Artykuły,Publicystyka

A. Łuszczykiewicz: Brexit oczami Indii

Po 43 latach, brytyjsko-unijna love-hate relationship dobiegła końca – Brytyjczycy zadecydowali w referendum, że Unię Europejską opuszczają. Po pierwszym szoku, zarówno tym w sferze gospodarczej, jak też i politycznej czy społecznej, przyszedł czas na poważne zastanowienie, w jaki sposób przeprowadzić procedurę wyjścia kraju ze wspólnoty i jakie będzie to miało konsekwencje nie tylko dla pozostałych członków Unii, lecz także dla krajów takich jak Indie. Jakie skutki 23. dzień czerwca – ten swoisty D-Day – przyniósł i jeszcze przyniesie Nowemu Delhi?

Brexit „potencjalnie dobry dla Indii”?

Chociaż władze zachowały po ogłoszeniu oficjalnych wyników referendum powściągliwość, indyjskie media zaczęły rozpisywać się na temat możliwych pozytywnych, jak też i negatywnych skutków Brexitu. Warto zauważyć, że podczas gdy w krajach takich jak Polska zdecydowanie przeważają opinie, że Brexit zgotował tak całej Unii, jak i jej poszczególnym członkom czas niepewności i rozmaitych zagrożeń, indyjskie media w większości zaprezentowały umiarkowany optymizm – jeszcze przed referendum, na stronie NDTV pojawił się artykuł wieszczący, iż Brexit – zły dla Wielkiej Brytanii – pozostaje „potencjalnie dobry dla Indii”, o czym świadczyć mają przede wszystkim różnorodne kwestie gospodarcze.

Mimo iż Wielka Brytania jest dla Indii dopiero 12. partnerem gospodarczym (co ze względu na tak silne więzi historyczne może wydać się zaskakujące), dla Zjednoczonego Królestwa kraj ze stolicą w Nowym Delhi odgrywa rolę jednego z największych i najważniejszych inwestorów. Przy wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, brytyjsko-indyjska współpraca, jak sądzą optymiści, może się rozwinąć – w pierwszej kolejności, Brexit oznaczać będzie dla Wielkiej Brytanii spadek zysków z wymiany z podmiotami europejskimi; w tym świetle, strach przed utratą kolejnego, strategicznego partnera gospodarczego w postaci Indii oraz chęć nadrobienia strat mogą sprawić, iż Zjednoczone Królestwo ze zdwojoną siłą próbować będzie przyciągnąć indyjskich inwestorów. Co więcej, to nowe otwarcie w relacjach Londynu z Nowym Delhi (o ile rzeczywiście można je nazwać nowym) nastąpi w sytuacji, gdy Wielka Brytania nie będzie już związana rozmaitymi unijnymi umowami i regulacjami, ograniczającymi jej swobodę działania – choć, oczywiście, wszystko zależy od tego, na jakich warunkach kraj opuści Unię Europejską i w jakiej relacji będzie chciał w stosunku do niej pozostać.

Kolejna kwestia dotyczy dotychczasowej roli Zjednoczonego Królestwa w swoistym pośredniczeniu pomiędzy Indiami a innymi państwami europejskiej wspólnoty. Podczas wizyty w Wielkiej Brytanii w 2015 roku, premier Narendra Modi stwierdził, że Zjednoczone Królestwo jest gospodarczą „bramą Indii do Unii Europejskiej”; po jej opuszczeniu, Londyn przestanie już służyć za „bazę wypadową” na teren całej wspólnoty i konieczne okaże się przeniesienie przynajmniej części działalności bezpośrednio na teren innych państw. Choć na pierwszy rzut oka sytuacja ta nie wydaje się szczególnie korzystna, w ostateczności pomyślny rozwój bilateralnych stosunków z poszczególnymi członkami Unii przynieść może znacznie więcej korzyści aniżeli zastygnięcie w brytyjskiej kwaterze. U góry listy najbardziej atrakcyjnych dla Indii partnerów gospodarczych znajdują się, co nie wydaje się szczególnie zaskakujące, Francja czy Niemcy, chociaż wielu ekspertów w pierwszej kolejności wskazuje na takie kraje jak Holandia.

