Artykuły,Publicystyka

M. Hańderek: Główne kierunki polityki zagranicznej i bezpieczeństwa nowego prezydenta Korei Południowej

Główne kierunki polityki zagranicznej i bezpieczeństwa nowego prezydenta Korei Południowej

Objęcie 10 maja b.r. urzędu prezydenta Republiki Korei przez zwycięzcę wyborów Moon Jae-in zakończyło wielomiesięczny kryzys w tym kraju spowodowany zarzutami korupcyjnymi i impeachementem prezydent Park Geun-hye. Oznacza ono również koniec trwających blisko dekadę rządów obozu konserwatywnego i powrót do władzy polityków lewicowych. Zmiana ta będzie miała znaczące implikacje dla polityki wewnętrznej i zagranicznej Korei Południowej.

 

Dziedzictwo „Sunshine policy”

Moon przez kilkadziesiąt lat przyjaźnił się z Roh Moo-hyunem, zaś gdy ten był prezydentem (2003-2008), należał do jego najbliższych współpracowników. Tym samym współtworzył politykę otwartości i dialogu z Koreą Północną określaną jako „Sunshine policy”. Została ona zapoczątkowana już pod rządami prezydenta Kim Dae-junga (1998-2003) i zaowocowała m.in. dwoma szczytami międzykoreańskimi w 2000 r. i 2007 r., otwarciem specjalnej strefy ekonomicznej w Korei Północnej wokół miasta Kaesong oraz spotkaniami rodzin z obu państw, podzielonych przez skutki wojny koreańskiej. Pod rządami konserwatystów polityka ta została zarzucona, gdyż nie spowodowała zahamowania północnokoreańskiego programu nuklearnego oraz zbrojnych prowokacji. Domniemywano również, że pieniądze przeznaczone na pomoc humanitarną reżim faktycznie wpompował w program atomowy.

Już w kampanii wyborczej Moon podkreślał, że będzie podejmował starania na rzecz wznowienia dialogu z sąsiadem z Pjongjangiem. Polityk uważa, że kwestia Korei Północnej jest przede wszystkim wewnątrzkoreańskim problemem, dlatego też chce, aby to Korea Południowa odgrywała wiodącą rolę w kreowaniu strategii wobec tego państwa. Przeciwnicy polityczni oraz niektórzy komentatorzy wyrażali obawy, że Moon będzie prowadził politykę bezwarunkowych ustępstw względem Korei Północnej. Jeden z kontrkandydatów w wyborach prezydenckich wyraził nawet radykalną opinię, że zwycięstwo Moona doprowadziłoby do uzależnienia Republiki Korei od Korei Północnej („North-Koreanization of South Korea”). Tymczasem polityk akcentował, że jest nastawiony na dialog i ocieplenie relacji, lecz jego strategia będzie oparta na metodzie kija i marchewki. Prawdziwość tych słów potwierdziły wydarzenia wokół kolejnych testów rakietowych Korei Północnej i poparcie dla sankcji nałożonych przez ONZ oraz wycofanie się Moona z wcześniejszych zastrzeżeń dotyczących dyslokacji na terenie Korei Południowej amerykańskich instalacji antyrakietowych THAAD (Terminal High Altitude Area Defense). Moon i jego otoczenie zostali zmuszeni do przyjęcia twardszego kursu względem sąsiada z północy jego prowokacyjną polityką.

Należy jednak spodziewać się, że w razie deeskalacji sytuacji na Półwyspie Koreańskim, rządząca na południu ekipa podejmie próbę dialogu i realizacji swoich celów. Wśród postulowanych przez administrację Moona kroków znalazło się m.in. ponowne otwarcie Kaesong, organizacja spotkań podzielonych rodzin oraz udział północnokoreańskich sportowców w przyszłorocznej olimpiadzie w Pyeongchang. Odnośnie tej ostatnie sprawy na początku lipca b.r. Moon w rozmowie z szefem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego poprosił o ułatwienie sportowcom północnokoreańskim udziału w nadchodzących igrzyskach. Zaznaczył, że np. sformowanie drużyny hokejowej złożonej ze sportowców obu państw umożliwiłoby obejście wymogów kwalifikacyjnych i zapewniło obecność jakichkolwiek zawodników z północy.

