Komentarz eksperta,Pakistan

A. Kuszewska: Kryzys polityczny w Pakistanie – czy armia przejmie władzę?

14 sierpnia Pakistan będzie świętował 67-lecie swojego istnienia. Dzień Niepodległości zamiast stanowić okazję do pełnych radości obchodów, może stać się początkiem wydarzeń, które doprowadzą do głębokiego politycznego chaosu. Tego dnia przeciwnicy rządu pod przywództwem między innymi lidera partii Tehreek-e-Insaf, Imrana Khana, zapowiedzieli wielki „marsz wolności” (Azadi March) na Islamabad. Jedną z przyczyn jest zarzut sfałszowania zeszłorocznych wyborów, który lider PTI wysunął tuż po ogłoszeniu wyników. Obecnie Khan domaga się między innymi ponownego przeliczenia głosów w 10 okręgach wyborczych. Trwają nerwowe próby negocjacji między oponentami a rządem federalnym, który nie chce dopuścić do marszu. Premier Sharif zaprosił Khana na rozmowy. Sprawa jest najwyższej rangi, w swojej rezydencji premier zorganizował spotkanie, w którym udział mają wziąć najważniejsze de facto osoby w państwie, czyli gen. Raheel Sharif, głównodowodzący armią oraz Zaheerul Islam, szef wywiadu ISI, a także przedstawiciele największych partii politycznych w Pakistanie i premierzy poszczególnych prowincji.

Niezależnie od tego, czy do marszu dojdzie, Pakistan pogrążony jest w kryzysie politycznym. W Lahore – siedzibie kolejnego oponenta rządu, mułły Tahir-ul-Qadriego, już dochodzi do ulicznych walk, w wyniku których jak dotąd zginęła jedna osoba. Kolejna – w południowym Pendżabie (Bhakkar). Autobusy wypełnione zwolennikami Qadriego przeprowadzają prawdziwy szturm na Lahore, po drodze są przechwytywane przez policję, dochodzi do starć.

Konsekwencją tych wszystkich wydarzeń – jeśli sprawy wymkną się spod kontroli – może być nawet kolejne przejęcie w państwie władzy przez armię. Ponad rok po wyborach, demokratycznym transferze władzy na ręce premiera Nawaza Sharifa, jego partia, Pakistańska Liga Muzułmańska-Nawaz (PML-N), znajduje się w poważnych tarapatach. Skąd wziął się obecny kryzys?

źródło: defense.gov

źródło: defense.gov

Niepowodzenia rządu – wybrane przykłady

Całkowitym niepowodzeniem (zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów) zakończyły się negocjacje rządu z pakistańskimi talibami z Tehrik-e-Taliban Pakistan – TTP. Rozmowy utrudnił między innymi rozłam w TTP i pojawienie się w lutym br. nowej grupy ekstremistów – Ahrar ul Hind (AuH), złożonej z bojowników, którzy odłączyli się od TTP podczas negocjacji talibów z rządem. W trakcie rozmów przeprowadzali kolejne zamachy, wychodząc z założenia, że w kwestii wprowadzenia restrykcyjnego prawa szariatu w Pakistanie (a potem także na subkontynencie – co sugeruje nazwa grupy – „Bojownicy o Wolność Indii”) wszelkie dyskusje z rządem są bezsensowne.

