Piotr Czerwiński właściciel szkoły językowej “Henhao”, po pobycie w Chinach, wrócił do Polski, ściągnął swoich chińskich przyjaciół i założył szkołę języka chińskiego “Henhao”. W poniższym artykule wylicza powody dla których warto rozpocząc naukę mandaryńskiego.
Wiek XXI rozpoczął się na dobre ale wydaje się, że w Polsce nadal nie do końca wierzymy, że należy on do Chin. Po blisko trzech dekadach rozwoju, o którym trąbił cały zachodni świat, osoby zajmujące się tematyką Chin traktuje się w Polsce nadal jak pionierów. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, ale najbliższa prawdy wydaje się być teza, że Chin w Polsce i Polski w Chinach zasadniczo nie ma. Jeśli nie będziemy wzajemnych relacji liczyć tylko za pomocą sprowadzonych z Państwa Środka kontenerów to okaże się, że Polska nie ma zbyt wielu gospodarczych atutów a w Chinach nie ma wielkiej presji by współpracę gospodarczą z Polską zacieśniać. Jak zatem w takiej sytuacji przekonywać, że nauka chińskiego mam sens i przyniesie wymierne korzyści w przyszłości?
Kariera w Polsce? Mimo wszystko warto.
Patrząc na zmieniający się profil gospodarki chińskiej nie sposób oprzeć się wrażeniu, że już niedługo, na dobre zagoszczą w Polsce duże chińskie korporacje o międzynarodowym zasięgu. Może też w końcu, biznesmeni znajdą sposób na zaistnienie w Chinach z polskimi towarami czy usługami. Kto wtedy będzie potrzebny? Sinologowie ze swoim kierunkowym wykształceniem stanowią niewątpliwe grupę ekspertów, ale nie zapełnią miejsc pracy przeznaczonych dla finansistów, księgowych, inżynierów czy specjalistów od marketingu. Znajomość chińskiego na tych stanowiskach, nawet jeśli nie konieczna, będzie z pewnością dodatkowym atutem. A przecież sam proces nauki też zabrać musi nieco czasu. Będąc w Państwie Środka, chińskiego na poziomie komunikatywnym można nauczyć się w ciągu roku. W Polsce, ten sam poziom osiągniemy ucząc się kilka lat. Nawet jeśli nie dziś, język chiński będzie potrzebny za kilka lat. Właśnie te kilka lat można poświęcić na jego naukę.
Handel międzynarodowy z Azją. Obowiązkowo.
Tymczasem w Azji język chiński jest już językiem międzynarodowym, językiem handlu. Pośrednio dzięki ogromnej diasporze chińskiej rozrzuconej po całej Azji Południowo-Wschodniej generującej olbrzymie przepływy kapitału i towarów. Pragnąc odnaleźć się w tym układzie koneksji i zależności należy po chińsku mówić i myśleć. Tylko tą metodą można zasłużyć sobie na szacunek i uznanie biznesowych partnerów z tego rejonu świata.
Rozwój osobisty? Zdecydowanie tak.
Nauka chińskiego jak rzadko którego innego języka rozwija nas na wielu płaszczyznach. W proces nauki zaangażowane są obie półkule mózgowe. Tonalność języka wyczula nasz słuch i umuzykalnia. Sztuka kaligrafii rozwija nasze umiejętności artystyczne. Wraz z nauką języka, mimowolnie poznaje się prastarą chińską kulturę, gdyż jest ona z językiem nierozerwalnie związana. Tylko dzięki tej wiedzy człowiek zachodu jest w stanie zrozumieć obce zwyczaje i filozofię życia, zaakceptować ją, z czasem polubić. W tym sensie, przygoda z chińskim jest przygodą na całe życie.
Chiński dla Polaków? Kto nie spróbuje ten się nie dowie.
No i na koniec argument narodowy. Polska w wyobrażeniach Chińczyka jest najczęściej białą plamą. Wśród najbardziej znanych Polaków wymienić należy nie Jana Pawła II czy Lecha Wałęsę, ale raczej Chopina i Marię Curie-Skłodowską. Z drugiej strony, Polska nie kojarzy się z niczym negatywnym co samo w sobie jest już sukcesem. Ludzie, których kraj doznał w ostatnich dziesięcioleciach wielu upokorzeń ze strony zachodnich mocarstw są na tym punkcie szczególnie wyczuleni. No i przy całej swej inności, Chińczycy są do Polaków po prostu podobni. Otwartość i bezpośredniość, przywiązanie do tradycji rodzinnych i wspólne biesiadowanie to wartości bliskie obu narodom. Wszystko to sprawia, że Polak w Chinach może czuć się naprawdę dobrze. A gdy już raz tam pojedzie, najczęściej nie może przestać myśleć o ponownym wyjeździe, bo Chiny wciągają jak rzadko które miejsce na świecie. Stąd też, z okazji niedawno rozpoczętego Chińskiego Nowego Roku spod znaku Tygrysa, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Państwu odwagi w podejmowaniu nowych wyzwań i wielu udanych wyjazdów do Państwa Środka.
Piotr Czerwiński
właściciel HENHAO Akademii Języka Chińskiego
www.henhao.pl
Ostatnie 5 artykułów napisanych przez admin
- Uhonorujmy Maharadżę! Apel o uhonorowanie jama saheba Digvijaysinhji - September 1st, 2010
- Wrzesień w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie - September 1st, 2010
- Konkurs na Facebooku: do wygrania książka "Uśmiech Pol Pota" - August 31st, 2010
- Ryszard Zalski: Czy Chiny prowokują USA? - August 30th, 2010
- Piotr Badura: Sukces Chin opiera się na tym, że są ludne - August 29th, 2010
![[ ANALIZY ]](http://www.polska-azja.pl/wp-content/uploads/flagi1//analizy-i-raporty.jpg)

Sama prawda! Wręcz tautologia
中文!
Tak, dla kogoś kto był i widział. Ale dla pozostałych to wciąż abstrakcja.
To niech się douczą! Nieskromnie mówiąc, ja już wiele umiałem przed wyjazdem!
No, ale po kraju gdzie wszyscy wyjeżdżają tylko do Krainy Zmywaków ™ czy na inny Greenpoint to wiele nie można się spodziewać…
Natomiast ty, W4bird, przestan w ten sarkasyczny i zlosliwy sposob okreslac inne kraje i ludzi tam pracujacych. Higiena i dokladne szorowanie naczyn w zmywakach znalazlo przelozenie w poprawie zdrowia ludzi krajow rozwinietych czego rowniez i tak bardzo zachwalanym przez Ciebie Chinczykom zycze. Jak na razie nawet chorobliwie otyli Amerykanie ciesza sie dluzszym zyciem od Chinczykow z ChRL.
Juz Tobie wspomnialem iz kazdy jest egoista w jakiejs dziedzinie, rowniez i Ty i nie zmuszaj mnie do tego by twoja ignorancje obnazyc.
Moj blad. Ignorantem, nie egoista.
no tak, ale dla przeciętnego Chińczyka i tak jesteś Amerykaninem, nawet jeśli powiesz że jesteś z Polski – pomyśli że to jeden ze stanów.
Nie prawda, byłeś w Chinach? Nie wiesz. Mnie ktolwiek się pytał skąd jestem to od razu wiedzieli, że to w Europie.
Odrzuć stereotypy.
Święte słowa. Co jak co ale Chińczycy wiedzą gdzie leży Polska ponieważ dawniej Polska była Komunistyczna i nasze Kraje były krajami “Zaprzyjaźnionymi” wiedzieli gdzie leży Polska.
Nie byłem w Chinach, ale znajoma Chinka w UK zadała mi 2 pytania wiedząc, że jestem z Polski.:
1. Czy Polska to wyspa? 2. Czy Polska jest częścią Rosji? Osoba ta skończyła studia wyższe w Chinach i przyjechała do UK też studiować na Uniwersytecie. Mówimy więc o osobie wykształconej znającej trochę świat. To jest tylko przykład. Mogę podać więcej. Nie oszukujmy się Polska w Chinach jest prawie nie znana albo b.mało znana
.
Twoja znajoma w Krainie Zmywaków ™ musiała w jakiś sposób zarazić się inteligencją lokalnych
My tu mówimy o rdzennych Chińczykach, a nie “podlanych sosem zachodnim”. Fakt, Polska jest bardzo słabo znana w Chinach, no, ale bez przesady, ludzie tam nawet słabo wykształceni wiedzą gdzie jest taki kraj jak 波兰,ziom!
W Beitou w Pekinie pewien starszy pan kaligrafujacy wodnym pedzlem na chodnikach spytal sie mnie skad jestem. Powiedzialem Poland. Ten bez slowa odszedl pare krokow i wrocil do pisania. Myslalem, ze mnie zignorowal nie wiedzac, o czym mowie. Ale po chwili podniosl glowe, spojrzal na mnie, wskazal wymalowane dwa znaki, usmiechnal sie i rzekl cos w stylu: ŁARSZAŁ (czyli HuaSha, ale wtedy mialem wrazenie, ze uslyszalem wersje niemiecka nazwy naszej stolicy ;] )
W Chinach mieszkałem 6 lat. Mówiłem o przeciętnych Chińczykach. Zapomniałem dodać że o młodych. Bo starzy to owszem pamiętają Polskę.
Ja mieszkam w Chinach od 8 lat i mam kontakt z mlodymi, wyksztalconymi Chinczykami. Na haslo Bolan, najczesciej reakcja jest “aaa, helan/fenlan”. Gdy wyjasniam, ze to taki duzy kraj europejski obok Niemiec, to zapada cisza… Chinczycy o Polsce i Polakach maja wyobrazeni takie jak przecietny Polak o Nepalu. Absolwentka Fudan University spytana o pierwsze skojarzenie z Polska, rzucila: ” Adolf Hitler, on był Polakiem, prawda?” Miło
Bardzo… choć pewnie Niemcom bardziej. Za to od Chińczyka studiującego historię dowiedziałem się, że podziwia Polskę bo nigdy nie daliśmy się podbić… A ponieważ moralnie zwycięstwo zawsze było po naszej stronie to mu tylko przytaknąłem.
Za to ciekawe jest to, że w Korei Polske kojarzy prawie kazdy. Co wiecej, wielu koreancow doszukiwalo sie duzego podobienstwa w historii Polski i Korei – my okupywani przez Niemcy, oni przez Japonie. Od razu bylem im bratem.
Chociaz najpopularniejszym Polakiem jest bez watpienia Olisadebe i kazdy chlopak pamieta, jak Korea nas zloila 2:0. Za to na drugim miejscu pojawial sie od razu Walesa, i to wcale nie rzadko.
To kolejny znak że powinniśmy się uczyć wzajemnie Historii naszych Krajów. Być może każdy z nas znajdzie coś ciekawego w Chińskiej Historii i nie mam na myśli tutaj działalności politycznej Mao Zedonga
Avatar ja też uważam że Korea jest historycznie podobna do Polski ponieważ Korea też ma dwóch mocnych Sąsiadów Chiny i Japonię. Gorliwie również wierzę że Naród Koreański się Zjednoczy.
Zgadzam się, też to podobnie widzę, ale większość polaków na pewno nie ma pojęcia o sytuacji Korei. Ja byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak wielu koreańczyków wiedziało coś o historii polski, rozumiało nasze położenie i potrafiło się z nim identyfikować. Nie wyobrażam sobie, by zwykli polacy (nie tacy, którzy szperają po portalach dotyczących Azji) tak łatwo zauważyli analogię.
Wierz mi, że to też i moje marzenie, by doszło do zjednoczenia.
To byc moze oboje wciaz zbyt wiele o historii Korei nie wiecie.
Koreanska historia jest podobnie jak polska nacechowana tragicznymi okresami, ale spowodowane bylo to nie wylacznie agresja i okrutnoscia sasiadow, ale w duzym stopniu konfliktowym i egoistycznym charakterem Koreanczykow, czyms co siedzi gleboko w Koreanczykach do dzisiaj. Nie bez przyczyny Niemcy po upadku ZSRS potrafili zjednoczyc sie niemalze natychmiast, podczas gdy zolnierze obu Korei wciaz mierza do siebie z karabinow. Wsrod politologow popularny jest zart, ktory mowi iz gdzie dwoch Koreanczykow, tam trzy partie polityczne. Rozbicie na wrogie, rywalizujace i nieufne sobie grupy jest tak koreanskie jak kimchi i hyunday. Jak juz wczesniej pisalem, ich narodowy charakter jest zarowno ich blogoslawienstwem jak i przeklenstwem. Rywalizujace ze soba chaebole wyniosly koreanska ekonomie do swiatowej pierwszej ligi, ale rywalizacje na innych polach nie zawsze znajduja uzasadnienie. Przykladowo, z ogromnym prawdopodobienstwem Korea jest jedynym panstwem na swiecie gdzie koscioly nawet tej samej denominacji sa do siebie wrogo nastawione.
Niedaleko mojego miejsca zamieszkania znajduja sie dwa duze koscioly, zlokalizowane po przeciwnych stronach malego parku. Do braku rozsadku Koranczykow juz sie zdazylem przyzwyczaic, wiec niewiele zdziwil mnie fakt iz chodnik ulicy przy jednym z nich zostal nagle oddzielony od tej ulicy parkanem a przejscie zlokalizowane okolo 50 metrow od glowego, wychodzacego bezposrednio na ulice wejscia do tego kosciola, co zmusza wiernych do szybkiego przebierania nozkami pomiedzy jadacymi samochodami by dostac sie do tego przejscia, lub plotu celem przedostania sie na chodnik. Jakkolwiek zabawnie to moze czasami wygladac, nie bardzo potrafie sobie wyobrazic starsze panie skaczace przez te metalowa bariere. Moj ciekawski i troche swarliwy charakter doprowadzil mnie do tego kosciola by wypytac o przyczyny tego idiotyzmu. W jakze koreanski sposob, powalajaco mila i przyjazna grupa Koreanczykow wytlumaczyla mi iz ten rodem z piekla kosciol po drugiej stronie parku maczal w tym wszystkim swoje diabelskie lapska. Gdybym nie wiedzial iz Koreanczycy sa mistrzami perswazji i nie poznal lepiej technik manipulacyjnych, zapewne bym szybko stanal przy ich boku i rzucal gromy w strone sprzymierzencow szatana. Oba koscioly naleza do tej samej wspolnoty – prezbiterianskiej. “Sprzymierzency szatana” okazalo sie zreszta oskarzaja ten pierwszy kosciol o gloszenie falszywej ewangelii i sekciarstwo. No i w ten sposob koreanska karuzela kreci sie dalej.
Swoja droga brak doswiadczenia i naiwnosc ludzi zachodu w Korei oraz Koreanczykow mistrzostwo w negocjacjach i perswazji to temat rzeka i z przyjemnoscia bym podjal glebsza dyskusje., zgodze sie jednakze w tym miejscu z Avatarem iz wiedza Polakow (i nie tylko) o Korei jest ponizej poziomu przyzwoitosci, zarazem jednak przypomne Tobie Avatar, iz wiedza to nie bezmyslne wchlanianie podawanych nam gotowych danych. Ja osobiscie nie uwierze w nic co uslysze od Koreanczyka, dopoty, dopoki nie sprawdze wiarygodnosci zaslyszanej informacji w wielu innych zrodlach.
Wracajac do historii, to niewielu wladcow koreanskich zmarlo smiercia naturalna; morderstwa, otrucia to najczestsze przyczyny ich smierci. Posrod ich jakze wielu wladcow, zaledwie garstka moze cieszyc sie taka estyma jak chocby nasz Mieszko, Jagiello, Kazimierz Wielki czy Sobieski. Wiekszosc z nich to satrapy i ciemiezcy. Krol Sejong i general Lee Sun Sin stanowia wyjatki. Przykladowo krol Yonsan byl znany glownie z uprowadzania i gwalcenia kobiet, a Kwanghae zamordowal ojca i braci by zdobyc tron i miec dostep do nieograniczonej ilosci niewiast.
Koreanczycy tak bardzo chca by swiat permanentnie potepial Japonczykow za ich (niezaprzeczalnie okrutne) zbrodnie wojenne, skrzetnie jednak ukrywja czarne plamy swojej historii – od tysiacleci niewolnictwa, zniesionego tam dopiero pod koniec XIX wieku przez !!! do okrutnosci koreanskich zolnierzy w wojnie wietnamskiej, czy masakry wlasnej ludnosci podczas powstania na wyspie Jeju, zaledwie 60 lat temu. Slyszymy iz Japonczycy zmuszali Koreanki do prostytucji, ale prostytucja byla i jest bardzo mocno zakorzeniona w ich kulturze. Jeszcze pare lat tamu, zanim rzad koreanski zdecydowal sie zdelegalizowac ten zawod, pracowalo w nim, wg. roznych zrodel (nizszych, rzadowych, czy wyzszych, organizacji spolecznych), do miliona kobiet! Wg. koreanskiej prasy ponizej 20 procent Koreanczykow zachowuje wiernosc malzenska, a rzad koreanski jako jedyny na swiecie, zdecydowal sie placic firmom premie za nieorganizowanie tradycyjnych zabaw z paniami lekkich obyczjow w okresie noworocznym (o czym zreszta mozna bylo przeczytac rowniez w polskiej prasie).
I jeszcze pare slow odniosnie zjednoczenia obu Korei. Jak wczesniej wspomnialem, zatwardzialosc ich serc i awanturniczy charakter leza u podstaw tego podzialu, a nie wylacznie radziecka ingerencja sprzed kilkudziesieciu lat i nie jestem pewien czy Koreanczycy tak naprawde chca tego zjednoczenia. Koreanczycy wroga potrzebuja jak powietrza. Wspolny wrog ich jednoczy i bez zewnetrznego wroga ich ciagla potrzeba konfrontacji jeszcze mocniej zaznaczy sie lokalnie. Jedne z najwiekszych na swiecie demonstracji anty-amerykanskich organizowane sa w Seulu. Czasami co dla wiekszosci innych krajow byloby przyczyna do krotkiej wzmianki na dziesiatej stronie dziennika, dla Koreanczykow jest sygnalem do rozpoczecia ogolnonarodowej histerii. Nie mozna jednak zyc w ciaglym napieciu i stresie bez negatywnych tego konsekwencji. Informacje o kolejnej fali samobojstw znow zajmuja pierwsze strony gazet, a smierc kilku z nich, jak chociazby zeszlotygodniowe samobojstwa wysokiego ranga menedzera KB banku, czy w szczegolnosci doskonalego fizyka, profesora Lee Sung-ik’a, wg prasy lokalnej najwiekszej koreanskiej nadziei na pierwsza dla Korei naukowa Nagrode Nobla, ponownie zmuszaja do glebszego zastanowienia, a nie tylko bezmyslnego ubolewania nad tych ludzi trudna historia lub czucia sie upowaznionym do wyrazania wlasnych opinii na podstawie przyjazni z kilkoma tubylcami.
V.P., to prawda, nie wiem wiele. Nie ubolewam jednak nad niczyja historia. Raczej staram sie mysle perspektywicznie – zjednoczenie mogloby przyniesc, mowiac trywialnie, wiele dobrego dla mieszkancow Korei Pln, choc juz dla samej Korei Pld nie musi to byc korzystne gospodarczo. Szczerze mowiac to nie przypominam sobie, by ktorykolwiek z moich koreanskich znajomych badz nieznajomych wypowiadal sie specjalnie przychylnie wzgledem zjednoczenia. Wrecz przeciwnie, pamietam, jak moj koreanski profesor z “Korean Issues” relacje miedzy Koreami rozpatrywal jedynie na plaszczyznie: “wojna nam sie nie oplaca, bo zbyt duzo srodkow produkcyjnych mamy skupionych w jednym regionie, dzieki czemu latwo mozna nas unicestwic”. Nie bylo w ogole rozwazania bardziej dyplomatycznego rozwiazania problemu – skoro podbijanie ich sila niesie ze soba zbyt duze zagrozenie, to zostawmy to tak jak jest.
Wiec uwazasz, ze podzial na dwie Koree bylby dla obu Korei zdrowszy/efektywniejszy (zakladajac, ze w Korei Pln zaczalby funkcjonowac system dajacy szanse na rozwoj), poniewaz taki uklad moze stymulowac obie strony poprzez wzajemna konkurencje? Czy nie wystarczy, ze tym “wrogiem”, ktorego koreanczycy potrzebuja, bedzie nadal np. Japonia?
Politologia to bardziej wrozenie z fusow niz nauka. Czasami najwiekszych ekspertow doglebne analizy okazuja sie w krotkim czasie byc mniej warte niz papier na ktorym zostaly spisane
Mozemy oczywiscie przypuszczac iz obie Koree sie ponownie zjednocza, gdyz logika nam podpowiada iz jeden narod powinien byc zorganizowany w jednym panstwie ale historia lubi toczyc sie wlasnym torem.