O tym, że w sprzyjających okolicznościach można się spodziewać powrotu do łagodniejszego kursu względem Korei Północnej świadczy także polityka personalna Moona. W swojej administracji odpowiedzialnymi za politykę względem Pjongjangu prezydent uczynił ludzi aktywnych na tym odcinku w administracji Roh. Jedną z kluczowych postaci będzie Suh Hoon szef głównej służby wywiadowczej (National Intelligence Service). Hoon przez blisko 30 lat pracował w wywiadzie, a co ważniejsze, w przeszłości kilkakrotnie spotykał się z poprzednim przywódcą Korei Północnej Kim Jong-ilem przygotowując grunt pod oba szczyty międzykoreańskie. Ponadto od 1997 r. przez dwa lata mieszkał w Korei Północnej jako szef wielonarodowego organu The Korean Peninsula Energy Development Organization (KEDO) odpowiedzialnego za monitorowanie zamrożenia programu nuklearnego KRLD w zamian za pomoc gospodarczą. Jest uważany za wybitnego specjalistę, umiejącego rozmawiać z przedstawicielami reżimu północnokoreańskiego.

Drugą osobą wartą wspomnienia jest minister unifikacji Cho Myung-gyon, związany z tym resortem od 28 lat. Odgrywał on kluczową rolę w przygotowaniu drugiego szczytu międzykoreańskiego z października 2007 r. Był również mocno zaangażowany w rozwój specjalnej stref ekonomicznej w Kaesong i już po objęciu funkcji w administracji Moona ogłosił chęć ponownego otwarcia strefy oraz niesienia pomocy przedsiębiorcom południowokoreańskim wcześniej w niej zaangażowanym, którzy ponieśli straty po jej zamknięciu. Polityk jest w Korei Południowej powszechnie szanowany za swoje doświadczenie i wysokie kwalifikacje, więc pochlebnie na jego temat wypowiadają się nawet przedstawiciele opozycyjnych partii konserwatywnych.

 

Szorstka przyjaźń z USA

Politycy lewicowi w Korei Południowej są zdecydowanie bardziej zdystansowani względem USA niż konserwatyści. To samo dotyczy Moona i jego otoczenia. Są oni świadomi znaczenia USA dla bezpieczeństwa Korei Południowej, lecz chcieliby, aby wzajemne relacje były bardziej partnerskie. Uważają, że kilkadziesiąt lat po wojnie koreańskiej i w sytuacji, gdy Korea Południowa posiada jedną z najsilniejszych oraz najnowocześniejszych gospodarek świata, USA nie powinny traktować Republiki Korei paternalistycznie. Tymczasem od lat nawet proamerykańscy dyplomaci koreańscy narzekają, że w kluczowych kwestiach muszą stosować się do amerykańskich instrukcji.

Chęć większego usamodzielnienia się w przypadku niektórych liderów obozu lewicowego niekoniecznie była zręcznie wyrażana. Prezydent Roh jeszcze w czasie kampanii wyborczej deklarował, że nie będzie się kłaniał przed Amerykanami i jeździł do USA po to tylko, by zrobić sobie zdjęcie. Takie nastawienie sprawiło, że przez wielu był traktowany jako polityk antyamerykański, zaś fakt, iż Moon był jego przyjacielem i bliskim współpracownikiem sprawił, że w niektórych kręgach również nowego prezydenta tak właśnie się postrzega. W dniu jego zwycięstwa wyborczego jeden z publicystów „Washington Post” Josh Rogin na twitterze stwierdził, że Korea Południowa właśnie wybrała antyamerykańskiego prezydenta. Z kolei mający wpływy w Waszyngtonie adwokat Joshua Statton określił Moona jako od zawsze związanego z jądrem południowokoreańskiej skrajnej lewicy, która okazywała więcej solidarności Korei Północnej niż Ameryce.

Moon dołożył jednak sporo starań, by udowodnić, że nie w każdym względzie będzie kontynuatorem polityki dwóch ostatnich lewicowych prezydentów. Dokonał nawet symbolicznego gestu mającego wskazywać, że będzie kreował swoją własną linię polityczną. 23 maja na dorocznej uroczystości upamiętniającej śmierć Roh (popełnił samobójstwo w 2009 r.) oświadczył, że jako prezydent nie weźmie już w niej więcej udziału. Z kolei w trakcie mowy inauguracyjnej zaznaczył, że chce być prezydentem wszystkich Koreańczyków. Tym samym starał się rozluźnić nieco związki ze środowiskiem, z którego się wywodził. Nie oznacza to jednak definitywnego przewartościowania własnych poglądów. Wygląda na to, że Moon jest po prostu sprawniejszym politykiem niż jego lewicowi poprzednicy, lepiej rozumiejącym panujące realia i umiejętnie komunikującym się ze społeczeństwem oraz partnerami na arenie międzynarodowej.

W odniesieniu do amerykańskiego sojusznika Moon także zrobił niemało, by nie utożsamiano go powszechnie z opcją antyamerykańską. Już w kampanii wyborczej akcentował, że sojusz z USA jest podstawą bezpieczeństwa Korei Południowej. Swoje uznanie dla jego wagi powtórzył w trakcie rozmowy telefonicznej z prezydentem Trumpem w dniu objęcia urzędu. W kolejnych tygodniach natomiast przygotowując się do planowanej na 29 czerwca wizyty w USA, Moon w wielu wystąpieniach medialnych na temat kwestii bezpieczeństwa wypowiadał się w duchu niepodważającym roli i stanowiska USA względem Korei Północnej. Podkreślał, że zgadza się z Trumpem, iż należy zwiększyć naciski na Pjongjang, by powrócił do rozmów dyplomatycznych.

W drugim dniu wizyty Moona w USA prezydenci wydali wspólne oświadczenie, w którym zaakcentowali zgodę co do konieczności silnych nacisków na Koreę Północną, by zaprzestała prowokacji i powróciła do stołu negocjacyjnego. Zostały w nim także powtórzone gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA dla Korei Południowej. Trump przychylił się do stanowiska, że to Korea Południowa powinna być państwem wiodącym w przygotowaniu do zjednoczenia całego półwyspu. Z oświadczenia wybrzmiała również troska o los obywateli Korei Północnej w kontekście łamania przez reżim Kim Jong-una podstawowych praw człowieka. Zwrócenie uwagi na tę kwestię częściowo wytrąciło z ręki argumenty niektórym środowiskom politycznym i organizacjom pozarządowym w Korei Południowej oskarżającym Moona, że podobnie jak poprzedni lewicowi prezydenci, jest on obojętny na losy zwykłych Koreańczyków na północy.

W trakcie spotkania z Trumpem Moon poruszył również kwestię podniesioną po raz pierwszy przez prezydenta Roh w 2005 r. Chodzi o oddanie w ręce Koreańczyków dowództwa nad własnymi siłami zbrojnymi w razie wybuchu wojny. Dowództwo nad nimi w czasie pokoju Amerykanie scedowali na Koreę Południowa dopiero w 1994 r. Wspólne oświadczenie obu prezydentów mówi, że kontynuowane będą prace mające doprowadzić w przyszłości do przekazania Koreańczykom dowództwa nad własnymi wojskami także na czas wojny.

Po tym, jak w lipcu b.r. Korea Północna przeprowadziła dwie udane próby z międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi, administracja Moona ostatecznie zgodziła się na rozlokowanie w Korei Południowej czterech dodatkowych elementów wyrzutni składających się na system THAAD. Dwie pierwsze zostały zainstalowane w Republice Korei jeszcze w marcu. Wówczas Moon protestował, twierdząc, że tak ważne decyzje Amerykanie powinni ustalić z administracją, która uformuje się po majowych wyborach. Z kolei po objęciu prezydentury zgłosił zastrzeżenia co do rozmieszczenia kolejnych elementów i zlecił wykonanie dokładnych badań dotyczących oddziaływania systemu na środowisko naturalne. Sukcesy Korei Północnej skłoniły go jednak do zaniechania oporu i wyrażenia zgody na zainstalowanie całego systemu.

Zarówno kampania wyborcza, jak i kilka pierwszych miesięcy prezydentury Moona pokazały, że potrafi on być politykiem elastycznym i dostosować swoją politykę bezpieczeństwa do aktualnie panujących warunków. Nie podważa on znaczenia sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, gdy sytuacja wokół półwyspu jest najbardziej zaogniona od lat. Można się jednak spodziewać, że w bardziej sprzyjających okolicznościach będzie się starał zmienić zasady, na jakich sojusz funkcjonuje i zdobyć dla Koreańczyków jak najwięcej narzędzi umożliwiających wpływanie na sytuację półwyspu.

O tym, że bliska jest mu idea częściowego wyemancypowania się spod amerykańskiej hegemonii świadczy nie tylko wspomniana już kwestia odzyskania dowództwa nad własnymi wojskami w wypadku wojny, ale i wypowiedzi jego otoczenia. 16 czerwca w Wilson Center w Waszyngtonie wystąpił specjalny doradca prezydenta do spraw zjednoczenia, polityki zagranicznej i bezpieczeństwa narodowego profesor Moon Chung-in. Był on również doradcą poprzednich lewicowych prezydentów i współtwórcą „Sunshine policy”. Z wystąpienia w Waszyngtonie szerokim echem odbiły się stwierdzenia, że w razie zawieszenia przez Koreę Północną programu nuklearnego, USA powinno rozważyć zmniejszenie skali dorocznych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową, a także ograniczenie swoich instalacji wojskowych w tym kraju (chodziło o THAAD). Chociaż wkrótce pojawił się komunikat, że wypowiedź była wyrazem osobistych przemyśleń profesora, to nikogo z obserwatorów takie tłumaczenia nie przekonały i powszechną jest opinia, że przedstawił on rzeczywiste stanowisko prezydenta. Inne głosy dochodzące z tego środowiska, dotyczą istoty sojuszu wojskowego obu państw. Kręgom lewicowym zależy, by był on skierowany wyłącznie przeciwko Korei Północnej, natomiast nie przeciwko Chinom, z którymi rywalizują Stany Zjednoczone.

 

Raz bliżej, raz dalej do Chin

Jeszcze przed wyborami prezydenckimi na relacje między Koreą Południową a Chinami najbardziej rzutowała kwestia rozmieszczenia systemu THAAD. Chiny postrzegają instalację jako zagrażającą dotychczasowemu układu sił w regionie. Taki punkt widzenia jest podzielany przez Rosje. Dlatego też ChRL bardzo ostro zareagowała na rozmieszczenie dwóch pierwszych wyrzutni. Tereny dla nich zgodziła się przekazać jedna z największych południowokoreańskich firm Lotte, znana przede wszystkim z sieci sklepów wolnocłowych i centrów rozrywki. W odpowiedzi władze chińskie objęły obiekty Lotte w Chinach uciążliwymi kontrolami, zmuszając do zamknięcia większości spośród znajdujących się tam 99 sklepów. Zachęciły także ludzi do ich bojkotu i protestów. Zabiegi te przyniosły południowokoreańskiej kompanii straty liczone w setkach milionów dolarów.

Chińczycy duże nadzieje wiązali z Moonem i jego stosunkiem do THAAD. Gdy jednak prezydent cofnął swój sprzeciw wobec rozmieszczenia kolejnych 4 wyrzutni, spotkał ich zawód. Moon i lewica południowokoreańska są traktowani w Chinach jako politycy bardziej skorzy do współpracy niż obóz konserwatywny, co wynika w znacznej mierze z ich dystansu względem USA. Na szczycie ASEAN w Manilii 7 sierpnia minister spraw zagranicznych ChRL wobec swojej południowokoreańskiej odpowiedniczki wyraził opinię, że godząc się na THAAD administracja Moona wylała kubeł zimnej wody na poprawiające się dotychczas relacje bilateralne.

Jeszcze przed akceptacją dla rozmieszczenia THAAD miało miejsce kilka wydarzeń, które można traktować jako próbę polepszenia wzajemnych stosunków. Niemal w przeddzień odbywającej się w Pekinie w dniach 14-15 maja konferencji the Belt and Road Forum for International Cooperation przywódca Chin Xi Jinping w rozmowie telefonicznej z Moonem zaprosił delegację południowokoreańską do udziału w forum. Nowy prezydent wysłał swoją reprezentację, która została przyjęta przez Xi Jinpinga. Wydaje się, że taki gest ze strony Chin był ukłonem pod adresem obejmującej władzę administracji i mógł mieć na celu umocnienie Moona w przekonaniu, że rozmieszczenie THAAD nie jest właściwym krokiem. W duchu współpracy utrzymane było także przemówienie Moona inaugurujące 16 czerwca na koreańskiej wyspie Jeju doroczną konferencję Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB), będącego chińską inicjatywą. Moon zaakcentował, że Korea Południowa jest ważnym członkiem banku i będzie starała się mieć znaczący wkład w jego rozwój.

Co ważne, środowisko Moona ma również zbieżny z chińskim punkt widzenia na sprawę północnokoreańskiego programu nuklearnego. Oba państwa chcą zażegnać kryzys poprzez negocjacje. Przytoczona wcześniej wypowiedź prezydenckiego doradcy profesora Moon Chung-ina wskazuje, że nowa administracja podziela opinię Pekinu, iż aktualne napięcia na półwyspie mogłyby rozładować obustronne ustępstwa. W zamian za rezygnację z wspólnych ćwiczeń wojskowych USA i Korei Południowej, Korea Północna miałaby zamrozić swój program nuklearny. Stany Zjednoczone nie wyraziły jednak dotychczas zainteresowania takim rozwiązaniem.

W kontekście przytoczonych faktów zgoda Moona na instalację pozostałych części systemu THAAD rzeczywiście mogła być dla Chińczyków jak kubeł zimnej wody. Przyszłe miesiące pokażą, czy z czasem przejdą oni nad tym faktem do porządku dziennego, czy będą nadal stosować retorsje względem Seulu, tak jak miało to miejsce wczesną wiosną. Dla Moona polepszenie stosunków z Chinami będzie kluczowe dla realizacji polityki balansowania między USA i Chinami.

 

Sojusznik z przymusu

Na stosunki między Koreą Południową a Japonią w od wielu lat w ogromnej mierze rzutują zaszłości historyczne. Szczególnie nośna medialnie i społecznie jest kwestia Koreanek zmuszanych przez wojska japońskie do prostytucji w czasie II wojny światowej. W języku angielskim zagadnienie określa się eufemistycznie jako problem „comfort woman”. Koreańczycy oskarżają japońską klasę polityczną, że przez wiele lat zaprzeczała zbrodni albo że ich przeprosiny niewystarczające. Ciągłe przerzucanie się argumentami w 2011 r. przeniosło się również na sferę symboliczną, gdy naprzeciwko japońskiej ambasady w Seulu postawiony został pomnik upamiętniający wykorzystywane seksualnie Koreanki. Współcześnie w całej Korei Południowej jest już kilkadziesiąt podobnych monumentów.

Napięcia na tym tle wzrosły jeszcze bardziej, gdy urząd premiera w Japonii objął po raz drugi Shinzo Abe, kilkakrotnie w swoich wypowiedziach rozmywający winę Japończyków za niewolnictwo seksualne. Jego polityka w tym zakresie spowodowała kryzys w stosunkach bilateralnych trwający kilkadziesiąt miesięcy i angażujący USA jako mediatora. Wydawało się, że został on zażegnany w grudniu 2015 r., gdy rządy obu państw doszły do porozumienia. Japończycy przeprosili oraz obiecali wypłatę prawie 9 mln dolarów na rzecz żyjącej jeszcze grupki koreańskich kobiet zmuszanych podczas wojny do prostytucji.

Wypracowane przez dyplomatów ustalenia nie zadowoliły jednak części koreańskiego społeczeństwa i pod koniec grudnia 2016 r. kolejny pomnik upamiętniający „comfort woman” stanął naprzeciwko japońskiej placówki dyplomatycznej. Tym razem był to konsulat w Pusan. Reakcją Japończyków było odwołanie z Korei Południowej ambasadora i konsula generalnego w Pusan. Ambasador wrócił do Seulu dopiero w początkach kwietnia 2017 r. w związku z mającymi się odbyć w Korei Południowej wyborami prezydenckimi i spodziewanymi zmianami w kraju. Nie oznacza to jednak żadnych ustępstw ze strony organizacji zabiegających o upamiętnienie zbrodni. W sierpniu b.r. w niektórych seulskich autobusach miejskich zainstalowane zostały statuy kobiet w rozmiarach rzeczywistych, mające przypominać o problemie „comfort woman”.