8 czerwca 2014 roku z kolei TTP we współpracy z Islamskim Ruchem Uzbekistanu, którego bojownicy aktywnie współpracują z pakistańskimi talibami, przeprowadziło zamach terrorystyczny na lotnisku w Karaczi, w wyniku którego śmierć poniosło prawie 30 osób. Według talibów była to zemsta za zabicie ich przywódcy, Hakimullaha Mehsuda w listopadzie 2013 roku. Cel wybrany został nieprzypadkowo – Karaczi jest głównym lotniczym centrum logistycznym, służącym według słów rzecznika TTP „krzyżowcom prowadzącym wojnę w Afganistanie i Pakistanie”[1]. Zamach stał się bezpośrednią przyczyną zainicjowania przez pakistańską armię nalotów na kryjówki terrorystów wzdłuż granicy z Afganistanem i rozpoczęciem 15 czerwca militarnej ofensywy pod nazwą Zarb-e-Azb (oznaczającą „ostre cięcie” i nazwę miecza proroka Muhammada) w Północnym Waziristanie. Operacja, do której armia już wcześniej się przygotowywała, ma na celu zlikwidowanie zaplecza działalności terrorystycznej miejscowych i zagranicznych grup funkcjonujących w rejonach przygranicznych. Są to zarówno TTP, jak i bojownicy z innych grup aktywni w Waziristanie: Al Kaidy, Siatki Haqqanich, a także Ujgurów, czy bojowników uzbeckich z Islamskiego Ruchu Uzbekistanu (Islamic Movement of Uzbekistan – IMU). Działania armii nabiły jej punktów w Pakistanie – większość ludzi uznaje konieczność siłowego rozprawienia się z terrorystami i upatruje w armii ostatniej deski ratunku w obliczu coraz większych zagrożeń. Potwierdza się powszechne w pakistańskim społeczeństwie przekonanie o bezradności polityków.

W ostatnich miesiącach praktycznie w całym kraju nasiliła się liczba zamachów terrorystycznych, w tym także tych o podłożu religijnym, wymierzonym w nieliczne w Pakistanie, lecz podlegające nasilonym prześladowaniom mniejszości wyznaniowe. Spektakularnym tego przykładem z ostatnich dni jest brutalny lincz na ahmadytach w Beludżystanie, w wyniku którego tłum zabił trzy osoby, w tym kilkumiesięczną i 7-letnią dziewczynkę. Przyczyną ataku, do którego podjudzał ulema z lokalnego meczetu, był rzekomo obraźliwy wpis na Facebooku, którego dokonał młody przedstawiciel tej grupy, nieuznawanej w Pakistanie na mocy prawa za nie-muzułmanów. Przedstawiciele mniejszości religijnych i etnicznych czują się w Pakistanie coraz niepewniej, mając poczucie lekceważenia przez kolejne rządy organizują protesty, domagając się wprowadzenia mechanizmów, które ukróciłyby bezkarność sprawców ataków. W ostatnich miesiącach po śmiertelnych atakach wymierzonych w poszczególne społeczności, protestowali sikhowie, chrześcijanie i hinduiści.

Jednym z głównych postulatów kampanii wyborczej PML-N była walka z pogłębiającym się kryzysem energetycznym w Pakistanie. Nawaz Sharif bardzo krytykował bezradność Pakistańskiej Partii Pracy w tej kwestii. Tymczasem niewiele tej kwestii zrobiono: przerwy w dostawie prądu i gazu zdarzają się praktycznie codziennie – czasem prądu nie ma aż 18 godzin. Problemy z dostawą energii są w Pakistanie jedną z najdokuczliwszych bolączek, nie tylko dla zwykłych obywateli podczas gorącego lata. Mają także fatalny wpływ na gospodarkę, przyczyniając się do ograniczania produkcji przemysłowej, zamykania fabryk, masowych zwolnień z pracy lub przymusowych bezpłatnych urlopów.