Podobnie jak wielu indyjskich komentatorów zachowuje optymizm względem rozwoju współpracy tak z Wielką Brytanią, jak i krajami Unii, spora część równie pozytywnie odnosi się do kwestii kursu indyjskiej rupii – uzbrojeni w spokój eksperci podkreślają, że na tle rynków wschodzących waluta ta zachowuje dość silną pozycję. Jeśli zaś chodzi o spadek wartości funta, sytuacja ta okazać się może korzystna szczególnie dla indyjskich importerów czy dla wyjeżdżających do Wielkiej Brytanii studentów – ze względu na silne, historyczno-językowe więzi, kraj ten pozostaje dla młodych Indusów popularną destynacją. Być może jeszcze więcej z nich rozpocznie niebawem studia w Wielkiej Brytanii, jeśli kraj ten stanie się mniej gościnny dla studentów europejskich (pozostaje przecież pytanie, jaki los czeka rozmaite programy stypendialne). Dla przygotowanych na spore wydatki Indusów życie w Zjednoczonym Królestwie – w tym konieczność zapłaty czesnego czy wynajem lokum – może okazać się za sprawą osłabionego funta znacznie łatwiejsze.

„Gdy słonie walczą, cierpi na tym trawa”

Chociaż indyjskie media dostrzegają rozmaite szanse w związku z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, zgodnie stwierdzają, iż na kilku polach Brexit okazuje się dla Indusów wyjątkowo niekorzystny. Koncern Tata, zatrudniający w Wielkiej Brytanii przy swoich inwestycjach dziesiątki tysięcy osób, już ogłosił, że musi zmienić swoją strategię, dostosowując się do nowych warunków – w momencie, gdy Unia nałoży na produkty brytyjskie wysokie cła, utrzymywanie fabryk samochodów na Wyspach i następnie eksportowanie produktów na kontynent przestanie być opłacalne. Brexit uderzy prawdopodobnie również w branżę IT – swoje centra w Wielkiej Brytanii posiada 800 firm, zatrudniających ponad 100 tysięcy pracowników; brak możliwości swobodnego przemieszczania się pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii okaże się dla nich sporym utrudnieniem. Wreszcie, część Indusów obawia się pewnej formy gospodarczego protekcjonizmu – pozostająca poza Unią Wielka Brytania zatroszczyć się może o miejsca pracy przede wszystkim dla samych Brytyjczyków (co zresztą było jednym z głównych haseł kampanii zwolenników Brexitu), w konsekwencji czego brytyjski rynek stanie się nieprzyjazny tak dla imigrantów europejskich, jak i dla imigrantów zarobkowych z Azji Południowej.

źródło: commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

Mimo iż wielu ekspertów zachowuje umiarkowany optymizm względem rozwoju indyjskiej gospodarki w obliczu Brexitu, sytuacja pozostaje niepewna – spadki na najważniejszych światowych giełdach rykoszetem uderzą w Indie, a kurs rupii pozostanie w dużej mierze uzależniony od kursu funta. Chociaż szefowie najważniejszych banków zapewnili, że uważnie monitorują sytuację i w każdej chwili są w stanie uruchomić narzędzia służące uspokojeniu rynku finansowego, Raghuram Rajan z Reserve Bank of India przestrzegł: „Gdy słonie walczą, cierpi na tym trawa”, ostrzegając tym sposobem przed skutkami działań na największych światowych giełdach i nakazując uważne śledzenie chińskiego yuana.

Brexit a Commonwealth

Jednym z najciekawszych wątków, pojawiających się w kontekście nowych, pobrexitowych relacji brytyjsko-indyjskich jest rola Wielkiej Brytanii we Wspólnocie Narodów. Commonwealth of Nations (lub, nieformalnie, Commonwealth) to organizacja zrzeszająca 53 członków, w większości będących byłymi brytyjskimi koloniami. I chociaż pozostawanie w łonie Wspólnoty przynosi pewne korzyści, organizacja koncentruje się przede wszystkim na promocji demokracji i walce o przestrzeganie praw człowieka – posiadanie obywatelstwa Commonwealthu ma znacznie mniejsze znaczenie niż chociażby posiadanie obywatelstwa Unii Europejskiej, wszak chcący przyjechać do Wielkiej Brytanii Indusi wciąż, pomimo poruszania się „wewnątrz” Wspólnoty Narodów, muszą ubiegać się o wizę.

