Artykuły,Publicystyka

A. Łuszczykiewicz: „Diamenty są wieczne”. Spór o diament Koh-i-Noor w kontekście postkolonialnym

W ubiegłym tygodniu media doniosły o kolejnym wątku toczącego się od kilkudziesięciu lat sporu o jeden z najsławniejszych diamentów świata. Pakistański prawnik Javed Iqbal Jaffry złożył w lahorskim sądzie wniosek skierowany przeciwko samej królowej Elżbiecie II, żądając zwrotu 105-karatowego diamentu Koh-i-Noor. Chociaż sąd oddalił (nie pierwszą już) petycję prawnika, Jaffry nie zamierza ustąpić w walce o zwrot diamentu, będącego, jego zdaniem, dziedzictwem i własnością ludu prowincji Pendżabu.

Chociaż na pozór sprawa może się wydać kuriozalna (sam Javed Iqbal Jaffry, jak donosi dziennikarka BBC, znany jest sądowi w Lahore z wielu kontrowersyjnych pomysłów), spór o diament Koh-i-Noor (czyli „Górę światła”) toczy się od lat na szczeblu międzyrządowym. Już w 1976 roku oficjalne żądanie dotyczące zwrotu diamentu wystosował do swojego brytyjskiego odpowiednika ówczesny premier Pakistanu, Zulfikar Ali Bhutto. Podobne apele wielokrotnie wystosowywała w poprzednich latach również strona indyjska, argumentująca, iż diament stanowi integralną część indyjskiej historii i kultury. W 1997 roku kontrowersje ze względu na sprawę diamentu Koh-i-Noor wzbudziła w Indiach wizyta królowej Elżbiety II – wielu Indusów mieszkających w samej Wielkiej Brytanii domagało się zwrotu diamentu jego „prawowitym właścicielom”. Chociaż w 2010 roku premier David Cameron kategorycznie uciął dyskusję nad zwrotem kamienia (stwierdził, że byłby to „niewykonalny precedens”), Indie z roszczeń nie rezygnują – działania pakistańskiego prawnika zbiegły się zresztą ze wzmożoną aktywnością działaczy indyjskich, towarzyszącą listopadowej wizycie premiera Narendry Modiego w Wielkiej Brytanii.

Wydaje się, iż pół-legendarne, pół-historyczne dzieje samego kamienia Koh-i-Noor stanowić mogłyby doskonały materiał na pełen niespodziewanych zwrotów akcji film: diament umieszczony był w oku posągu hinduskiej bogini, zdobił tron władców mogolskich, w XVIII wieku trafił do rąk perskich, by na koniec przejął go maharadża Ranjit Singh, założyciel państwa sikhijskiego na terenie Pendżabu. Następnie, na skutek wojny brytyjsko-sikhijskiej weszli w jego posiadanie Brytyjczycy, a dokładniej – Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska. W 1850 roku, z okazji 250-lecia swojego istnienia, Kompania podarowała diament królowej Wiktorii – oficjalnie był to dar najmłodszego syna Ranjita Singha, Dulipa, symbolizujący całkowite podporządkowanie sikhijskiego państwa. W XX wieku diament zagościł w koronach brytyjskich królowych – koronę ozdobioną kamieniem Koh-i-Noor nosiła królowa Elżbieta (Królowa-Matka) zarówno podczas koronacji króla Jerzego VI w 1937 roku, jak i koronacji córki, Elżbiety II, w roku 1953. Na czas uroczystości pogrzebowych Królowej-Matki w 2002 roku, koronę ze słynnym diamentem umieszczono na jej trumnie. Dziś, koronę wraz z innymi insygniami podziwiać można w The Tower of London.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Zarówno Indusi, jak i Pakistańczycy argumentują, że Koh-i-Noor został przez Brytyjczyków bezprawnie przywłaszczony w wyniku kolonialnego podboju. Sprawę tę warto jednakowoż rozpatrzyć w znacznie szerszym aniżeli brytyjsko-indyjskim czy brytyjsko-pakistańskim kontekście – przypadek ten wpisuje się bowiem w ogólnoświatową dyskusję o zwrocie przywłaszczonego w wyniku działalności kolonialnej dorobku „prawowitym” właścicielom. Do przyjęcia takiej perspektywy w kwestii diamentu Koh-i-Noor zachęca na łamach „The Guardian” znany brytyjski pisarz i filozof Julian Baggini, przywołujący w swoim artykule między innymi głośną sprawę rzeźb i płaskorzeźb partenońskich, znajdujących się obecnie w Muzeum Brytyjskim. W pierwszej połowie XIX wieku Lord Elgin, ambasador brytyjski w Imperium Ottomańskim (obejmującym tereny Grecji), zastosował na Partenonie dość kontrowersyjne techniki archeologiczne – o ich charakterze wymownie świadczy używany dziś termin „elginizm” (elginism), którym określa się stosowany wobec obiektów sztuki rabunek i wandalizm. O zwrot sprzedanych rządowi Wielkiej Brytanii w 1816 roku rzeźb walczy Grecja już od lat 30-tych XIX wieku. Zarówno więc przykład diamentu Koh-i-Noor, jak i tak zwanych marmurów Elgina świadczą o tym, że kwestia zwrotu zagrabionego dziedzictwa kulturowego to poważny problem na skalę globalną.

