A. Bukowski: Chiński „wielki skok” na niemieckie firmy

 ›  ›  › A. Bukowski: Chiński „wielki skok” na niemieckie firmy

Artykuły,Publicystyka

A. Bukowski: Chiński „wielki skok” na niemieckie firmy

Do niedawna chińsko-niemieckie relacje gospodarcze prezentowały się bardzo dobrze. Oba kraje rozwijały wzajemną wymianę gospodarczą, na czym zyskiwały potężne niemieckie firmy takie jak BMW, Volksvagen czy DB Schenker. Kres tej sielanki przyszedł w pierwszej połowie 2016 roku wraz z konfliktem wokół przejęcia przez chińską firmę AGD Midea niemieckiej firmy KUKA produkującej roboty przemysłowe. W sprawę zaangażował się ówczesny wicekanclerz i minister gospodarki Sigmar Gabriel, bezskutecznie próbując zablokować transakcję. Spór wokół KUKA obudził protekcjonistyczną reakcję w Niemczech, które do tej pory (przynajmniej na poziomie deklaracji) były otwarte na globalizację i zagraniczne inwestycje. Deklaracje o współpracy szybko zostały zastąpione przez dość nerwowe oskarżenia o nieuczciwą, nierynkową konkurencję ze strony chińskich firm oraz próby zablokowania kolejnych przejęć i nawoływanie do podjęcia działań protekcjonistycznych na poziomie całej UE.

Jak to możliwe, że cieniem na współpracy gigantów położył się spór o przejęcie relatywnie małej i nieznanej szerzej publiczności firmy? Czy jest to objaw niemieckiego nacjonalizmu i próba zbicia kapitału politycznego na obronie „swoich” firm, czy raczej racjonalna odpowiedź na realne zagrożenie. W mojej ocenie ta druga hipoteza jest słuszna, a sam zwrot to konieczność z punktu widzenia ochrony niemieckiej przewagi konkurencyjnej. Jest to jednak reakcja dość późna i może być nieskuteczna zważywszy na konflikty interesów między państwami UE rywalizującymi o chińskie względy (o czym mówi się już otwarcie) oraz na narastające sprzeczności między interesami niemieckich firm i ich właścicieli a interesami niemieckiego rządu i jakby to górnolotnie nie zabrzmiało – społeczeństwa. Wspomniane „spóźnienie” tłumaczyłoby również nagłość i nerwowość niemieckiej reakcji.

Sam zwrot w relacjach chińsko-niemieckich doczekał się już znacznej ilości publikacji, w których czytelnik bez problemu może znaleźć fakty dotyczące szczegółów poszczególnych przejęć i zamieszania wokół nich[1], jednak by w pełni zrozumieć z czym mamy do czynienia warto zrobić krok w tył i odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania – jaki typ relacji gospodarczych łączy Niemcy i Chiny? Czego potrzebują od siebie nawzajem oba państwa? Co w tym kontekście oznacza przejęcie firny KUKA?

Żeby lepiej zrozumieć obecny konflikt należy spojrzeć na niego w szerszym kontekście. Globalizacja doprowadziła do dwóch „rozerwań” (unbundling), z których pierwsze (lata 1850-1914) wiązało się ze znaczącą redukcją kosztów transportu pozwalając na oddzielenie geograficzne konsumpcji i produkcji[2], którą można było skoncentrować w rejonach przemysłowych i fabrykach. Drugie rozerwanie (2nd unbundling) rozpoczęło się latach 60. i przyspieszyło dzięki rewolucji ICT w latach 80. Dzięki nowym technologiom do nadzoru i koordynacji do produkcji oraz świadczenia usług nie była już potrzebna fizyczna bliskość poszczególnych działów przedsiębiorstwa. Po geograficznym oddzieleniu produkcji i konsumpcji pojawiła się możliwość rozdzielenia poszczególnych etapów produkcji między różne kraje[3] na czym skorzystały między innymi Chiny. W skutek tej przemiany powstało coś co nazwano handlem XXI wieku składającego się z:

  1. Obrotu towarami,
  2. Międzynarodowych inwestycji w zakłady produkcyjne, szkoleń, transferu, kadry i długookresowych relacji biznesowych,
  3. Użycia nowych form komunikacji i rozwoju takich usług logistycznych jak transport lotniczy czy przesyłki ekspresowe.

Taki handel umożliwił podział ról między gospodarki koordynujące produkcję (Headquarter economies– Niemcy, USA, Japonia), a gospodarki-fabryki (factory economies – czyli kraje o niskich kosztach produkcji takie jak Chiny, państwa Azji Południowo-Wschodniej, czy Europy Środkowo-Wschodniej)[4].

W tym kontekście należy umiejscowić relacje Chin i UE, przy czym w tej ostatniej chodzi głównie o państwa największe i najbogatsze – Francję, Wielką Brytanię, a przede wszystkim lidera europejskiego eksportu do Chin – Niemcy[5].  Europa dla Chin to przede wszystkim drugi po USA rynek zbytu (prawie 16% chińskiego transportu[6], źródło inwestycji (144 mld EUR[7]) oraz, co najważniejsze w kontekście tego artykułu,  źródło technologii eksportowanej do Chin w produktach (prawie 2/3 eksportu do Chin to maszyny i środki transportu[8]), czy transferowanej w postaci inwestycji bezpośrednich, przekazywanej w ramach umów oraz pozyskiwanej w sposób nie zawsze legalny z europejskiego punktu widzenia.

Oznacza to, że oba obszary są względem siebie komplementarne – wysoko rozwinięte gospodarki UE (headquarter economies) uzupełniają się z posiadającą ogromny potencjał produkcyjny, ale wciąż ustępującą pod względem technologii i organizacji gospodarką Chińską (factory economy)[9].

Ta komplementarność nie oznacza jednak sielankowej współpracy. Każdy kto wie coś o Chinach zgodzi się, że aspiracje władców Państwa Środka sięgają dużo dalej niż bycie „wyrobnikiem” dla państw Zachodu. Co więcej nie chodzi tu tylko o ambicje, ale i o konieczność.  Chińska gospodarka zwalnia, wzrost PKB spadł z 7,3% w 2014 do 6,9% w 2015 roku co jest wartością najniższą od 25 lat, przy czym nie jest pewne czy te dane są wiarygodne. Wśród ekonomistów pojawiają się też obawy co do stopnia zadłużenia chińskiego rządu, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych[10]. Przyczyny tego spowolnienia są wciąż badane, ale najprawdopodobniej jest ono skutkiem wyczerpania się obecnego modelu wzrostu opartego o eksport pracochłonnych produktów o niskiej wartości dodanej i inwestycje w infrastrukturę oraz dobra kapitałowe niezbędne do rozwoju produkcji przemysłowej. Państwu Środka grozi wpadnięcie w pułapkę średniego dochodu[11] Chiny nie mogą dalej się rozwijać powielając wykorzystywane już metody takie ja budowa kolejnych elektrowni węglowych, obsiewanie nowych pól, jeszcze intensywniejsze nawożenie, zwiększanie zużycia wody czy nieograniczona emisja zanieczyszczeń. Nawet praca ludzka nie jest już tak tania jak kiedyś. Skoro możliwości zwiększania nakładów się wyczerpują, to należy sięgnąć po sposoby zwiększenia ich produktywności, czyli po nowe technologie i sposoby organizacji pracy[12].

Chiny doszły do ściany, a to oznacza, że „chiński sen” rozbudzony w głowach obywateli ChRL może się nie spełnić. To z kolej stanowiłoby zagrożenie dla stabilności ładu politycznego w Chinach. Co oczywiste kierownictwo ChRL nie może do tego dopuścić, stąd podejmuje reformy wewnętrzne i projekty takie jak One Belt One Road oraz… zakup KUKA flagowej firmy niemieckiego towaru eksportowego jaki jest Industrie 4.0 – czyli tak zwana czwarta rewolucja przemysłowa.

Jeden z robotów przemysłowych firmy KUKA; źródło: Mixabest/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons

Przemysł 4.0 opiera się na inteligentnych urządzeniach zbierających i przesyłających dane w czasie rzeczywistym, co pozwala na ich analizę oraz bieżącą optymalizację procesów produkcyjnych. Dla Chin byłby to prawdziwy skok technologiczny zwłaszcza, że dopiero dokonuje się tam proces przechodzenia z przemysłu 2.0 (linia montażowa) do przemysłu 3.0 (systemy informatyczne i roboty przemysłowe), a w chińskim przemyśle wciąż wiele prac wykonuje się ręcznie. Przemysł 4.0 ma pozwolić na szybkie dogonienie i prześcignięcie liderów w zakresie produkcji, a w bliższej perspektywie wzmocnić czołowe chińskie firmy w globalnej konkurencji. Niemcy są świadomi, że dzielenie się tymi technologiami z Chińczykami uczyni z nich niezwykle groźnych konkurentów najbliższych dekadach, z drugiej strony jest świadomość, że jeśli nie oni to zrobi to ktoś inny. Współpraca z Chińczykami naraża też firmy na kradzież danych ze strony Chińskich kooperantów. Mimo to niemieckie firmy takie jak SAP, Siemens czy czołowy producent robotów przemysłowych KUKA weszły na rynek chiński[13], bo czy czołowi producenci maszyn i oprogramowania przemysłowego mogą pozwolić sobie na nieobecność w największej fabryce świata?

Przypadek KUKA skupia w sobie najważniejsze problemy związane ze współpracą z Chinami. Jeszcze w 2013 roku KUKA budowała fabrykę w Chinach aby móc sprostać tamtejszemu popytowi, a w 2016 Midea- chiński producent zmywarek i klimatyzatorów przejął firmę płacąc za nią 4,6 mld euro. Rząd Niemiec nie mógł powstrzymać transakcji, ale minister gospodarki Sigmar Gabriel zapowiedział debatę o tym jak chronić się przed „nieuczciwą konkurencją” w przyszłości[14]. Chińczycy zapłacili o 36% więcej niż wynosiła wartość rynkowa spółki, przez co rządowi Niemiec nie udało się przekonać inwestorów z Europy do kupna firmy. Midea pozyskała dostęp do technologii jednej z kluczowych firm przemysłu 4.0, co uderza w podstawy niemieckiej konkurencyjności i niemieckiego eksportu do Chin[15]. KUKA to tylko wierzchołek góry lodowej, w latach 2010-14 to właśnie firmy produkujące sprzęt dla przemysłu były głównym celem chińskich przejęć – to ważne przejęć bo chińskie inwestycje w Niemczech to nie budowa nowych zakładów ale przejmowanie już istniejących wraz z ich kadrami, markami i dokumentacją techniczną[16]. Po sporze o producenta robotów przyszły kolejne wokół takich firm jak należący do Osram Ledvance czy producenta zaawansowanych podzespołów dla przemysłu półprzewodników Aixtron[17].

Niemcy próbują powstrzymać Chiński szał zakupowy i uratować swoją przewagę konkurencyjną. Może być już jednak za późno z kilku powodów.

  1. Po pierwsze Chińczycy są już w Niemczech, a niemieckie zakłady działają w Chinach, więc część technologii po prostu już przejęli.
  2. Po drugie na przeszkodzie stoją konflikty interesów na poziomie międzypaństwowym i wewnątrz samych Niiemiec.
    1. Między państwami rozwiniętymi (zarówno tymi z UE jak i poza) występuje stały konflikt interesów. Każdy kraj dąży do tego aby z relacji z Chinami uzyskać jak najwięcej, co umiejętnie wykorzystują Chińczycy. W ten sposób jeśli Chiny nie uzyskają czegoś np. od Niemiec to mogą tego poszukać np. w Wielkiej Brytanii czy Szwecji.
    2. Analogiczny konflikt występuje też w samych Niemczech. Dla właścicieli firm takich jak KUKA interesy z Chińczykami są niezwykle korzystne, jednak z punktu widzenia poszczególnych gałęzi niemieckiego przemysłu jak i całego państwa jest to zagrożenie dla jego konkurencyjności międzynarodowej.

Opisane konflikty interesów dobrze modeluje znany z teorii gier i często wykorzystywany w ekonomii dylemat więźnia. Gdyby tylko państwa rozwinięte i poszczególne firmy utrzymywały spójne stanowisko względem Chin mogłyby znacznie spowolnić ich rozwój i dłużej utrzymywać je na poziomie swoje „fabryki”. Obecnie Niemcy próbują pójść w tym kierunku blokując przejęcia niemieckich firm i komunikując potrzebę stworzenia spójnej unijnej polityki w tym zakresie. „Gdyby tylko” jest ty kluczowe, w praktyce wyegzekwowanie porozumienia obejmującego tak wiele podmiotów o różnych interesach jest niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe, pokusa „zdrady” i kooperacji z Chińczykami jest ogromna, a możliwość wyegzekwowania solidarności bardzo ograniczona. Chiny mają więc duże szanse na realizację swoich celów technologicznych, co być może pozwoli im na transformację z fabryki świata w jego gospodarcze centrum.

Podsumowując spór wokół firmy KUKA to tylko objaw głębszego konfliktu interesów między Niemcami, którzy próbują jak najdłużej utrzymać swoją przewagę oraz Chinami, które próbują ją jak najszybciej przechwycić wszelkimi dostępnymi sposobami. Sam transfer technologii zdaje się być nieunikniony, jednak jego tempo, które wyrwało się spod kontroli, wyraźnie zaskoczyło Niemców, którzy próbują odzyskać nad nim kontrolę. Mają jednak niewielkie szanse na pełny sukces w tym zakresie z racji na konflikty interesów w samym RFN jak i na poziomie międzynarodowym.

Gra idzie o najwyższą stawkę. Dla Chin przejście od gospodarki fabryki do organizatora jest koniecznością, bowiem obecny model rozwoju doszedł do ściany, co stanowi zagrożenie również dla istniejącego ładu politycznego. Dla Niemiec utrata przewagi technologicznej to nie tylko spadek eksportu do Chin, ale również zagrożenie, że Chińczycy sami będą eksportować to co teraz importują z Niemiec. Uderzyłoby to w postawy pozycji RFN, które z pozycji czołowego światowego eksportera stałyby się tylko 80 milionowym krajem położonym na „śmiesznym małym półwyspie” zwanym Europą. Nie dziwi więc nerwowość niemieckich reakcji i  chińska „rozrzutność” w technologicznych zakupach.

Opisany przypadek jest też nauką dla Polaków, bo chociaż nie jesteśmy potęgą technologiczną, to jednak również w naszym kraju może wystąpić konflikt między interesami poszczególnych firm a interesem całego kraju. Warto uczyć się na cudzych błędach. Nie oznacza to nie robienia interesów z Chinami, trzeba być jednak świadomym ryzyka jakie to niesie i uważnie analizować każde posunięcie partnera, który jest bardzo wymagający i bardzo doświadczony w tej grze.

Na marginesie tych rozważań warto zastanowić się nad tym jaką wartość mają niemieckie żale wylewane pod adresem Chin, które rzekomo grają „nieczysto”. No cóż, dobrze, że Europejczycy w czasie stulecia upokorzeń grali z Chińczykami fair. Taka jest polityka, wygrywa silniejszy i sprytniejszy.

Alek Bukowski

[1] Ich liczba wzrosła lawinowo od czasu kiedy pisałem moją pracę magisterską (lato 2016), ponieważ dopiero wtedy konflikt interesów zaczął przechodzić ze stanu ukrytego w jawny. Dla przykładu zob. J. Delcker, Germany’s Chinese investment problem, „Politico.eu”, 11.25.2016  http://www.politico.eu/article/germanys-chinese-investment-problem-sigmar-gabriel-eu/ czy K. Popławski, Kapitał ma narodowość: obawy w Niemczech wobec chińskich inwestycji, OSW, 2017.

[2] Termin oddzielenie należy to rozumieć jako wyzwolenie z pewnej technicznej konieczności nakazującej produkcję przy rynku zbytu. Nie oznacza to jednak, że od tej pory zawsze produkowano w geograficznym oddaleniu od rynku zbytu, wręcz przeciwnie to rozwinięte kraje przemysłowe były też największymi konsumentami.

[3] O koncepcji unbundling zobacz szerzej: R. Baldwin, Globalisation: the great unbundling(s), Prime Minister’s Office, Economic Council of Finland, 2006.

[4] Tamże.

[5] Zob. szerzej dane Eurostatu – EU trade since 1988 by SITC [DS-018995].

[6] Dane za rok 2014 za WTO Trade Profiles – China

[7] Dane za rok 2014 za Komisją Europejską http://ec.europa.eu/trade/policy/countries-and-regions/countries/china/#trade-services_fig

[8] Dane za rok 2015 za European Union, Trade in goods with China, Komisja Europejska 2016, s. 8.

[9] O charakterze wzajemnych zależności zob. szerzej M. Gasiorek, J. Lopez-Gonzales, China-EU global value chains: who creates value, how and where? – growing linkages and opportunities, University of Sussex, Ecorys, CASE, 2014

[10] Mark Magnier, China’s Economic Growth in 2015 Is Slowest in 25 Years, Wall Street Journal, 19.01.2016 http://www.wsj.com/articles/china-economic-growth-slows-to-6-9-on-year-in-2015-1453169398 [Dostęp: 09.06.2016].

[11] Y. Huang, Understanding China’s Belt & Road Initiative: Motivation, framework and assessment, „China Economic Review”, artykuł dostępny online przed wydaniem, s. 2-4.

[12] O wyzwaniach stojących przed chińską gospodarką zob. szerzej. H. R. Randau, O. Medinskaya, China Business 2.0- Analyze the Economy, Understand the Society, and Manage Effectively, Springer, Londyn 2015.

[13] Zob. Szerzej J. Wübbeke, B. Conrad, ‘Industrie 4.0’: Will German Technology Help China Catch Up with the West?, MERICS, 2015.

[14] Berlin approves Kuka sale to Midea, „Deutche Welle” http://www.dw.com/en/berlin-approves-kuka-sale-to-midea/a-19479483 [Dostęp: 02.09.2016].

[15] China Looks to Europe to Feed Its Appetite for Technology, Stratfor, 02.06.2016. https://www.stratfor.com/geopolitical-diary/china-looks-europe-feed-its-appetite-technology [Dostęp: 02.09.2016].

[16] T. Hanemann, M. Huotaris, Chinese FDI in Europe and Germany Preparing for a New Era of Chinese Capital, MERICS, Rhodium Group, 2015, s. 16-18

[17] K. Larres, “China and Germany: The Honeymoon Is Over”, The Diplomat, 16.11.2016.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Bukowski: Chiński „wielki skok” na niemieckie firmy Reviewed by on 7 lutego 2017 .

