Komentarz eksperta,Top news

A. Brona: Polityka zagraniczna Polski względem państw azjatyckich – rekomendacje dla nowego rządu

W najbliższą niedzielę odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Wiemy, która partia prawdopodobnie wygra, która będzie druga. Wiemy również, które partie mają szansę dostać się po raz pierwszy do parlamentu, a które po raz pierwszy po 1989 roku mogą go opuścić. Kampania wyborcza jeszcze trwa, choć sprawy zagraniczne stanowią w niej kwestię drugorzędną, a sprawy azjatyckie wręcz w ogóle nie istnieją. To dobrze. W lipcu podczas Dnia Azji i Pacyfiku w Sejmie RP można było posłuchać dyskusji polityków odnośnie do priorytetów naszej aktywności w regionie i nie sposób było zauważyć w ich wypowiedziach jakichś większych rozbieżności. Zadania naszej dyplomacji na Dalekim Wschodzie są prawdopodobnie jednym z nielicznych obszarów polityki, w których istnieje ponadpartyjny konsensus. Najgorszą rzeczą jaka mogłaby się stać to rozejście się poglądów poszczególnych formacji politycznych w trakcie brutalnej walki wyborczej.

Głównym celem polskiego rządu odnośnie stosunków z państwami Azji Wschodniej jest obecnie i będzie w trakcie kadencji 2015-2019 uprawianie tzw. dyplomacji gospodarczej. Wsparcie dyplomatyczne polskich przedsiębiorstw w ekspansji gospodarczej, a także promowanie Rzeczypospolitej jako najlepszego możliwego miejsca do lokowania inwestycji to bezwzględny priorytet. Coraz większą rolę w rozwoju Polski stanowi eksport. W 2000 roku stanowił niecałe 20% produktu krajowego brutto, w 2013 roku ok. 40%, a według prognoz rządowych w 2020 roku eksport będzie stanowił nawet 60% PKB. Możemy stać się małą potęga eksportową na wzór Korei Południowej czy Niemiec. Ciężko jednak będzie osiągnąć ten cel bez otwarcia nowych rynków na polskie produkty. Między Pakistanem a Japonią żyje ponad połowa ludzkości. Duża część tych społeczeństw jest uboga, ale niezwykle dynamicznie się bogaci. W samych Chinach klasa średnia w 2020 roku ma osiągnąć ok. 500 milionów osób, mniej więcej tyle ile Unia Europejska ma mieszkańców. Dlatego kluczowe jest umacnianie relacji gospodarczych z państwami Azji i Pacyfiku – mogą one stać się motorem rozwoju dla Polski po wyczerpaniu się środków unijnych, a dodatkowo zdywersyfikowanie rynków eksportowych zmniejszy naszą zależność od kłopotów gospodarczych Starej Europy.

W czasach rządu PO-PSL kilkoro polityków miało swój specjalny udział we wzmacnianiu relacji z Azją. Warto wśród nich wymienić m.in. Waldemara Pawlaka (orędownika współpracy z Chinami, przyjmował w Warszawie Sun Zhengcaia, jednego z czołowych przedstawicieli młodszego pokolenia w chińskiej polityce), Janusza Piechocińskiego (jeden z głównych gości premiera Narendry Modiego na tegorocznym Vibrant Gujarat), wiceminister spraw zagranicznych Katarzynę Kacperczyk (najeździła się po całej Azji promując nasz biznes). Należy również wspomnieć o najgorętszych sejmowych orędownikach współpracy z regionem – pośle Tadeuszu Iwińskim oraz Grzegorzu Schetynie, który jeszcze jako szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych zainicjował konferencję o naszej dyplomacji gospodarczej z Chinami, a kolejną (dotyczącą Indii) otworzył już jako szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jego exposé zawierało również najwięcej wątków azjatyckich ze wszystkich tego typu wystąpień po 1989 roku. Spoza parlamentu bardzo aktywny w zakresie dyplomacji gospodarczej był Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Nie należy także zapominać o prezydencie Bronisławie Komorowskim. Mimo, że opinia publiczna już chyba na zawsze będzie niesprawiedliwie kojarzyła go z krzesłem (wszak plotki są bezlitosne), ale faktem jest, że to za jego prezydentury podpisano strategiczne partnerstwa z Chinami, Koreą Południową i Japonią. Jego wizyta w Państwie Środka w 2011 roku miała rozmach, który powinien być wzorem do naśladowania w najbliższych latach.