Argumentów tak zwolenników, jak i przeciwników zwrotu przywłaszczonego w wyniku działalności kolonialnej mienia można wymienić wiele. Naczelnym argumentem zwolenników takiego działania jest oczywiście konieczność oddania sprawiedliwości państwom azjatyckim czy afrykańskim, których dziedzictwo bez ich zgody wywieziono. Podstawą prawną w przypadku oddania obiektów kultury przez Wielką Brytanię miałby być między innymi uchwalony w 2009 roku przez brytyjski parlament The Holocaust (Return of Cultural Objects) Act, ułatwiający zwrot żydowskiego mienia zagrabionego przez Trzecią Rzeszę. Orędownicy pełnego rozliczenia z przeszłością imperialną argumentują, iż uważająca się za kraj cywilizowany Wielka Brytania powinna zastosować dokładnie te same zasady w stosunku do rabunku kolonialnego.

Przeciwnicy polityki pokolonialnych zwrotów bronią swojego stanowiska z równie wielkim zaangażowaniem. Odwołując się do jednego z ich „idealistycznych” argumentów, stwierdzić można, iż zarówno marmury Elgina, Koh-i-Noor, jak i 23 tysiące obiektów chińskich w Brytyjskim Muzeum wywiezionych nielegalnie z samego Pekinu to dziedzictwo… całej ludzkości. Tym samym, niezależnie od miejsca pobytu, świadczyć mają o wspaniałości dokonań człowieka i służyć celom edukacyjnym w najróżniejszych zakątkach świata. Pozostałe argumenty wydają się znacznie bardziej praktyczne – po pierwsze, konieczność zwrotu wszelkich zagrabionych w wyniku podbojów kolonialnych obiektów mogłaby doprowadzić do opustoszenia dziesiątek muzeów. Po drugie, w wielu przypadkach nie sposób ustalić „prawowitego spadkobiercy” – sam Koh-i-Noor znajdował się na przestrzeni wieków w posiadaniu rozmaitych dynastii, a nie państw (indyjskiego bądź pakistańskiego) we współczesnym rozumieniu tego słowa. Wreszcie, przeciwnicy zwrotu zagrabionych w wyniku wojen czy podbojów kolonialnych dzieł podkreślają, iż poszczególne kraje interesują się zazwyczaj tylko określonymi, najsłynniejszymi bądź najcenniejszymi obiektami. Innymi słowy, kwestia diamentu Koh-i-Noor w Indiach czy marmurów Elgina w Grecji wykorzystywana jest w istocie w celach propagandowych, nie jest zaś wyrazem prawdziwej troski o los kulturowego dziedzictwa. Niemniej, najpoważniejszy argument dotyczy kwestii bezpieczeństwa – zniszczone przez talibów pomniki Buddy w Afganistanie czy dewastowane przez członków tak zwanego Państwa Islamskiego w ostatnich miesiącach muzea syryjskie przywoływane są jako przykład świadczący o tym, iż tysiące obiektów kultury powinny dla ich własnego bezpieczeństwa pozostać w instytucjach zachodnich. Kwestią dyskusyjną pozostaje oczywiście to, jakie czynniki odpowiadają za wybuch tego typu niebezpiecznych dla kulturowego dziedzictwa konfliktów, i czy przypadkiem nie należałoby wśród nich wymienić interwencji zbrojnych państw zachodnich, a nawet dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych podziałów kolonialnych.