Niemniej w świetle wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wielu indyjskich komentatorów zwraca uwagę na szansę rozwoju w ramach Wspólnoty. Pamiętać jednak należy o kilku istotnych problemach – po pierwsze, choć Commonwealth ma o wiele większy potencjał demograficzny niż Unia, jest organizacją pod względem gospodarczym znacznie bardziej rozwarstwioną (wystarczy chociażby porównać Wielką Brytanią czy Australię z Ugandą i Tanzanią). Po drugie, istnieje groźba rozpadu samego Commonwealthu – co się stanie, jeśli od opuszczającej Unię Wielkiej Brytanii odłączy się Szkocja, która nie uzna przywództwa brytyjskiej monarchii? Choć królowa Elżbieta II sprawuje władzę we Wspólnocie Narodów w sposób symboliczny, niemniej w przypadku szkockiej niepodległości właśnie tego typu symbole odegrać mogą kluczową, narodowotwórczą rolę. Wreszcie, liczenie na rozwój wspólnego rynku pracy w ramach Commonwealthu kosztem członkostwa w Unii wydaje się ślepą uliczką – sama sekretarz generalna Wspólnoty Narodów, Patricia Scotland, jeszcze w kwietniu ostrzegała, że wybór pomiędzy Unią a Commonwealthem jest wyborem fałszywym, i tylko pozostanie w obu tych instytucjach przynieść może prawdziwe korzyści.

„Polacy i Rumuni zabierają nam pracę”

Jednym z głównych haseł, które być może zadecydowały o tym, iż podczas referendum więcej głosów oddano za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii, było wezwanie do ograniczenia imigracji, zarówno tej bliskowschodniej związanej z wojennym konfliktem, jak też i tej zarobkowej. Co ciekawe, wielu Brytyjczyków indyjskiego pochodzenia zagłosowało za Brexitem, uważając, że przyjeżdżający z Polski czy Rumunii zabierają im miejsca pracy. Przekonanie to wzmacniał fakt, iż wielu Indusów, pomimo tak silnych historycznych więzi pomiędzy oboma krajami i członkostwa we Wspólnocie Narodów, przebywa i pracuje w Wielkiej Brytanii nielegalnie, podczas gdy imigrantom z krajów Unii o wiele łatwiej było zdobyć legalną pracę. Jak zawsze w takich sytuacjach, do głosu doszły również podlane sosem uprzedzeń i stereotypów emocje – wielu Indusów odniosło wrażenie, że kraj znacznie mniej przychylnie odnosi się do imigrantów nie-białych, niesłusznie faworyzując osoby o jasnym kolorze skóry.

W związku z ewentualnym ograniczeniem przyjazdów imigrantów z Unii Europejskiej, niektórzy indyjscy eksperci wieszczą, iż w takiej sytuacji Wielka Brytania będzie musiała otworzyć się na obywateli innych państw Commonwealthu. W przypadku Indusów, atut stanowią umiejętności językowe – choć należy pamiętać, iż twierdzenie, że wszyscy Indusi posługują się biegle językiem angielskim, pozostaje mitem, nie mówiąc o tym, że zarówno za sprawą silnego akcentu, jak i specyficznego słownictwa, angielski, którym posługują się Indusi, nie zawsze jest językiem podręcznikowym. Niemniej, znajomość języka najprawdopodobniej będzie stanowić znacznie mniejszy problem w przypadku przyjeżdżających do Zjednoczonego Królestwa Indusów aniżeli w przypadku imigrantów europejskich, co również było przez zwolenników Brexitu wielokrotnie naświetlane.

Postkolonialne memowanie

Na koniec, z przymrużeniem oka, warto przyjrzeć się rozmaitym memom, tweetom i komentarzom, którymi indyjscy internauci zalali portale społecznościowe. Należy podkreślić, iż wiele z nich odwoływało do kolonialnej przeszłości – serca indyjskich internautów podbił między innymi tweet komika Sorabha Panta: „Ok, Brytanio, możesz zatrzymać diament Kohinoor. Po Brexicie będziecie potrzebować pieniędzy!”. Dla przypomnienia, dyplomatyczny spór o najsłynniejszy diament świata toczy się od kilkudziesięciu lat – Indie utrzymują, że klejnot został przejęty przez Brytyjczyków w ramach kolonialnego podboju i wywieziony na Wyspy nielegalnie. Jeśli zaś chodzi o tak popularne, niekiedy rządzące myśleniem i emocjami odbiorców memy, największą popularność zdobył prawdopodobnie ten, w którym stwierdzono, iż Brexit w przypadku Indii Brytyjskich wymagał w 1947 roku czegoś znacznie więcej niż referendum.

Pozostając w temacie kolonialnym, warto jeszcze przytoczyć uwagę, w której historyk Ramachandra Guha zawyrokował, iż Brexit spowodować może upadek Unii tak samo, jak niepodległość Indii doprowadziła do upadku Imperium Brytyjskiego. Chociaż porównanie to wydaje się niezwykle atrakcyjnie, nie jest w pełni trafione – niepodległość Indii była raczej skutkiem powolnego rozpadu Imperium, o którym przesądziła już I wojna światowa, i który nabrał tempa w wyniku drugiego światowego konfliktu. W tym świetle może bardziej adekwatna wyda się hipoteza, że Brexit jest po prostu skutkiem postępującego już rozpadu Unii Europejskiej?

*

Trudno przewidzieć, w jaki sposób ułożą się relacje Wielkiej Brytanii z Indiami zarówno w okresie przejściowym, jak i po opuszczeniu przez kraj Unii Europejskiej. Podobnie jak w przypadku losów całej wspólnoty, jak i poszczególnych państw, wszystko wydaje się wróżeniem z fusów tak przecież popularnej na Wyspach herbaty. Pewne jest jedynie tyle, iż w sprzyjających okolicznościach Indie szanse związane z zupełnie nową sytuacją na arenie międzynarodowej mogą wykorzystać – teraz jednak pozostaje im cierpliwe trzymanie się zasady wait-and-watch (czekaj i obserwuj).

Szukając na koniec optymistycznych prognoz dla Polski, może warto przyjrzeć się szansie na wzmocnienie współpracy polsko-indyjskiej? Jeżeli Wielka Brytania przestanie być dla Indii bramą do Europy, kraj ten będzie musiał odnaleźć innych, strategicznych partnerów w ramach Unii. Wprawdzie do wizyty Narendry Modiego w Polsce na kształt wizyty prezydenta Xi Jinpinga sprzed tygodnia jeszcze daleko, może jest to czas, by nad takim rozwojem relacji zacząć pracować.

Antonina Łuszczykiewicz – absolwentka kulturoznawstwa dalekowschodniego, które ukończyła z wyróżnieniem, obecnie doktorantka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Laureatka stypendium konfucjańskiego na uniwersytecie Xi’an Jiaotong Daxue. Autorka monografii „Psalmista szowinizmu”. Rudyard Kipling wobec Indii i Indusów (2014). Interesuje się historią relacji chińsko-indyjskich oraz tematyką związaną z uprzedzeniami i stereotypami. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą kulturowej interpretacji Pancha Shila. Pasjonatka języka chińskiego i hindi. 

Udostępnij:
  • 36
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    36
    Udostępnienia
A. Łuszczykiewicz: Brexit oczami Indii Reviewed by on 30 czerwca 2016 .

Po 43 latach, brytyjsko-unijna love-hate relationship dobiegła końca – Brytyjczycy zadecydowali w referendum, że Unię Europejską opuszczają. Po pierwszym szoku, zarówno tym w sferze gospodarczej, jak też i politycznej czy społecznej, przyszedł czas na poważne zastanowienie, w jaki sposób przeprowadzić procedurę wyjścia kraju ze wspólnoty i jakie będzie to miało konsekwencje nie tylko dla pozostałych

Udostępnij:
  • 36
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    36
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Bardzo ciekawy artykuł i Autor zwrócił uwagę na wiele ważnych aspektów.
    A życie zapewne przyniesie nieoczekiwane rozwiązania.
    Chciałem zwrócić uwagę na następujące czynniki:

    Przepływ siły roboczej. BREXIT może spowodować koniec uprzywilejowania pracowników z UE na brytyjaskim rynku pracy, a to ziększy szanse Indusów i osób z innych byłych kolonii brytyjskich, szczególnie Pakistańczyków.

    Dostęp do rynku europejskiego. Często rynek wuropejski jest tak przeregulowany, że niemal niedostępny. Weźmy jako przykład choćby oświadczenie CE. Niewykluczone, żę UK rozluźni do pewnego stopnia sztywny gorset vregulacji. będzire się to opłacałoprzede wszystkim firmom brytyjskim, ale mogą skorzystać też Indusi.
    Prawdopodobnie w przyszłości gospodarka brytyjska nieco przeorientuje się z UE na dawne kolonie i zwiększy tam aktywność. Nie zastąpi ona w Indiach Niemiec, ale przesunięcia może dadezą się zauważyć.

    Wnioski dla Polski?
    Dziś nasza gospodarka zorientowana jest na Niemcy i firmy niemiecke sa dla nas „wagonem” d Azji. Warto poświęcić większą uwagę na kontakty z UK, ale ono na pewno na lata nie zastąpi nam Niemiec.

    • Wnioski dla Polski?
      Nie zostawiać roweru w zamrażalce w środę.

      W UE i tak jesteśmy na skazanej pozycji. Pobieżna analiza rozkładu bilansu handlowego w UE wyraźnie wskazuje, że mamy w niej status kraju raczej postkolonialnego z gospodarką komplementarną i uzupełniająca niemiecką. I albo się z tego poddaństwa wyrwiemy, albo skończymy jako współczesna GG, w której Polacy będą za ułamek niemieckich pensji wykonywać cięższe prace jednocześnie służąc jako rezerwuar zasobów biologicznych i jako podstawa tzw. „drenażu mózgów”.
      Azja, w tym jak najbardziej Indie są dla Polski alternatywnym kierunkiem rozwoju, ale co do tego mają Niemcy nie mam najmniejszego pojęcia. Chyba jedynie tyle, że za wszelką cenę będą starać się blokować nasz kraj na tym kierunku rozwoju. Tak jak już to było w przypadku współpracy z Rosją.
      W tej chwili z sygnałów które do mnie docierają jedynym sensownym kierunkiem polskiego eksportu do Azji jest rolnictwo.
      Jak na razie Chiny czy Indie mają duży popyt na wysokogatunkową żywność. Przynajmniej na razie. I to powinniśmy wykorzystać, ponieważ łatwiej jest przestawić rolnictwo na określoną specjalizację związaną z zapotrzebowaniem niż rozwijać przemysł który miałby konkurować z chińskimi. Oczywiście nie sugeruję zaniechania rozwoju innych dziedzin gospodarki i podejmowania prób eksportowych.
      Nie należy też zapominać o projekcie One Belt One Road – położenia Polski, przynajmniej na razie, nikt nie jest w stanie nam zabrać. Pytanie, czy z naszymi przywódcami politycznymi jesteśmy w stanie wykorzystać nadarzająca się okazję. Dotychczasowe doświadczenia nie napawają optymizmem, ale może końcu ktoś przerwie ten zaklęty krąg.

      A Indie i Brexit? Małe powiązanie akurat takie na popularnonaukowy artykuł, ale chyba dużego wpływu nie będzie, co najwyżej można przypomnieć związki historyczne, tak jak to autor opisał. Po wprowadzeniu ceł do UE teoretycznie Wlk. Brytania mogła by wzmocnić zainteresowane eksportem do Indii, pytanie, czy mają jeszcze co eksportować. Zdaje się, ze nawet Bentley jest już hinduski :)
      Dla takich krajów jak Chiny i chyba Indie zaszłości historyczne mają duży wpływ na podejmowanie decyzji. A te w przypadku może mniejszym niż Chiny-Japonia mogą mieć negatywne uwarunkowania na linii Londyn – Dehli

Pozostaw odpowiedź