjazdu burzą braw. W tym kontekście, niezależnie od opinii na temat tego typu inicjatyw i dyskusji nad zaangażowaniem Polski i Polaków w pomoc cywilom cierpiącym przez konflikty wojenne w różnych częściach świata, nie sposób przynajmniej na moment nie zadumać się nad losem polskich dzieci-tułaczy.

Antonina Łuszczykiewicz – absolwentka kulturoznawstwa dalekowschodniego, które ukończyła z wyróżnieniem, obecnie doktorantka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Laureatka stypendium konfucjańskiego na uniwersytecie Xi’an Jiaotong Daxue. Autorka monografii „Psalmista szowinizmu”. Rudyard Kipling wobec Indii i Indusów (2014) oraz Azjata jako źródło zagrożenia. Rekonstrukcja wizerunku Indusów i Chińczyków w literaturze brytyjskiej przełomu XIX i XX wieku (2016). Interesuje się historią relacji chińsko-indyjskich oraz tematyką związaną z uprzedzeniami i stereotypami. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą kulturowej interpretacji Pancha Shila. Pasjonatka języka chińskiego i hindi. 

Udostępnij:
  • 17
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    17
    Udostępnienia
A. Łuszczykiewicz: „Dzieci Indii”. O Polakach w Indiach w czasie II wojny światowej Reviewed by on 6 września 2016 .

 „Cóż to za zaszczyt spędzić poranek z ‘Dziećmi Indii’!” – tymi słowami rozpoczął swoją przemowę ambasador Ajay Bisaria podczas inauguracji XVIII Światowego Zjazdu Koła Polaków z Indii. Mówiąc o „dzieciach Indii” miał na myśli Polaków, obecnie siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolatków, którzy w latach 1942–1948 po tułaczce związanej z II wojną światową i wywózką za Sybir, znaleźli schronienie

Udostępnij:
  • 17
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    17
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź