Pierwsza część artykułu dostępna jest pod tym linkiem natomiast część druga tutaj.
Neoreformy
Co było decydującą przyczyną kryzysu gospodarczego w latach 1997-1998 w Korei Południowej (i Azji) jest wciąż sprawą dyskusyjną. Fakt, że Korea Południowa poniosła finansową katastrofę z rzekomą „solidną bazą ekonomiczną” – czyli zrównoważonym budżetem państwa, kontrolą nad inflacją itp. – zdaje się wymagać szerszych wyjaśnień wobec stawieniu czoła niestabilności strukturalnej Korei. Można jednak bezpiecznie stwierdzić, że (nie)przypadkowe ryzykowne połączenie polityki rozwojowej z radykalnymi elementami neoliberalnej ekonomii były w dużej mierze źródłem pewnej niestabilności strukturalnej w gospodarce. Podczas gdy neoliberalizm był często przedstawiany przez krajowych i międzynarodowych ekspertów jako platformę reform państwowych prowadzących do rozwoju ekonomii, zarówno koreański establishment jak i chaebol myśleli i zachowywali się inaczej. Mówiąc dokładniej, próbowali przekształcić neoliberalizm w wygodny mechanizm do odnowienia przestarzałego rozwoju ekonomii politycznej w coraz bardziej globalizującym się środowisku gospodarczym. Cały ten proces miał miejscie pod rządami Kim Young-Sam, głośno zainaugurowany pod hasłem Nowej Ekonomii (kor. singyeongje), które według ludzi Kim’a miało podnieść Koreę do rangi narodów zaawansowanych (kor. seonjinguk).
Politycznym paradoksem kryzysu z lat 1997-1998 była polityczna klęska partii prawicowych, które rządziły państwem przez prawie trzy i pół dekady pod różnymi nazwami. Nowa administracja Korei Południowej pod przewodnictwem Kim Dae-Jung’a zgodziła się na przestrzeganie neoliberalnych zasad pod głośnymi hasłami reformy gospodarki funkcjonującej na ścisłym związku pomiędzy państwem a środowiskiem biznesu. Program noszący niejasną nazwę „dostosowania strukturalne” rzeczywiście zawierał m.in. poważne zmiany w relacji państwo-biznes, strukturze i zarządzie chaebol, a nawet krajowych strukturach przemysłowych. Jednak rzeczywistość okazała się inna.
Ratowanie gospodarki narodowej poprzez politykę neoliberalną nie było równoznaczne z ratowniem ludzi, którzy doświadczyli nagłego braku finansowych środków do życia. Wręcz przeciwnie – była to intesyfikacja neoliberalnej polityki społecznej polegająca na uelastycznieniu rynku pracy oraz zachęty do ekonomicznej samodzielności.
W rzeczywistości, Kim Dae Jung z powodzeniem zintentysfikował historyczne trójstronne porozumienie korporacje-finansjera-rząd. Wszystko to dla ratowania gospodarki narodowej poprzez przekonanie pracowników do zaakceptowania neoliberalizmu jako przetasowania sił na rynku pracy. Gdy miliony Koreańczyków mających na utrzymaniu swoje rodziny znalazło się na skraju ubóstwa, zostały przeprowadzone natychmiastowe świadczenia programów pomocy. Jednak tylko i wyłącznie w skrajnie neoliberalnej formie jak np. tymczasowe zatrudnienie w sektorze publicznym, rozwój umiejętności pracowniczych, pomoc w zakresie znalezienia pracy, dotacje zatrudnieniwe, itp.
Pomoc tylko dla wybranych
Z drugiej strony, wielu południowokoreańskim eksporterom udało się zrehabilitować i przyczynić do przyspieszenia krajowej gospodarki. Skłoniło to rząd Kim’a do skoncentrowania swojej energii na zwiększeniu konkurencyjności przedsiębiorstw oraz rozwój rynków eksportowych – w niczym nie oddającego głoszonych haseł o poważnym systemie państwa opiekuńczego. Sukces głównych eksporterów koreańskich był zbudowany na sektorze technologii. Ich wkład w krajowej ekonomii nie przekładał się na wkład w walką z post-kryzyowym bezrobociem - w szczególności ludzi w wieku średnim, którzy stracili pracę po kryzysie z roku 1997 czy młodych ludzi, którzy zmagali się z trudnościami w znalezieniu pracy (zwiększenie się liczby pracowników tymczasowych). Ponieważ programy zabezpieczeń socjalnych nawet w najmniejszym szczególe zostały opracowane tylko dla ludzi z reguralną pracą (przypominający konserwatywny model państwa opiekuńczego Bismarcka), bezrobocie lub brak stałego zatrudnienia oznaczał praktyczne pozbawienie praw obywatelskich.
Skręt w prawo na lewym kierunkowskazie
Prezydent Roh Moo-Hyun, który wypracował sobie wizerunek walczącego o demokrację, był o wiele bardziej zajęty kwestiami politycznymi. W szczególności miedzyregionalną nierównością ekonomiczną. Z tego powodu kurs ekonomiczny zapoczątkowany przez jego poprzedniego został praktycznie niewzruszony. W związku z wyżej wymienionymi problemami strukturalnymi w przemyśle, kwestia zatrudnień oraz ubezpieczeń społecznych pozostała praktycznie bez zmian. Bierność Roh’a w świetle polityki społecznej spotkała się z ostrą krytyką. Tak więc Roh rozpoczął kierować rozmaite przekolorowane ataki werbalne w kierunku neoliberalizmu i konserwatystów. Jego ostatnim „dumnym” projektem był, jak na ironię, było Porozumienie o Wolnym Handlu pomiędzy Koreą Południową a USA.
Nostalgia Park Chung-Hee
Polityka prowadzona przez Roh’a spowodowała bezprecedensowy chaos polityczny. Dla Koreańczyków pozbawionych reguralnej pracy i ubezpieczeń społecznych, pretensjonalnie postępowy Roh zdawał się sugerować, że socjaldemokratyczna polityka nie przyniesie żadnych istotnych pomocy czy alternatyw. Niestabilni materialnie Koreańczycy zaczęli z tęsknotą wspominać rządy reżimu militarnego, tzw „nostalia Park Chung-Hee”. Opozycyjna partia konserwatywna z powodzeniem wykorzystała takie nastroje społeczne poprzez uruchomienie głośnej i kolorowej kampanii prezydenckiej. Skupiała się ona na “krajowym ożywieniu gospodarczym” co przyniosło lekkie zwycięstwo w wyborach pod koniec 2007 roku. Lee Myung-Bak, szczęśliwy zwycięzca, z dumą przedstawił się jako jeden z najlepszych prezesów korporacji za czasów Park Chung-Hee sugerując jednocześnie, że stanie się Park’iem dwudziestego pierwszego wieku.
Po początkowych nieudolnych interwencjach w gospodarce, administracja Lee stała się rządem ślepo nastawionym na rozwój ekonomiczny w duchu neoliberalizmu. Pod presją znajomych ekonomistów i politków, Lee „przepchnął” wiele różnych neoliberalnych ustaw i projektów. W momencie gdy jego polityczni i intelektualni współpracownicy zasugerowali, że przetrwanie rządu zależy od większego wsparcia „zwykłych ludzi”, Lee nagle zaczął prezentować się jako populistyczny lider z rzekomą gotowością do przeprowadzenia wszelkich społecznych/gospoarczych reform przydatnych mniej uprzewilejowanym ludziom.
Ucieczka z NeoKorei
Jednak pod maską tych haseł kryją się rozmaite problemy Koreańczyków, którzy zderzyli się z twardą rzeczywistością ekonmii. Na wszelki sposób szukają wyjścia z neoliberalnej restrukturyzacji systemu kapitalistycznego na różne sposoby. Marzeniem wielu jest wspomniania we wcześniejszym artykule „żelazna miska ryżu”, czyli miejsc pracy w służbie i strukturach publicznych. Wielu ludzi emigruje za granicę lub wysyła tam swoje dzieci. Odkładanie małżeństwa „na później”, rozwody, zmniejszenie płodności, opuszczanie lub separacje od rodzin też stały się nowym trendem społecznym. Niesławna jest też druga w skali światowej liczba samobójstw. Pomimo, że wielkie chaebol są największym zwycięzcą po kryzysie restrukturyzacji gospodarczej, tylko niewielki procent Koreańczyków chce być w nich zatrudnionych. Młodzi preferują pracować w sektorze publicznym niż prywatnym. Badania z 2006 roku przeprowadzone na młodzieży w wieku od 15 do 24 roku życia mówią wprost: tylko 17,1% ankietowanych chciało pracować w największych prywatnych firmach, podczas gdy 44,5% miało nadzieję znaleźć pracę w adminitracji państwowej. Biorąc jednak pod uwagę, że proporcje miejsc pracy w sektorze publicznym wobec prywatnego są bardzo ograniczone, większość mieszkańców Korei Południwej wydaje się pracować w sektorze prywatnym wbrew swojej woli. Podczas gdy ekonomicznie uzasadnione dążenie młodych ludzi do trzymania się z daleka od neoliberalnego rynku pracy, coraz większa liczba ludzi próbuje żyć w całkowitym oderwaniu od gospodarki. Nic więc dziwnego, że wielu dorosłych nieaktywnych społecznie i ekonomicznie pozostaje zależnych od swoich rodziców, których Japończycy nazywają „pasożytniczymi singlami”.
Oprócz tego, występuje też trend nazywany dziką gęsią (kor. gireogi) czyli osoby, których rodziny mieszkają za granicą i mogą się widzieć jedynie podczas okresu sezonowych zagranicznych migracji. Większość z nich jednak wysyła swoje dzieci za granicę w celach edukacyjnych, często razem z żonami, które pełnią rolę opiekunów. Niektórzy też po prostu chcą ewakuować dzieci ze spartańskiego systemu edukacji jaki panuje w Korei chcąc jednocześnie przygotować je do ery, w której konkurencja odbywa się w skali globalnej. Zmniejszyło się także znaczenie rodziny jako moralnej kolebki. Zrzucenie z siebie rodzinnych zobowiązań i obowiązków stało się dla wielu taktyką przetrwania. Gwałtownie rosnąca liczba Koreańczyków zdała sobie sprawę, że relacje rodzinne są ciężarem nie do zniesienia. Scentralizowany model rodziny w Korei jest z jednej strony przejawem słabości, a z drugiej strony krytycznym czynnikiem trendu zwanego defamilizacją.
Polityczne zakleszczenie
W historii wielu rozwiniętych społeczeństw demokratycznych, to właśnie duch obywatelstwa społeczeńskiego umożliwił lepszą artykulację zasobności materialnych w kontekście życia politycznego jak i kompleksowej opieki społecznej indywidualnej osoby. W ten sposób demokracja jest rozumiania jako „międzyklasowy” kompromis gwarantujący współpracę w kapitalistycznym społeczeństwie. Taki model obywatelski nie jest jednak jeszcze znany Korei Południowej.
Mimo, że bezpośrednią przyczyną kryzysu lat 1997/1998 była pośpieszna neoliberalizacja sektorów przemysłowych i finansowych, neoliberalny kontratak przeszedł na sferę polityki społecznej. Ratowanie krajowej gospodarki stało się równe ratowaniu poszczególnych instytucji finansowych. Spowodowało to jednak oprócz masowych zwolnień z pracy także niestabilność/niereguralność zatrudnień, a przede wszystkim odmowę zabezpieczeń społecznych. Odbudowa ekonomiczna w duchu ostrego neoliberalizmu doprowadziła do sytuacji, w której ogromna liczba ludzi została pozostawiona na finansowym bruku. Alternatywy dla takiej polityki ekonomicznej nie było i raczej szybko się nie pojawi. Rządzące na przemian dwie główne partie polityczne Korei w kwestii gospodarki różnią się od siebie kosmetycznie. Dlatego będą kontynuować wpisywać w sukcesy swoich rządów statystyki grupi chaebol (które stanowią ponad 50% koreańskiego PKB), niż jakiekolwiek sukcesy w reformie polityki społecznej. Bo takie się jeszcze nie pojawiły.
Autor: Piotr Kłodawsk, student Seoul National University na kierunku Polityka i Dyplomacja. W 2009 r., podczas studiów koreanistycznych na Uniwersytecie Adama Mickiewicza został przyjęty do Programu Stypendystów Rządu Koreańskiego, co pozwoliło mu na przyjazd do Korei Południowej.
Ostatnie 5 artykułów napisanych przez admin
- J.Strękowski: Yoshiho Józef Umeda- polski patriota z Japonii (1949-2012) - May 17th, 2012
- P. Behrendt: Kontrakt na japońskie F-35 do końca czerwca? - May 17th, 2012
- Obejrzyj: Krystyna Palonka w TVN CNBC - May 17th, 2012
- Wyniki konkursu!!! - May 17th, 2012
- Wizyta chińskiego ministra obrony narodowej w Polsce - May 16th, 2012


Cyt. „Wielu ludzi emigruje za granicę lub wysyła tam swoje dzieci.”
Wierzę na słowo, ale czy mógłby Pan przytoczyć jakieś dane statystyczne na temat emigracji z Korei Pd.? Bo znalazłem jedynie te na temat zerowego salda migracji w Korei Pd.: cia.gov/library/publications/the-world-factbook/fields/2112.html
Cyt. „Niesławna jest też druga w skali światowej liczba samobójstw.”
Mam to samo pytanie, bo znalazłem nieco inne dane: en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_suicide_rate
„Zmniejszenie płodności” to raczej techniczno-medyczny termin, który wskazuje na patologiczne zmiany w organizmie męskim i bardzo zabawnie brzmi w tym artykule
Chodzi raczej Panu o niski przyrost naturalny.
„Oprócz tego, występuje też trend nazywany dziką gęsią (kor. gireogi) czyli osoby, których rodziny mieszkają za granicą i mogą się widzieć jedynie podczas okresu sezonowych zagranicznych migracji. Większość z nich jednak wysyła swoje dzieci za granicę w celach edukacyjnych, często razem z żonami, które pełnią rolę opiekunów.”
Dodatkowo sugeruje Pan, że matki wraz z dziećmi ekspediowane są za granicę niczym towar przez głowy rodzin – mężczyzn. To nieprawda. W Korei to kobiety noszą spodnie, a pasywni (by nie rzec nieudolni) w życiu rodzinnym i wychowawczym mężowie i ojcowie najczęściej już po podjęciu przez ich żony ważnych decyzji rodzinnych są stawiani przed faktem dokonanym i
Chaotycznie skonstruowane zdania. Kto kogo wysyła? Osoby i rodziny swoje zony? Czy tez dzieci maja już zony?
koniec kropka. Tak wiec, to najczęściej kobiety i najczęściej w porozumieniu z innymi matkami z ich kręgu społecznego podejmują decyzje dotyczące wyjazdu z pociechami za granice.
„Zmniejszyło się także znaczenie rodziny jako moralnej kolebki. Zrzucenie z siebie rodzinnych zobowiązań i obowiązków stało się dla wielu taktyką przetrwania.”
Nie zrzucajmy wszystkiego na czynniki zewnętrzne. Przecież przez tysiąclecia życie Koreańczyków nie było usłane różami, a jednak jednostka rodzinna potrafiła przetrwać silna przez tak długi okres czasu. Hedonizm, słabość psychiczna i zanik odpowiedzialności męskiej części społeczeństwa oraz przebudzenie kobiet, które po tysiącleciach serwilizmu zaczęły domagać się równego traktowania grają zdecydowanie większa rolę. Wg. informacji zamieszczonych w lokalnej prasie, to w głównej mierze młode kobiety żywią niechęć do zmiany stanu cywilnego, w szczególności ze względu na zbyt konserwatywne i mało elastyczne podejście mężczyzn do życia w rodzinie.
„W historii wielu rozwiniętych społeczeństw demokratycznych, to właśnie duch obywatelstwa społeczeńskiego umożliwił lepszą artykulację zasobności materialnych w kontekście życia politycznego jak i kompleksowej opieki społecznej indywidualnej osoby. W ten sposób demokracja jest rozumiania jako „międzyklasowy” kompromis gwarantujący współpracę w kapitalistycznym społeczeństwie.”
Rety! Gdyby nie Pana młody wiek pomyślałbym, że wykształcenie odebrał w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. Partyjna retoryka rodem sprzed pierestrojki.
Nastawienie społeczne tego młodego człowieka jest zdecydowanie lewicowe. Może wyniesione z domu?
To interesujące, że nastawienie lewicowe jest wynoszone z domu, a prawicowe powstaje w wyniku skomplikowanych procesów myślowych czy tam może z jakiejś interwencji sił wyższych (oświecenie ?).
Dziwicie się Panowie, że młody człowiek w tym tekście ma lewicowe nastawienie, ale ja się nie dziwię, bo w epoce umów śmieciowych i traktowania pracownika jak bydło będziemy mieli wkrótce całe pokolenie „lewicowe”.
Rację ma Pan Zyggi, że każdy ma prawo prezentować tu swoje poglądy (pod warunkiem przestrzegania podstawowych reguł). Pan Jacek słusznie zwraca uwagę na błędy językowe, natomiast żądania „dyskwalifikacji” (czeli de facto cenzury) dyskwalifikują właśnie jego jako komentatora.
@ P. Ciekawy.
Pan Pilch zadał tu pytanie, niczego nie stwierdził. Co do pokolenia lewicowego, nie wykluczam, źe takowego się doczekamy. Co do umów śmieciowych… Przecież to wszystko są miazmaty po jedynie słusznym ustroju, jaki mieliśmy przez 45 lat. A firmy ochroniarskie, które standardowo zatrudniają na takie umowy? Wie Pan, kto je zakłada? Niech Pan przejrzy komunistyczne życiorysy tych osobników.
Najbardziej śmieszą mnie głosujący na tych, co w ich mniemaniu zatroszczą się o ludzi pracy. Byli esbecy, co zakładają firmy ochroniarskie, też pewnie głosują na tych samych (SLD, ruch Palikota – który jeszcze wczoraj był w „liberalnej” PO). Widział kto esbeka albo innego komucha, żeby głosował na UPR?! I jak tu się dziwic jednej pani poseł, która powiedziała: „przypadkowe społeczeństwo”. W tym kraju wystarczy obiecywac gruszki na wierzbie albo banany na topoli, by miec poparcie.
P.S. Artykuł powinien byc zdyskwalifikowany, ale z powodu niskiej jakości merytorycznej. Nie z powodu poglądów Autora. Te, jak napisałem, każdy może prezentowac w przewidzianych przez prawo granicach.
Zapędził się Pan trochę, Panie Ciekawy. CSPA jak każda inna poważna instytucja musi dbać o wizerunek i reputację. Praca Pana Kłodawskiego nie spełnia podstawowych kryteriów pracy naukowej i żadna szanująca się organizacja nie dopuściłaby jej do publikacji, nawet po korektach wprowadzonych przez edytora. Moje obiekcje nie mają nic wspólnego z treścią, a wyłącznie brakiem naukowej rzetelności i precyzji. Pan Kłodawski powinien swoją pracę napisać raz jeszcze z zachowaniem naukowych standardów, a CSPA dokładniej prześwietlać prace przed ich opublikowaniem.
Czyli pracodawców zalicza Pan do grupy ciemiężycieli, natomiast pracowników do uciemiężonych. Ciekaw jestem w jaki sposób traktują swoich pracowników ci, którzy wcześniej sami do tej drugiej grupy należeli. Czyż nie identycznie? Sądzi Pan, że upadek obyczajów i moralności można wyleczyć za pomocą lewicowego przewrotu? To tak, jakby zapalenie płuc zwalczać chemioterapią.
A pozostali? Ich lewicowość jest pewną formą grymaszenia i dąsów znaną z przedszkoli. Ilu z tych nękanych przez pracodawców chwyciło za książkę biznesową by samemu dokształcić się i uwolnić na zawsze od pracodawcy? Bezpiecznie można stwierdzić, że nawet nie procent. Biadolić i boczyć się jest łatwiej.
@ p. Zyggi
Te umowy nie są wynikiem panowania poprzedniego ustroju, a mentalności zatrudniających dla których pracownik jest traktowany jak maszyna, która, gdy się zepsuje nadaje się do wyrzucenia. Co do udziału funkcjonariuszy (i polityków) poprzedniego systemu w tym wszystkim co się dzisiaj w Polsce dzieje to oczywiście zgadzam się, ale tego można było oczekiwać już wtedy kiedy III RP się wyłaniała. Jeżeli upadek bloku komunistycznego był procesem kontrolowanym przez ówczesne elity (a wiele na to wskazuje) to nic dziwnego, że na upadku komuny skorzystali oni najbardziej. Większość elit lat. 80 to nie byli ideolodzy, tylko oportuniści, których celem było utrzymanie się przy władzy i czerpania z tego profitów dla siebie. Pod koniec lat 80. doszli oni do wniosku, że tamtejszy ustrój nie gwarantuje już dostatniego życia i postanowili spróbować swoich sił w innym. Przykład krajów ZSRR (w większym stopniu) czy jego satelitów (w mniejszym) pokazuje, że tak najprawdopodobniej to wyglądało. Bo wierzą Panowie w to, że prości robotnicy mieli swój udział w obaleniu władzy ? To tylko wersja propagandowa współczesnych mediów.
Prawdziwe oblicze „Solidarności” to nie walka z ustrojem i propagandą, a walka o niższe ceny i więcej przywilejów (które zresztą w latach 80. hojnie rozdawano w zamian za spokój). Ci głupcy nie zdawali sobie sprawy, że w nowym systemie ich pozycja w stosunku do innych warstw społecznych spadnie na łeb na szyję.
@p. Jacek
Ten artykuł to zwykła publicystyka, a nie praca naukowa.
Jeśli Pan zobaczy artykuły publicystyczne w polskiej prasie (już nie czytuje, ale pamiętam sprzed kilku lat) to ten artykuł nie odbiega bardzo w jakości od tamtych. Być może Pana intencje są szczere, ale ja odnoszę wrażenie że artykuł Panu po prostu nie pasuje ideologicznie, a zasłania się Pan błędami merytorycznymi. Oczywiście wrażenie może być mylne.
„Czyli pracodawców zalicza Pan do grupy ciemiężycieli, natomiast pracowników do uciemiężonych. Ciekaw jestem …”
Oczywiście, że tak jest. Pracodawca ma ogromną przewagę w ewentualnej konfrontacji z pracownikiem.
Warunki wysokiego bezrobocia sprawiają, że pracownik w obawie przed utratą pracy musi tolerować łamania jego praw czy nawet niewypłacania regularnie pensji. W razie ewentualnego sporu to pracodawca może pozwolić sobie na skorzystanie z usług prawnika – pracownika najczęściej na to nie stać.
„Ciekaw jestem w jaki sposób traktują swoich pracowników ci, którzy wcześniej sami do tej drugiej grupy należeli. Czyż nie identycznie?”
Cóż, tak się dzieje, ale taka jest mentalność i tak pracownik został nauczony – czy dziecko nie postępuje podobnie jak jego rodzice ?
„Sądzi Pan, że upadek obyczajów i moralności można wyleczyć za pomocą lewicowego przewrotu? To tak, jakby zapalenie płuc zwalczać chemioterapią. ”
Nie i nigdzie tak nie pisałem. Chciałbym tylko, aby pracownik był traktowany po prostu jak człowiek, a nie jak śmieć. Gdyby tak było, żadne prawo nie byłoby potrzebne.
Analogiczna sytuacja jest w przypadku relacji ofiara – przestępca – policja. Oczywiste jest dla wszystkich, że przewaga przestępcy nad ofiarą powinna zostać zniwelowana, ale nie wszyscy dostrzegają ogromną przewagę pracodawcy nad pracobiorcą i jej konsekwencje.
„Ilu z tych nękanych przez pracodawców chwyciło za książkę biznesową by samemu dokształcić się i uwolnić na zawsze od pracodawcy? Bezpiecznie można stwierdzić, że nawet nie procent. Biadolić i boczyć się jest łatwiej.”
Pan żyje na Zachodzie, czy w Polsce
?
50 – letni pracownik fabryki ma wziąć książkę, jak ledwie umie czytać, a co dopiero ze zrozumieniem ?
Nie wszyscy mają wrodzoną przedsiębiorczość raczej mniejszą, a reszta realizuje się (lub nie) w innych aspektach. Czy uzdolniony matematyk powinien zakładać przedsiębiorstwo tylko dlatego, że jego praca jest niewiele warto z punktu widzenia utylitaryzmu ?
Cyt. „Rety! Gdyby nie Pana młody wiek pomyślałbym, że wykształcenie odebrał w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. Partyjna retoryka rodem sprzed pierestrojki.”
Też pomyślałem, ze ten tekst trąci marksizmem. Powiem półżartem: Lektura wszystkich trzech artykułów Pana Piotra Kłodawskiego mogłaby nasunąc podejrzenie, że studiował w Korei, ale nie w tej, o której czytamy w notce pod artykułem. Zgadzam się z P. Pilchem, że nastawienie Autora jest lewicowe, podobnie jak używana przez niego frazeologia. Ale cóż, oczywiście ma do tego prawo. CSPA to think-tank i każdy ma prawo prezentowac swoje poglądy i style pisania w granicach przewidzianych przez prawo.
Słuszna uwaga, jednakże temu artykułowi można zarzucić znacznie więcej i myślę, że nie należało go dopuścić do publikacji. Nie spełnia kryteriów poważnej pracy – liczne literówki, kiepska stylistyka, niczym nie poparte tezy, brak przypisów, pustosłowie i kwiatki w stylu „obywatelstwo społeczeńskie” czy „niska płodność” dyskwalifikują ten artykuł.
@ P. Jacek.
Zgadzam się, że teksty P. Kłodawskiego są słabe. Moim opiniom na ten temat dawałem już wyraz wcześniej, więc nie chciałem się już dalej pastwic nad Autorem.
Natomiast co do kwestii, czy takiego tekstu nie dopuścic do publikacji. Ponieważ CSPA to think-tank, więc skłaniam się ku Pana opinii. Co prawda w publicystyce radiowo-telewizyjnej lub prasowej nie brak jeszcze „lepszych” kwiatków, ale z drugiej strony bycie think-tankiem zobowiązuje do trzymania się pewnego poziomu.
Czytałem wcześniej Pana teksty i niesposób im cokolwiek zarzucić, choć zapewne pisze je Pan na gorąco. Ba, Pana komentarze są często bardziej interesujące niż artykuły których dotyczą.
Panie Zyggi wiele ma pan racji moim zdaniem sądząc po pana wypowiedziach co pragnę zaznaczyć,również zgadzam się że komentarze są bardzo interesujące,ale nie byłoby ich gdyby nie artykuły nawet kontrowersyjne.