Pakistan jest pogrążony w poważnym kryzysie energetycznym z deficytem elektryczności wynoszącym około 5 tysięcy megawatów dziennie i w coraz mniejszym stopniu jest w stanie zaspokoić wzrastające zapotrzebowanie. Pro-biznesowe nastawienie partii braci Sharifów i podejmowane przez nich próby walki z kryzysem w Pendżabie, przekonały sporą część elektoratu i w niewątpliwy sposób przyczyniły się do wyborczego zwycięstwa Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej. Nieefektywne reformy w sektorze energetycznym są przyczyną rozczarowania Pakistańczyków, którzy uważają problemy energetyczne za jedno z największych wyzwań polityki wewnętrznej kraju. Inicjowanie nowych projektów, którym wtóruje medialny szum, zazwyczaj nie przynosi oczekiwanych rezultatów. To pogłębia rozczarowanie polityką i jest odczytywane jako chęć zbicia politycznego kapitału przez rządzących, a nie rzeczywista dbałość o dobro społeczne. To kolejny powód do rozczarowania polityką PML-N. Premier Sharif broni się, mówiąc (skądinąd słusznie), że rok rządów to za mało czasu, by wprowadzić skuteczne reformy, powtarza, że Pakistan toczy obecnie „dżihad” z kryzysem energetycznym oraz z terroryzmem.

Wrogowie premiera i reakcja rządu

Zaciekłymi wrogami premiera Sharifa są między innymi były krykiecista – Imran Khan i duchowny, mułła Tahir-ul-Qadri, przy czym mimo dzielących ich różnic, obydwaj mają wspólny cel: upatrują w roznieceniu kryzysu szansy na zbicie swojego politycznego kapitału. Partia Tehrik-e-Insaf Imrana Khana chce maszerować na Islamabad, by zaprotestować przeciw rzekomemu sfałszowaniu zeszłorocznych wyborów i żądać rezygnacji Sharifa ze stanowiska premiera oraz przeprowadzenia ponownych wyborów. Kolejnym przywódcą, który spędza sen z oczy Nawaza Sharifa jest samozwańczy lider rewolucji, Tahir-ul Qadri, stojący na czele Pakistan Awami Tehrik (PAT). Ów mułła, który niedawno wrócił z kilkuletniego pobytu w Kanadzie, ogłosił konieczność przeprowadzenia w Pakistanie „oddolnej rewolucji”, która zmiecie z powierzchni ziemi skorumpowane i skompromitowane elity polityczne. Qadri nie jest postacią znikąd. W 1981 roku założył on organizację Minhaj-ul-Quran International z siedzibą w Lahore, która obejmuje m .in. sieć medres, czyli szkół koranicznych. Celem jest „promowanie i propagowanie prawdziwych nauk islamskich i filozofii w obliczu rozczarowania, jakie przynosi funkcjonowanie innych instytucji religijnych”[2]. Przez lata umiejętnie budował sobie kadrę: wielu jego dzisiejszych zwolenników to uczniowie tych szkół. Publicznie głosi on, że rząd powinien zostać obalony, a jego członkowie aresztowani o postawieni przed obliczem sprawiedliwości. Populistyczne hasła zyskują mu zwolenników zwłaszcza w wśród licznych ekonomicznie zacofanych grup społecznych, domagających się poprawy swojej sytuacji. Przeciwnicy oskarżają Qadriego o fundamentalizm, sianie zamętu i chęć wprowadzenia anarchii w kraju. Premier Pendżabu, Shahbaz Sharif (brat Nawaza), wydał policji rozkaz prewencyjnego aresztowania mieszkającego w Lahore Qadriego. W odpowiedzi członkowie PAT starli się w piątek 8 sierpnia z policją i zapowiedzieli, że jeśli ich przywódca zostanie aresztowany, zamienią Lahore w „strefę wojny”. Policja tymczasem przeprowadza akcję wymierzoną w działaczy PAT – aresztowano setki osób, przejęto ich biura, policja próbuje dostać się do siedziby Minhaj-ul-Quran, gdzie ponoć aktywiści zabarykadowali się, a nawet wzięli kilku zakładników (policjantów). O ile z Khanem premier Sharif chce podjąć dialog, z Qadrim dyskutować nie zamierza, grożąc, że próby wprowadzenia przez zwolenników mułły chaosu w państwie nie będą tolerowane. Jeśli w najbliższym czasie taka postawa rządu wobec Qadriego utrzyma się, będzie to dowód na to, że pełni on w istocie marginalną rolę, mimo zamieszania, które próbuje wywołać. Dalsze walki mogą jednak pogłębić kryzys.

W wyniku starć śmierć poniosła jedna osoba, co dało do ręki kolejny argument przeciwnikom rządu i oskarżenia, że premier Sharif rozwiązuje problemy używając przemocy. W czerwcu podczas walk ze zwolennikami Qadriego zginęło 14 osób – teraz mułła nazywa ich „15 męczennikami” i planuje zorganizować w ich intencji masowe modlitwy w Lahore 10 sierpnia („Dzień Męczenników”). Do Lahore mają przybyć dziesiątki autobusów, które przywiozą zwolenników PAT. Do starć policji z członkami PAT doszło także w innych częściach Pendżabu, np. w Gudźranwala, czy w Bhakkar – w sobotę rano w szpitalu w Multanie zmarł kolejny zwolennik Qadriego, ponad 50 policjantów odniosło rany. Khan i Qadri mają wspólnie złożyć hołd zabitym, choć temu pierwszemu może być trudno dojechać do Lahore. Qadri, umiejętnie podsycając emocje wśród swych zwolenników ogłosił, że władze Pendżabu uprawiają państwowy terroryzm i porównał sytuację w Lahore (zablokowanie dróg dojazdu do jego rezydencji) do wydarzeń w Gazie (!)[3]; oskarżył premiera Pendżabu o to, że ma krew męczenników na rękach i wezwał ludzi z wszystkich prowincji do marszy na stolicę i rozpoczęcia rewolucji. Lider PAT przebywa w swoim domu, a przed aresztowaniem broni go około 2 tysięcy jego popleczników, w tym kobiety i dzieci, co utrudnia policji podjęcie jakiejkolwiek dalszej akcji. Notabene można zakładać, że nagłe pojawienie się w czerwcu w kraju mułły Qadriego i jego wymierzone w rząd działania oraz chęć przeprowadzenia „pokojowej rewolucji” nie jest przypadkowe. Być może jest on marionetką w rękach potężnego establishmentu wywiadowczego, który dąży do wywołania chaosu w kraju i utorowania drogi do przejęcia władzy przez armię. A jeśli nawet nie chodzi o przejęcie bezpośredniej kontroli nad państwem, to przynajmniej o niedopuszczenie, by rząd PML-N mógł bez przeszkód sprawować władzę. Destabilizacja państwa i społeczne poczucie permanentnego zagrożenia oraz nieudolności rządów cywilnych, jest jak najbardziej zgodne z interesem armii, która kreuje się na gwaranta stabilizacji. Do antyrządowego protestu przyłącza się także Pakistańska Liga Muzułmańska-Quaid (PML-Q) , która kiedyś wspierała rządy generała Perveza Musharrafa, a także partie islamskie, które w większości przeciwstawiają się ofensywie wymierzonej w talibów. Ideę marszu wolności poparła także jedna z najważniejszych partii islamskich w Pakistanie, Jamat-e-Islami (JI). Jej lider Siraj-ul-Haq uznał, że marsz jest „usprawiedliwiony”, choć jak dotąd nic nie wskazuje, że weźmie w nim udział, dodał też, że nie zgodzi się na „antykonstytucyjne” rozwiązanie zgromadzenia prowincji Chajber Pasztunkwa. Największa partia opozycyjna, PPP, która w zeszłym roku oddała PML-N władzę, zrobi wszystko by zaszkodzić politycznym oponentom. Krytykując premiera Sharifa za to, że powinien wyjść naprzeciw postulatom przeciwników zanim doszło do rewolucji, nawołuje do umożliwienia organizacji marszów Khana i Qadriego. Rahman Malik, były minister spraw zewnętrznych z ramienia PPP uznał, że jest to demokratyczne prawo, z którego przywódcy protestów powinni móc skorzystać. Będąc w odwrotnej sytuacji partia Sharifa zapewne zachowałaby się tak samo – w Pakistanie politycy z przeciwnych obozów nie są w stanie ze sobą współpracować nawet w obliczu największych kryzysów politycznych, co więcej, porażki konkurentów próbują rozegrać na własny użytek. To nieraz torowało drogę armii do władzy.