Do niedawna chińsko-niemieckie relacje gospodarcze prezentowały się bardzo dobrze. Oba kraje rozwijały wzajemną wymianę gospodarczą, na czym zyskiwały potężne niemieckie firmy takie jak BMW, Volksvagen czy DB Schenker. Kres tej sielanki przyszedł w pierwszej połowie 2016 roku wraz z konfliktem wokół przejęcia przez chińską firmę AGD Midea niemieckiej firmy KUKA produkującej roboty przemysłowe. W sprawę

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

komentarzy 5

  • Uważam, że warto poruszyć jeszcze jedną kwestię. Państwo czy obywatele, które z tych dwóch powinno dążyć do maksymalizacji zysków?
    Nie ważne są statystyki, tylko prawdziwe nagromadzone bogactwo obywateli. Natomiast obecnie toczy się bitwa między rządami, a to nie jest zawsze jednoznaczne z interesem ich ludności.

  • Apeluję, żeby odnośnie Polski nie używać terminu Europa Środkowo – Wschodnia, ale Europa Centralna, ewentualnie – Europa Środkowa. Także termin Środkowieuropejczycy jest dobrym terminem. Dziwnym trafem polscy dziennikarze Europa Centralna mówią o niemczech…..Dlaczego? Wyjaśniam poniżej: Wiele lat temu, że najstarsi prawicowcy tego nie pamiętają, ktoś specjalnie sformułował i rozpowszechnił pojęcie Europa Środkowo – Wschodnia.

    Ten eufemizm miał za zadanie strywializować Polaków, miał odrzeć ich z przekonania, że są kimś istotnym i ważnym na tle całej Europy. I chyba się to udało.

    Semantyka została zawłaszczona i zmodyfikowana przez manipulatorów tego świata.

    Aby zmienić myślenie o Polsce narzucone nam przez mass-media, wykształćmy własny język porozumiewania się z Czytelnikiem. […] Centrum tranzytowe, to nie to samo co środek tranzytowy.

    Centrum władzy to nie środek władzy.

    Jedno słowo, a wiele zmienia.
    Europa Środkowo – Wschodnia – ktoś się nieźle nagimnastykował, żeby tylko nie mówić o Polsce, że jest w Centrum Europy.
    A jest.
    To MY jesteśmy w Centrum Europy.
    My.
    I nikt inny.

    czytaj dalej: http://argo.neon24.pl/post/101910,europa-centralna-a-nie-srodkowo-wschodnia

  • Procesu zdobywania technologi przez Chiny nie da się powstrzymać. To nieuniknione, jest to proces naturalny jak wymiana płynów w naczyniach połączonych. Na powstrzymanie tego jest dużo za późno. Nie uda się to ani Niemcom, ani Unii Europejskiej.
    W mojej ocenie jedyną drogą jest ucieczka z tego wyścigu „w bok” i tu jest pole do popisu dla krajów Unii Europejskiej… jak i Chin. Te ostatnie już to robią w postaci coraz większych inwestycji w innych krajach Azji oraz w Afryce w której Chiny są coraz mocniej obecne. Afryce, która za X-lat stanie się kolejną „fabryką”. Pytanie tylko kto będzie w niej produkował.
    Kto będzie headquarter economies dla Afryki? Unia Europejska czy Chiny?

  • Japończycy mają I40 od ponad dziesięciu lat, używają go samsung i innie giganty również w Chinach.

  • Cóż. Swiat się zmienia Jeszcze niedawno firmy niemiecke były „smacznym kąskiem, tyle ,ze były całkowicie poza asiegiem cudzoziemców. Można poszukać analogii w Indiach. Firmy indyjskie już dekadę temu zrobiły szcereg udanych Podjazdów na rynek niemiecki.
    Niemcy mają technologię, zasoby finansowe, doświdczenie w działaniu za granicą, doskonale przygotowany personel.przygotowany personel
    Trzeba się liczyć, że w niedługim czasie Chińczycy podejmą podobne działania na rynku polskim. Powinniśmy obserwować ich działania. Jeżli Chińczycy coś zrobią w Niemczech, to możemy się spodziewać, że powtórzą ten ruch w Polsce. Kupią firmę w Niemczech, to potem podobną w Polsce.

Pozostaw odpowiedź