Nie oznacza to jednak, że nasze relacje z państwami azjatyckimi rozwijały się bez problemów. Podczas Spotkania Azja-Europa (ASEM) w Mediolanie w 2014 roku o mało co, a nie doszłoby do spotkania pomiędzy premierem rządu RP a premierem rządu naszego strategicznego partnera – Chin. W tym samym roku premier Ewa Kopacz nie znalazła czasu, żeby udać się na spotkanie 16+1 w Belgradzie i musiał zastąpić ją wicepremier Tomasz Siemoniak. Prezydent Komorowski odwołał nagle wizytę w Japonii w 2014 roku z powodu zamieszania po wyborach samorządowych, co nie spotkało się z przychylnością drugiej strony. Dodatkowo Radosław Sikorski, gdy był ministrem spraw zagranicznych, za bezwzględny priorytet przyjął wzmocnienie pozycji Polski w Unii Europejskiej, na czym cierpiała polityka pozaeuropejska.

Nie jest to jednak miejsce na oceny naszej dyplomacji w Azji. Część osób uzna, że miała ona więcej pracy niż jeszcze 10 lat temu, część będzie uważała, że to kompletna porażka. Celem tego tekstu nie jest stawianie kategorycznych sądów, tylko wskazanie problemu, z którym zetknie się następny rząd, bez względu na to, kto go będzie tworzył. Problemu, który został zasugerowany w dwóch powyższych akapitach: w polskiej polityce wobec krajów azjatyckich (a szerzej ujmując państwa pozaeuropejskich) zbyt wiele zależy od osobowości i przekonań polityków, którzy sprawują wysokie funkcje państwowe. Jeżeli kolejnym ministrem gospodarki zostanie osoba zainteresowana promowaniem naszych przedsiębiorstw na Dalekim Wschodzie to delegacje rządowe będą latały tam co tydzień. Jednak gdy stanowisko będzie pełniła osoba, która uzna to za zbyteczne, to jedynym, czego uświadczymy, będą puste wizyty kurtuazyjne lub w najgorszym przypadku „dyplomacja turystyczna”. Efektywne prowadzenia polityki w Azji wymaga większej instytucjonalizacji, która musi się dokonać poprzez reformę struktury rządu oraz zmianę podejścia elit politycznych do państw pozaeuropejskich w trzech wymiarach.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Po pierwsze, scentralizowanie systemu decyzyjnego odnośnie naszej polityki zagranicznej względem państw azjatyckich. Nominalnie dyplomacja leży w gestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jednak ważną rolę pełni też Ministerstwo Gospodarki, któremu podlegają istniejące przy placówkach zagranicznych Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji. Ich kompetencje częściowo się dublują z Wydziałami Ekonomicznymi przy ambasadach, co rodzi tylko niepotrzebne konflikty. Dodatkowo z Ministerstwem Spraw Zagranicznych wiąże się problem typowo strukturalny. Jako jednostka odpowiedzialna za utrzymanie relacji z wszystkimi państwami, zawsze będzie traktowała priorytetowo najważniejszych partnerów Polski – państwa UE, USA i wschodnich sąsiadów. Sam poranny przegląd not dyplomatycznych musi być bardzo zajmujący, przez co minister fizycznie ma bardzo ograniczony czas, który może poświęcić na sprawy pozaeuropejskie. Gdy dodatkowo sam nie będzie tym zainteresowany, to może to doprowadzić do nieintencjonalnego zaniechania. Dlatego należy rozważyć i wybrać jedną z trzech możliwości:

  1. Podporządkowanie całej polityki pozaeuropejskiej Ministerstwu Gospodarki, włączając w to nadzór nad placówkami dyplomatycznymi i korpusem służby zagranicznej.
  2. Utworzenie Ministerstwa ds. Europejskich lub podporządkowanie tych zagadnień bezpośrednio prezesowi Rady Ministrów, co uczyni MSZ instytucją z definicji odpowiedzialną tylko i wyłącznie za rozwijanie kontaktów z państwami pozaeuropejskimi.
  3. Utworzenie Ministerstwa ds. Państw Pozaeuropejskich. Zbudowanie od podstaw zupełnie nowej jednostki rządowej, która otrzyma nadzór nad polską dyplomacją w państwach pozaeuropejskich oraz będzie zajmować się przede wszystkim promowaniem polskich interesów gospodarczych.

Ostatnia opcja jest najbardziej rewolucyjna, ale nie niemożliwa. Musi się ona wiązać z odrzuceniem dychotomicznego podziału na sprawy wewnętrzne i zewnętrzne państwa. Tradycyjnie za te ostatnie odpowiedzialne było Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a za pierwsze reszta rządu. Jednak w sytuacji, gdy Polska jest członkiem Unii Europejskiej i znaczna część prawa istniejącego w Polsce jest uzgadniana na szczeblu międzyrządowym oraz głosowania w Parlamencie Europejskim, a także często jest ustanawiane mniej lub bardziej spójne stanowisko państw UE wobec spraw międzynarodowych, należy zerwać z tym podziałem. Obecnie mamy do czynienia ze sprawami wewnętrznymi, europejskimi i pozaeuropejskimi. Powoduje to, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych, powołane w zupełnie innej rzeczywistości międzynarodowej, działa w obecnym kształcie nieefektywnie w zakresie rozwijania kontaktów z państwami azjatyckimi, afrykańskimi czy amerykańskimi.

Po drugie, państwo polskie musi zainwestować w rozwój kadry dyplomatycznej. Niezbędnym jest, aby przedstawiciele służy zagranicznej posiadali odpowiednie kompetencje kulturowe, a zwłaszcza kompetencje językowe. Każdy kto spędził dłuższy czas w jakimkolwiek kraju azjatyckim zdaje sobie sprawę, że do porozumiewania się z lokalną ludnością nie wystarczy ogłada. To zupełnie inny świat i trzeba znać zasady, jakimi się rządzi. Proces dostosowania korpusu będzie długotrwały, a jego podstawą powinno być ustanowienie warunków przyciągających młodych, wykształconych na szeroko pojętych kierunkach orientalistycznych do dyplomacji. Jeszcze kilka lat temu na palcach jednej ręki można było policzyć ośrodki, w których prowadzono studia z języka i kultury chińskiej, a obecnie są ich prawdopodobnie dziesiątki. Absolwenci tych kierunków bez problemu znajdą zatrudnienie w sektorze prywatnym, jeżeli nie zagwarantuje się im wysokich zarobków i możliwości rozwoju osobistego. Zasadą powinno być, że dominująca część pracowników placówki zagranicznej mówi w lokalnym języku, nie wspominając o ambasadorach, a nie da się tego zapewnić bez zatrudnienia nowych osób. Ta zasada powinna dotyczyć zarówno „dużych” państw jak Chiny, Indie czy Japonia, jak i „mniejszych” – Tajlandii czy Korei Południowej. Dzięki temu nasi dyplomaci będą mogli znacznie sprawniej promować polskie interesy, zwłaszcza w zakresie dyplomacji publicznej – wystarczy sobie przypomnieć jaką niemal gwiazdą stał się ambasador Stephen Mull w Polsce. Obecnym pracownikom służby zagranicznej należy zapewnić odpowiednie przeszkolenie językowe, a o transferze do innego państwa informować wystarczająco wcześnie, aby mogli oni odpowiednio się do niego przygotować. Ich doświadczenie z zakresu protokołu dyplomatycznego i reguł, którymi rządzi się polityka międzynarodowa, powinno być płynnie przekazywane nowo zatrudnionym pracownikom.

Po trzecie, należy znacząco rozbudować sieć placówek zagranicznych Polski w Azji. Do dzisiaj nie ustanowiono Ambasady RP na Filipinach, mimo że jest to państwo zamieszkałe przez 100 milionów osób. Dodatkowo Strategia RP w odniesieniu do pozaeuropejskich krajów rozwijających się z 2004 roku uznała to za czynnik ograniczający współpracę. Brakuje też placówek w Bangladeszu czy Birmie – są to ubogie państwa, ale o dużym potencjale demograficznym i dynamicznie się rozwijające. Bez przedstawicielstw w regionie nie będziemy również mogli zadbać o nasze polityczne interesy – takie jak wywalczenie pozycji niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ w latach 2018-2019. Ambasady to jednak nie wszystko. Priorytetem powinno być drastyczne zwiększenie ilości konsulatów/Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji w regionie. Trzeba odejść od myślenia, że konsulat to tylko lokalny oddział rządu, gdzie można załatwić sprawy administracyjne – wyrobić nowy paszport czy wziąć ślub. To musi być nowoczesne centrum promocji polskich interesów gospodarczych. Ich pracownicy nie tylko powinni być świetnie obeznani w lokalnych warunkach prowadzenia biznesu i gotowi do odpowiedzi na każde pytanie polskich przedsiębiorców. Powinni również pomagać nawiązać kontakt z firmami zagranicznymi czy z lokalnymi władzami. Powinni promować Polskę na rozmaitych targach, wystawach, a nawet poprzez wykłady na lokalnych uczelniach – poszerzać świadomość istnienia Polski i możliwości, jakie daje współpraca gospodarcza. Aby prowadzić te działania efektywnie musi istnieć gęsta sieć placówek. W Chinach jest 14 prowincji, które mają więcej ludności niż Polska oraz aż 25 prowincji, które mają więcej niż 20 milionów mieszkańców. Dlaczego w każdej z nich nie może powstać centrum wspieranie polskiego biznesu? Dlaczego w Indiach, państwie, które ma ponad dwa razy większą populację niż Unia Europejska, mamy tylko ambasadę i konsulat w Mumbaju? Dlaczego w 250-milionowej Indonezji jesteśmy reprezentowani tylko w stolicy? Budowanie marki „Polska” na świecie będzie najbardziej efektywne, gdy będzie na to pracowała gęsta sieć placówek, bliska lokalnej społeczności.

Powyższe zalecenia są bez wątpienia rewolucyjne, kosztowne i przyniosą efekty dopiero za kilka-kilkanaście lat. Postulowanie ich może wydawać się zwykłą naiwnością. Wynikają jednak z wieloletniej obserwacji naszej aktywności w Azji, która doprowadziła do prostej konkluzji – jeżeli państwo polskie chce prowadzić prawdziwie globalną politykę, na miarę dynamicznie rozwijającej się tzw. middle power, to bez gruntownych zmian się nie obejdzie. Są one konieczne, jeżeli chcemy odpowiednio zabezpieczyć nasze interesy i prestiż. Lepiej je dokonać szybko niż obudzić się za dekadę, gdy zabraknie środków z Unii na rozwój, a nasze przedsiębiorstwa będą przegrywały konkurencję w Azji nie tylko z firmami zachodnioeuropejskimi, ale także węgierskimi czy czeskimi. Problem zresztą dotyczy również Bliskiego Wschodu, Afryki czy Ameryki Południowej. Dopóki go nie rozwiążemy, rozwój ekonomiczny Polski w dłuższej perspektywie będzie zagrożony.

Kila tygodni temu, w trakcie zmiany na stanowisku szefa rządu w Australii, powołano Ministerstwo ds. Międzynarodowego Rozwoju i Pacyfiku. Canberra uznała, że powinna mieć osobne ministerstwo zajmujące się sprawami tego strategicznie ważnego dla niej obszaru. Pora pójść tym krokiem i uznać, że dla rozwoju Polski strategicznie ważne jest rozwijanie kontaktów z państwami pozaeuropejskimi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
A. Brona: Polityka zagraniczna Polski względem państw azjatyckich – rekomendacje dla nowego rządu Reviewed by on 23 października 2015 .

W najbliższą niedzielę odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Wiemy, która partia prawdopodobnie wygra, która będzie druga. Wiemy również, które partie mają szansę dostać się po raz pierwszy do parlamentu, a które po raz pierwszy po 1989 roku mogą go opuścić. Kampania wyborcza jeszcze trwa, choć sprawy zagraniczne stanowią w niej kwestię drugorzędną, a sprawy azjatyckie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź