Centrum Studiów Polska-Azja > BLOGOSFERA > [Dzienniki zza Tarczy] iChina, ojczyzna fanbojów

[Dzienniki zza Tarczy] iChina, ojczyzna fanbojów

Jakub Urbański
5 March 2012 1

Po raz drugi goszczę na łamach portalu Centrum Studiów Polska-Azja, Redakcji dziękuję bardzo za tę możliwość, a niniejszym wpisem chciałbym zainaugurować cykl notatek i spostrzeżeń z Chin, które nazywać się będą „Dzienniki zza Tarczy”, bo Złota Tarcza, zwana też Wielkim Firewallem, jest godną następczynią Wielkiego Muru i oddziela półtora miliarda Chińczyków – i mnie – od reszty świata. A więc do rzeczy.

 Pekińskie metro to z wielu względów Chiny w pigułce – pogmatwany system przecinających się ze sobą tuneli przepełniony jest dzień w dzień setkami tysięcy pasażerów, którzy reprezentują prawie każdą klasę zróżnicowanego społeczeństwa: od ubranych w markowe żakiety pracownic biurowych z Guomao, które mówią ze sobą po angielsku dla ćwiczenia wzorowego akcentu, po obładowanych worami z całym swoim skromnym dobytkiem pracowników-migrantów, roztaczających wokół siebie woń taniego alkoholu. Przybysz z zewnątrz, dla którego metro jest często pierwszym środkiem komunikacji, z pewnością zwróci uwagę na pewien fenomen: mniej więcej co piąty pasażer kompulsywnie bawi się swoim telefonem komórkowym, a ten telefon to najczęściej najnowsza wersja iPhone’a. Niektórzy poszli dalej i próbuja grać w różne gry na tabletach, tutaj podobnie – iPady są wyeksponowane, produkty innych marek raczej wstydliwie ukryte w futerałach.

4S i 3GS Produkty Apple są wszechobecne w Kraju Środka z bardzo prostego powodu – stały się symbolem prestiżu. Gdy w styczniu miała się zacząć sprzedaż kosztującego równowartość dwóch średnich pensji iPhone’a 4S, w pekińskim sklepie Apple na Chaoyangu doszło do regularnych zamieszek, które musiały uśmierzyć oddziały prewencji. Kwestię tego, czy iPhone to dobry telefon, można spokojnie odłożyć na bok, bo nie ma tu najmniejszego znaczenia – zresztą w Chinach wiele spośród jego funkcji nie działa bądź działa beznadziejnie (często z powodu kiepskiej jakości sieci 3G), a na przykład używanie Maków w codziennym życiu jest bliskie masochizmowi (bo większość stron internetowych, wliczając w to witryny banków i kolei, jest zoptymalizowana pod Windows XP i przeglądarkę IE). A zatem „gorączka Apple” to nie fenomen z dziedziny IT, ale zjawisko czysto kulturowe. Przed laty do szczęścia wystarczały „trzy wielkie rzeczy” [三大件儿 sāndàjiànr], czyli maszyna do szycia, rower i zegarek, teraz ich miejsce w sercach Chińczyków zajęły nowe „trzy rzeczy”: mieszkanie, samochód i iPhone. Posiadanie ich gwarantuje posiadaczowi znalezienie się pośród dobrych partii do ożenku, bycie na czasie, wzmocnienie swojej pozycji w grupie rówieśniczej i cały szereg rozlicznych błogosławieństw, o którym pomarzyć mogą ci, którzy zadowalają się telefonem od ZTE czy Huawei. Krytycy Apple zaś – bo i takich na forach internetowych nie brakuje – najczęściej zostają określeni slangowym terminem脑残 nǎocán, co znaczy dosłownie „mózgowo niepełnosprawny”, a w praktyce jest czymś w rodzaju „mugola” jak z książek o Harrym Potterze – czyli kimś zupełnie niewrażliwym na magię, tu konkretnie magię zapakowaną szczelnie w aluminium bądź błyszczące szkło.

„Bez iPhone’a nie umiem ruszyć się z miejsca, a z iPhonem jestem kimś, czuję się tak, jakbym zawsze miała wierną służącą u boku” – mówi Song Xiaojing, jedna z wielu fanów Apple (nazywanych 果粉guǒfěn) przepytanych przez dziennikarzy kantońskiej gazety Southern Metropolitan Weekly. Pozostałe zacytowane głosy są nie mniej kuriozalne: pracownik mediów przedstawiający się jako Eric tłumaczy, dlaczego płakał na ślubie swoich przyjaciół – otóż właśnie wtedy dowiedział się o śmierci Steve’a Jobsa: „Naprawdę byłem bardzo smutny, tak wielka postać, a nadal tak mało znana! Jobs to Leonardo da Vinci ery cyfrowej, który przyniósł nam nowy renesans!”. Artystycznych porównań jest więcej, bo produkty Apple „łączą technologię ze sztuką. Nie lubię pecetów – dodaje blogerka Xiaoxue deklarująca się jako wieloletnia użytkowniczka produktów Apple - to urządzenia dla naukowców i profesjonalistów, pozbawione artyzmu, o marnym wykonaniu, interfejs, kolory i czcionki są po prostu brzydkie.” Jeśli jednak chodzi o iPhone’a, który – bądź co bądź – jest ostatecznie telefonem komórkowym, to wielu spośród jego użytkowników nie zadaje sobie trudu tłumaczenia swoich motywacji, poprzestaje na założeniu na niego różowego bumpera z Hello Kitty, dzwonienia, wysyłania sms-ów i używania aplikacji komunikatora QQ (odpowiednika naszego gadu-gadu).

Mimo płomiennej miłości nieprzeliczonych zastępów użytkowników, miniony rok nie był dobry dla Apple w Chinach. W zagranicznej prasie (w chińskiej niemal w ogóle nie) pojawiają się oskarżenia o wyzysk pracowników przez głównego podwykonawcę, firmę Foxconn i zapowiedzi przeprowadzenia kontroli. Niewielka firma z Shenzhen, Proview Technology, została przez sąd uznana za posiadacza praw autorskich do marki iPad (w sądach ChRL na wszelki wypadek zarejestrowane są wszystkie kombinacje, od aPada do zPada). Jeśli zaś chodzi o liczbę sprzedawanych smartfonów w Chinach, to iPhone pozostaje w tyle za czterema innymi producentami, a pierwsze miejsce na podium zajmuje arcywróg Apple, koreański Samsung. Imponująca dynamika wzrostu przyhamowała w drugim półroczu 2011 roku, ale to akurat da się wytłumaczyć oczekiwaniem na premierę wersji 4S. Wielbiciele „nadgryzionego jabłka” z podekscytowaniem czekają teraz na iPada 3 i czas pokaże, do czego będą skłonni się posunąć, żeby zdobyć upragniony gadżet. Było już sprzedawanie nerki i wszczynanie zamieszek, co będzie następne – aż boję się myśleć.

Z podziękowaniami dla Jingjing

Źródła:

http://gcontent.oeeee.com/0/c1/0c1ea456e4e846bd/Blog/021/58b8fe.html

http://tech.qq.com/a/20111129/000130.htm

http://blog.sina.com.cn/s/blog_4b9c3b660100xrqi.html

http://www.chinadaily.com.cn/bizchina/2012-02/15/content_14612852.htm

Autor: Jakub Urbański

E-mail: info118@polska-azja.pl

Komentarze:
  1. admin pisze:

    Panie Jakubie, Witamy!

    I czekamy na kolejne ciekawe relacje z Pekinu!

Pozostaw odpowiedź