Rząd federalny chwyta się wszystkich dostępnych narzędzi, by zapobiec narastającemu kryzysowi, jest jednocześnie bardzo krytykowany przez opozycję oraz przez wielu Pakistańczyków za stosowanie siły wobec oponentów oraz za niechęć do negocjacji. W chwili obecnej na rozmowy jest już jednak za późno, będą mogły się one rozpocząć dopiero jak marsz dotrze do Islamabadu. Różne scenariusze należy brać pod uwagę, sytuacja ma obecnie charakter bardzo dynamiczny. W Lahore w sobotę (9 sierpnia, przed spodziewanym „Dniem Męczenników”) zablokowane zostały częściowo sieci telefonii komórkowej, być może to samo czeka Islamabad. W obawie przed ryzykiem masowych zamieszek, premier Sharif wprowadził paragraf 144, zabraniający w Islamabadzie organizowania skupisk powyżej 5 osób, jazdy na motocyklu po kilka osób (popularny środek transportu w Pakistanie, którym zazwyczaj poruszają się nawet 5-osobowe rodziny), noszenia broni. Te same restrykcje mają być wprowadzone w różnych dystryktach Pendżabu, w razie konieczności. Kilka dni wcześniej ostre protesty ze strony opozycji wywołało wdrożenie przez rząd artykułu 245 konstytucji, który daje prawo armii do wkroczenia do stolicy i wszędzie tam, gdzie będzie to koniczne, w celu zapewnienia bezpieczeństwa – jeśli zaistnieją ku temu odpowiednie warunki.

Oblężona twierdza

„Bliźniacze miasta”, jak określa się Islamabad i Rawalpindi, będą w najbliższym czasie totalnie sparaliżowane, dojazd do niech już jest praktycznie niemożliwy. Wszystko to z obawy przez „marszem miliona”, jak określił go Imran Khan, dając do zrozumienia jak dużą liczbą zwolenników dysponuje. Policja ustawiła niemal tysiąc kontenerów blokujących wjazd do miasta na trasach dojazdowych do stolicy. Do „Twin towns” sprowadzono około 30 tysięcy dodatkowych sił policyjnych w tym specjalny oddział antyterrorystyczny. Wszystko to ma na celu nie dopuścić, by uczestnicy „marszu wolności” weszli do miast. Trudno czynić wiarygodne szacunki odnośnie tego jak liczna będzie to grupa (ponoć zwolennicy Khana mają być „uzbrojeni” w kije i kamienie), na ile hasła Khana i Qadriego przemówią do Pakistańczyków. Imtran Khan nazywa protest pokojowym, twierdząc, że domaga się sprawiedliwości i że jeśli armia przejmie kontrolę, całkowitą odpowiedzialność poniesie Nawaz Sharif.

Siły bezpieczeństwa skupiły się zwłaszcza na zablokowaniu dróg z prowincji Chajber Pasztunkwa (Khan jest tam premierem lokalnego rządu), ponieważ stamtąd głównie będą maszerować zwolennicy T-e-I. Co więcej, istnieją doniesienia, że lider Tehrik-e-Insaf zabiegał o poparcie setek tysięcy osób wewnętrznie przesiedlonych z Północnego Waziristanu (IDP’s – Internally Displaced Persons) w wyniku prowadzonej przez armię ofensywy Zarb-e-Azd. W lipcu, po miesiącu trwania operacji pakistański rząd opublikował raport, według którego 72 908 rodziny (aż 871 436 osób, w tym ponad 387 tysięcy dzieci) migrowały z Północnego Waziristanu i zostały zarejestrowane jako osoby wewnętrznie przesiedlone[4]. Ich liczba może sięgać miliona, bo nie wszyscy się rejestrują, unikając obozów dla uchodźców jeśli jest możliwość znalezienia schronienia u rodzin mieszkających poza Waziristanem. Ludzie ci w większości czują się zostawieni sami sobie oraz zlekceważeni przez rząd, który nie był w stanie zapewnić im wystarczającej opieki i pomocy. Mają więc bardzo negatywny stosunek do rządu premiera Sharifa i Imranowi Khanowi może udać się wykorzystać dramatyczną sytuację przesiedleńców i ich poczucie bezsilności, by zachęcić ich do dołączenia się do marszu.

W związku z nadchodzącymi wydarzeniami Islamabad i Rawalpindi przypominają obecnie oblężoną twierdzę. Rząd wstrzymał dostawy paliw do stacji benzynowych (drogi są zablokowane). Nawet w środku nocy ludzie próbują zdobyć paliwo, mimo, że jego rezerwy na stacjach w większości już się pokończyły. Tam gdzie paliwo jeszcze jest, czeka się w ogromnych kolejkach. Istnieje obawa, że przerwa w dostawie paliwa potrwać może aż do 10 dni. Podobna sytuacja panuje w sklepach – ludzi ogarnęła panika, robią zapasy żywności na wiele dni. Towarem deficytowym jest na przykład woda w 5-litrowych butelkach. Marsz dotrze do Islamabadu dopiero 14 sierpnia – a to może być dopiero początek starć ze służbami bezpieczeństwa. Miasta mogą zostać sparaliżowane, brak paliwa uniemożliwi poruszanie się po nich, staną urzędy i inne zakłady pracy, życie może zostać sparaliżowane. Mieszkańcom miast pozostaje w tej chwili obserwowanie na bieżąco medialnych doniesień. Sytuację utrudnia dodatkowo fakt, że w tej chwili są wakacje i wiele rodzin przebywa poza Islamabadem (najczęściej u krewnych w innych miastach, gros mieszkańców Islamabadu czy Rawalpindi to ludzie napływowi); część z nich będzie próbowała wrócić do domów, ale z pewnością będzie to bardzo utrudnione. Jeśli dojdzie do marszu nie wiadomo jak liczny tłum dotrze do „Twin cities” i czy uda się policji utrzymać kontrolę. W razie konieczności do akcji wkroczy armia.

Armia rządziła w Pakistanie bezpośrednio cztery razy: podczas dyktatury generała Ayuba Khana (1958-67), gen. Yahii Khana (1969-71), gen. Zii ul Haqa (1977-88) oraz gen. Perveza Musharaffa (1999-2007). Nawet w czasie rządów cywilnych kontroluje sytuację z „tylnego siedzenia” i ma wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną. Jeśli zachodzą odpowiednie okoliczności i jest to w jej interesie – przejmuje ster władzy. W chwili obecnej w większym stopniu niż jeszcze rok temu istnieje prawdopodobieństwo, że w warunkach narastającego chaosu politycznego, w jakim pogrążony jest Pakistan, zwłaszcza jeśli sytuacja bezpieczeństwa wymknie się spod kontroli, armia po raz kolejny w historii zaprezentuje się jako „gwarant porządku”, który uspokaja skłóconych polityków – i sięgnie po władzę. Wydarzenia mogą najbliższym czasie przyjąć bardzo dynamiczny obrót – może dojść do masowego marszu na stolicę, być może w ostatniej chwili zostanie on odwołany, choć masowa mobilizacja przeciwników rządu w chwili obecnej na to nie wskazuje. Jedno jest pewne: kryzysu politycznego łatwo nie da się zażegnać.



[1] TTP Spokesman Says Karachi Airport Attack Is “Just a Beginning”, Dunya News, 9. June 2014, http://dunyanews.tv/index.php/en/Pakistan/224775-TTP-spokesman-says-Karachi-airport-attack-is-just (31.07.2014).

[2] Zob. więcej: http://www.minhaj.org/english/tid/1799/Minhaj-ul-Quran-International.html (09.08.2014).

[3] http://www.minhaj.org/english/tid/29162/Model-Town-has-been-transformed-into-Gaza-Dr-Tahir-ul-Qadri.html (09.08.2014).

[4] Displaced Persons (DPs) Crisis, Post Operation Zarb-e-Azb Situation Report, Government of Pakistan, Government of Pakistan, Climate Change Division , National Disaster Management Authority (Prime Minister’s Office), Islamabad, 12 July 2014, http://reliefweb.int/sites/reliefweb.int/files/resources/idp-12-7-14.pdf (07.08.2014).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Kuszewska: Kryzys polityczny w Pakistanie – czy armia przejmie władzę? Reviewed by on 9 sierpnia 2014 .

14 sierpnia Pakistan będzie świętował 67-lecie swojego istnienia. Dzień Niepodległości zamiast stanowić okazję do pełnych radości obchodów, może stać się początkiem wydarzeń, które doprowadzą do głębokiego politycznego chaosu. Tego dnia przeciwnicy rządu pod przywództwem między innymi lidera partii Tehreek-e-Insaf, Imrana Khana, zapowiedzieli wielki „marsz wolności” (Azadi March) na Islamabad. Jedną z przyczyn jest zarzut sfałszowania

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Agnieszka Kuszewska – doktor habilitowany w dziedzinie nauk społecznych, w dyscyplinie: nauki o polityce (doktorat: Uniwersytet Śląski, habilitacja w Polskiej Akademii Nauk). Pracuje w Katedrze Polityki Międzynarodowej Uniwersytetu SWPS. Na uczelni prowadzi szereg wykładów i warsztatów autorskich związanych z wyzwaniami współczesnego bezpieczeństwa i konfliktów międzynarodowych. Ekspertka ds. Indii i Pakistanu w Centrum Studiów Polska-Azja. Przedmiotem jej badań są polityczne, społeczne i gospodarcze problemy Azji Południowej, znaczenie Indii i Pakistanu we współczesnych stosunkach międzynarodowych, geostrategiczne wyzwania mocarstw i konflikty międzynarodowe, prawa człowieka, zwłaszcza w kontekście konfliktu kaszmirskiego. Regularnie prowadzi badania w regionie, zwłaszcza w Pakistanie, wykładała m. in. na uniwersytetach w Islamabadzie, Lahaur i Fajsalabadzie. Autorka licznych publikacji dotyczących ww. zagadnień, w tym trzech monografii: Indyjsko-pakistański konflikt o Kaszmir (PWN, 2010), Indie i Pakistan w stosunkach międzynarodowych. Konflikty, strategie, bezpieczeństwo (Wyd. Difin, 2013) oraz Zrozumieć Pakistan. Radykalizacja, terroryzm i inne wyzwania (PWN, 2015). Należy do Zarządu Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Studiów Międzynarodowych oraz do European Association for South Asian Studies.

KOMENTARZE: 1

  • Tomasz Flasiński

    Trzy uwagi :

    1) Ahmadyści „nieuznawani w Pakistanie na mocy prawa za nie-muzułmanów”? Jak to rozgryźć , by zębów nie połamać?

    2) Ayub Khan sprawował władzę do roku 1969 i przekazał ją bezpośrednio Yahyi. Chyba , żeby jako okres rządów armii przyjąć tylko obowiązywanie stanu wojennego , to wtedy 1962. Skąd data 1967?

    3) Sformułowanie o paragrafie 144 jest niefortunne – może sugerować , że Sharif wymyślił na okoliczność jakiś nowy przepis prawa , choć przecież pochodzi on z czasów kolonialnych.

    A poza tym artykuł fajny.

Pozostaw odpowiedź