Mimo iż argumentom przeciwników polityki zwrotów kulturowego dziedzictwa trudno odmówić racji, pamiętać należy, iż strach przed opustoszeniem muzeów to jedna sprawa, a rany i upokorzenia kolonialne – to druga. Żadne argumenty nie zmienią faktu, iż w samym Muzeum Brytyjskim wiele eksponatów pochodzi z podbojów kolonialnych, których najgorsze oblicze stanowił wszak ekonomiczny wyzysk oraz poczucie europejskiej wyższości rasowej i kulturowej. Jak twierdzą orędownicy polityki rozliczenia z kolonialną przeszłością, akceptacja obecnego stanu rzeczy równoznaczna jest z zaaprobowaniem niesprawiedliwego, europocentrycznego ładu. Niemniej, niezależnie od przyjętej perspektywy, idea zwrotu kamienia Koh-i-Noor nie wydaje się jak na razie możliwa do zrealizowania – podstawową kwestią pozostaje przecież pytanie o to, czy diament powinien zostać przekazany Indiom czy Pakistanowi. Merytorycznie wątpliwe założenie, iż ostatnim „prawowitym” jego posiadaczem był sikhijski władca Pendżabu, do niczego niestety nie prowadzi – w wyniku podziału Indii Brytyjskich w 1947 roku na Indie i Pakistan części historycznego Pendżabu znalazły się po dwóch stronach pakistańsko-indyjskiej granicy. Innymi słowy, zwrócenie diamentu Koh-i-Noor jednemu krajowi odebrane zostałoby przez drugie państwo jako posunięcie równie niesprawiedliwe, jak przywłaszczenie kamienia w połowie XIX wieku przez samych Brytyjczyków.

Chociaż indyjsko-pakistański impas uniemożliwia powrót diamentu Koh-i-Noor do Azji Południowej, nie oznacza to, iż o całej sprawie należy zapomnieć. Z pewnością najprostszym  wyjściem byłoby ostateczne pogodzenie się z obowiązującym status quo – warto jednak pamiętać, iż również Polska wciąż bezskutecznie stara się o zwrot rozmaitych kulturowych obiektów zagrabionych podczas potopu szwedzkiego czy II wojny światowej. Łatwiej tym samym zrozumieć, dlaczego kwestia kamienia Koh-i-Noor wywołuje tak wielkie emocje.

Antonina Łuszczykiewicz – Absolwentka kulturoznawstwa dalekowschodniego, obecnie doktorantka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Laureatka stypendium konfucjańskiego na uniwersytecie Xi’an Jiaotong Daxue. Autorka monografii „Psalmista szowinizmu”. Rudyard Kipling wobec Indii i Indusów (2014). Interesuje się historią relacji chińsko-indyjskich oraz tematyką związaną z funkcjonowaniem uprzedzeń i stereotypów. Pasjonatka języka chińskiego i hindi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Łuszczykiewicz: „Diamenty są wieczne”. Spór o diament Koh-i-Noor w kontekście postkolonialnym Reviewed by on 8 grudnia 2015 .

W ubiegłym tygodniu media doniosły o kolejnym wątku toczącego się od kilkudziesięciu lat sporu o jeden z najsławniejszych diamentów świata. Pakistański prawnik Javed Iqbal Jaffry złożył w lahorskim sądzie wniosek skierowany przeciwko samej królowej Elżbiecie II, żądając zwrotu 105-karatowego diamentu Koh-i-Noor. Chociaż sąd oddalił (nie pierwszą już) petycję prawnika, Jaffry nie zamierza ustąpić w walce

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Dziwne! Mój tekst na ten sam temat przesłany do redakcji w dniu 18 sierpnia pod tytułem „Indyjski klejnot w brytyjskiej koronie” do dzisiejszego dnia z nieznanych mi powodów nie został opublikowany.

Pozostaw odpowiedź