Troche zapewne rywalizacji pomiedzy sasiadami nigdy nie zaszkodzi, jednakze powinna ona byc ujeta w cywilizowane ramy. Koreanczycy musza dojrzec i zmadrzec. Musza nauczyc sie przyjmowac krytyke z pokora i przegrywac z godnoscia, gdyz jak na razie wszystkie ich histeryczne zapedy maja za zadanie chronic ich zranione ego. Wiele wody jednak w rzece Han uplynie zanim Koreanczycy znajda rownowage. Neurotyzm przez stulecia zapuscil w nich glebokie korzenie i jest widoczny zarowno na poziomie indywidualnym jak i spolecznym.
Ponizszy link wskazuje iz nawet male nieporozumienia (w tym przypadku mala skala na morzu Japonskim – Tokdo) stanowia dla Koreanczykow ogromne wyzwania z ktorymi nie bardzo potrafia sobie radzic.
http://aog.2y.net/forums/index.php?showtopic=1558
Avatar wiesz mam paru przyjaciół w Korei i to są bardzo wartościowi ludzie najbardziej mnie zadziwiło to że zadawali dużo pytań jeśli chodzi o Historię Polski zwłaszcza o Średniowieczna Polskę.
Skracając ten koreański offtopic i inne dywagacje i odpowiadając na pytanie postawione w temacie:
TAK, warto się uczyć chińskiego, bo to język przyszłości. Kropka.
W pełni się zgadzam z moim przedmówcą. Obecnie jesteśmy świadkami że samym Językiem Angielskim świata się nie zawojuje. Warto się uczyć nie tylko Chińskie ale i pozostałych języków Azjatyckich ponieważ już wkrótce może się okazać że władanie tymi językami może się stać właściwie rozumianą koniecznościom.
Rozsądny człowiek powie, że zawsze warto nauczyć się czegoś nowego. Ale z perspektywy osoby rozważającej podjęcie nauki, pytanie zabrzmi “co da mi nauczenie się tego arcytrudnego języka”? Według mnie istnieją dwa stereotypy związane tym językiem. Pierwszy, że chiński jest arcytrudny. A drugi, że po jego opanowaniu każdy znajdzie pracę. Sinolodzy się czasem śmieją, że pracy to dla nich jest dużo, ale… w Chinach.
No tak, ale kto by nie chciał pracować w Chinach? To raz. Po drugie, odrzuć stereotypy – źródło największego dziadostwa na świecie. A po trzecie właśnie, to chiński nie jest arcytrudny, bo np. japońsi jest znacznie trudniejszy, a zdaje się, że w Polsce więcej ludzi uczy się japońskiego (i tak wciąż nie dużo w porównaniu do ang.) niż chińskiego. Pewnie dlatego, że manga i przyjmują japoński takim jaki jest, bo myślą, że on nie jest trudny. Wiesz, placebo.
“co da mi nauczenie się tego arcytrudnego języka”?
No cóż – wszystko.
Wszystko? To za mało
Co konkretnie? Każdy zakochany w Chinach sam znajdzie powód dla siebie. Ale co z tymi, którzy tam nie byli i myślą o chińskim jako o języku, który tylko potencjalnie może im się przydać? Dodasz coś?
Przestań, jak jesteś uprzedzony to przecież nikt cię nie będzie zmuszał do nauki tego przyszłościowego języka. Ja tego tym bardziej nie zmienię. Ale zobaczysz, za kilkanaście lat, dzieci twoich dzieci będą pracowały U Chińczyka, a ci wszyscy, “inni”, którzy opanują tenże język, będą pracować Z Chińczykiem. Także, wybór należy do Ciebie, ziom!
Nie uprzedzony a dociekliwy. I nie chodzi o mnie tylko o ludzi, którzy chińskiego jeszcze nie doceniają. Przydałoby się ruszyć to towarzystwo. Z korzyścią dla nich i Polski. Przy tak mizernym bilansie handlowym, naszym “towarem eksportowym” mogliby stać się ludzie mówiący po chińsku.
Większość ludzi postrzega Chiny jako zło. A nie widzi że Chiny, Japonia, Korea Mogą być Alternatywą wobec Ameryki. Ale no cóż dopóki w Polsce będzie się propagować Mit “Amerykańskiego Raju na Ziemi” to w życiu nie dojdzie do czegoś konstruktywnego mając klapki na oczach.
Mit “Chińskiego Raju na Ziemi” zamiast “Amerykańskiego Raju na Ziemi”? Niewielka różnica. …Poza tym, że komunistyczna.
Shut up noob ! ! ! ! ! ! !