Przytoczone fakty pokazują, że administracja Moona będzie musiała zmierzyć się z jednej strony z nastrojami własnego społeczeństwa, a z drugiej z japońskimi naciskami, by historyczny spór uznać za zamknięty. Tuż po objęciu urzędu przez Moona wielu obserwatorów zakładało, że nowy prezydent będzie się starał oddzielić kwestie historyczne od bieżących stosunków z Japonią. Zapowiadali to nawet niektórzy jego współpracownicy, podkreślając, że bolesna historia nie może przeszkadzać w kooperacji obu państw w tak kluczowych obszarach, takich jak bezpieczeństwo i gospodarka.

Tymczasem 15 sierpnia, w trakcie obchodów 72 rocznicy wyzwolenia Korei spod okupacji japońskiej, Moon przywołał historyczne krzywdy zadane przez Japończyków. Co więcej, zaapelował, by Japonia odważnie zmierzyła się z przeszłością i dokonała rozliczeń nie tylko w sprawie „comfort woman”, ale także przymusowych robotników rekrutowanych spośród Koreańczyków. Moon skonstatował, że skoro znaczna część południowokoreańskiego społeczeństwa nie akceptuje porozumienia z grudnia 2015 r., to również jego administracja powinna uznać sprawę za nieuregulowaną.

Przywołana przez nowego prezydenta kwestia robotników przymusowych nie była w ostatnich latach publicznie podnoszona. Wypowiedzenie się przez Moona o obu tych sprawach jako nierozwiązanych problemach, musiało być dla Japończyków w jakiejś mierze zaskakujące. Tokio uważa bowiem, że umowa z grudnia 2015 r. zamyka sprawę „comfort woman” i domaga się usunięcia pomników stojących naprzeciwko japońskich przedstawicielstw dyplomatycznych w Korei Południowej. Z kolei według władz japońskich sprawy związane z odszkodowaniami za okres okupacji Korei przez Japonię, w tym kwestia robotników przymusowych, zostały uregulowane wraz z podpisaniem w 1965 r. traktatu normalizującego stosunki między oboma państwami. Jednakże po transformacji ustrojowej Korei Południowej w państwo demokratyczne, zapoczątkowanej pod koniec lat 80, opinia publiczna i część sił politycznych zaczęły podważać zapisy traktatu z 1965 r. dotyczące zadośćuczynienia. W takim duchu wypowiedział się 15 sierpnia również prezydent Moon. Stwierdził on, że skala cierpienia i szkód doznanych przez robotników przymusowych pozostaje wciąż nieznana. Uznał nawet, że jeśli relacje między obiema Koreami poprawią się, to mogłyby wspólnie wystąpić w tej sprawie z żądaniami pod adresem Japonii.

Takie stanowisko prezydenta bez wątpienia nie ułatwi zacieśnienia relacji z Japonią, zwłaszcza że w swoim wystąpieniu uwarunkował je od rozwiązania nabrzmiałych problemów historycznych. Nie można wykluczyć, że Moon wypowiedział się w taki, a nie inny sposób na użytek wewnętrzny, wpisując się w dość powszechne antyjapońskie nastawienie własnego społeczeństwa. Czas więc pokaże, czy za słownymi deklaracjami pójdą także czyny i współpraca między Seulem a Toki rzeczywiście zostanie uzależniona od uregulowania historycznych problemów. Jeśli tak się stanie, to najpewniej polityka Moona względem Japonii niewiele będzie się różnić od prowadzonej przez jego konserwatywną poprzedniczkę. Przysporzy to problemów dyplomacji Stanów Zjednoczonych, które wolałyby, aby ich najważniejsi sojusznicy w Azji Wschodniej zgodnie ze sobą współpracowali.

 

Korea globalna?

Wiele wskazuje na to, że administracja Moona będzie się starała prowadzić ambitną politykę nie tylko we własnym regionie. Już kilka poprzednich ekip rządzących podejmowało różnorakie działania na szerokim forum międzynarodowym, by Korea Południowa była traktowana jako ważny gracz na świecie. Obecnie określa się jej status jako „middle power”, lecz Koreańczycy nie ukrywają aspiracji do statusu „global power” albo przynajmniej lidera wśród „middle powers”. Według ekspertów zorganizowanie w ostatnich latach ważnych międzynarodowych wydarzeń w rodzaju: szczytu G-20 w 2010 r., IV Forum Wysokiego Szczebla ds. efektywności pomocy (4th high level forum on aid effectiveness), czy szczytu nuklearnego w 2012 r., pokazały wzrost znaczenia międzynarodowego Korei Południowej i jej zdolność do odgrywa roli łącznika między państwami wysoko rozwiniętymi a rozwijającymi się. Obserwatorzy podpowiadający w jaki sposób Korea Południowa mogłaby wzmocnić swój status na arenie międzynarodowej akcentują również potencjał koreańskich specjalistów w różnych dziedzinach, którzy mogliby odgrywać zasadniczą rolę w działaniach międzynarodowych np. z zakresu modernizacji biedniejszych regionów świata czy medycyny i opieki zdrowotnej. Czas pokaże, czy administracja Moona będzie potrafiła utrzymać kurs poprzedników i wykorzystać szanse stojące przed Koreą.

 

Wnioski

Prezydent Moon Jae-in i jego otoczenie chcieliby dokonać rewizji polityki zagranicznej Korei Południowej prowadzonej przez poprzedników w kilku kluczowych kwestiach. Jednakże w ociepleniu relacji z Koreą Północną, zbliżeniu z Chinami oraz zdystansowaniu się względem USA przeszkadza aktualnie panujące na półwyspie napięcie spowodowane kolejnymi skutecznymi testami rakietowymi Korei Północnej. W takich warunkach administracja Moona była zmuszona zaakceptować realia i opowiedzieć się za sankcjami względem Pjongjangu oraz wyrazić zgodę na dyslokacje w Korei Południowej amerykańskiego systemu THAAD. Moon nie potrafił także wyjść poza ramy historycznych sporów z Japonią, które bez wątpienia utrudnią mu współpracę na polu bezpieczeństwa, tak ważną w kontekście zagrożenia ze strony Korei Północnej. Rezygnacja lub czasowe zarzucenie swoich wcześniejszych planów na rzecz decyzji bardziej pożądanych przez partnerów zagranicznych lub własne społeczeństwo każe postawić pytanie o istotę polityki Moona. Opisane kroki mogą bowiem rodzić przypuszczenie, że Moon będzie chwiejnym liderem podatnym na różne wpływy, a jego główną troską stanie się to, by zadowolić wszystkich wokoło, a tym samym nie utracić popularności. Czy tak będzie, przyszłość pokaże.

 

 

Marek Hańderek jest doktorantem na Wydziale Historycznym UJ, absolwentem podyplomowego studium z zakresu bezpieczeństwa narodowego Akademii Obrony Narodowej (obecnie Akademia Sztuki Wojennej) i pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie.

źródło zdjęcia: www.pexels.com/photo/architecture-buildings-city-cityscape-237211/

Udostępnij:
  • 24
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    24
    Udostępnienia
M. Hańderek: Główne kierunki polityki zagranicznej i bezpieczeństwa nowego prezydenta Korei Południowej Reviewed by on 17 sierpnia 2017 .

Główne kierunki polityki zagranicznej i bezpieczeństwa nowego prezydenta Korei Południowej Objęcie 10 maja b.r. urzędu prezydenta Republiki Korei przez zwycięzcę wyborów Moon Jae-in zakończyło wielomiesięczny kryzys w tym kraju spowodowany zarzutami korupcyjnymi i impeachementem prezydent Park Geun-hye. Oznacza ono również koniec trwających blisko dekadę rządów obozu konserwatywnego i powrót do władzy polityków lewicowych. Zmiana ta będzie miała znaczące implikacje dla

Udostępnij:
  • 24
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    24
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź